poniedziałek, 8 stycznia 2018

Dekadencka kokieta

Zofia Nałkowska, Kobiety
Nałkowska Z., „Kobiety”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010
s: 222

Kokietuję go nie tym, że jestem ładna, lecz moją duszą, którą obracam obecnie na usługi ciała." [s.27]

Oto Nałkowska, jakiej nie znacie, a jej pierwsza powieść nijak się ma do późniejszych pomnikowych Medalionów i Granicy. Nie można nawet pokusić się o stwierdzenie, że Kobiety są istotnym obrazem społeczeństwa polskiego na przłomie XIX i XX w. Zbyt błahe są. Prawdopodobnie najbliżej im do autoportretu samej pisarki, zresztą nieco przerysowanego.

Powieść przedstawia perypetie miłosne młodej kobiety, Janki Dernowiczówny, kobiety inteligentnej, nietuzinkowej, pewnej siebie i niezależnej. Janka pracuje jako księgowa w jednym z warszawskich biur, ale szczerze swojej pracy nienawidzi, gdyż jest poniżej jej możliwości, jak sama głosi. Praca daje jej jednak niezależność finansową, dzięki czemu nie musi się godzić na pierwszy lepszy związek. Swoją wyjątkowością przyciąga uwagę wielu mężczyzn, jednego potrafiła nawet tak rozkochać do szaleństwa, że stopy jej całował. Jednak ten, którego sama obdarzyła płomiennym uczuciem, odrzuca jej zaloty i na zawsze lodowaci serce.

Brzmi jak tani romans? Ma brzmieć. Nałkowska kreśli otaczający ją świat z młodopolskim zacięciem. Kobieta to siła i tajemnica, ale cielesna, nie jest już jak nimfa romantyczna. Stąpa twardo po ziemi, jest pożądana przez mężczyzn, którzy jak zwierzęta polują i nie zadawalają się jedną ofiarą. A kobieta, nawet ta wyemancypowana, ostatecznie ma wybór, by zostać zdradzaną żoną, cichą kochanką lub pogardzaną kokotą. Cały ten świat wolności to dla kobiety świat ułudny, zepsuty. I o tym przekonuje się już Janka na początku swej drogi, gdy porzuca ten dekadencki świat dla świata nauki:
"[...] ostatecznie wolałam wrócić do was niż do Kościoła." [s.221]
Bo kobieta z początków ubiegłego stulecia musiała gdzieś albo komuś przynależeć, nie mogła być samotną wyspą. I dzięki tej pesymistycznej wizji Kobiety nie są zwykłym romansidłem, chociaż niektóre opisy scen miłosnych ociekają młodopolskim liryzmem i są nie do przełknięcia. Z kolei egocentryczna, wyrachowana i nieco zadufana Janka nie wzbudza sympatii, podobnie jak świat fałszywych ideałów, w którym przyszło jej żyć.

A mimo to powieść czytało mi się świetnie. Może dlatego, że czuć tu młode pióro i niedojrzałe namiętności, które z wiekiem zawsze wydają się naiwne i infantylne, a może dlatego, że język nawet młodej Nałkowskiej jest tak nienaganny. A może po prostu dałam się zauroczyć inności znanej pisarki, podobnie jak kiedyś zafascynowała mnie inność Reymonta w "Wampirze"... Oceńcie sami.

Moja ocena: 5/6

2 komentarze:

  1. Widzę, że Janka jest bardzo zarozumiała i narcystyczna. Nie przepadam za takimi bohaterkami, ale przeczytałabym książkę dla ładnego języka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę jest... ale myślę, że pod tym płaszczykiem kryje się zagubione dziewczę, które boi się, że samo na świecie zostanie. Oszukana ta emancypacja :-\

      Usuń