sobota, 27 lutego 2010

Poezja skuta lodem


Czujecie się czasami tak, jakbyście żyli w dwóch światach? W tym realnym, właściwym, w którym być należy i trzeba, ale równocześnie pociąga was drugi świat – wzniosłych idei i marzeń, oderwany od pragmatycznych potrzeb, zupełnie subiektywny, a przez to piętnujący poczucie winy?

Ja krążę obecnie po tym rzeczywistym świecie, a kraina mojego chwilowego zapomnienia wydaje mi się chwilowo bardzo odległa… Czytam, oglądam, słucham, a swoich odczuć nie potrafię otulić w najprostsze słowa. To wzbudza rozczarowanie samą sobą. Muszę być gdzieś indziej, gonić za białym króliczkiem, spełniać oczekiwania, a już tęsknię za tymi chwilami sam na sam nad białymi kartami książki… Znaleźć trochę spokoju. O tym myślę. Wiem, że mój świat zmierza we właściwym kierunku, a jednak pędzi tak szybko, że mam ochotę złapać go za tę rozwichrzoną czuprynę, potrząsnąć i powiedzieć, że ja się tak nie bawię! Chce mi się przycupnąć na chwilę, pomyśleć, wymienić z kimś spostrzeżenia, wtulić się w ciepłe ramię… A na razie myśli oszalałe obijają się jedne o drugie. I sen ucieka spod powiek… Żadnego zdania sklecić nie mogę, żadnej myśli.


Miło widzieć, że podczas mojej nieobecności ktoś zaglądał do mojej krainy:)
Niebawem wracam.

A tak wygląda morze zimą, jakby ktoś nie wiedział...
Bo ja długo nie wiedzialam:)

niedziela, 7 lutego 2010

Rozterki poety wyklętego



Głos Demona Stróża
William Blake
(1757-1827)


Chcecie poznać Prawdę? Istotę wszechświata?
Czy tym światem rządzi Bóg, człowiek czy Szatan?
Ja wam mówię - człowiek, w to głęboko wierzę...
Pytam tylko: człowiek-bóg czy człowiek-zwierzę?
"I ujrzałem Bestię z morza wychodzącą..."
Ona jest zewnętrzną czy wewnętrzną Mocą?
Człowiek ciągle błądzi... wciąż tkwi w zaślepieniu
przy rozstaju myśli, w swej niewiedzy cieniu...

Dążcie jednak stale w wrót poznania stronę,
za którymi włożą wam wiedzy koronę!
Tu zostaną tylko Pałace Żałoby,
zbiorowe mogiły, sarkofagi, groby...



Wiersz ten krzyczy aktualnością. Prawie dwa wieki istnienia topią się w szklance wody. Rozterki, które po dziś dzień towarzyszą każdemu człowiekowi myślącemu, towarzyszyły również Blake’owi. Nie wolno nam zrzucać odpowiedzialności za istnienie i jego błędy na jakąkolwiek Siłę Wyższą, nieważne czy jest nią Bóg, Opatrzność, Przeznaczenie… Człowiek dumnie dzierży w ręku swój los i steruje swoimi wyborami. Zresztą nawet chrześcijanie zabezpieczają się: Bóg dał człowiekowi wolną wolę. Innymi słowy: rządź się sam, nie zwalaj na mnie. Tylko… kto prosił o TAKĄ wolność?

Niepokoję się o los człowieka myślącego. Mądry był ten, który powiedział, że tylko głupcy mogą być szczęśliwi. Całe życie uczymy się, kształcimy i edukujemy, poszerzamy horyzonty, dążymy do oświecenia… I jaka czeka nas nagroda? Pełna świadomość wszechogarniającego bezsensu. Rozumiejąc, cierpimy. Jakże łatwiej byłoby, gdybyśmy pozostali ignorantami i cieszyli się tym, że codziennie mamy chleb na śniadanie i szklankę wody do popicia. A siedząc i rozmyślając o kolejnych wierzchołkach do pokonania, przychodzimy tylko do smutnego wniosku, że życie jest zbyt krótkie lub nasze możliwości nieznośnie ograniczone.

