poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Świat, za którym każdy tęskni


Fannie Flagg, Smażone zielone pomidory
Flagg F., „Fried Green Tomatoes at the Whistle Stop Cafe”, Random House, New York 2005
s: 403

Już dawno nie znalazłam w książce tyle ciepła, które rozlałoby się po mnie ciepłą, słoneczną falą, napełniając ciało od koniuszków palców po sam czubek głowy. A są przecież takie książki, które chce się dotykać, wąchać, gładzić po raz setny po okładce, zastanawiając się jak, nie odrywając się od czytania ani na chwilę, nigdy nie dobrnąć do ostatniej strony. Z namaszczeniem przewracamy kolejne strony, połykamy zdania, nie roniąc ani słowa i malujemy w swoim sercu obrazy, które na zawsze pozostaną z nami.

Taką książką, która wnosi do życia wiele słońca, nie będąc przy tym trywialnym czytadłem wypełnionym po brzegi złotymi myślami, są bez wątpienia Smażone zielone pomidory Fannie Flag. Jest to książka niezwykle mądra, ale swoje prawdy przemyca dyskretnie, otulając je jedynie niepospolitym humorem i wyrzekając się wszelkiego moralizatorstwa.

Powieść przenosi nas do Alabamy lat trzydziestych ubiegłego wieku, gdzie poznajemy mieszkańców małego miasteczka Whistle Stop wraz z ich radościami, smutkami i dramatami. Co przede wszystkim zdumiewa to niezwykła jedność i optymizm mieszkańców, które pozwoliły im wyjść cało z niejednej opresji. A nie były to łatwe czasy: wielki kryzys, wojna, segregacja rasowa, nie brakowało również lokalnych tragedii, a jednak mieszkańcy miasteczka potrafili odnaleźć w sobie siłę, by wspierać się wzajemnie. Jedną z nich była Ninny Threadgoode, której pod koniec życia przyszło się przeprowadzić do domu spokojnej starości. Tam przypadkowo poznaje Evelyn, bywającą z regularnymi wizytami u swojej teściowej. Ninny bez pytania opowiada jej historię swojego życia - barwną, optymistyczną i przepełnioną wiarą w ludzi - o nieistniejącym już świecie. Nie mogła lepiej trafić. Evelyn, która akurat znalazła się w zaułku swojego życia, przytłumiona objawami menopauzy, rozczarowana małżeństwem, zagryzająca swoje rozgoryczenie kolejnymi batonikami, powoli zatracająca się w sztucznie napędzanej przez siebie depresji dała się porwać niezwykłej historii. Zrozumiała, że źródło problemów leży głęboko na dnie jej duszy i tylko od niej zależy czy będzie umiała do niego dotrzeć.

Książka Fannie Flagg to również galeria smaków. Podczas swoich spotkań Ninny i Evelyn ciągle coś chrupały i podgryzały, a ja jak głupia latałam do kuchni, szukając godnej ich przekąski. Ninny udało się przekonać swoją przyjaciółkę, że to nie jedzenie jest problemem – jest przyjemnością, nagrodą i ucztą dla ducha, a to my robimy z niego wroga. Aż kipi od mnóstwa smaków również w Whistle Stop Cafe, gdzie Idgie, Ruth i Sipsey przyrządzają grzechu warte potrawy, którymi często częstują zupełnie bezinteresownie. Ile to razy miałam ochotę rzucić książkę i upichcić coś na miarę smażonych zielonych pomidorów, ale… wrodzone lenistwo sprawiało, że wybierałam jednak kanapę i literacką ucztę, oblizując się jedynie ze smakiem, gdy wspominano kolejną potrawę. Ale może kiedyś się wezmę, zważywszy że na końcu książki autorka darowuje nam przepisy wszystkich wspomnianych w powieści smakołyków. Mniam!

A książka - również mniam. Polecam wszystkim cynikom i tym tylko odrobinę zgorzkniałym i zniesmaczonym życiem, chociaż wiem, jak trudno się do tego przyznać, szczególnie przed samym sobą. Ja po lekturze bardzo zatęskniłam za taką prawdziwą, wielką w swej prostocie, nienadąsaną przyjaźnią, która po prostu jest i nie trzeba jej sklejać na siłę.
Ech, tylko czy w dorosłym życiu to w ogóle możliwe…

Moja ocena: 5,5/6

20 komentarzy:

  1. Czytałam dawno temu - bardzo mi się podobała. Przypomniałaś mi jaka ciepła i "letnia" ( w sensie pory roku) była ta książka (tak się w głowie mej zakodowała). Dzięki za odświeżenie pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba w obecnym momencie przyda mi się taka lektura, żeby nie zwątpić do reszty w świat i ludzi. Bo czuję, że jak tak dalej pójdzie, to skończę jako zgorzkniała, skrzywiona staruszka ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Klimat lat 30-tych ubiegłego wieku to bardzo wdzięczna tematyka; widzę, że i w tym przypadku autorka doskonale wykorzystała drzemiący w nim potencjał; z przyjemnością przeczytam!

    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałem film. Bardzo mi się podobał i chętnie sięgnę po książkę, kiedy nadarzy się ku temu okazja :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. orchisss, proszę bardzo! Faktycznie idealna książka na lato, chociaż zimą zagrzałaby lepiej niż termoforek i wełniane skarpety;)

    Margo, nie śmiem zaprzeczyć:)

    Maya, jeżeli dopadła Cię jakaś wstrętna chandra i ogólne zwątpienie ta książka może okazać się świetnym lekarstwem. Przywraca wiarę w ludzi, sprawia, że chce się coś zmienić w swoim życiu... I myślę, że nie są to wyłącznie subiektywne odczucia.

