wtorek, 13 marca 2012

Toksyczne wspomnienia


Maciej Bennewicz, Wszystkie kobiety don Hułana
Bennewicz M., „Wszystkie kobiety don Hułana”, G+J, Warszawa 2012
s: 302

Co to jest prawda?
Zgodna z rzeczywistością treść słów, interpretacja faktów, przedstawienie czegoś zgodne z realiami (za słownikiem języka polskiego PWN). Zgadzam się właściwie tylko z jedną trzecią tej definicji: interpretacja faktów. Bo czy istnieje jedna prawda czy zwykle mamy do czynienia z kilkoma prawdami zależnymi od punktu widzenia zainteresowanych? Nie ma jednej, takiej samej rzeczywistości dla wszystkich. Jest ona taka, jak ją postrzegamy. Dlatego też prawda jest względna.

Maciej Bennewicz, socjolog ze specjalizacją z psychologii, napisał powieść, która porusza problem względności oceny ludzi i zdarzeń. Pewnego dnia życie Piotra „Glusia” Glucka zostaje wywrócone do góry nogami, gdy odbiera on telefon od matki dawnego kolegi z liceum, Hirka Ułana, zwanego w zamierzchłych czasach don Hułanem. Chłopak zaginął i matka prosi Piotra o pomoc, pochopnie uznając go za najlepszego przyjaciela syna. Piotr tym samym zostaje wplątany w rodzinne intrygi kolegi, z którym od lat nie utrzymuje kontaktu, rozpoczyna prywatne śledztwo, odgrzebuje przykurzone wspomnienia… Poszukiwania zawiodą go do nieoczekiwanego celu.

Fabuła, choć ciekawa i wciągająca, nie jest najmocniejszą stroną książki. To wątek psychologiczny zasługuje na uwagę. Piotr, wracając pamięcią do czasów liceum, równocześnie odgrzebuje rodzinne wspomnienia, które od lat zatruwają jego podświadomość. Przychodzi mu zmierzyć się z obrazem przeszłości, który okazuje się być zniekształcony jego żalem, głupim buntem i egoistyczną postawą. Ma okazję zajrzeć w głąb własnej duszy i to, co tam odnajduje, nie do końca mu się podoba. Z czterdziestką na karku dochodzi do wniosku, że żył w oparciu o błędne przesłanki, gnębił ludzi, którzy na to nie zasługiwali, koncentrował się na sobie i swoim żalu, nie miał celu, nie dążył do puenty. Czuł się, jakby wciąż miał mnóstwo czasu na ważne decyzje. Zobaczył siebie oczami innych i zdziwiło go, jak niejednolity jest to obraz. Przeszłość pomogła mu zrozumieć, jakim jest człowiekiem dziś. A na takie lekcje nigdy nie jest za późno.

Bennewicz bez znieczulenia pisze o nas, ludziach współczesnych: zaganianych, żyjących dla kultu pieniądza, ziejących wewnętrzną pustką. Gdy pisze o zjeździe klasowym, na którym po piętnastu latach spotykają się dawni koledzy z ławki, jest bezwzględny. Po co tak naprawdę spotykamy się po latach z ludźmi, z którymi na co dzień nie utrzymujemy żadnych kontaktów? Żeby pochwalić się menadżerskim stanowiskiem, najnowszym modelem samochodu, świetną figurą mimo upływającego czasu. Bo chociaż zaśmiewamy się nad starymi czasami, gdzieś w nas siedzi wielka próżność. Trochę przypomina mi to fenomen Facebooka, gdzie niektórzy zakładają konto tylko po to, żeby umieszczać najnowsze zdjęcia z wakacji w Egipcie czy informować wszem i wobec, że właśnie znajdują się na JFK Airport czy gdzieś tam… Zieje pustką. No, ale wolnoć Tomku w swoim domku.

Książka zdecydowanie warta uwagi, wciąga i zmusza do myślenia, ale na szczęście pan Bennewicz, znany coach, nie grozi nam palcem, nie poucza. Chwała mu za to.

Książkę otrzymałam, za co dziękuję:)

Moja ocena: 4,5/6

4 komentarze:

  1. Najpierw tak a propos facebooka. Rozmawiałam ostatnio z koleżanką na temat grona bardzo nieprzyjemnych osób z naszej grupy - nie lubimy się, więc w znajomych ich nie mam. Ona ma. Mój argument: "nie chcę, żeby oglądały moje zdjęcia". Jej: "możesz im zablokować dostęp". Mój: "nie interesuje mnie co piszą, co wrzucają, co u nich". Jej: "możesz zablokować wyświetlanie ich postów". Zapytałam więc na co komu znajomi, których nie obchodzimy i którzy nie obchodzą nas. Nie otrzymałam odpowiedzi. Bo to w końcu większy licznik znajomych na portalu - szalenie ważna rzecz. Cała prawda o tych wszystkich fejsbukach. Plus to, o czym wspomniałaś - chwalenie się wakacjami, figurą, stanowiskiem. Ja np. w życiu nie wrzuciłabym na taką stronę zdjęcia w kostiumie kąpielowym i zawsze mnie dziwi, że koleżanki takie fotki światu serwują. Dostęp do ich zdjęć mają nie tylko bliscy, ale i znajomi znajomych - kto wie, gdzie później takie zdjęcia się pojawią? Poza tym - czy naprawdę musimy wszystko wszystkim pokazywać...?

    ---

    A teraz o książce, skoro już wyklepałam swoje nagłe żale :)

    Zgadzam się z Twoją opinią - to na wątku psychologicznym warto się skupić, a nie na samej fabule, która jest tam wręcz "zbędna". Autor znakomicie poradził sobie z rozliczaniem narodu, nie chybił ani trochę. To bardzo dobra książka, którą również uważam za miłą niespodziankę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, facebook to ciekawe zjawisko społeczne. Ludzie odsuwają się od siebie w realnym życiu, a wysoka liczba znajomych na portalu sprawia, że czują się duszami towarzystwa. To ułuda. Facebookiem można się fanie bawić, wrzucać jakieś ciekawe rzeczy, linki, dzielić się nimi ze znajomymi. Ale po co upubliczniać swoje życie? Żeby przypadkiem nikomu nie umknęło, jak świetnie nam się wiedzie? Tylko po co innych przekonywać? A może przekonujemy samych siebie.
      Ludzie (na ogół) potrzebują akceptacji innych, być czuć się szczęśliwymi - kliknięcie "lajka" ten problem zaspokaja.

      Pozdrawiam Klaudyno i dziękuję za ciekawy komentarz:)

      Usuń
  2. No i kolejna książka do kolejki... nie wiem kiedy przyjdzie na nią kolej, ale przyjdzie na pewno :)
    A ja rozkręcam się ostatnio w dzieleniu własnymi spostrzeżeniami, obecnie bardziej filmowymi, ale i książki wpadają :) Zapraszam domizzz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytam w najbliższym czasie, więc cieszę się, że taka jest Twoja opinia o tej książce.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń