wtorek, 17 stycznia 2012

Przepis na powieść


Mario Vargas Llosa, Listy do młodego pisarza
Vargas Llosa M., „Listy do młodego pisarza”, Znak, Kraków 2012
tłum. Marta Szafrańska-Brandt
s: 121

Jeśli wydawało Wam się, że aby napisać powieść, wystarczy mieć pomysł i ryzę papieru lub ewentualnie laptop na biurku, to byliście w wielkim błędzie. Ja wiedziałam już dużo wcześniej, że do tego niezbędny jest talent. Ale okazało się, że i ja daleka byłam od prawdy. Równie ważny jak talent jest warsztat pisarski, bo niestety pisanie dobrych powieści to nie tylko uduchowiona sztuka przelewania myśli na papier. To ciężka praca – nad własnym dziełem, ale i nad sobą i swoimi umiejętnościami. Podoba nam się to czy nie, pisarz to nie anioł, który zstąpił z nieba, a rzemieślnik.

Najnowsza powieść Mario Vargasa Llosy powstała na zamówienie Wydawcy, więc nie do końca z zamysłu autora. Ostatecznie jednak sam nazywa ją czymś na kształt autobiografii, więc możemy się łudzić, że uda nam się coś uszczknąć z geniuszu autora. Przyznaję się, że moje wyobrażenia na temat talentu Vargasa Llosy są raczej mgliste, bo to pierwsza książka jego autorstwa, którą przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia. Zaczęłam zatem od końca. Teraz obawiam się, że to trochę tak, jakby magik objaśnił mi swoją sztuczkę przed jej prezentacją. Zobaczymy.

Prezentowana przeze mnie książka to zbiór kilkunastu listów adresowanych do młodego adepta sztuki literackiej, który szuka wsparcia i porady u znanego pisarza-noblisty. Ten dzieli się chętnie swoim doświadczeniem: wyjaśnia rolę powołania, które samo w sobie stanowi nagrodę i karę (powołanie literackie karmi się bowiem życiem pisarza tak samo jak podługowaty soliter ciałem, które okupuje. – s.15), zauważa, że nie da się pisać dobrze o czymś, czego samemu się nie przeżyło (autentyczne wydarzenie jest krwią fikcji. – s. 18) i radzi, by czytać i jeszcze raz czytać. Dobrą literaturę, oczywiście. W dalszych rozdziałach rozwodzi się nad formą powieści i jej elementami (styl, narrator, czas, przestrzeń, siła przekonywania, poziom realności). Wskazuje też na pewne triki stosowane przez najlepszych powieściopisarzy, które na własny użytek metkuje, takie jak umiejscawianie jednej historii w drugiej („chińska szkatułka” lub „matrioszka”) czy nienazywanie kluczowego dla powieści wydarzenia tak, by pozostało w domyśle czytelnika („fakt ukryty”). Każdą swoją hipotezę autor popiera klarownym przykładem. A wspomaga się nie byle czym, bo literaturą najwyższych lotów. I przyznam się szczerze, że lista tytułów, którą stworzyłam na podstawie sugestii pisarza była dla mnie największą gratką. Listy do młodego pisarza to kopalnia dobrej literatury. Nie można tego przegapić!

Książka może być ciekawym wydarzeniem dla wszystkich tych, którzy siłują się z piórem, ale nie tylko. Czasami dobrze jest spojrzeć na ten cały soczysty świat literatury, który tak wielbimy, od kuchni. Ja mimo wszystko nie zostanę powieścipisarką. Wciąż wierzę, że najważniejszy jest talent.

Moja ocena: 4/6

Czytaj tego autora: "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki"

10 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod Twoją opisową oceną - może dla kogoś innego, choć z pewnością książka Llosy jest interesująca:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm.. Sam talent jednak to za mało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe, ze tak samo o sztuce pisarstwa pisal juz w swym podreczniku Stephen King.
    Owszem, zgadzam sie, tak zwany talent nie rozwijany, nei szlifowany bedzie smakowal jak zupa na dobrym miesie, ale bez soli. Fuj. Mdle.

    P.S. Uzywam brytyjskiej klawiatury, stad ta pisownia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Talent, warsztat i całe morze pracowitości...

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, że talent to podstawa i jakiś pierwiastek metafizyki,niezrozumienia.
    Warsztat jest ważny, ale trzeba mieć go na czym zbudować :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że to może być interesująca pozycja. Zastanawiam się teraz, czy podobnie jak Ty, zacząć swoją przygodę od końca, czy sięgnąć jednak po jakieś jego wcześniejsze dzieło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyny, podobno wybitny artysta to 5% talentu i 95% ciężkiej pracy. Pewnie to prawda i najlepiej posiadać całe 100%:) Ja widzę to tak: utalentowany pisarz, którego obezwładnia lenistwo, napisze coś, może nawet dobrego, ale pozostanie niedoceniony i zacznie topić swoje smutki w alkoholu aż w końcu sam się utopi w swojej depresji;
    pisarz, który talentu nie ma za grosz, ale usilnie pracuje nad stylem, formą i próbuje wstrzelić się z tematem w oczekiwania czytelników będzie święcił triumfy, zarabiał kasę i produkował kolejne powieści jak maszyna. Więc uważam, że podwaliną MUSI być talent, ale bez pracy również się nie obędzie. Jak to w życiu;)

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wypowiedzi

    OdpowiedzUsuń