piątek, 4 grudnia 2009

Sprawy damsko-męskie


Fiodor Dostojewski, Białe noce
Достоевский, Ф., „Белые ночи”, Мартин, Москва 2005
s: 158

Literatura rosyjska należy do moich ulubionych. W żadnej innej nie znalazłam atmosfery mogącej równać się z tą, wyczarowaną w dziełach rosyjskich pisarzy. Poza tym uważam się za szczęściarę, ponieważ mogę poznawać ten niezwykły świat w języku oryginalnym, a wierzcie mi, słowa rosyjskie niosą ze sobą zupełnie inną melodię niż słowa jakiekolwiek tłumaczenia. Brzmienie języka rosyjskiego to dodatkowa porcja magii!

Dostojewski zajmuje ważne miejsce wśród moich ulubionych pisarzy. Portret człowieka, który rysuje na kartach swoich powieści zazwyczaj pozostaje mi w pamięci na bardzo długo. Najczęściej jest to człowiek ponury, zamknięty w sobie, który dawno już zerwał wszelkie więzi ze światem zewnętrznym. To człowiek, który nie może funkcjonować w otaczającym go świecie, ponieważ widzi w nim tylko fałsz, głupotę, beznadziejność…

Wybrana przeze mnie książka zawiera dwa wczesne opowiadania Dostojewskiego: Białe noce i Łagodną (tytuł rzadziej tłumaczony jest jako Potulna, ale mi zdecydowanie bardziej odpowiada). Pierwsze opowiadanie nosi podtytuł Powieść sentymentalna. Ze wspomnień marzyciela. I dzięki temu wiemy, czego się spodziewać. Dostojewski przedstawia nam człowieka samotnego, któremu przez cztery krótkie noce było dane zaznać złudzenia miłości. Otworzył swoje serce przed kobietą, która kochała innego. Ta, myśląc, że nie może liczyć na wzajemność, przyjęła miłość naszego bohatera tylko po to, by go w chwilę później porzucić. Fabuła i zakończenie opowiadania są do bólu przewidywalne. Ale ciekawe jest, moim zdaniem, odwrócenie ról, jakie możemy zaobserwować: mężczyzna – jest słaby, naiwny, pragnący miłości i ciepła, ostatecznie odrzucony; kobieta – egoistyczna, interesowna, skoncentrowana na swoim szczęściu, zadająca cios bez wahania. Ale z pewnością nie jest to najlepszy utwór Dostojewskiego.

Zupełnie inne wrażenie wywarło na mnie drugie opowiadanie. Łagodna napisana jest w formie monologu głównego bohatera składającego się z chaotycznych strzępków myśli. Bohaterem jest czterdziestoletni mężczyzna, lichwiarz, który poślubił szesnastoletnią dziewczynę. Jednak nie uczynił tego z miłości, ale z czystego wyrachowania. Wybrał dziewczynę biedną, nie mającą dokąd pójść, która musiała wybrać mniejsze zło. Dzięki temu poczuł się jej wybawcą, który już nic nie musiał od siebie dawać, a w zamian oczekiwał miłości, szacunku, pełnego oddania, potulności. Dziewczyna początkowo pragnęła obdarzyć go całym swoim żywiołowym uczuciem, ale napotkała tylko na cichy opór. Mężczyzna nie uważał jej za godną rozmowy, ona miała go tylko słuchać i okazywać wdzięczność w ciszy. I tak milczeli sobie wspólnie przez długi czas. Najtragiczniejsze w tym wszystkim jest to, że mężczyzna po swojemu, w skrytości, kochał żonę, ale chciał, żeby ona sama odnalazła w nim to uczucie, by dopraszała się go swoim bezwarunkowym oddaniem. Często w swoich myślach nazywał ją „potulną”, co tylko dowodzi, jak bardzo był ślepy. Dziewczyna, choć całkowicie zależna od męża, była osobą dumną, hardą i w pewien sposób „pokazała mu pazurki”. Niestety zrozumiał zbyt późno, jakie piekło na ziemi jej stworzył. Gdy przychodzi do niej, by rozpocząć nowe życie, ona już na niego nie czeka. Śmierć nie pozwala mu naprawić wcześniejszych błędów.

Łagodna to utwór bardzo dobrze napisany. Prawie jak u Hitchcocka – zaczyna się od trzęsienia ziemi. Od razu na wstępie dowiadujemy się, że na stole leży jego martwa żona. Później dowiadujemy się, jak do tego doszło. Bohater toczy ze sobą nieustanną słowną walkę, próbując dociec, kto zawinił. Najpierw obwinia dziewczynę, by w chwilę potem odkryć gorzką prawdę: to jego wina.

Po lekturze nękała mnie głównie jedna myśl: jak łatwo się czasami minąć, jak łatwo można się zatracić w jakimś głupim gniewie, jak łatwo przeoczyć to, co jest naprawdę istotne. Może czasami warto zapomnieć o dumie i chorych ambicjach w imię czegoś ważniejszego? Bo potem może być za późno.

Czy też macie czasami wrażenie, że niektóre utwory napisane są specjalnie dla was? Dla mnie jest to zawsze zatrważające odkrycie.

