czwartek, 10 listopada 2011

Tam, gdzie książki zabijają


Walter Moers, Miasto Śniących Książek
Moers W., „Miasto Śniących Książek”, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2006
tłum. Katarzyna Bena
s: 456
Czytanie jest inteligentną metodą oszczędzenia sobie samodzielnego myślenia. [s. 268]
Są takie książki, które powstały z myślą o nałogowych czytelnikach. Mamią tym, co książkomaniacy pożądają najbardziej, czyli... książkami. W Mieście Śniących Książek wręcz nie można się od nich opędzić: atakują z góry, z dołu, próbują ugryźć lub się łaszą, mogą zabić bądź krwawić tuszem drukarskim. Od wyboru do koloru.

Gdy młodziutki, zaledwie siedemdziesięcioletni smok Hildegunst Rzeźbiarz Mitów wyrusza na poszukiwanie genialnego autora rękopisu otrzymanego w spadku od wuja, trafia do mekki wszystkich pisarzy i czytelników, Księgogrodu. Tutaj książki się czyta, pisze, zdobywa i sprzedaje. Na każdej ulicy roi się od antykwariatów, które są najbardziej opłacalnym biznesem w mieście (!). Całe życie miasta kręci się wokół literatury, więc książki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, a te najbardziej pożądane są na wagę złota. Jednak tylko z pozoru jest to raj dla wszystkich poetów i moli książkowych. Niestety Księgogrodem rządzą podobne naszym prawa ekonomii, gdzie tylko najpoczytniejsi twórcy mają szansę na godne życie, a zdobycie prawdziwej perełki literatury może kosztować majątek. Poza tym w mieście rządzi zło…

Jestem pełna podziwu dla Moersa, który z takim rozmachem stworzył świat przepełniony przedziwnymi stworami (smokami, przeraźnicami, pająxxxxami, buchlingami i robakinami) zamieszkującymi Ksiegogród i miejskie katakumby. Gdy Hildegunst zostaje podstępem otruty i zesłany do podziemnego labiryntu, przeżywa tak niesamowite przygody, z których na szczęście zawsze wychodzi cało, że aż włos się jeży na skórze. Na jego drodze stają przeróżne potwory, które próbują go zjeść lub po prostu skrócić jego żywot. Na szczęście w podziemiach spotyka również pozytywne postacie. Mnie najbardziej rozczuliła starożytna cywilizacja buchlingów, jednookich potworków, które książki wykorzystywały w naprawdę przedziwny sposób (nie zdradzę jaki, żeby nie psuć zabawy).

Kto otruł dzielnego smoka? Czy uda mu się odnaleźć autora rękopisu? Czy zło na dobre wyprowadzi się z Księgogrodu? Jeśli jesteście ciekawi, poszukajcie odpowiedzi sami.

Trudno pisze mi się o tej książce. Fantasy to nie jest gatunek, który mnie porywa, a nie mogę tej powieści zaliczyć również do baśni dla dzieci – zbyt wiele w niej przemocy. Księgogród wydał mi się miejscem mało magicznym, bo rządzi w nim pieniądz, jak wszędzie indziej, a Hildegunst bywał czasami naprawdę irytujący. Ale nie mogę się oprzeć ogólnemu urokowi tej książki, skądinąd pięknie wydanej, z mistrzowskimi ilustracjami autora, ociekającej aluzjami literackimi i tak na swój sposób szalonej, że jak zaklęta przewracałam kartkę za kartką. Pozostaje mi zazdrościć autorowi tak rozbuchanej wyobraźni, a tłumaczce niepodważalnego talentu. Chyba pierwszy raz doceniłam całokształt, chociaż szczegóły nie tak bardzo przypadły mi do gustu.

Na koniec przesłanie, które wyłuskałam dla siebie:
Aby zarobić pieniądze, dużo pieniędzy, nie potrzebujemy wcale wspaniałej, nieskazitelnej literatury. To, czego potrzebujemy to miernota. Tandeta, szmelc, towar masowy. Więcej i coraz więcej. Potrzebujemy coraz grubszych, nic nieprzekazujących książek. Liczy się tylko sprzedany papier. A nie słowa, które się na nim znajdują. [s.352]
Czyżby w naszym świecie również mieszkało zło? ;)

Moja ocena: 5/6

23 komentarze:

  1. Chętnie przeczytam! Fabuła zapowiada się interesująco, przynajmniej dla mnie:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. I kolejna książka do kupienia:). Jestem nałogowym czytelnikiem, więc z chęcią przeczytam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna poluję na tę o książkę, a przesłanie piękne!

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest książka, która powinna być w szkołach lekturą obowiązkową. Dzięki niej wszystkie dzieciaki duże i małe zakochałyby się w czytelnictwie. Pozdrawiam Cie ciepło Inez i dziękuję za przypomnienie, na pewno sobie dziś po nią sięgnę ponownie, jak skończę malować......

    OdpowiedzUsuń
  5. Uuuu czuję się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O Zafonie duzo slyszalam, a jeszcze nic nie czytalam:(( Ja uwielbiam Arturo Perez-Reverte. Kupilam cos nawet w oryginale,jego felietony, chociaz hiszpanski znam slabo, ale tak, zeby popatrzec na oryginalna wersje.
    A za pomoca fantasy mozna rzeczywiscie dzieciarnie zachęcic do czytania.