Co kryje się za Wrotami Poznania? Czy za nimi dowiemy się, że wszystko, co nam może przynieść szczęście, dawno już mamy? Że wystarczy się tylko pozbyć nabytego po drodze balastu? Wiedzy? Wiedza nie współgra z wiarą. Lepiej wiedzieć czy wierzyć? Czy można wiedzieć i wierzyć jednocześnie?

To moje rozterki, myślicielki zaklętej…

środa, 3 lutego 2010

Autostrada donikąd


Nie czas na łzy
(oryg. Boys Don’t Cry), 1999
reż. Kimberly Peirce

- Mam kryzys seksualnej osobowości…
- Co takiego?!

To fragment przesłuchania zgwałconej kobiety, która jest mężczyzną. Tak, to nie pomyłka. Jest mężczyzną. Duchem, sercem, umysłem. Tylko nie ciałem. Matka Natura spłatała jej figla i wyrządziła wielką krzywdę. Teena Brandon – Brandon Teena.

To historia oparta na faktach, a życie niestety nie pisze cukierkowych scenariuszy. Na świecie codziennie rodzi się przynajmniej jeden człowiek, w którego ciało przypadkowo zaplątał się mózg nie tej płci, co trzeba. Cóż wielkiego? My się mylimy, a Matka-Natura (Bóg?) nie może? Taki mały psikus… Nie mam pojęcia i nie podejmuję się zgadywać, jak to jest, gdy pewnego dnia taki mały błąd w planie wszechświata spogląda w lustro i myśli sobie: to nie ja, więc gdzie JA jestem? Tym bardziej nie wiem, skąd taki człowiek czerpie odwagę i optymizm, by wierzyć, że wszystko będzie dobrze i znajdzie się dla niego miejsce w społeczeństwie istot skonstruowanych WEDŁUG planu…

Taki optymizm udziela się widzowi, gdy zaczyna oglądać film Nie czas na łzy i poznaje Teenę, to znaczy Brandona, który wierzy, że może żyć i zachowywać się jak facet, chociaż spodnie wypycha sobie skarpetką. Pije piwo, pali papierosy, „ujeżdża” furgonetkę, ucieka przed policją, podrywa zajętą dziewczynę… Zachowuje się jak zły chłopiec, a cieszy się jak mały psiak. Los mu sprzyja, więc zaczyna wierzyć, że życie może nie do końca jest do bani. Nie myśli, co będzie potem – liczy się tylko tu i teraz. Miłość. Z wzajemnością. Akceptacja jedynej kobiety, Lany, na której mu zależy. Jest mężczyzną zaplątanym w kobiece ciało (pamiętacie? taki psikus), a ona widzi w nim mężczyznę.

Ja również uwierzyłam, dlatego tak bardzo zabolało mnie zawahanie się Lany – krótkie, jak mgnienie oka, ale jednak – zdrada. O konsekwencjach, przemocy, okrucieństwie nie chcę pisać: kto oglądał, ten wie, a kto do tej pory nie trafił na ten film, powinien jak najszybciej odczuć go na własnej skórze. To jeden z tych filmów, przy których zawsze podciągam kolana pod brodę i powtarzam w duchu swoją mantrę: może tym razem zakończenie będzie inne, może się uda, może zrozumieją, że to niczyja wina…

O słodka naiwności!

Za każdym razem, gdy natykam się w programie telewizyjnym na ten tytuł, oglądam film po raz kolejny, chociaż to najzwyklejszy w świecie masochizm. Przypomina mi jednak o wewnętrznej hipokryzji. Bo chociaż uważam się za osobę tolerancyjną (właściwie, cóż to za słowo?), myślę sobie czasem, tylko niech MNIE inność omija szerokim łukiem. U innych toleruję, a jakże… Ale nie ma czegoś takiego jak tolerancja na odległość. Możliwa jest tylko akceptacja całkowita: ja, mój przyjaciel, człowiek na ulicy, pani w sklepie, moje dziecko… Akceptacja całkowita. Albo całkowity jej brak.

No i muszę wspomnieć: genialna… genialna Hilary Swank.

Za emocje i aktorstwo: 6/6