środa, 7 marca 2012

O cierpieniu, którego nie ma


Gaétan Soucy, Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki
Soucy G., „Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki”, Nor sur Blanc,Warszawa 2007
tłum. Magdalena Kamińska-Maurugeon
s: 165
Cały […] problem wynika stąd, iż cierpienia przedstawiane są zawsze jako coś, co można dostrzec – w takim samym znaczeniu, w jakim dostrzega się pudełko zapałek.*
Wydawca nie szczędzi na okładce urokliwych słów, które każą nam wierzyć, że trzymamy w rękach książkę wyjątkową: „wyrafinowany horror”, „elementy romansu, groteski, magii i suspensu”, „studium patopsychologiczne”. Aż chce się od razu wgryźć w tę ponurą historię…

Umiera ojciec, zamożny właściciel ziemski. W posiadłości odciętej od świata pozostawia dwoje dzieci, które postanawiają pochować swojego rodzica. Jedno z nich wyrusza do pobliskiego miasteczka, by zdobyć trumnę. To dziewicza wyprawa. Wcześniej dzieci nigdy nie wypuszczały się poza granice domostwa. Cała opowieść zamyka się w jednym dniu. Wydarzeniom teraźniejszym towarzyszą chaotyczne reminiscencje. Historia opowiadana jest ustami dziecka. Przedziwny to język, którym posługuje się narrator-bohater: mieszanina dziecięcego słowotwórstwa i biblijno-filozoficznych wyrażeń. Nie można opędzić się od przeczucia, że bierzemy udział w komedii, która wcale śmieszną się nie okaże. Trzeba nie lada wysiłku, by wyłowić sensowny obraz z nabrzmiałej filozoficznymi frazesami dziecięcej paplaniny. A obraz zgnilizny i patologii, w której dzieci były zanurzone, jest naprawdę przerażający. Niespodziewanie, ale regularnie dostajemy jak obuchem w głowę kolejnymi zatrważającymi faktami. Nie możemy przygotować się na cios, bo potok beztrosko biegnących słów dziecka usypia naszą czujność.

I tym jest dla mnie ta książka. Szokiem. Szokiem, który jest jednak tak doskonale przewidywalny, że odbiera szansę innym emocjom. Myślę, że Gaétan Soucy, niedoszły filozof, chciał napisać poruszającą powieść o destrukcji, której źródłem może być cierpienie. Ja niestety nie znalazłam w sobie żadnych ambitnych emocji. Poza szokiem. Jeśli ktoś lubi, polecam. Nawet eksperymentalna narracja nie była w stanie wykrzesać ze mnie bardziej przychylnej opinii. Nie lubię pozostawać obojętną. Nie lubię, gdy historia spływa po mnie jak po kaczce. Bo szokować to mnie mogą ceny benzyny. Od literatury wymagam czegoś więcej.

Z przekory zakończę początkiem, który miał być obietnicą wspaniałej uczty literackiej:

Musieliśmy, brat i ja, wziąć wszechświat w swoje ręce, gdy pewnego ranka, tuż przed świtem, tata cichaczem wyzionął ducha.
[s.13]
Nie muszę chyba tłumaczyć…

Moja ocena: 3/6
____________________________________________________________
* Ludwig Wittgenstein; z motta książki

5 komentarzy:

  1. Widzę, że książka bardzo Cię rozczarowała. Ja pewnie czułabym się podobnie, zwłaszcza po tych szumnych zapowiedziach na okładce. No cóż, dzięki za przestrogę, będę omijać z daleka:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trochę się rozczarowałam. Była to dość popularna książka w początkach mojego blogowania. Zapamiętałam, że jest inna, intrygująca... No i jeszcze raz: rozczarowałam się:(

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Oj,coś mi się wydaje,że mogłabym się w tym temacie potaplać. Zachęciła mnie do tego Twoja opinia.Lubię spotkania z nieokiełznaną wyobraźnią...od czasu do czasu.
    A popo"s - jaka jest cena...benzyny?U Ciebie?

    Pozdrawiam:)pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5,70zł chyba... Koszmar jakiś. Szok właśnie. Na szczęście ja poruszam się głównie czterokołowcem:)) Alko, książka jest inna, oryginalna, taka z powiewem świeżości... Może się spodobać. Ale wiesz jak to z gustami jest...

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. To prawda,że koszmar i szok jednocześnie.
      Ja też poruszam się czterokołowcem,ale na ubiegłorocznych zapasach.Całą zimę"robiłam za kobietę domową".
      Jak z gustami jest,też wiem.Z nimi się po prostu nie dyskutuje!!!

      Pozdrowiam z mojego miejsca na ziemi.

      Usuń