    OdpowiedzUsuń
  7. To jeden z moich ulubionych pisarzy, mam trzy grube księgi Moersa. "Miasto sniących książek to książka wyjątkowa, wciągająca, świetnie napisana, genialnie zilustrowana.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja się zasępiłam nad tym cytatem na sam koniec - jak bardzo smutny jest i jak bardzo prawdziwy nie tylko w Księgogrodzie... Myślę o tym mocno i intensywnie...
    Bo jedna rzecz wciąż jest moim prywatnym dylematem - czy lepiej, żeby człowiek czytał cokolwiek, niżby miał nie czytać nic? Czy lepiej, ze sięgnie po harlequina, niż miałby w tym czasie obejrzeć kolejny durny program w telewizorowni??? Dotychczas myślałam, że tak, ale ostatnio czytałąm "Solo" Raduńskiej, w którym mówi o tym, że ona już nie czyta tak zachłannnie, że nie pochłania książek na kilogramy - woli jedna, nad którą może myśleć, debatować sama ze sobą, podkreślać ważne zdania. I wracać do jakimś czasie z uczuciem, jakby się wracało do Przyjaciela. No i to tez mi dało do myślenia i trochę mi przewróciło w głowie. I już nie wiem sama...

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie wytwory wyobraźni , przerażają mnie . Nie dopuszczam ich do swojej wyobraźni , która niekiedy też mnie przeraża . Pozdrawiam i życzę....

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepadam za tą książką. I od momentu, kiedy ją przeczytałam, kupuję wszystko Moersa, co tylko się ukaże, chylę czoła przed jego wyobraźnią.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trafiłam tu przypadkiem i przypadkiem trafiłam chyba na coś co znalazło się właśnie na liście "to do". Ten opis zdecydowanie mnie zachęcił, ba, nie wiedzieć czemu przywiódł mi od razu na myśl Pratchetta.

    OdpowiedzUsuń
  12. :) Kolejna zauroczona Moersem osóbka, aż serce rośnie. Jestem uzależniona od tej książki, czytałam ją już pięć razy i wkrótce zacznę szósty raz :D To jak narkotyk....

    Pozdrawiam cieplutko :) :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Isadoro, jak Ty to robisz, że zawsze jesteś pierwsza?:)

    Didi, masz rację, to nie byłby taki głupi pomysł, żeby odrobinę namieszać w spisie lektur szkolnych. Moers na pewno godny jest, żeby się na niej znaleźć. A co malujesz?

    ardiolo, ja z kolei przeczytałam całego "polskiego" Zafona, a do tyłu jestem z Perezem-Reverte:(

    marpil, ja zdecydowanie jestem za tym, żeby czytać jakościowo, a nie ilościowo. Staram się odgradzać od chłamu, ale wcale nie tak trudno o pomyłkę, przebierając w nowościach. Dlatego preferuję klasykę. Ale każda książka jest lepsza od tv...

    Alko, wyobraźnia potrafi dać w kość. Fakt. Dziękuję za wielokropek;))

    Katarzyno, witaj u mnie! Pratchett jest mi totalnie nieznany, więc nie mogę porównać. Słyszałam o nim wiele dobrego, ale wciąż od niego uciekam. Raczej nie moja bajka.

    Barbaro, dawno Cię u mnie nie było. Fajnie, że wpadłaś:)) PS. Tak działa Orm;)

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny!

    OdpowiedzUsuń
  14. No to polecam "Kot w stanie czystym", nie jest typową Pratchettową fantastyką Świata Dysku ale daje obraz jego specyficznego humoru (zwłaszcza jeśli posiada się żywy przykład kota).

    OdpowiedzUsuń
  15. tu znajdziesz moje hobbistyczne malowanie Inez
    http://didibiernasiuk.digart.pl/
    pozdrawiam cieplo, buziaki Didi

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaglądam częściej niż myślisz, tylko nie zawsze komentuję. No i najczęściej odwiedzam blogi nocką, kiedy nie mogę spać a wtedy się nie loguję ;) Pozdrawiam cieplutko raz jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja ukochana książka (jak bardzo - najlepiej mówi nazwa mojego bloga). Buchlingi - moje ukochane postaci! Polecam "Kota alchemika" Moersa. Jeszcze bardziej wydumany świat. Dla koneserów

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniale się zapowiada. Muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Katarzyno, kota nie mam i raczej mieć nie będę. Jestem po stronie psów:) A po Pratchetta pewnie kiedyś sięgnę, choćby z czystej ciekawości. Ale nie teraz.

    Didi, cóż mogę rzec: podziwiam talent, zazdroszczę pasji. Pięknie:)

    Basiu, skoro tak, to cieszę się bardzo:) Ja z kolei trochę zaniedbałam odwiedziny. Jak już wydłubię jakąś chwilkę wolnego czasu, wolę sięgnąć po książkę niż ślęczeć przed kompem. Ale brakuje mi tych spotkań:(( Mam nadz. że niebawem się poprawię;)

    m, rozumiem zauroczenie. A po Moersa na pewno jeszcze sięgnę. Szalona wyobraźnia kusi...

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ta książka za mną chodzi i kiedyś zapewne po nią sięgnę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ta książka jest w mojej bibliotece i jakoś nie potrafię jej wypożyczyć. Czas to zmienić:):)

    OdpowiedzUsuń
  22. Genialna. Kocham tą książkę. Mój ulubiony cytat: W każdej piwnicy mieszka potwór ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo mieszka! Chyba że się nie ma piwnicy, tak jak ja :(

      Usuń