środa, 7 kwietnia 2010

Kto nie ma czasem ochoty chwycić za kij bejsbolowy?


Upadek
(oryg. Falling Down), 1993
reż. Joel Schumacher

Nigdy bym się nie spodziewała, że w Święta uda mi się obejrzeć taki film – i to na TVP1. Moje zdziwienie zostało dodatkowo doprawione szczyptą wstydu, gdy uświadomiłam sobie, że nigdy o tym filmie nie słyszałam. Zaczynam skłaniać się ku stwierdzeniu, że przypadek naprawdę kieruje naszym życiem…

Film Schumachera w dobitnej i odrobinę przerysowanej formie pokazuje, do czego może doprowadzić nas życie we współczesnym, „cywilizowanym” świecie. Ze strachem myślę, że film powstał siedemnaście lat temu i „nasza" współczesność znajduje się teraz w o wiele bardziej zaawansowanym stadium. Główny bohater, pan Foster (Michael Douglas), zostaje zwolniony z pracy. Możliwe, że właśnie to zdarzenie odbezpieczyło tykającą od dawna bombę. A możliwe, że przyczyną był zwykły uliczny korek powstały w wyniku kolejnych bezsensownych robót drogowych. Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że D-Fens (taki napis widnieje na tablicy rejestracyjnej jego samochodu i tak nazywa go policja) wychodzi z samochodu, porzuca go na środku zakorkowanej ulicy i rozpoczyna swój marsz przez miasto, którego zwieńczeniem mają być urodziny córeczki. Wydaje się, że wszystko byłoby dobrze, gdyby nikt nie stawał mu na drodze. Niestety. Najpierw pojawia się koreański sklepikarz posługujący się łamaną angielszczyzną i narzucający na swoje towary zbyt wysoką marżę, później do naszego antybohatera przyczepiają się meksykańscy pseudogangsterzy i jeszcze wielu innych niemiłych ludzi nie pozwalających mu w spokoju kroczyć naprzód.

Ja go rozumiem. Codziennie denerwuje mnie wiele rzeczy: zdzierstwo w sklepach, wysokie podatki, spóźnione pociągi i brak wolnych terminów w przychodni. A do tego jeszcze ludzie, którzy czasami bez powodu są niemili. Sto razy ustąpisz miejsca w autobusie starszej pani, ale za sto pierwszym razem i tak usłyszysz, że jesteś chamem, bo emerytka stoi, a ty siedzisz. Chociaż NAPRAWDĘ jej nie widziałeś. Ale kogo to obchodzi? Ja go rozumiem… D-Fens idzie przez miasto i zaprowadza porządek. Na własną rękę. Broń zdobywa po drodze – przypadkiem i bez problemu. Dziecko uczy go, jak posługiwać się bazooką. Nauczyło się tego w telewizji. Wiele scen z tego filmu śmieszy, chociaż tak naprawdę powinniśmy gorzko zapłakać nad losem człowieka. Bo chyba nie ma już dla nas ratunku.

Warta uwagi jest jeszcze jedna rzecz: Foster to antybohater, ale jest to również człowiek, który nie godzi się na zastaną rzeczywistość, buntuje się przeciw złemu systemowi, niesprawiedliwości i bezsensowi. Na koniec sam jest zdziwiony: „To JA jestem ten zły?” Po drugiej stronie stoi detektyw Prendergast (Robert Duvall) – bohater, tzn. ten dobry – człowiek, który pogodził się z losem, chciał poświęcić się dla żony. Dostosował się. Jednak w ostatniej chwili zmienił podejście do życia. Czyżby postawa D-Fensa dała mu do myślenia? Czy zobaczył siebie za klika lat? Może spostrzegł, jak kruchy jest lód, po którym stąpa…

Jedna z lepszych ról Douglasa. Sporo wieloznaczności i kwestii do rozważenia. Niezła muzyka i zdjęcia Polaka: Andrzeja Bartkowiaka. Naprawdę polecam!

Moja ocena: 5,5/6

16 komentarzy:

  1. Widziałam ten film bardzo dawno temu. Przyłączam się do jego polecania... bardzo dobry! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Film jest rewelacyjny, a rola Douglasa faktycznie genialna.

    OdpowiedzUsuń
  3. kilka razy zachowałem się podobnie jak główny bohater (bez ostateczności, oczywiście) - było lepiej, ale chwilowo....:) teraz szukam spokoju - w sobie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam serdecznie :-) Nie słyszałam o tym filmie! Na filmwebie ma świetne opinie. Będę na niego polować:-)
    Pozdrawiam ciepło i życzę miłego dnia!
    kot w butach

    OdpowiedzUsuń
  5. Film jest naprawdę dobry i, tak, jak napisałam, dziwię się, że wcześniej o nim nie słyszałam. Chociaż możliwe, że kilka lat temu odebrałabym go inaczej, bardziej potępiałabym Fostera. A teraz? Nie żebym go NIE potępiała, ale bardziej mu współczuję...

