piątek, 4 kwietnia 2014

Wstyd i strach



Khaled Hosseini, Chłopiec z latawcem,
Hosseini K.., „Chłopiec z latawcem”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2011
tłum. Maria Olejniczak-Skarsgard
s: 408

Każdy z nas czegoś się wstydzi. Każdy ma na swoim dysku twardym czyny, które najchętniej usunąłby z pamięci jednym przyciskiem. Jesteśmy zbiorem swoich błędów i wstydliwych postępków, choćbyśmy chcieli wierzyć, że to dobre czyny nas określają. Ale jest odwrotnie. Jeśli jest w nas choć odrobina przyzwoitości, nigdy nie zapomnimy o swoich przewinieniach, to one będą nas kształtowały, ciągnęły w dół lub popychały do przodu. Win nie zapomną nam także inni ludzie, choćby próbowali nas o tym przekonać. Czy życie ma w takim razie sens, skoro win nie można odkupić? Tak. Wciąż można żałować, przeprosić, wyciągnąć wnioski i… nauczyć się żyć z przekonaniem, że coś spartaczyliśmy.

Po lekturze Tysiąca wspaniałych słońc postanowiłam nie wracać zbyt szybko do afgańskiego świata i do nieco przesłodzonego pisarstwa Hosseiniego. Ale książka została mi podrzucona, przeczytać ją i tak kiedyś chciałam, więc nie odmówiłam, od razu skazując powieść na bezlitosne porównania.

Amir, syn zamożnego i wpływowego Afgańczyka wychowuje się razem z Hassanem, który wraz z ojcem służy w domu bogacza. Czas upływa im na zabawie, wędrówkach czytaniu i snuciu opowieści. Dzieli ich jednak zbyt wiele. Niskie pochodzenie i status społeczny Hassana nie pozwolają Amirowi traktować tej przyjaźni poważnie. Ogranicza go wstyd. Nie potrafi znaleźć w sobie wystarczająco siły, by ten wstyd obśmiać, by uczynić go nieistotnym. Jego słabość i niepewność wynika poniekąd ze złych relacji z ojcem, u którego szuka podziwu, dumy i takiej zwyczajnej codziennej bliskości, a znajduje jedynie chłodną krytykę. Ojciec Amira okazuje za to sporo względów Hassanowi, co tylko dolewa oliwy do ognia. Amir przepełniony żalem, zazdrością i kiełkującą gdzieś tam w środku nienawiścią do Hassana dopuszcza się czynu strasznego – jak szczur schowany w norze przygląda się biernie upodleniu i krzywdzie Hassana. Paraliżuje go strach, niemożność podjęcia błyskawicznej decyzji, a może w duchu cieszy się, że Hassan dostaje „za swoje”? Tchórzy i odór tego postępku będzie się za nim ciągnął do końca życia, choćby nawet odkupił winy i zasłużył na wybaczenie. Bierność to też przestępstwo. Wobec życia.
 
Nie lubiłam Amira ani przez chwilę. Tchórzostwo to dla mnie objaw zgniłej duszy i nie znajduję dla niego usprawiedliwienia. Hassan za to wydawał mi się za idealny, niemal święty, ale przedstawiony w narracji pierwszoosobowej miał do tego prawo. Hosseini nie wzruszył mnie już tak bardzo, jak za pierwszym razem. Nabieram przekonania, że pisze pod publiczkę, sztampowo, nieco baśniowo. Emocje są proste, symbole banalne (przyjaźń, wina, odkupienie), ale cóż mogę poradzić na to, że czyta się go znakomicie, szybko, a jego słowa płyną niczym opowieść Szeherezady. Najbardziej podobał mi się motyw latawców (w Afganistanie do tradycji należą zawody w puszczaniu latawców), który symbolizują rywalizację, współpracę, poświęcenie i oczywiście wolność.

Moja ocena: 5/6

Czytaj tego autora: "Tysiąc wspaniałych słońc"

6 komentarzy:

  1. bardzo podobał mi się film, może dlatego, że nie pokazywał do końca wszystkiego w czarno-białych barwach, no i ma piękne zdjęcia :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam. Film to zwykle skrót myślowy... Jak wyszło tym razem? Czytałaś wcześniej książkę i mogłaś porównać???

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. niestety nie czytałam książki. Wiesław Myśliwski kiedyś powiedział tak fajnie o adaptacjach filmowych: najpierw trzeba książkę pomiąć, podrzeć aby potem wyciągnąć coś z niej na ekran. Mówił w odniesieniu do ekranizacji własnych dzieł ale jest w tym wiele prawdy, każdy czytelnik buduje sobie w głowie swój własny obraz bohaterów, potem trudno go pogodzić z wizją reżyserską. w filmie zawarta jest myśl przewodnia książki, to o czym piszesz w recenzji, no i piękne kadry :) obejrzyj film i zobacz czy klimat książki znalazł w nim odzwierciedlenie.

      Usuń
    3. Obejrzę! Chociaż czasami warto przeczytać tylko książkę albo obejrzeć tylko film. Chyba najlepsze są te ekranizacje, które tylko odwołują się tylko do głównego motywu powieści, a nie próbują szczegółowo opowiedzieć tę samą historię. Wtedy to naprawdę może się udać.
      Dziękuję za podpowiedź :)

      Usuń
  2. Oglądałam film, ale książki nie czytałam. Znam natomiast ,,Tysiąc wspaniałych słońc,,:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny art dzięki niemu wiem co kupić żonie na prezent.

    OdpowiedzUsuń