piątek, 4 listopada 2011

Poezja jak telenowela


Stara kobieta
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


Zmęczona, ledwie idzie,
na kiju się opiera,
przejechana przez życie
jak przez złego szofera.
Oblicze jej pocięte
jak gdyby ostrym mieczem,
wśród naszych młodych twarzy
zawiewa średniowieczem.
jest złamana, pogięta,
pocięta, poorana,
i tylko jej kobiecość
to zagojona rana.



[rys. Rembrandt, 1655]


Poezja jest jak lekarstwo. Leczę się nią, gdy wszystko inne zawodzi. Miło jest poczuć, że inni też cierpią, że są niekochani albo kochają zbyt mocno, że nie wiedzą, w którą pójść stronę, że boją się samotności. To najlepsza terapia, bo łechcząca mój egoizm, a do tego ubrana w piękne słowa. Odrobinę zaróżawia świat, gdy mam na nosie czarne okulary. Podobno na niektórych tak działają telenowele. Z natury jesteśmy gatunkiem ciekawskim, lubimy podglądać, jak inni zmagają się z życiem i wiedzieć, że wcale nie mamy najgorzej. Ja pocieszenia szukam w poezji, a moim Mistrzem jest Pawlikowska-Jasnorzewska. Tomik poezji, który regularnie wertuję, otrzymałam w prezencie trzynaście lat temu! Wtedy czytałam o wielkiej miłości, która wciąż była przede mną, jak cała przyszłość pulsująca niecierpliwym oczekiwaniem. Teraz wertuję końcowe stroniczki i coraz częściej odnajduje tam siebie, chociaż wciąż mam jeszcze odwagę puszczać do siebie oczko, że niby ja nie taka stara. A jednak. Zestarzałam się z Pawlikowską i ze swoim tomikiem… Na szczęście bądź nieszczęście wciąż pozostały mi młode oczekiwania. Moja kobiecość wciąż jątrzy.

12 komentarzy:

  1. Zawsze z przyjemnością sięgam po twórczość Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej... taka niepozorna forma, a ile w niej treści...
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pawlikowska - Jasnorzewska...
    zgadzam się, świetna poetka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dwa tomiki na półce - muszą być...

    OdpowiedzUsuń
  4. jak już zaprzyjaźnisz się z poezją kobiecą to na całe swoje życie będziesz spoglądać przez jej pryzmat....kocham z Maria Pawlikowska -Jasnorzewską i Halinką Poświatowską, z nią i Sylwią Plath zawsze umieram...........dzis mam poetycką pogodę........Costa Brava tonie we łzach jesiennego deszczu.pozdrawiam Cie Inez serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Didi, ach, czarujesz mnie tą Sylwią Plath, chyba poszukam, zwłaszcza, że chwilowo umieram...

    Pozdrawiam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyny, ja tez kocham wspomniane poetki i czesto je cytuje u siebie. Jak np slonce stanelo w zenicie, ogladam sie na przebyta droge. To ma byc moje zycie? Patrzec sie na to nie moge. A z wielkopanskoscia M.Samozwaniec wychowalam sie, na moje nieszczescie chyba. Ciagle te mrzonki o pieknym zyciu.
    Piekne tez sa erotyki Szymborskiej.
    Pozdrawiam z tez zadeszczonego poludnia Francji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ się u mnie międzynarodowo zrobiło:) I tylko w Warszawie takie słońce?! Niebywałe...
    ardiolo, poszperam i w erotykach Szymborskiej. Ach, ta poezja, czaruje szczególnie jesienią. No i może wiosną:)

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja droga,nawet nie wiem jak często poezja determinowała moje życie, wybory, decyzję.
    Będę zaglądać z Tobą do starych tomików i szukać uczuć z przed i teraz:)

    OdpowiedzUsuń
  9. biedronko, i dziel się nimi koniecznie na swoim blogu:)

    Przesyłam uściski

    OdpowiedzUsuń
  10. ????? - dotyczą umierania , nie poezji . Przepraszam za prywatę , radzę - miękką piersią , twardo naprzód . Pozdrawiam i życzę....

    OdpowiedzUsuń
  11. Alko, no właśnie... Staram się jak najdalej uciekać od sensu, żeby nie było zbyt osobiście. Ale już lepiej. Tragizm chwili.

    Pozdrawiam również

    OdpowiedzUsuń