sobota, 20 listopada 2010

"Książę Mgły", czyli traumy z klaunem w tle ciąg dalszy


Carlos Ruiz Zafon, Książę Mgły
Zafon, C.R., „Książę Mgły”, Muza, Warszawa 2010
tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodan Casas
s: 198
***
I like to believe that storytelling transcends age limitations* [C.R.Zafon]
***
Przyznaję się od razu, że moja miłość do Zafona jest miłością ślepą i bezkrytyczną, graniczącą niemal z obłędem. Całą resztę kocham miłością raczej dojrzałą i zdroworozsądkową. Przyjemność czytania dawkuję sobie świadomie, z kubkiem kawy w dłoni, gdy żaden stos papierów nie zerka na mnie złośliwym okiem, czasem w autobusie, by zapomnieć o ponurej masie człowieczeństwa napierającej na mnie zewsząd. Ale nie zarywam nocy, nie zaniedbuję rodziny i nie wydaję ostatniego grosza na książki...

Jakże inaczej rzecz się ma z rzeczonym panem Zafonem… W dniu premiery, będąc wciąż nieświadoma, że pierwsze jaskółki pojawiły się w księgarniach już dawno temu, jak burza przetoczyłam się przez kilka księgarń w poszukiwaniu zielonej okładki. I co? I nic! Musiałam obejść się smakiem, bo kompletnie nie miałam ochoty na wycieczkę do centrum w godzinach szczytu. Przy okazji odkryłam również, że Zafon wcale nie jest taki popularny, jak by się mogło wydawać. W jednej z pomniejszych księgarni w odpowiedzi na moje nie najmądrzejsze może pytanie: „Czy jest nowy Zafon?” usłyszałam; „Kto?”, „Zafon, taki pisarz.”, „A nie, to nie ma”. Tak więc niech Zafon nie myśli, że ma ugruntowaną pozycję w naszym zacnym kraju… Bo nie ma.

Książkę zdobyłam dwa dni później. I co? Było warto. Może i jestem zaślepiona, ale z całą pewnością Zafon ma niebywałą zdolność czarowania swoich czytelników słowem. I chociaż to jego pierwsza książka w dorobku, w dodatku skierowana do młodego czytelnika, zdradza już jego talent do kreowania niezwykłej atmosfery świata, którego nie chce się opuszczać. Zresztą, kto powiedział, że młody czytelnik musi być mniej wymagający? O ile dobrze pamiętam, już w wieku –nastu lat starannie dobierałam lektury, nie zadawalając się byle czym.

W najnowszej (na polskim rynku) powieści Zafona poznajemy rodzinę Carverów, którzy osiedlają się w małym nadmorskim miasteczku, by tu spokojnie przeczekać zawieruchę wojny. Dom, który miał stać się ich azylem, okazał się dźwigać tragiczną historię poprzednich mieszkańców. Mały chłopiec, ukochany syn pierwszych właścicieli domu, utonął w morzu. Wspomnienie tragedii jest jednak jedynie preludium do koszmaru, który czeka nowych mieszkańców. Najpierw w domu pojawia się dziwny kot zwiastujący czyhające za rogiem zło. Później Max, syn Carverów, odnajduje na tyłach domu ogród z tajemniczymi posągami, które wyglądają jak uwięziona w kamieniu trupa cyrkowa. Centralne miejsce wśród cyrkowców zajmuje – któż by inny? – klaun o szyderczym uśmiechu. Cały ogród tonie we mgle… To dopiero początek tajemnic. Max poznaje Rolanda, którego dziadek przez wiele lat był latarnikiem w miasteczku. To właśnie on opowie im przerażającą opowieść o Kainie, Księciu Mgły, który czyha na ludzkie słabości, by dzięki nim zapewnić sobie długowieczność. Czasami zdaje nam się, że gdy ziści się któreś z naszych marzeń, osiągniemy pełnię szczęścia. Nic bardziej mylnego. Lista życzeń nigdy się nie kończy, a my na zawsze pozostaniemy nienasyceni.Warto pamiętać, że we wszechświecie od wieków panuje równowaga. Tak więc nasze szczęście musi być zrównoważone czyimś nieszczęściem. Kain dba o tę równowagę – za spełnienia życzenia domaga się czegoś w zamian i skutecznie egzekwuje złożoną wcześniej obietnicę. Dopiero Max z Rolandem stają mu na drodze.

Nie ma sensu zastanawianie się czy Książę Mgły jest równie dobrą powieścią jak Cień wiatru. I czy w ogóle jest dobrą powieścią. Miłośnicy Zafona na pewno odnajdą to, za co kochają pisarza. Styl może nie jest tak kwiecisty, a historia wydaje się zbyt uproszczona i za krótka, ale ja nie zawiodłam się ani trochę. No może na początku zaskoczyło mnie te sto parę kartek, bo bałam się, że „połknę" książkę jeszcze w księgarni, ale nic to… Chciałabym, żeby moje dzieci w przyszłości czytały TAKIE książki obok Niziurskiego, Nienackiego czy Musierowicz. Książka zdecydowanie pobudza wyobraźnię. Czekam na więcej.

Chociaż może nie powinnam zarażać kolejnych pokoleń moją klaunofobią… hmm…

Moja ocena: 4,5/6

Czytaj tego autora: "Marina", "Pałac Północy", "Światła września"
_______________________________________________________
* Lubię myśleć, że opowieści nie ogranicza wiek jej czytelników.
[by Inez]

18 komentarzy:

  1. to chyba trochę wstyd, żeby w księgarni nie znać ZAFONA!! :) Teraz Ci księgarze coraz mniej wiedzą... szkoda... a po książkę ja na pewno sięgnę ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądrze napisałaś, że nie ma sensu porównywać tej książki z poprzednimi. Chodzi przecież o frajdę w zatapianiu się w klimacie Zafona. I tak mam zamiar do niej podejść, jak tylko wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie jest tylko jedna księgarnia w której jest zorientowany personel. pani jest po prostu niesamowita! Umie polecić książkę dla każdego:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już Ty wiesz, gdzie masz chodzić, żeby spotkać kompetentny personel ;-)))

    A Zafon już przy "Księciu mgły" zapowiadał się na dobrego pisarza :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. To wcale nie takie dziwne, że w pracujący w księgarniach nie znają się ani na książkach, ani na autorach. Czasem aż litość bierze, kiedy pani lub pan nie mają w ogóle pojęcia o tym, co sprzedają. Nie mówię już o sytuacjach, które znam z autopsji: pisarze o zagranicznie brzmiących nazwiskach poustawiani w dziale z literaturą obcą, chociaż Polacy; Jan Karon np. stoi w dziale z literatura polską, pani, zapytana o kilka szczegółów, bezradnie wytrzeszcza oczy. Z pomocy personelu korzystam tylko wtedy, kiedy przeszukam całą księgarnię i nie mogę nadal natrafić na książkę, bo poustawiali ją sobie gdzieś tam, kierując się jakimś dziwacznym kluczem. U mnie, w Matrasie, nauczyłam się już, że panie nie są w niczym pomocne, a zdarzyło mi się też pytającej je o coś klientce udzielić w zastępstwie odpowiedzi, wskazać, gdzie stoi dany tytuł lub wręcz przynieść go z półki. Dodam, że nie pracuję tam, byłam na zakupach. Ręce opadają...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie, to co napisała Jabłuszko znam doskonale. Chciałam kiedyś kupić powieść w empiku i było kilka egzemplarzy - ale tylko części drugiej. Spytałam pani, dlaczego jest tyle części drugich, a nie ma żadnej pierwszej. Pani upierała się, że nie ma części pierwszej w ogóle - chociaż na okładce było napisane "część druga"...
    Na tę powieść chyba się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę,że mamy podobne odczucia po przeczytaniu. Z tym,że ja nie boje się tak bardzo klaunów :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyny, przyznaję się szczerze, że moim zamiarem nie było oskarżanie słabo zorientowanej Pani z księgarni. Po prostu byłam tak zdesperowana, że zajrzałam nawet do księgarni, gdzie na witrynie obok Kalicińskiej spoglądały na mnie książki niemal wyłącznie o tematyce katolickiej:) Pomyślałam, że powieści Zafona, chcąc nie chcąc, również są produktem masowym, więc weszłam tam z nadzieją... Cała sytuacja wydała mi się raczej zabawna i nawet zrobiło mi się trochę żal zawstydzonej kobieciny. Po Waszych komentarzach zaczęłam się trochę nad tym zastanawiać - no i oczywiście, macie rację. Każdy powinien robić to, na czym się zna. Ale zdecydowanie bardziej denerwuje mnie niekompetencja uroczych pań w ZUS-ie czy innych urzędach (oj, tak!). Tam nalicza się kary za nieprzestrzeganie przepisów i terminów, a urzędnicy bardzo często nie potrafią udzielić podstawowych informacji. Tak więc w obliczu TAKIEJ niekompetencji nie wieszałabym psów na pracownikach księgarń. Księgarnię można zmienić, urząd skarbowy nie, chyba że z miejscem zamieszkania...
    Zresztą zazwyczaj korzystam z księgarń internetowych, no chyba że mnie przypili:))

    Agatoris, dokładnie; chyba można mieć ulubionego pisarza, do którego twórczości podchodzi się bezkrytycznie, szczególnie jeśli nie jest się profesjonalnym krytykiem literackim;)

    Szasto, z tymi klaunami to JUŻ nie jest tak źle:) Chociaż nie tak dawno podszedł do mnie na ulicy klaun, żeby mnie rozweselić (i zarobić). Odskoczyłam jak oparzona. Zresztą jego wesołość była udawana (wiadomo, człowiek chce zarobić, a mu nie dają). Coś mi w nich nie pasuje i już!

    Pozdrawiam i dzięki za komentarze:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie rozumiem fenomenu prozy Zafona. Czytałam tylko "Cień wiatru" i lista narzekań była u mnie dłuższa niż sama fabuła pewnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. maioofko, no trudno:) wiesz, w sumie w szoku nie jestem, gusta są różne i niech tak zostanie. Chociaż zaintrygowałaś mnie tą listą narzekań... Ciekawam, co by się na niej znalazło:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja za sobą mam "Cień wiatru", a przed sobą "Grę Anioła" zdobiącą moją półkę. Teraz z niecierpliwością także czekam na przesyłkę z "Księciem mgły". I nie mogę się doczekać, lubię mieć takie książki na swej półce, nawet gdy wiem, że w najbliższym czasie nie będę mogła po nie sięgnąć.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Claudette, też zdarza mi się dokładać książki do kolejki, gdy wydaje mi się, że ktoś zwinie mi książkę spod nosa. Dotyczy to szczególnie książek z antykwariatów, których wydanie nie było wznowione. Tak było z Magdą Szabo, "Księgą tysiąca i jednej nocy" czy Zbigniewem Batką... Poluję długo, a później książki muszą cierpliwie czekać na swoją kolej. Ale lubię wiedzieć, że mam je pod ręką:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Super :) Zafon jak to Zafon, oczarowuje i wprowadza do naszego życia magię. Nie ma sensu porównywać jego książki, są zbyt inne, a przez to wyjatkowe :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ario, cieszę się, że Tobie również się podobał:) Najwidoczniej chorujesz na ten sam bezkrytycyzm, co ja;)

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Podzielam Twój zachwyt Zafonem!
    Życzę wielu ciekawych lektur!
    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  16. Virginio, przede wszystkim witaj w moich skromnych progach:) No to będziemy wspólnie czekać na jego kolejną powieść...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja również kocham Zafona miłością ślepą, szczególnie za Cień wiatru. Gry Anioła niestety nie dokończyłam czytać, brakło mi kilkunastu stron. Z jednaj strony już nie dałam rady, tak mnie w sumie ta książka wyczerpała a z drugiej musiałam ją oddać do biblioteki, bo wyjeżdzałam na długo. Pewnie wróce kiedyś do tej powieści. Jeśli chodzi o Cień wiatru to historia ta jeszcze długo mi chodziła po głowie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Też należę do wielbicielek prozy Zafona. Co prawda odkryłam go niedawno, ale muszę przyznać, że od razu podbił moje serce jako czytelniczki. "Księcia Mgły" dopiero mam przed sobą. A i nie mogę pominąć tego, że pięknie piszesz o książkach:-)

    OdpowiedzUsuń