poniedziałek, 16 maja 2011

Przejażdżka życia


Thelma i Louise
(oryg. Thelma & Louise), 1991
reż. Ridley Scott

Niewiele jest pewnie osób, które jeszcze nie widziało tego filmu lub przynajmniej o nim nie słyszało. Ja wracam do niego co jakiś czas dla czystej przyjemności. Trudno ten film nazwać wybitnym dziełem kinematografii, ale spokojnie możemy zaliczyć go do kina kultowego, co jest znacznie mniej zobowiązujące.

Film opowiada historię dwóch trzydziestokilkuletnich przyjaciółek, którym w życiu nie do końca się powiodło. Thelma (Geena Davis) usidliła się w małżeństwie z nieokrzesanym i pozbawionym szacunku dla żony nieudacznikiem, Louise (Susan Sarandon) skończyła jako kelnerka w niezobowiązującym związku z mężczyzną, który nie potrafi jasno określić swoich uczuć. W pewnym momencie obie stwierdzają, że znalazły się w martwym punkcie i postanawiają zrobić sobie wakacje od tego przygnębiającego życia. Pod pozorem wyjazdu na ryby, nie mówiąc nic nikomu, wsiadają do samochodu, by rozpocząć przygodę swojego życia. Podczas podróży zatrzymują się w przydrożnym barze, gdzie Thelma upija się i flirtuje z nieznajomym. Przygoda nie kończy się dobrze: rozochocony mężczyzna próbuje zgwałcić Thelmę na parkingu. Na pomoc przychodzi jej Louise, która zabija napastnika. Dla mnie dość istotne jest, że zabójstwo nie do końca uzasadnione było obroną konieczną. Mężczyzna pozwolił Thelmie odejść, jednak na koniec ubliżył obu kobietom. Louise pociągnęła za spust, chociaż nie musiała. Później dowiadujemy się, że jest to poniekąd związane z jej traumatycznym przeżyciem z przeszłości. W tym miejscu rozpoczyna się ucieczka wyjętych spod prawa pań i pościg FBI.

Trudno zaliczyć ten film do klasycznego kina drogi. Przede wszystkim oszałamiające role kobiece sprawiają, że film wymyka się próbom klasyfikacji. Thelma, rozczulająca na początku swoją naiwnością i uległością wobec męża, ostatecznie okazuje się liderką, która nie cofnie się przed niczym. Wydaje się, że dopiero teraz złapała wiatr w żagle i poczuła, że żyje pełnią życia – wolna, niezależna i wyjęta spod prawa. Louise, która pierwotnie wydaje się grać pierwsze skrzypce, wycofuje się. I chociaż to ona podejmuje decyzję o ucieczce, nie jest w stanie unieść ciężaru tej decyzji. Okazuje się tą słabszą kobietką targaną wewnętrznymi rozterkami i nękaną przez widma przeszłości. To Thelma podaje jej rękę.

Film, chociaż jest dramatem, nosi w sobie znamiona komedii, co znakomicie go równoważy. Nie sposób mu również odmówić doskonałej obsady. Obok nominowanych do Oskara Davis i Sarandon na uwagę zasługują również aktorzy grający rolę partnerów życiowych naszych bohaterek, Christopher McDonald i Michael Madsen, jak również wcielający się w jedyny pozytywny męski charakter filmu, detektywa FBI, Harvey Keitel. Nie sposób również nie wspomnieć Brada Pitta w roli, która otworzyła mu wrota do fabryki snów.

Z ciekawostek dodam, że Thelma & Louise ośmieliły Tori Amos do napisania piosenki Me and a Gun, która jest rejestrem bolesnych przeżyć piosenkarki związanych z gwałtem. Dopiero po seansie zdecydowała się podzielić tym ze światem.

A więc jeśli ktoś ma ochotę wziąć udział w tej szalonej ucieczce do wolności, szczerze zachęcam. Mimo wszystko nie zapominałabym jednak, co jest dobre, a co złe. A łatwo stracić pamięć, oglądając ten film, gwarantuję…

Moja ocena: 5,5/6

5 komentarzy:

  1. Film znany, ale do mnie jakoś wybitnie nie przemawia. Może dlatego że nie przepadam za "kinem drogi".

    OdpowiedzUsuń
  2. ;) no i widzisz :) ja nie widziałam... a obijałam się o ten film kilka razy... jeśli go zobaczę, to napewno podzielę się spostrzeżeniami :)

    P.S. Inez ;) ja też już się martwiłam... też mam nadzieję, że jestem już na dobre :) Dziękuję Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam!
    Świetny film, moim zdaniem. I kino drogi jak najbardziej, tyle że takie w duchu kina kontestacji - jak 'Bonnie i Clyde' Arthura Penna, czy filmy Peckinpaha. Może w bardziej feministycznym wydaniu, ale w tym przypadku to nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam, no nie... ale wynika to z tego, że mało oglądam, ale nadrobię :) dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Piotrze, nie chcę zabrzmieć szowinistycznie, ale może dlatego do Ciebie nie przemawia, bo jesteś facetem?;) Niektórzy nazywają "Thelmę i Louise" kinem feministycznym, które może drażnić przedstawicieli płci męskiej...

    Mała Mi, witaj i u mnie - brakowało tu Twoich rudych kosmyków:) Obejrzyj koniecznie!

    Desperate Househusband, cieszę się, że porównujesz go do filmu Athura Penna; też miałam podobne skojarzenia. Czuje się ten klimat:)

    Margo, a mnie ten film atakuje zewsząd. Mam nadzieję, że nie działa na zasadzie żadnej aluzji;)

    Pozdrawiam i dzięki za odwiedziny!

    OdpowiedzUsuń