Moja ocena:
Białe noce: 3,5/6
Łagodna: 5/6

Czytaj tego autora: "Idiota"

8 komentarzy:

  1. [wtręt zupełnie osobisty i nie-literaturowy: Inez, pamiętaj, że wiele błędów zostawiłaś za sobą... Jestem z Ciebie dumna, wiesz o tym, prawda?]
    A Dostojewski (i w ogóle literatura rosyjska jest dla mnie bardzo bardzo trudna do czytania, jest mroczna, skierowana mocno na wewnętrzne życie człowieka, na jego duszę, myślenie, analizę siebie i innych, przez to wymaga pełnego zaangażowania w czytanie - to nie jest literatura do poduszki. Nie znaczy to, że czytam tylko lekkie historyjki, ale "rosyjska" zawsze jest tak przygnębiająca, że potem siedzi w głowie i boli, przeszkadza, rani... Poza tym realia są dla mnie raczej obce, nieprzyswajalne. Ty na pewno odbierasz ją inaczej, z racji Twojej życiowej pasji i (jak sama piszesz) czytania w oryginale. Ja trzymam się od niej raczej z daleka. Opowiadań, o których piszesz, nie czytałam, ale dzięki temu co napisałaś, już wiem, że nie chcę :-) (nan)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie, jak Ty uwielbiam literaturę rosyjską. I wszystko co do tej pory rosyjskiego czytałam (niestety nie w oryginale, czego bardzo żałuję, ale swój czas przeznaczony na drugi język poświeciłam na niemiecki, z którego dzisiaj nie mam żadnego, ale to żadnego pożytku) było po prostu genialne. A była to literatura tak różna - począwszy od Dostojewskiego, poprzez Bułhakowa, Tołstoja, Sołżenicyna skończywszy na Akuninie - i wszystko, całkowicie wszystko mi się podobało.

    Do samego Dostojewskiego pałam ogromną miłością, przede wszystkim dzięki jego "Zbrodni i karze", która chociaż jest lekturą szkolną wciąż siedzi mi w głowie (trudno, żeby nie siedziała, przeczytałam ją z 10 razy i też m.in. dzięki niej podjęłam decyzję o wyborze kierunku studiów). Opowiadań niestety jeszcze nie miałam w rękach, ale muszę przyznać, iż nieszczególnie lubię krótkie utwory epickie, bo zawsze odczuwam niedosyt, jednakże chyba się poświęcę w imię mej miłości do Dostojewskiego i całej rosyjskiej literatury i sięgnę po te, o których napisałaś :)

    P.S. Też często odczuwam wrażenie, że niektóre książki są napisane dla mnie i do mnie. To niesamowite móc tak zjednać się z dziełem, poczuć jego klimat do końca, bez żadnych wątpliwości, czy niedomówień. Szkoda jedynie, że takich utworów jest niewiele...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nan, cieszę się, że udało mi się Ciebie zniechęcić -
    Claudette, cieszę się, że udało mi się Ciebie zachęcić -
    do opowiadań Dostojewskiego:)

    Ale fakt faktem, Dostojewski na zawsze pozostanie mistrzem dłuższych form literackich.

    Dzięki za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam:-) A moim marzeniem jest czytanie w języku ukraińskim. Na razie jest to marzenie odłożone na półkę, czeka aż poram się z pisaniem mojego osobistego bestsellera - pracy mgr, ale myślę że się doczeka;-)
    Ostatnio słyszałam język czeski, też super. Jaka szkoda że nie mam talentów językowych i nauka idzie mozolnie, choć do przodu.
    Mój chłopak ostatnio przeczytał "Wspomnienia z domu umarłych" był zachwycony, i będzie czytał "Idiotę".
    Pozdrawiam!
    Kot w butach

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja znajomość rosyjskiej literatury ogranicza się tylko do Dostojewskiego i Bułhakowa, nad czym ubolewam, ale jakoś tak się układa w moim życiu, że częściej sięgam po książki angielskojęzyczne, od czasu do czasu francuskie i hiszpańskie. No upss... nadal nie mogę się przemóc do Tołstoja, a już współczesnych pisarzy ros. kompletnie nie znam.

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Musiałam to napisać... TORI!!!! Dzięki bardzo! Aż mnie coś w sercu ściska!!! (nan)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście, czytanie literatury w oryginale to zupełnie inne doświadczenie czytelnicze niż zetknięcie z przekładem (nawet genialnym) - po prostu inny klimat. Języka rosyjskiego nigdy się nie uczyłam bo go nie znoszę (nie pasuje mi ta linia melodyczna - jestem z wykształcenia germanistą, więc pałam miłością do zupełnie odmiennego w charakterze języka ;) ) ale literaturę rosyjską bardzo sobie cenię. Nie znam wprawdzie zbyt wiele dzieł, ale już na ich podstawie wyczułam wspaniały klimat.
    Co do książek pisanych "da nas" - są w życiu takie chwile, kiedy trafiamy z książką w odpowiedni moment, kiedy dane dzieło idealnie wpasowuje się w nasz nastrój, naszą sytuację życiową, nasze poglądy ... I wtedy wydaje nam się, że została ona napisana specjalnie dla nas :)
    I widzę wklejone "yuotubowe" okienko z Tori Amos - uwielbiam ją! I już nie mogę się doczekać kiedy dorwę w swoje łapki jej najnowszy album "Midwinter Graces"! ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie każdy musi czytać w oryginale - nie odbierajmy pracy tłumaczom:)) Ale każdy, kto miał kiedykolwiek możliwość przeczytania powieści w oryginale wie, jak piękne to przeżycie.

    No i cieszę się, że trafiłam na fanów Tori. Akurat byłam w takim śnieżnym nastroju...

    Dziękuję wszystkim za odwiedziny:)

    OdpowiedzUsuń