czwartek, 1 grudnia 2011

A co na to Wyspiański?


Wesele, 2004
reż. Wojciech Smarzowski

Nie miałam zamiaru pisać o tym filmie. Rzucił mną o ścianę, więc chciałam szybko zapomnieć o siniakach. Niestety minęło pół roku, a ja wciąż nie podniosłam swojej szczęki z podłogi. Leży tam razem z moim poczuciem tożsamości narodowej. Smarzowski daje po pysku, ale jeśli czujesz się Polakiem, musisz przyjąć cios z godnością.

Polskie wesela to kondensacja tradycji, folkloru, pijaństwa i złotej zasady „zastaw się, a postaw się”. I to jak Polska długa i szeroka, bo wesele miejskie od wiejskiego różni się prawdopodobnie wyłącznie stopniem natężenia poszczególnych składników. Smarzowski zabiera nas na wieś, gdzie jesteśmy świadkami hucznego weseliska córki lokalnego bogacza, Wojnara (świetny Marian Dziędziel). Od początku do sielskiego obrazka nie pasuje nam kwaśna mina panny młodej i nerwowe uśmiechy jej ojca. Coś nam podpowiada, że nie będzie to romantyczna historia jakich wiele. Nie rozczarowujemy się: młoda jest w ciąży, kroczy do ołtarza pod przymusem, a inicjatorem ślubu jest ojciec, który urządził całą tę mistyfikację, by nie stać się we wsi pośmiewiskiem. Oczywiście wielu osobom musiał dać w łapę, by przedstawienie zaistniało. Niestety kolejka chętnych do uszczknięcia z majątku Wojnara z minuty na minutę się wydłuża. On sam powoli gubi się w swoich intrygach, jedno kłamstwo smaruje następnym, a za zaoszczędzony tysiąc przychodzi mu zapłacić dziesięć kolejnych. W końcu wciąga go bagno konsekwencji, z którego nie ma już wyjścia. A więc upadek totalny na oczach całej wsi. O, ironio...

Moglibyśmy powiedzieć, że to mocno przerysowany obrazek polskiego społeczeństwa, które przelewa wódkę hektolitrami, kręci, mataczy, zdradza i sprzedaje się. Ja nawet chciałabym tak myśleć. Albo choćby nie utożsamiać się z tym brudem i zakłamaniem, bo przecież gdzież mi do tych prostaków ze wsi. Ale nie mogę. Podczas filmu zdarzyło mi się nawet kilka razy zaśmiać, bo te obrazki z polskiej wsi naprawdę zakrawają na komedię. Teraz pozostał mi już tylko posmak goryczy i smutna refleksja, że ten taniec chocholi u Wyspiańskiego wcale nie był taki najgorszy. Bo nie niemoc okazuje się naszą najgorszą wadą narodową, ale upodlenie.

Wcale nie zgadzam się ze Smarzowskim do ostatniej klatki. Niemożliwe, byśmy byli tacy nieludzcy albo właśnie tak bardzo ludzcy. Zresztą i on daje nam na końcu złudzenie nadziei, którą widzi w ucieczce. Tylko czy możemy uciec od swojej tożsamości? Wciąż czuję się zbrukana, ale niech Smarzowski nigdy nie zdejmuje swoich czarnych okularów. Według mnie to najlepszy polski reżyser.

Moja ocena: 6/6

Przeczytaj: Smarzowski "Dom zły"

11 komentarzy:

  1. Czy ja oglądałam ten film? Muszę sobie przypomnieć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam i podpisuję się pod Twoją opinią:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna recenzja! Idealnie ujęłaś to, co i mnie siedzi w głowie po obejrzeniu filmu:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. A w moim odczuciu tej film to obraz pewnego wycinka społeczności. Wcale nie czuję, żebym zmuszona była się z tym identyfikować w całości, lub chociaż w części. Napewno takie rzeczy się dzieją, być może to ja żyję w tym innym świecie, ale chyba nie trzeba zbyt dosłownie traktować tego filmu. Obym miała rację.

    OdpowiedzUsuń
  5. Margo, nie wierzę, że byś zapomniała, gdybyś oglądała... Film chyba nie pozostawia obojętnym. Chyba.

    Isadoro, dzięki:)

    Porcelanowa, pewnie trudno pisać czy nakręcić film o społeczeństwie jako całości, by nie otrzeć się o stereotypizację. Czytając Mickiewicza czy Wyspiańskiego nie zastanawiamy się czy aby przypadkiem jego portret narodu polskiego nie był niesprawiedliwy w stosunku do części społeczeństwa. Nie zdarzyło Ci się nigdy wstydzić, że jesteś Polką, chociaż nie zrobiłaś nic, by ten wstyd był uzasadniony? Mi się czasami zdarzało, a nie jestem raczej osobą, która chętnie bierze na siebie winy innych. Film Smarzowskiego zrobił na mnie wrażenie, bo mówi o tej "złej polskości", która jest głęboko zakorzeniona w każdym z nas, chcemy tego czy nie.

    PS. Z góry odpieram zarzuty: nie śmiem zestawiać Smarzowskiego na równi z Mickiewiczem czy Wyspiańskim. Ot, luźne skojarzenie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Inez, idealnie to określiłaś: „Smarzowski daje po pysku”. „Wesele” oglądałam kilka lat temu, ale dobrze pamiętam, jakiego miałam po nim doła. „Dom zły” za to tak mnie spoliczkował, że całą noc po obejrzeniu nie mogłam spać. Ale było warto. :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale wszystko jarzę... albo tak oglądałam jednym okiem... czasem żadna komedia nie porusza :* nadrobię, luzik!

    OdpowiedzUsuń
  8. Trudne filmy, skondensowane Polską i polakiem takim dość konkretnym.
    Jestem właśnie zauroczona Gombrowiczem,więc ,,Wesele,, wpisuję się w mój pewien obecny system myślowy.
    Obalania, kopania, zastanawiania się nad swoją tożsamością na tle narodu, którego jestem i będę członkiem bezwarunkowo.
    Trzeba też przyznać, że muzyka bezbłędna, Tymona oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam!
    Oglądałam i "Dom zły" (chciało mi się uciekać sprzed monitora) i "Wesele". Tak prawdziwe, tak polskie, a jednocześnie tak strasznie by się chciało, żeby to była tylko fikcja... "Wesele" było tak pełne brzydkich, zakłamanych, przepitych twarzy, sytuacji, które pamiętam z niejednego wesela rzeczywistego, że oglądało mi się ów film z przedziwną fascynacją i obrzydzeniem. Ciężko mi to dokładnie określić, w każdym razie uważam, że film został świetnie zrobiony. I nie mam zamiaru oglądać go nigdy więcej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. biedronko, masz rację, nie pomyślałam, Smarzowski może świetnie dopełnić Gombrowicza. I piszesz też o tym, na co chciałam zwrócić uwagę - choćbyśmy nie wiem jak chcieli, nie możemy odciąć się od społeczeństwa, w którym żyjemy. Dziękuję:)

    Ken.G, rzadko się zdarza, byśmy dobrych filmów nie chcieli oglądać ponownie, ale ze Smarzowskim faktycznie tak jest!

    Pozdrawiam i dziękuję za komentarze

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozchodzi się o to, że to jest obraz przerysowanych Polaków. Zlepka naszych wszystkich przywar, zassanych z każdego kątka Polski. To jest śmieszne, że na pojedynczym wsiowym weselu to nic,ale na kilku zestrojonych w jedno, wychodzi nam takie weselicho, że ho ho :)

    OdpowiedzUsuń