    A że tylko spokój może nas uratować - wiem od dawna i klepię te słowa codziennie jak mantrę:))

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, racja, racja.
    Film widziałam już kilka razy i powiem szczerze, że można usprawiedliwić Fostera.
    Szczególnie w takie dni, jak dziś, gdy wszystko pod górkę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Widziałam, polecam. Po prostu miarka się przebrała i...Dalej trzeba zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ahoj!

    Widziałam ten film wieki temu... Ech, wróciły wspomnienia. Pamiętam że gdy byłam dzieciuchem zrobił na mnie mocne wrażenie. Ale dzisiaj raczej bym do niego nie wróciła. Jednak sama czasami mam ochotę powymachiwać kijem, oj mam... Zwłaszcza stojąc w kolejce! XD

    pozdrawiam wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyny, no właśnie - mogłybyśmy znaleźć usprawiedliwienia dla Fostera, chociaż reżyser ani przez chwilę nie starał się go wybielić. Fosterowi nie zalśniła na policzku ani jedna łza. Nie znajdziemy w nim najmniejszego śladu skruchy.
    Szukamy dla niego usprawiedliwienia, bo sami tacy jesteśmy. Trochę mu zazdrościmy. W duchu. Ogranicza nas tylko moralność, czyż nie? No i może nie czujemy tej ostateczności, co on...

    Dzięki za odwiedziny!

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja Go w zupełności rozumiem. Łzy i współczucie, wszystkie te bzdety o moralności skrusze są mocno przereklamowane, no bo spójrzmy na dzisiejszy świat. Powodzi się tylko temu, kto potrafi zakręcić się wokół własnego ogona. Szczerze? Wolę żyć godnie i zaspokoić swoje potrzeby, niż oglądać się na to, co powiedzą o mnie inni, a gdyby wziąć jeszcze poprawkę na to, że nigdy nie wiadomo czy jakiś szaleniec nie zabije z nudów twoich bliskich, dochodzę do wniosku, że najlepszym w takim wypadku rozwiązaniem jest stara prawda: Oko za oko, ząb za ząb! To jedyna słuszna sprawiedliwość!

    pozdrawiam serdecznie, w duchu Wiecznej Anarchii ];]

    OdpowiedzUsuń
  11. Film oglądałam bardzo dawno temu, wtedy kiedy wchodził na ekrany. Zrobił na mnie wrażenie. Trudno jednoznacznie oceniać postawę bohatera (antybohatera). Na pewno jego "bunt" nie jest postawą do naśladowania, ale można ją odbierać jako sygnał, że należy zweryfikować system, w który zostaliśmy wprzęgnięci. Tyle że to błędne koło, którego machiny prawdopodobnie nie da się już zatrzymać. Może jedynym rozwiązaniem jest zamieszkanie na bezludnej wyspie. Czasem o tym marzę...

    OdpowiedzUsuń
  12. Anhelli, jak napisałam, również rozumiem jego pobudki, chociaż nie do końca popieram posunięcie się do takiej ostateczności. I nie ma znaczenia czy wierzę w "bzdety o moralności" - jak to ujęłaś - czy nie. Bała się go żona i córka - nie chodzi więc o to, że nie wywiązał się wobec społeczeństwa. Zawiódł najbliższe mu osoby. A w pojedynkę żyć nie można. Zawsze szukamy kogoś, by był obok nas. To normalne.
    Jeśli masz kogoś obok, reszta cię nie obchodzi - nie jest w stanie wyprowadzić cię z równowagi i doprowadzić do takiej ostateczności.

    Jolanto, nie możemy myśleć, że nic nie da się już zrobić i że musimy żyć w świecie, który dla nas zaprojektowano. Trzeba prowokować. Trzeba działać. Trzeba zmieniać. Nie każdy jest rewolucjonistą, ale gdy siedzimy cicho, tylko do siebie możemy mieć pretensję. Trzeba żyć świadomie, ot co. Albo przenieść się na bezludną wyspę:))
    Sama nie wiem, skąd ten rewolucyjny ton...

    Mary, yes, indeed...

    OdpowiedzUsuń
  13. Film prawdziwy, brzydki i równie mocny jak pała zabrana sklepikarzowi przez głównego bohatera. Aż chciałoby się książki, tylko czy dałaby radę dorównać filmowi?

    OdpowiedzUsuń
  14. O, widzę, że ktoś oglądał ostatnio film w TV:)) Podoba mi się porównanie do pały sklepikarza - bardzo wysublimowane;) Jeśli chodzi o książkę, musiałby być pierwsza, przed filmem, bo te powstałe w oparciu o scenariusz filmowy to zazwyczaj dno. Czyli już za późno...

    Dzięki za odwiedziny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny jest ten film; az dziw bierze, ze taki stosunkowo mało znany. Na początku nie brałam poważnie Dfense'a, ale później wyszedł z niego prawdziwy psychol :>

    OdpowiedzUsuń