piątek, 19 sierpnia 2011

Bo młodzież musi z czegoś żyć


Galerianki, 2009
reż. Katarzyna Rosłaniec

Przyzwyczaiłam się do pisania o filmach dobrych. Łatwiej jest zwrócić na nie uwagę, obudzić w sobie chęć podzielenia się wrażeniami i przetopić emocje na słowa. A przecież nie tylko takie filmy spotykam na swojej drodze. Mnóstwo jest filmów, które wywołują gorzkie rozczarowanie i niesmak bezpowrotnie straconego czasu. Najczęściej szybko wrzucam je do jednej z szuflad swojej pamięci z naklejką „nie otwierać pod żadnym pozorem” i dalej żyję beztrosko, oddzielając ziarno od plew. Z książkami rzadziej trafiam jak kulą w płot, z filmami bywa różnie…

Dwa lata temu debiutancki film Katarzyny Rosłaniec pt. Galerianki przetoczył się przez nasz kraj z wielkim hukiem jako dzieło kontrowersyjne, ważne, obnażające smutną prawdę o zaniku moralności wśród polskiej młodzieży. Źródła upadku doszukiwał się w rodzinnej patologii i ułomności polskiego sytemu nauczania. Próbował nakreślić trudne relacje między nastolatkami, oparte na wzajemnym dowodzeniu swojej wyższości poprzez drogie gadżety, ciuchy i znajomości na mieście. Nie mniej trudne okazały się relacje dziecko-rodzic, gdzie brak autorytetu i wzajemnej chęci poświęcenia sobie czasu doprowadziły do skrajnej degrengolady wśród młodych ludzi.

A tak to się zaczęło. Ala, biedna, zahukana i dobrze ucząca się nastolatka, przejeżdża ze wsi/prowincji do Warszawy. Trafia do ostatniej klasy gimnazjum, gdzie doznaje nie lada upokorzenia w związku z przestarzałym modelem komórki, który przyszło jej odziedziczyć po wujku Mieciu. Postanawia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienić swoje życie i z szaroburej kujonki przepotwarza się w nieletniego wampa, a celem jej życia staje się zdobycie funduszy na wypasioną komórę (bo nikt jej nie chce takowej kupić). Przyłącza się więc do liderek klasowego rankingu popularności, które same zaradnie zarabiają na siebie, wiodąc przy tym, przynajmniej w oczach Ali, życie pełne uciech, mężczyzn, używek i drogich zabawek. Później oczywiście okazuje się to, a jakże, wewnętrznym krzykiem rozpaczy i desperacką próbą zwrócenia na siebie uwagi.

Taaak… Film przewidywalny do bólu, bazujący na sprawdzonych schematach i drażniący stereotypami. Nie wątpię, że są TAKIE dziewczyny i TAKIE problemy, ale ugryźć ten temat i stworzyć o nim film fabularny wcale nie jest łatwo. Temat, który świetnie nadawałby się na reportaż, niekoniecznie sprawdza się w kinie. Nie odnalazłam tu żadnych emocji, które targnęłyby mną boleśnie. Nie czułam współczucia, żalu, obrzydzenia, szoku – najczęściej rozbawienie, gdy głównodowodząca Milena klepała kolejne hasła przewodnie galerianek (przystojny dość był, inteligentny, na tematy różne rozmawialiśmy... nie powiem, że nie... ale co z tego, jak ja do niego żadnego uczucia nie mam... to z nim zrywam, nie? zresztą... miłość w naszych czasach nie istnieje... trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać…). Nie przekonała mnie również metamorfoza Ali, która na przekór rodzicom i światu – świadomie – wybrała tę gorszą drogę. Mimo wszystko wierzę w instynkt samozachowawczy. Jedynym światełkiem w tunelu chybionej jak dla mnie wizji była mała, acz wielka kreacja Izy Kuny, mamy Ali. Młode, debiutujące aktorki radziły sobie jak mogły, ale moim zdaniem wyszło to średnio, odrobinę komicznie. Ale czy tak miało być?

Podsumowując, film porusza ważny problem, ale jedynie prześlizguje się po jego powierzchni, czym wywołuje rozdrażnienie. Nie zagrał na moich uczuciach, więc skazuję go na zapomnienie.

Moja ocena: 2/6

12 komentarzy:

  1. Dzięki za cynk. A miałam go w planach właśnie ze względu na poruszaną tematykę.. Szkoda, że taki słaby. Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam. Niestety bez rewelacji, a szkoda.
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem nie udała nam się po raz kolejny polska prowokacja.
    Wciąż powtarza się o patologiach w gimnazjum, ale nie zapominajmy, że są to jednostki.
    Nakreślając w ten sposób problem, nastolatki raczej nie zyskają. Zamiast współczucia i ukazania problemu, mamy infantylne dialogi i płytko zarysowane postacie.
    No szkoda, chociaż sama nie wiem czy jest mi szkoda;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam:)
    Zgadzam się z Tobą. Film porusza bardzo ważny temat, ale nie jest specjalnie udany. Chociaż od młodzieży wiem, że do nich przemawia, co nie zmienia faktu, że obiektywnie nie jest to film dobry, jako dzieło filmowe jest to strzał nieudany.
    Zanim zobaczyłam te kinowe Galerianki obejrzałam na Kino Polska wersje pierwotną, na podstawie, której powstał film fabularno-dokumentalny. I ta wersja krótsza, w innej obsadzie zrobiła na mnie dużo większe wrażenie:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam i z przykrością stwierdzam, że poza przykrym problemem, który chyba nie do końca został ukazany, tak jak to było zamierzone, nic ciekawego w nim nie odnalazłam. Choć podobała mi się gra aktorska w tle (mam na myśli rodziców głównej bohaterki Kuna i Barciś o ile się nie mylę). Bardzo dziękuję za Twój komentarz u mnie! Te kilka słów sprawiło mi dużą radość, uświadamiając, że moje wpisy czytają osoby, do których je między innymi kieruję- czyli takie, które poza "Przeczytam/nie przeczytam" mają znacznie więcej do powiedzenia. Podzielam Twoje uczucia, bo i ja po "Grze w klasy" jestem wrażliwa na klasykę i to jej poświecam najwięcej czasu. Lekturę "Gry" poprzedziło dodatkowo "Sto lat samotności" tak więc po takich gigantach żadna nowość nie jest na tyle atrakcyjna, by poświęcić jej trochę czasu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bazylu, normalnie, jakbyśmy razem oglądali ten film;))

    biedronko, masz rację, chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle. Słyszałam, że gimnazjaliści zaśmiewają się na tym filmie. Myślę, że wielu z nich mogło nawet nie wiedzieć, że istnieje tak świetna metoda zarobkowania w galeriach, a film podsunął im genialny pomysł. Niestety.

    papryczko, no widzisz, czyli jednak w formie krótszej, reportażowej sprawdził się lepiej... Tak czułam.

    Kasiu, tak, aktorstwo drugoplanowe zdecydowanie zasługuje na oklaski.
    PS. Co do komentarza na Twoim blogu - nie ma sprawy. Też lubię podyskutować o sprawach, w których mam coś do powiedzenia:)

    Pozdrawiam i dziękuję za ciekawe komentarze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Również czekałam na wstrząs , przeżyłam niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
  8. Alko, bo intensywny PR czasami wyrządza dużo szkody - liczymy na wykwintne danie, a otrzymujemy odgrzewanego schaboszczaka;))

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń