Moskwo, kocham Cię
(oryg. Москва, я люблю тебя!), 2010
reż. Iwan Ochłobystin, Gieorgij Natanson, Oleg Fomin, Wiera Storożewa, Rustam Ibragimbiekow, Iraklij Kwirikadze, Jekatierina Kalinina, Siergiej Bodrow, Dmitrij Troickij, Olga Stołpowskaja, Aleksandr Kasatkin, Jekatierina Dwigubskaja, Artiom Michałkow, Andriej Razienkow, Wasilij Cziginskij, Georgij Paradżanow, Ałła Surikowa, Jegor Konczałowskij
Nie będę pisała, że nie mogło mnie zabraknąć na festiwalu filmów rosyjskich „Sputnik nad Warszawą", bo szczerze mówiąc, ledwo się na niego załapałam. Jak na złość, zawsze spiętrzą się jakieś sprawy nie cierpiące zwłoki i spotkania, których nie można przełożyć. Ale udało się - ostatniego dnia festiwalu i prawie na ostatni seans w Pałacu Kultury i Nauki, w którym mieści się kino.
Festiwal gościł jeszcze w dwóch innych kinach warszawskich, ale szczerze mówiąc Pałac – dar od naszych radzieckich przyjaciół – wydawał się jedynym słusznym miejscem, by celebrować to święto kina rosyjskiego. Nie wiem czy wiecie, ale w Moskwie znajduje się kilka pierwowzorów naszego, chcąc nie chcąc, symbolu Warszawy, zwanych „siedmioma siostrami” Stalina. Na jedną z nich, Uniwersytet Moskiewski, miałam okazję się wdrapać, by choć raz spojrzeć na Moskwę z góry. Szczyt PKiN ciągle jeszcze przede mną.
Oczywiście nie wszystkie filmy były dobre. Nie jestem też pewna czy były ułożone we właściwej kolejności, ale wachlarz emocji, który im towarzyszył, był nader rozłożysty. Można się było pośmiać, popłakać, a czasem… pozastanawiać, o co chodzi. Reakcje trzeba było dostrajać co pięć minut, bo tyle trwała każda etiuda. Dla mnie zdecydowanym numerem jeden okazał się film „Skrzypek” Wiery Storożewej – niemal bez słów, mocno i dobitnie, aż wryło mnie w fotel. Poza tym uwagę przykuł również film „Job” (tak, to z ang.) Artioma Michałkowa, syna TEGO Michałkowa; oklaski należą mu się za świetną, niespodziewaną pointę (cała sala ryknęła śmiechem). Reszta obrazów rozmywa się i tylko niektóre momenty pulsują żywiej w pamięci.
Zwiastun filmu (po rosyjsku) możecie obejrzeć tu.
Po chwili namysłu stwierdzam, że i tak nic nie przebije Moskwa nie wierzy łzom… Jeśli nie widzieliście, polecam.
Moja ocena: 5/6
Och... zazdroszczę... mnie zawsze mijają wszelki festiwale filmowe, bo albo o nich nie wiem,... albo są za daleko... albo nie w tym terminie co trzeba... :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że kiedyś gwiazdy zaczną mi sprzyjać... ;p
Miłego dnia!
Uwielbiam rosyjskie kino...
OdpowiedzUsuńJa za kinem rosyjskim nie przepadam, wolę klimaty bałkańskie. Ale obecności na festiwalu i tak zazdroszczę - lubię klimat takich imprez.
OdpowiedzUsuńDziewczyny, jedną z niezaprzeczalnych korzyści mieszkania w stolicy jest fakt, że dzieje się tu sporo... Jest w czym wybierać, ale wierzcie mi, znalezienie wolnej chwili, by korzystać z tych wszystkich dobrodziejstw, często graniczy z cudem. Tak to jest, gdy się ma wszystko pod nosem... Cieszę się więc niezmiernie, że tym razem udało mi się "zderzyć" ze "Sputnikiem":))
OdpowiedzUsuńKino rosyjskie można lubić bądź nie; na pewno warto się cieszyć jego innością. Ubolewam tylko nad tym, że twórcy rosyjscy coraz intensywniej zaczynają ścigać Hollywood. Niestety.
Dzięki za odwiedziny!
Oj, ja też lubię rosyjskie kino. Marzę o "Wojnie i pokoju" w moim TV, ale niestety, póki mogę oglądać ten kanał przy okazji odwiedzin u dziadka, który ma inną (lepszą) kablówkę. Język jest świetny! Uczę się go intensywnie, aczkolwiek póki co rezultaty są takie średniawe...
OdpowiedzUsuńLili, o tak, język rosyjski jest piękny... Nie wiem, na jakim etapie nauki jesteś, ale niezwykle ważne jest, żeby stwarzać sobie okazje do używania i/lub korzystania z języka: Internet, TV, literatura, gazety... Pamiętaj, że organ nieużywany zanika;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!