czwartek, 2 września 2010

Bałkańska historia miłosna



Życie jest cudem
(oryg. Život je čudo), 2004
reż. Emir Kusturica

Uwielbiam filmy Kusturicy. Budzą one drzemiące we mnie poczucie szczęścia i spełnienia. I chociaż często traktują o rzeczach niebłahych i smutnych, po jego filmach mam ochotę mówić wszystkim, jak bardzo ich kocham i jak piękne jest życie na tym naszym łez padole. Zaczynam wierzyć, że tylko miłość i radość życia ma jakiekolwiek znaczenie, a tragedie i dramaty to nieodłączne atrybuty ludzkiej egzystencji, które po prostu trzeba przetrwać z uśmiechem na ustach.

W filmie Życie jest cudem rzeczywistość zlewa się z groteską. Poznajemy w nim inżyniera Lukę, który pracuje w górach nad projektem życia – budową połączenia kolejowego między Serbią a małym górskim miasteczkiem. Towarzyszą mu żona Jadranka i syn Milos. Cała rodzina wiedzie życie raczej beztroskie ubarwiane jedynie sporadycznymi napadami szału żony Luki, niespełnionej śpiewaczki operowej. Sielankę burzy wybuch wojny domowej w Bośni. Tak naprawdę w filmie nie widzimy zbyt wielu obrazków z wojny, słyszymy jedynie jej dalekie odgłosy. Wojna jednak znajduje sposób, by wedrzeć się do rodziny ambitnego inżyniera: Milos zostaje powołany do wojska, a Jadranka ucieka z węgierskim muzykiem. Tak więc Luka ma swoją prywatną wojnę. Jego syn wkrótce zostaje wzięty do niewoli, a do domu Luki trafia piękna muzułmanka, Sabaha, która ma być wymieniona na Milosa.

I w tym momencie Luka odnajduje sens życia. Zakochuje się w pięknej dziewczynie miłością zakazaną – ale nie od razu – powoli, nieśpiesznie, nieświadomie. Tam, daleko, wojna zbiera swoje żniwo, a oni odgrodzeni od świata czterema drewnianymi ścianami górskiego domku, rozkoszują się sobą. Gdy przychodzi świadomość, miłość wybucha całą gamą kolorów, pęka jak dojrzały i nabrzmiały sokiem owoc i żadna wojna hulająca na świecie nie może jej zagrozić. Piękna to miłość i szalona. Niezapomniana jest scena, gdy kochankowie w miłosnym uniesieniu wypadają, turlając się, z domu na ganek, z ganku na schody, a potem dalej po zboczu, na którym stoi domek… Kusturica ubarwia wszystko niezwykłą muzyką Bregovica i komizmem, które sprawiają, że nie pamiętamy o tragedii rozgrywającej się tuż obok. Życie jest cudem to komedia, która traktuje o bardzo poważnych rzeczach.

W filmie ważną rolę zagrały zwierzęta, które stanowią nieodłączne, choć nie zawsze pożądane towarzystwo człowieka. A więc są niedźwiedzie, które zabijają mieszkańca wioski, jest kot i pies, które śpią z Luką i Sabahą w jednym łóżku, jest koń, który wprasza się do domu i gra w szachy i nareszcie jest nieszczęśliwie zakochana oślica, która chce rzucić się pod pociąg. Naprawdę dobrane towarzystwo…

Idealny film na jesienną depresję. Polecam!

Moja ocena: 5/6

16 komentarzy:

  1. A dzisiaj w TVP Kultura o 20.20 "Czas Cyganów";)

    Akurat ten recenzowany przez Ciebie niezbyt mi się podobał i właściwie straciłam po nim serce do Kusturicy. Reżyser za bardzo się powtarza, ale to już moje b. subiektywne odczucie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już dawno miałam ochotę na ten film. Dziękuję, że mi o nim przypomniałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie widziałam jeszcze żadnego filmu Kusturicy, a Twoja recenzja właśnie mi uświadomiła, że chyba popełniłam błąd. Więc postaram się go szybko naprawić:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nieszczęśliwie zakochana oślica, która chce rzucić się pod pociąg"? Intrygujące. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam "Życie jest cudem", zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Z filmów Kusturicy,które widziałam, ten podobał mi się najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po wczorajszym seansie w tv "Czas Cyganów" trafił na miejsce drugie po "Underground" na moją listę 'the best of Kusturica'. Tu także jest miłość z przeszkodami, wesele, niezrównoważony wujaszek, zwierzęta i welon, który u tego reżysera często fruwa;) Właśnie przez tę powtarzalność (bodaj w pięciu jego filmach) "Życie jest cudem" nie było w stanie mnie zachwycić;) Ale szanuję zachwyty innych;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anno, myślę że Kusturica powtarza się w jak najbardziej pozytywny sposób. Wydaje mi się, że zauroczę się wszystkim, co stworzy choćby nie wiem jak odtwórcze to było:) Ale nie mówmy hop...

    Edyto, nie ma za co:)

    Tusienko, z góry uprzedzam, że filmy Kusturicy niekoniecznie muszą przypaść do gustu. Ale każda wrażliwa dusza czytelnicza na pewno znajdzie w nich coś dla siebie.

    kasjeuszu, motyw oślicy jest naprawdę przezabawny:) Nie tylko człowiek może się nieszczęśliwie zakochać... A ta oślica naprawdę płacze!

    Lirael, ja też go bardzo lubię. Wiążę z nim pewne miłe wspomnienia, więc tym częściej i chętniej do niego chętnie wracam.

    Dziękuję wszystkim za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki za polecenie :) Uwielbiam Kusturicę, dawno nie oglądałam. Skombinuję go sobie :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Barbaro, Luizo, nie ma za co, of course i świetny indeed:))

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  10. To jeden z moich najulubieńszych filmów!
    Kusturica Mistrz! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Trudno go nie kochać, nawet mimo powielania niektórych pomysłów... Ach, chwila radości dla mojej zbolałej duszy:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeden z moich ukochanych filmów... Jedna z moich ukochanych scena to ta z turlajacymi się kochankami - i potem arbuzy, dryfujące po wozdie...cudo...
    A w tym turlaniu turlam się do "Ogrodu" Sulika, bo takie klimaty podobne nieco.
    Ściskam i tęsknie spoglądam na półkę z filmem "Życie jest cudem"...

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj Marpil, i tak! Turlający się kochankowie to genialna scena. Przypomina o tym, co jest ważne, jak wielką moc ma miłość i jak napędza nasze życie. Sama miałam ochotę się poturlać:)
    A Sulika nie znam:(

    Ściskam mocno i welcome back:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oślica była boska :) świetny film.

    OdpowiedzUsuń
  15. Aneto, witam u mnie na blogu.
    Fakt, oślicy nie sposób się oprzeć:)

    OdpowiedzUsuń