    Isadoro, co prawda akcja zaczyna się w latach 30. ale na nich się nie kończy. Sprawdź, zobacz.

    Piotrze, ja z kolei filmu nie widziałam, więc nie wypowiadam się w temacie porównań.

    Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy blog. Gratuluję. Również wielbicielka książek, szczególnie tych z kartkami, okładkami i pięknym zapachem papieru i farby drukarskiej. Pozdrawiam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i pokochałam z całego serca, szczególnie Idgie i Kikutka. Za humor, ciepło i dużą dawkę miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. recoleto, dziękuję i cieszę się, że mnie odwiedziłaś:) Ja z kolei zazdroszczę skutecznego realizowania pasji podróżniczej. Ja zdecydowanie zbyt często wynajduję jakieś ALE:(

    niedopisanie, Kikutek? Cudowne tłumaczenie! W wersji oryginalnej to Stump; w polskiej brzmi jeszcze lepiej:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. No i czemu ja tego jeszcze nie czytałam, no czemu? A słyszałam i tu i tam, że dobra, że warto sięgnąć, jakoś puszczałam mimo uszu...
    Głupia jestem, no.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak, pamiętam to cudowne ciepełko, które biło z każdej strony tej książki! Lubię takie lektury, bez jakichś wielkich ambicji - ale i nie płytkie - krzepiące, mądre, pomagające doceniać to że jesteśmy i że żyjemy, i że świat jest piękny... Po tych wszystkich ciężkich, nihilistycznych tomiszczach takie "Smażone zielone pomidory" są cudownym odpoczynkiem. Polecam Ci też film, bo moim zdaniem nie uronił zbyt wiele z uroku książkowego pierwowzoru, i "Nie mogę się doczekać... kiedy wreszcie pójdę do nieba" tej samej autorki, z kolejną wspaniałą, zachwyconą światem starowinką, Elner.

    A za przyjaźnią też potem zatęskniłam. I też nie mam pojęcia, czy w dorosłym życiu się tak da. Chciałabym, ale doświadczenia raczej temu przeczą. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnes, nie bądź dla siebie taka okrutna;) Jeszcze zdążysz...

    naia, na pewno nie raz jeszcze wrócę do "pomidorów", jak również do samej autorki. Nie miałam ostatnio wiele szczęścia do lektur, które naprawdę mną poruszyły, więc tym bardziej doceniam kawał dobrego pisania.
    A z tymi przyjaźniami to tak jest - myślę, że po trosze sami sobie jesteśmy winni, bo nie potrafimy się tak bez reszty otworzyć na drugiego człowieka albo, gdy się otwieramy, spotyka nas zawód. Niełatwo by dorosłym:(

    Pozdrawiam i dziękuje za ciekawy komentarz:)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Świat, za którym każdy tęskni", już tytuł trafia w sedno :)
    "Smażone, zielone pomidory" to książka, której lekturę zawsze chciałoby mieć się przed sobą. Chociaż lubię do niej wracać, to jednak nie to samo, co za pierwszym razem.
    Uwielbiam książki o przyjaźni, a jest ich tak mało, w porównaniu z wielkimi miłościami. Szkoda.
    Film jest świetny, w sumie równie sympatyczny, co książka.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Po przeczytaniu notki stwierdzam, że książkę na prawdę warto przeczytać :)

    PS. Jeżeli lubisz oryginalną ręcznie robioną biżuterię, maskotki oraz inne akcesoria ZAPRASZAM SERDECZNIE
    www.wilandraw.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. liritio, zazwyczaj nie lubię generalizować, ale pomyślałam, że chyba nie ma osoby, która nie chciałaby choć przez chwilę zabawić w Whistle Stop - miejscu niemal idyllicznym ze względu na ciepło relacji międzyludzkich, bo przecież nie wolnym od trosk i tragedii. Kolejne komentarze zdają się to tylko potwierdzać.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. musze kiedyś przeczytać - ja swój stosunek na granicy uwielbienia mogę przypisać filmowi o tym samym tytule - cholera jako facet musze się przyznać że mam do niego ogromną słabość :)
    w tylu cierpieniach odnaleźć optymizm i uśmiech to nie lada sztuka. Jeżeli ksiązka podobna do filmu - ja na tak!

    OdpowiedzUsuń
  16. przynadziei, tak jak już pisałam wyżej, porównać nie mogę, bo filmu nie widziałam, ale polecić książkę - a i owszem. Nie przejmuj się, facetom też się należą chwile wzruszeń;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja zaczęłam od filmu, znalezionego gdzieś w charity shop, z niebijącą po oczach okładką. Tytuł mi gdzieś 'dzwonił', ktoś polecał czy po prostu wydał mi się intrygujący.
    I zachwyciłam się. Naprawdę fantastyczna, tchnąca optymizmem historia. I pewnie po tej (przypominającej) notce złapię się za książkę (wg niektórych zła kolejność, ale ja tak lubię) - dopsuję do listy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. super-teacherko, niestety czasami nie mamy wpływu na kolejność, ale radziłabym się nie przejmować i bez oporów sięgnąć po książkę. Literatura ma zwykle (nie zawsze) o wiele więcej do zaoferowania niż film.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń