<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143</id><updated>2012-02-02T21:29:52.280+01:00</updated><category term='Literatura polska'/><category term='Literatura niemiecka'/><category term='Literatura hiszpańska'/><category term='Literatura angielska'/><category term='Literatura rosyjska'/><category term='Literatura chilijska'/><category term='6 – wywraca świat do góry nogami'/><category term='4 - może dla kogoś innego'/><category term='Literatura szwedzka'/><category term='2 - czas utracony'/><category term='Film'/><category term='Inne'/><category term='Literatura peruwiańska'/><category term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category term='3 - zwiedziona na manowce'/><category term='Poezja'/><category term='Literatura amerykańska'/><category term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><category term='Literatura włoska'/><category term='Literatura arabska'/><category term='Literatura węgierska'/><category term='Literatura francuska'/><category term='Literatura argentyńska'/><category term='Literatura meksykańska'/><category term='Literatura austriacka'/><category term='5 - mocne przeżycie'/><category term='4.5 - pozostał niedosyt'/><title type='text'>Kraina chwilowego zapomnienia</title><subtitle type='html'>Lubię tu uciekać, gdy nikt nie patrzy...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>114</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3323020969905542504</id><published>2012-02-01T22:51:00.001+01:00</published><updated>2012-02-01T22:55:35.569+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>2.07.1923 - 1.02.2012</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://pkozlow.e-sochaczew.pl/foto_kontent/wislawa_szymborska.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 275px; height: 320px;" src="http://pkozlow.e-sochaczew.pl/foto_kontent/wislawa_szymborska.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458545615061189714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Czemu ty się, zła godzino,&lt;br /&gt;z niepotrzebnym mieszasz lękiem?&lt;br /&gt;Jesteś - a więc musisz minąć.&lt;br /&gt;Miniesz - a więc to jest piękne.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W.Szymborska&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3323020969905542504?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3323020969905542504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/02/2071923-1022012.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3323020969905542504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3323020969905542504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/02/2071923-1022012.html' title='2.07.1923 - 1.02.2012'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2353649401516116866</id><published>2012-01-30T09:12:00.000+01:00</published><updated>2012-01-30T09:12:29.906+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><title type='text'>Moskwa kryminalna</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.ruslania.com/pictures/big/9785699288120.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Aleksandra Marinina, Kolacja z zabójcą&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Маринина А., „Стечение обстоятельств”, Эксмо, Москва 2011&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 317&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kryminałami jestem kompletnie na bakier. Uprzedzam więc uczciwie, że nie wiem, czym jest dobry kryminał. Wiem natomiast, czym jest dobra literatura i uważam, że każdy gatunek literacki może skrywać w pod swoim szyldem nieoszlifowany diament. Po Marininę sięgnęłam z nadzieją na inną Rosję: prostszą, banalniejszą, bardziej poukładaną, gdzie sprawiedliwość triumfuje, a przestępcy gniją za kratkami. Tym razem miałam nadzieję zawitać do biało-czarnego świata, który nie będzie dręczył mojej moralności, a jedynie rozrusza ospałe szare komórki. Czy otrzymałam to, na co liczyłam? Nie do końca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aleksandra Marinina na pewno jest wiarygodna. Jako były pracownik moskiewskiej milicji i specjalista w dziedzinie kryminologii wie, o czym pisze. Czytelnik może ufać, że właśnie tak wygląda prowadzenie śledztwa, zdobywanie dowodów i dobieranie się do tyłka przestępcy. Stworzyła ona postać Anastazji Kamieńskiej pojawiającej się w kolejnych dwudziestu sześciu powieściach, z których tylko dziesięć zostało przetłumaczonych na język polski. Seria w Rosji cieszy się dużym zainteresowaniem: rodacy pisarki czytają ją w metrze, na ulicy, w autobusach, wszędzie. Nakręcili nawet serial. Nie ma wątpliwości, że to właśnie Kamieńska jest główną siłą napędową sukcesu Marininy – niepozorna, chorowita, niemal przezroczysta, leniwa zawsze wtedy, gdy nie chodzi o pracę, ale za to ma głowę na karku, włada pięcioma językami, a elementy układanki zbiera jak nikt inny. Nie sposób jej nie polubić, bo jest niedoskonała, nie radzi sobie z mężczyznami, nienawidzi gotować, ale gdy na podstawie kilku śladów trzeba znaleźć mordercę, nie ma sobie równych. Podoba mi się, jak Marinina rysuje portrety współpracowników Kamieńskiej, każdego obdarzając indywidualnymi cechami, a jednocześnie tworząc zgrany, uzupełniający się&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 230px;" src="http://www.zdr.ru/images/publs/big_8466.jpg" border="0" alt="" /&gt;    zespół specjalistów. Mocną stroną jest również żywa Moskwa, która każdą możliwą szczeliną wdziera się do fabuły książki, stając się kolejnym bohaterem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę czytało mi się dobrze, bez szczególnego zniecierpliwienia, raczej lekko, nawet pomyślałam, że chętnie podjęłabym się tłumaczenia którejś z części przygód major Kamieńskiej. Rozczarowałam się tylko, że „kto zabił” można zorientować się już w połowie książki i właściwie Marinina nawet nie próbuje zasiać w czytelniku najmniejszej wątpliwości. Po prostu relacjonuje przebieg śledztwa, które prawdopodobnie właśnie tak wyglądałoby w rzeczywistości. Bo przecież nie każde śledztwo musi mieć zaskakujący finał. I nie wszyscy zamieszani w morderstwo trafiają do więzienia. Trzeba mieć dowody, sporo szczęścia i odwagi, by dobrać się do najgrubszych ryb. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z cyklu „mądrości życiowe” przyswoiłam następującą myśl:&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Женщина, чтобы скрыть малозначительный пустяк, возводит целую Эйфелеву башню лжи, причем делает это неумело, конструкция каждую минуту грозит обвалиться, и она подпирает ее еще большей ложью, увязая в обмане, как муха в капли меда. Мужское же мышление отличается тем, что они предпочитают недосказанную правду и не рискуют быть разоблоченными на ерунде.&lt;/i&gt; [s.151]*&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;br /&gt;_____________________________________________________________&lt;br /&gt;* &lt;i&gt;Kobieta, żeby ukryć nic nieznaczące głupstwo buduje całą wieżę kłamstwa, a do tego robi to tak nieumiejętnie, że konstrukcja grozi zawaleniem się w każdej chwili, a ona podpiera ją jeszcze większym kłamstwem, grzęznąc w oszustwie jak mucha w kropli miodu. Logika mężczyzny różni się tym, że woli on niedopowiedzianą prawdę, nie ryzykując, że zdradzi go byle głupstwo.&lt;/i&gt; [by Inez]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2353649401516116866?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2353649401516116866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/moskwa-kryminalna.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2353649401516116866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2353649401516116866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/moskwa-kryminalna.html' title='Moskwa kryminalna'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5701104987283249519</id><published>2012-01-24T16:29:00.000+01:00</published><updated>2012-01-24T16:29:46.446+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Ku pamięci</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://images3.fotosik.pl/9/qqfxhta00r35hgx3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Smutno &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Edward Stachura&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Szumią chmury, szumią drzewa,&lt;br /&gt;Jesień i jesieni cicha wrzawa,&lt;br /&gt;Niby sen pożółkła już trawa,&lt;br /&gt;Na przedmieściu dziś wieczorem jest zabawa&lt;br /&gt;Ona zjawi się tam!&lt;br /&gt;Będzie tańczyć, słońce moje&lt;br /&gt;Z nowym swym wybranym!&lt;br /&gt;A mnie w głowie będzie się kręciło!&lt;br /&gt;A mnie w piersiach mocno będzie biło!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym mógł,&lt;br /&gt;Gdybym tak mógł&lt;br /&gt;Wydrzeć sobie serce&lt;br /&gt;I odrzucić serce&lt;br /&gt;I być bez serca,&lt;br /&gt;Byłoby mi lepiej,&lt;br /&gt;Dużo lepiej,&lt;br /&gt;Byłoby najlepiej,&lt;br /&gt;Chociaż nie wiem, nie wiem, nie wiem...&lt;br /&gt;Smutno! Smutno! Smutno!&lt;br /&gt;Smutno! Smutno! Smutno!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szumią chmury, szumią drzewa,&lt;br /&gt;Jesień i w jesiennej cichej wrzawie&lt;br /&gt;Cienie lamp kołyszą się w trawie,&lt;br /&gt;Na przedmieściu jest już dawno po zabawie.&lt;br /&gt;Ciągle w oczach mam,&lt;br /&gt;Jak tańczyła, słońce moje,&lt;br /&gt;Patrząc tylko na niego!&lt;br /&gt;I wciąż w głowie wszystko mi się kręci!&lt;br /&gt;I wciąż duszno, boli coraz więcej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym mógł,&lt;br /&gt;Gdybym tak mógł&lt;br /&gt;Wydrzeć sobie serce&lt;br /&gt;I odrzucić serce&lt;br /&gt;I być bez serca,&lt;br /&gt;Byłoby mi lepiej,&lt;br /&gt;Dużo lepiej,&lt;br /&gt;Byłoby najlepiej,&lt;br /&gt;Chociaż nie wiem, nie wiem, nie wiem...&lt;br /&gt;Smutno! Smutno! Smutno!&lt;br /&gt;Smutno! Smutno! Smutno!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smutno.&lt;br /&gt;Wiatr słów Stachury wciąż wyje wśród warszawskich bloków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ile drobnych trzeba rozmienić miłość?&lt;br /&gt;Kto powinien dostać najwięcej?&lt;br /&gt;Czy dla wszystkich starczy?&lt;br /&gt;Chyba sobie nic nie zostawię.&lt;br /&gt;Smutno.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5701104987283249519?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5701104987283249519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/ku-pamieci.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5701104987283249519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5701104987283249519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/ku-pamieci.html' title='Ku pamięci'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3671866732748031277</id><published>2012-01-17T08:20:00.001+01:00</published><updated>2012-01-22T20:54:22.339+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura peruwiańska'/><title type='text'>Przepis na powieść</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://ksiazka-online.pl/wp-content/uploads/2012/01/Llosa_Listydomlodegopisarza_500pcx.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Mario Vargas Llosa, Listy do młodego pisarza&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Vargas Llosa M., „Listy do młodego pisarza”, Znak, Kraków 2012&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Marta Szafrańska-Brandt&lt;br /&gt;s: 121&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli wydawało Wam się, że aby napisać powieść, wystarczy mieć pomysł i ryzę papieru lub ewentualnie laptop na biurku, to byliście w wielkim błędzie. Ja wiedziałam już dużo wcześniej, że do tego niezbędny jest talent. Ale okazało się, że i ja daleka byłam od prawdy. Równie ważny jak talent jest warsztat pisarski, bo niestety pisanie dobrych powieści to nie tylko uduchowiona sztuka przelewania myśli na papier. To ciężka praca – nad własnym dziełem, ale i nad sobą i swoimi umiejętnościami. Podoba nam się to czy nie, pisarz to nie anioł, który zstąpił z nieba, a rzemieślnik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najnowsza powieść Mario Vargasa Llosy powstała na zamówienie Wydawcy, więc nie do końca z zamysłu autora. Ostatecznie jednak sam nazywa ją &lt;i&gt;czymś na kształt autobiografii&lt;/i&gt;, więc możemy się łudzić, że uda nam się coś uszczknąć z geniuszu autora. Przyznaję się, że moje wyobrażenia na temat talentu Vargasa Llosy są raczej mgliste, bo to pierwsza książka jego autorstwa, którą przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia. Zaczęłam zatem od końca. Teraz obawiam się, że to trochę tak, jakby magik objaśnił mi swoją sztuczkę przed jej prezentacją. Zobaczymy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezentowana przeze mnie książka to zbiór kilkunastu listów adresowanych do młodego adepta sztuki literackiej, który szuka wsparcia i porady u znanego pisarza-noblisty. Ten dzieli się chętnie swoim doświadczeniem: wyjaśnia rolę powołania, które samo w sobie stanowi nagrodę i karę (&lt;i&gt;powołanie literackie karmi się bowiem życiem pisarza tak samo jak podługowaty soliter ciałem, które okupuje.&lt;/i&gt; – s.15), zauważa, że nie da się pisać dobrze o czymś, czego samemu się nie przeżyło (&lt;i&gt;autentyczne wydarzenie jest krwią fikcji.&lt;/i&gt; – s. 18) i radzi, by czytać i jeszcze raz czytać. Dobrą literaturę, oczywiście. W dalszych rozdziałach rozwodzi się nad formą powieści i jej elementami (styl, narrator, czas, przestrzeń, siła przekonywania, poziom realności). Wskazuje też na pewne triki stosowane przez najlepszych powieściopisarzy, które na własny użytek metkuje, takie jak umiejscawianie jednej historii w drugiej („chińska szkatułka” lub „matrioszka”) czy nienazywanie kluczowego dla powieści wydarzenia tak, by pozostało w domyśle czytelnika („fakt ukryty”). Każdą swoją hipotezę autor popiera klarownym przykładem. A wspomaga się nie byle czym, bo literaturą najwyższych lotów. I przyznam się szczerze, że lista tytułów, którą stworzyłam na podstawie sugestii pisarza była dla mnie największą gratką. &lt;i&gt;Listy do młodego pisarza&lt;/i&gt; to kopalnia dobrej literatury. Nie można tego przegapić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka może być ciekawym wydarzeniem dla wszystkich tych, którzy siłują się z piórem, ale nie tylko. Czasami dobrze jest spojrzeć na ten cały soczysty świat literatury, który tak wielbimy, od kuchni. Ja mimo wszystko nie zostanę powieścipisarką. Wciąż wierzę, że najważniejszy jest talent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;PREMIERA 26 stycznia&lt;/b&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3671866732748031277?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3671866732748031277/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/przepis-na-powiesc.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3671866732748031277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3671866732748031277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/przepis-na-powiesc.html' title='Przepis na powieść'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-1339147831661670557</id><published>2012-01-13T10:24:00.000+01:00</published><updated>2012-01-13T10:24:01.048+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2 - czas utracony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>"Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach"</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.rw2010.pl/data/catalogue/StLS00OTE3NDYtbmllem5ham8xMSBtb2RpZmllZC5qcGc=.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Joanna Łukowska, Nieznajomi z parku&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Łukowska J., „Nieznajomi z parku”, E-book, RW 2010&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 257&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz już wiem: nie lubię romansów. Niestety miłość nie jest wdzięcznym tematem i nietrudno otrzeć się o banał, a tym bardziej pogrążyć się w nim całkowicie. Może trzeba być niedojrzałą emocjonalnie nastolatką lub przygniecioną prozą życia kobietą udomowioną (nie obrażając żadnej z nich, bo z każdą po trosze się identyfikuję), by docenić ten rodzaj literatury. A może jednak nie każda powieść opatrzona metką „romans” musi bazować na wyświechtanym schemacie miłość-przeszkody-happy end. Zresztą nawet schemat można skutecznie zamaskować intrygującą fabułą. Niestety w przypadku &lt;i&gt;Nieznajomych z parku&lt;/i&gt; kamuflaż nie był dobry. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Julię poznajemy w chwili, gdy rodzice postanawiają jej się pozbyć i przekazują ją pod opiekuńcze skrzydła poczciwego wujka-psychiatry. I to ten fragment powieści urzekł mnie najbardziej, gdy mała Julia adaptuje się w nowym świecie pod postacią przytulnego, wujkowego domu. Dom z Julią cicho rozmawia i utula codziennie do snu swoimi odgłosami: skrzypieniem, postukiwaniem, szuraniem... Pomyślałam, że to świetny początek historii zbyt poważanej jak na swój wiek dziewczynki, wuja i starego domu, który snuje swoją skrzypiącą opowieść. Niestety ta część powieści została ucięta jak nożem, by utorować drogę zupełnie innej historii. Julia dorasta, jest zagubiona, spotyka faceta-kanalię, który ją zdradza, zamyka się w sobie, by znów się otworzyć po spotkaniu z tajemniczym Kennethem, który jest obrzydliwie bogaty, a przy tym posępny i niebezpieczny, bo jego matka była perfidna i nienawidziła go, przeżywają gorącą i namiętną miłość, później się od siebie odsuwają i…, a na koniec dochodzą do wniosku, że jednak warto dać szansę miłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Denerwował mnie język tej powieści: &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.antykwariat-bazar.pl/pub/produkty2/0/0/0/4/8/6/5/5/49667_big.jpg" border="0" alt="" /&gt;oderwany od rzeczywistości, patetyczny, ociekający metaforami i innymi środkami stylistycznymi. Nie czułam targających bohaterami emocji, bo były zawoalowane pretensjonalnością. Nie dałam się przekonać, że Kenneth jest niebezpieczny, tylko dlatego że było to powtórzone pięć razy. Nie wiem dlaczego Julia po namiętnym pocałunku z Kennethem zwracała się do niego per pan, a lekarz w szpitalu od razu przeszedł z nią na „ty”. Nie wiem też jak kobieta w ciąży (dodajmy, uosobienie cnót wszelakich) może pić alkohol, codziennie kawę o poranku, a w ósmym miesiącu przewracać się z boku na bok. A może może?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warte uwagi są natomiast szczegóły: skrzypiący dom, o którym już wspomniałam, wywieszane przez przyjaciółkę Julii, Sunny, kartki na drzwiach zamkniętej galerii, np. „Nieczynne z powodu grasującej chandry”, gospodyni w rezydencji Kennetha, Katarzyna, która wszystkich rozstawiała po kątach i zakończenie, które pięknie nawiązuje do początku.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żałuję, że mi się nie spodobało, szczególnie że swoją debiutancką powieść podarowała mi do przeczytania sama Pani Joanna Łukowska. Włócząc się po Internecie zauważyłam, jak wiele ma zwolenniczek, więc jedna czarna owca nie zaszkodzi. W planach mam jeszcze inną powieść tej autorki: tym razem będzie to powieść obyczajowa i mam wrażenie, że tym razem mi się spodoba.&lt;br /&gt;___________________________________&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ciekawostka: powieść po raz pierwszy wydana była w 1994 r. przez wyd. Almapress. Autorka ukryła się wówczas pod pseudonimem Joan Bowen. Dziś książkę można zakupić w formie &lt;a href="http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SMzk%3D/nieznajomi-z-parku.html?title=Nieznajomi%20z%20parku"&gt;e-booka&lt;/a&gt;.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 2/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-1339147831661670557?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/1339147831661670557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/kobieta-z-przeszoscia-mezczyzna-po.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1339147831661670557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1339147831661670557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/kobieta-z-przeszoscia-mezczyzna-po.html' title='&quot;Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach&quot;'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6932963847245875189</id><published>2012-01-05T09:33:00.001+01:00</published><updated>2012-01-05T19:15:48.895+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Ile jest Rosji w Rosji?</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.poczytaj.pl/okl/162000/162227.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ken Kalfus, Rosyjskie fantazje&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/b&gt;Kalfus K., „Rosyjskie fantazje”, Wyd. Sonia Draga, Katowice 2009&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Ewa Penksyk-Kluczkowska&lt;br /&gt;s: 357&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotąd na Rosję patrzyłam oczami Rosjan – mniej lub bardziej genialnych pisarzy, którzy smętny obraz swojej ojczyzny zawsze doprawiali ogromną dawką miłości. Była to Rosja trudna, brutalna i nieprzyjazna, ale kochana przez swoje dzieci miłością bezgraniczną i bezinteresowną. I chociaż po przeczytaniu każdej kolejnej rosyjskiej powieści napełniam się czarnymi myślami po same brzegi, zawsze otula mnie też ciepło płynące z głębi rosyjskiej duszy. Rosjanie wytykają Rosji błędy, ale śmieją się tylko z siebie. Nigdy z ojczyzny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ken Kalfus to amerykański pisarz, który na kilka lat przypadkiem przeprowadził się do Moskwy. Skorzystał skrzętnie z okazji i po powrocie stał się w Stanach „specjalistą” od Rosji. Książka, którą Wam prezentuję, to zbiór sześciu opowiadań i jednej noweli, za które Kalfus został nagrodzony przynajmniej dwukrotnie w swoim rodzimym kraju. A &lt;i&gt;Rosyjskie fantazje&lt;/i&gt; jakby zerwały się ze smyczy – nie usiedzą przy jednym temacie, tylko obszczekują różne zagadnienia związane z Rosją. Myślę, że autor zastosował świetny wybieg, nazywając swój zbiorek fantazjami, bo nie sposób się przeczepić, że opowiadania mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Zresztą nie mi to oceniać. Autor sprytnie broni się również słowami jednego z bohaterów:&lt;blockquote&gt;„&lt;i&gt;Wydaje im się, że literatura piękna to adaptacja dziennikarstwa. Nie respektują tego, że fabuła stoi poza rzeczywistością. Krytykować powieść za pomylenie szczegółów miejsca akcji, to jak krytykować sen, że jest nierzeczywisty.&lt;/i&gt;” [s. 297]&lt;/blockquote&gt;Najdziwniejsze jest dla mnie to, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/6/61/Pu-239_movie_poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/6/61/Pu-239_movie_poster.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5504049640841232930" /&gt;&lt;/a&gt;że opowiadania są skrajnie różne nie tylko pod względem tematyki, ale również stylu czy klimatu, jaki budują. Czytałam każde opowiadanie innego dnia, ale i tak nie mogłam opędzić się od wrażenia niespójności. Pierwsze opowiadanie to Moskwa jelcynowska, bandziory i głupota, która aż boli, drugie – wiekopomna chwila śmierci Stalina i wulkan emocji towarzyszący temu wydarzeniu z małą dziewczynką w roli głównej bohaterki, kolejne to historia rosyjskich Żydów podróżujących do stworzonego przez Stalina Żydowskiego Obwodu Autonomicznego, a jeszcze inne – rosyjska skazka o soli z doczepionym morałem na czasie. Totalny i zbyteczny miszmasz. Na największą uwagę zasługuje wieńcząca zbiór nowela &lt;i&gt;Pieriediełkino&lt;/i&gt;. Opowiada o środowisku pisarzy za czasów Breżniewa, kiedy pisanie oznaczało całkiem wygodne życie, o ile umiało się okiełznać rewolucyjne popędy i całkowicie podporządkować swoją wyobraźnię wytycznym Partii Komunistycznej. Kalfus zaciekawił mnie tą literacką pseudobohemą, której dnie mijały na kursowaniu między Moskwą, kołchozami a podmiejskimi daczami i strachu, że jedno nierozważne słowo wystarczy, by sielanka się skończyła. W tę historię uwierzyłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko &lt;i&gt;Rosyjskie fantazje&lt;/i&gt; czytało mi się dobrze. Brak im posępnej rosyjskiej duszy, ale przecież nie można wymagać, by Amerykanin ją posiadł. Nie ma w nich również miłości do tego pełnego kontrastów kraju. Jednak nie dziwię się, że Kalfus i jego wizja Rosji są popularni w USA (nakręcono nawet film na podstawie jednego z jego opowiadań &lt;i&gt;Pu-239&lt;/i&gt;) – zepchnięcie z piedestału groźnej Rosji do poziomu śmieszności musiało przypaść Amerykanom do gustu. Kalfus zachęca do siebie poprawnym językiem ubarwionym gdzieniegdzie oryginalnymi metaforami oraz ciekawymi obserwacjami socjologicznymi. Wizualne wrażenie popsuły trochę błędy, które uciekły spod miotły mało czujnym korektorom. A czasami i tłumaczenie zgrzytało piaskiem w zębach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja dla siebie wyłowiłam pewną wizję, choć w zamyśle nieco ironiczną, dla mnie jakże piękną:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;„[…] &lt;i&gt;widziała tę obkurczającą się przyszłość jako miejsce, w którym będzie zajmować naszą nowo zakupioną całoroczną daczę, będzie zajmować się ogrodem, dokonywać drobnych napraw, robić przetwory, jakieś tłumaczenia, a przede wszystkim czytać. Jej jedyną ambicją życiową było przeczytanie wszystkich istniejących książek.&lt;/i&gt;" [s.237]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6932963847245875189?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6932963847245875189/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/ile-jest-rosji-w-rosji.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6932963847245875189'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6932963847245875189'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2012/01/ile-jest-rosji-w-rosji.html' title='Ile jest Rosji w Rosji?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5190104361178584410</id><published>2011-12-31T07:32:00.000+01:00</published><updated>2011-12-31T07:32:59.892+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Do trzech razy sztuka</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 230px;" src="http://wine-zag.com/wp-content/uploads/2011/03/Champagne.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec roku podsumowania nie są niczym oryginalnym. Postanowiłam jednak, że będzie to jeden z nielicznych - obok urodzinowego konkursu - stały element mojego blogowego kalendarza. Zawsze warto obejrzeć się za siebie, szczególnie gdy wspomnieć przychodzi wartościowe książki. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że tylko jedna powieść wstrząsnęła mną na tyle, by bezsprzecznie zająć honorowe miejsce w moim prywatnym rankingu doskonałości. Albo nie miałam szczęścia do dobrej literatury, albo staję się coraz bardziej wymagająca. Ponadto, tylko jedna spośród wybranych przeze mnie książek jest odkryciem co najmniej na miarę odkrycia Kolumba (podrzuconym zresztą przez Przyjaciółkę), reszta to książki raczej popularne, do których nie trzeba specjalnie zachęcać i znane szerszemu kręgowi odbiorców. Ale do rzeczy - co i za co:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/jak-na-skrzydach.html"&gt;Isabel Allende - "Dom duchów"&lt;/a&gt; - za sagę rodzinną, za zakazaną namiętność, za przenikanie się światów ludzi i duchów, za miłość i nienawiść, za dumne i silne kobiety, za język bez skazy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/swiat-za-ktorym-kazdy-teskni.html"&gt;Fannie Flagg - "Smażone zielone pomidory"&lt;/a&gt; - za świat, którego nie ma, a za którym tęsknimy, za potęgę przyjaźni, znowu za kobiety, za smaki i zapachy, za miłość do życia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/o-miosci-niebanalnie.html"&gt;Nicole Krauss - "Historia miłości"&lt;/a&gt; - za ciekawy pomysł na powieść, za nadzieję, że o miłości wciąż można pisać niebanalnie, za uświadomienie, że miłość nie jedno ma oblicze, za prawdziwy obraz starości i samotności...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[zauważyliście, że w każdym uzasadnieniu pojawia się słowo MIŁOŚĆ? Strasznie ckliwa się zrobiłam;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykły był to dla mnie rok, niekoniecznie obfitujący w znakomite książki, ale za to bogaty w ważne wydarzenia w życiu prywatnym. Jestem nim lekko zmęczona, oszołomiona, rozedrgana, ale gotowa - na więcej! Niestety mój czas na czytanie z nieograniczonego drastycznie zawęził się do czasu w wannie i po północy, ale nic to:) W tym roku obiecuję sobie wybierać książki mądrzej. Wciąż jeszcze tyle wspaniałej literatury czeka na mnie gdzieś tam, w księgarniach świata. Szkoda czasu na bezwartościowe czytadła.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;A wszystkim Wam, Miłośnikom Dobrej Literatury, w ostatni dzień naszego starego, poczciwego roczku życzę tego samego: czytajcie mądrze! Niech to będzie naszym wspólnym, noworocznym postanowieniem. Szkoda życia na grafomanię i pseudoliteraturę.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Zeszłoroczne podsumowanie wypadło trochę lepiej. &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/trzy-po-trzy.html"&gt;Zobaczcie&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5190104361178584410?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5190104361178584410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/do-trzech-razy-sztuka.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5190104361178584410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5190104361178584410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/do-trzech-razy-sztuka.html' title='Do trzech razy sztuka'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7297944098060485724</id><published>2011-12-28T12:28:00.005+01:00</published><updated>2011-12-28T15:31:50.587+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><title type='text'>Od takich mężczyzn zachowaj nas, Panie</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://cb.pbsstatic.com/l/52/2152/9780895772152.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Thomas Hardy, Tessa d’Urberville: Historia kobiety czystej&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Hardy T., „Tess of the d’Urbervilles. A Pure Woman”, The Reader’s Digest Association Limited, London 1991&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 379&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wyobrażam sobie oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia bez dobrej klasyki w ręce. Ten niezwykły czas rozświetlony tysiącem migoczących lampek i pachnący korzennymi przyprawami sprzyja podróżom w przeszłość. Szkoda, że w tym roku trzeba było obejść się bez śniegu lśniącego diamentowym lukrem w świetle księżyca. Na co dzień nie znoszę tej szaroburej mazi, ale Boże Narodzenie to jedyny moment, kiedy naprawdę pożądam śniegu. Niestety Natura lubi płatać nam figle… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natura, Fatum i Zbieg Okoliczności to siły, które rządzą również życiem Tessy, biednej dziewczyny z dziewiętnastowiecznej angielskiej prowincji, która miała nieszczęście być nieco inteligentniejsza od reszty swojej rodziny. Skutkiem ubocznym tej inteligencji było rozrastające się w niej jak trujący bluszcz poczucie winy, które w konsekwencji sprowadziło na nią całą lawinę nieszczęść. Tessa obwiniała się o niedolę, która spadła na jej rodzinę, udała się więc do rzekomych krewnych z prośbą o pomoc. Tam na swoją zgubę natknęła się na kuzyna Aleca, który zdawał się nie rozumieć słowa „nie”. Po krótkim „rodzinnym” zapoznaniu Tessa wróciła do domu i znowu spędzała dnie, winiąc się za wstyd, który sprowadziła na rodzinę. Ostatecznie postanowiła opuścić rodzinne strony, by zgubić ciągnący się za nią cień hańby, a tym samym uwolnić od niego najbliższych. Udało jej się na chwilę zapomnieć, zakochać i być szczęśliwą, ale widmo przeszłości znów zawisło nad nią jak gradowa chmura. Przypomniała sobie o winie i doszła do wniosku, że jest niegodną Angela, mężczyzny, którego pokochała, bo ukrywa brudny sekret. Poczucie winy znowu ją dopadło i odebrało jedyne radosne chwile. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tessa nie ma szczęścia w życiu,&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 230px;" src="http://www.moviemarket.com/library/photos/220/220619.jpg" border="0" alt="" /&gt; ale tak naprawdę nawet nie próbuje o nie walczyć. Przyjmuje swój los takim, jaki jest, ze zwieszoną głową, bez słowa protestu. Najgorsze jest jednak to, że jej niedola nie jest skutkiem jej złych wyborów czy pochopnych decyzji. Kowalami jej losu są inni: głupsi, bardziej cwani i zepsuci. A ona jak ta kukiełka daje się im sterować obezwładniona przez dławiące poczucie winy. Dziwne, ale Tessa nie denerwowała mnie swoją bezsilnością. Wzbudziła we mnie podziw swoją konsekwencją i dumą, które czyniły ją tak wyjątkową na tle pospolitych dziewcząt. Dziwiłam się również, że Hardy tak jednoznacznie opowiedział się po stronie skrzywdzonej kobiety, nazywając ją Czystą, a tym samym narażając się na krytykę wiktoriańskiego społeczeństwa. Tessa była ofiarą czasów, w których przyszło jej żyć, niewinna grzechów, którymi ją obarczono i którymi sama się obarczała. Nie miała szczęścia również do mężczyzn, którzy wywarli największy wpływ na jej życie: ojciec – głupi, wiecznie pijany, niepotrafiący zatroszczyć się o własną rodzinę, zaślepiony przekonaniem o arystokratycznych korzeniach, Alec – cwany, bez zasad moralnych, gardzący ludźmi i Angel – najgorszy ze wszystkich, który dał Tessie nadzieję na szczęście, by w chwilę potem strącić ją w najgłębszą otchłań rozpaczy, dwulicowy, okrutny, egocentryczny, żyjący iluzją i oderwany od rzeczywistości. Oj, nie miała ci nasza Tessa szczęścia do prawdziwych mężczyzn…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść zauroczyła mnie po części dzięki głównej bohaterce spoglądającej na mnie żałośnie kocimi oczami Nastassji Kinski (&lt;i&gt;Tess&lt;/i&gt;, 1979 r., reż. R.Polański), a po części dzięki przyjemności, której doświadczyłam, wędrując razem z nieszczęsną Tessą po angielskiej prowincji, ciesząc duszę opisami przyrody i codziennych czynności, których Hardy nie poszczędził. I chociaż to one były kiedyś wstydliwym powodem nieukończenia lektury &lt;i&gt;Nad Niemnem&lt;/i&gt;, w &lt;i&gt;Tessie&lt;/i&gt; grają wyjątkową rolę, czyta się je lekko i bez znużenia. Nie można oprzeć się wrażeniu, że przyroda to kolejny bohater powieści, który razem z Tessą przeżywa jej dramaty.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc jeśli chcecie się przekonać czy mężczyźnie udało się zrozumieć kobietę i odnaleźć to miejsce, gdzie kumuluje się cały ból świata, sięgnijcie po &lt;i&gt;Tessę&lt;/i&gt;. Powieść może i straciła już nieco na aktualności, ale zdziwicie się odkrywając, że niektóre uprzedzenia i poglądy nigdy się nie zmienią, a pewne konflikty wciąż pozostaną aktualne. A to wszystko przez Ewę, która dawno, dawno temu skusiła Adama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7297944098060485724?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7297944098060485724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/od-takich-mezczyzn-zachowaj-nas-panie.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7297944098060485724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7297944098060485724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/od-takich-mezczyzn-zachowaj-nas-panie.html' title='Od takich mężczyzn zachowaj nas, Panie'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7969516395691571518</id><published>2011-12-14T00:26:00.001+01:00</published><updated>2011-12-14T00:44:06.915+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Luźne przemyślenia o miłości</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 170px; height: 280px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Sh3CJLJ9EgU/TEOjoYQZEHI/AAAAAAAAAhI/iE51WEHA-HQ/s1600/flowers+of+love+Ivan+Koulakov.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Śpiący&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Sylvia Plath&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Żadna mapa nie zaznacza tej ulicy,&lt;br /&gt;Gdzie śni tych dwoje śpiących.&lt;br /&gt;Zgubiliśmy jej ślad.&lt;br /&gt;A oni spoczywają pod wodą&lt;br /&gt;W błękitnym niezmiennym świetle&lt;br /&gt;Przy otwartych oszklonych drzwiach&lt;br /&gt;Przysłoniętych żółtą koronką.&lt;br /&gt;Przez wąską szczelinę&lt;br /&gt;Wnika zapach wilgotnej ziemi.&lt;br /&gt;Ślimak pozostawia srebrny ślad;&lt;br /&gt;Ciemne zarośla okalają dom,&lt;br /&gt;A my oglądamy się wstecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pośród płatków bladych jak śmierć&lt;br /&gt;I liści o wyraźnym kształcie&lt;br /&gt;Oni śpią, tuląc usta do ust.&lt;br /&gt;Biała mgiełka unosi się w górę,&lt;br /&gt;Małe zielone nozdrza oddychają,&lt;br /&gt;Śpiący przewracają się we śnie.&lt;br /&gt;Wyrzuceni z ciepłych łóżek&lt;br /&gt;Jesteśmy snem, który oni śnią.&lt;br /&gt;Są poza zasięgiem wszelkich krzywd,&lt;br /&gt;A my zrzucając skórę zsuwamy się&lt;br /&gt;W inny czas.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;przeł. Teresa Truszkowska&lt;br /&gt;[obraz Ivana Koulakova]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio dużo myślę o miłości. Dużo za dużo. Przypominam sobie, jak zmieniało się jej wyobrażenie w mojej głowie począwszy od przegryzienia na pół gumy balonówki i oberwania w tornister śnieżką, poprzez przedrzeźnianie się na szkolnym korytarzu, pierwszy taniec na dyskotece, pierwsze złapanie się za ręce, pierwszy pocałunek, a skończywszy na… małżeństwie. Małżeństwo to koniec poszukiwania miłości. Bo ją znaleźliśmy. Bo jest dobrze. Bo jesteśmy gotowi zakotwiczyć naszą łódź, a poszukiwania bywają męczące. Niestety życie niekiedy odważa się weryfikować nasze wybory, ale z reguły nikt nie bierze ślubu, by się odkochać. Decydujemy się na małżeństwo, by kochać i być kochanym, a przyczyną rozwodów jest pośpiech i błędne wyobrażenie o miłości dojrzałej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaka jest zatem miłość dojrzała? Co pozostaje, gdy ogień już nieco przygaśnie, gdy zamiast pocałunkami zasypujemy się wyrzutami, gdy piętrzące się rachunki przysłaniają wizję wspólnych wakacji, gdy praca wydziera nam kolejne chwile tylko we dwoje, gdy łatwiej zwalić winę na drugą osobą niż poszukać rozwiązania? Pozostaje miłość i to w tej swojej prawdziwszej odsłonie. Nie zatrzymamy czasu, nie unikniemy konfliktów, nie zmienimy drugiej osoby, możemy ewentualnie zmienić siebie (tylko po co zmieniać coś, co jest doskonałe?:), ale jeśli jesteśmy w stanie to wszystko zaakceptować, to jest miłość. Jeśli chcemy obudzić się obok tej samej osoby jutro, za miesiąc, za trzydzieści lat, chociaż dziś doprowadza nas do szału, to jest miłość.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiersz Sylvii Plath dyskretnie wpisuje się w moje rozmyślania. Bo miłość zawsze wiąże się z tęsknotą za czymś, czego nie mamy. Gdy trawi nas ogień, chłodzimy się myślą o stabilizacji, gdy przygniata nas codzienność, chcemy spłonąć. Chyba wystarczy zrozumieć, że miłość się zmienia, ewoluuje i codziennie jest inna. Nie trzeba walczyć z naturą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękny wiersz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7969516395691571518?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7969516395691571518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/luzne-przemyslenia-o-miosci.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7969516395691571518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7969516395691571518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/luzne-przemyslenia-o-miosci.html' title='Luźne przemyślenia o miłości'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Sh3CJLJ9EgU/TEOjoYQZEHI/AAAAAAAAAhI/iE51WEHA-HQ/s72-c/flowers+of+love+Ivan+Koulakov.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3546936605189460708</id><published>2011-12-01T09:40:00.001+01:00</published><updated>2011-12-01T11:15:27.813+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='6 – wywraca świat do góry nogami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>A co na to Wyspiański?</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://1.fwcdn.pl/po/40/98/124098/7117928.3.jpg?l=1185190085000" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wesele&lt;/b&gt;, 2004&lt;br /&gt;reż. Wojciech Smarzowski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie miałam zamiaru pisać o tym filmie. Rzucił mną o ścianę, więc chciałam szybko zapomnieć o siniakach. Niestety minęło pół roku, a ja wciąż nie podniosłam swojej szczęki z podłogi. Leży tam razem z moim poczuciem tożsamości narodowej. Smarzowski daje po pysku, ale jeśli czujesz się Polakiem, musisz przyjąć cios z godnością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polskie wesela to kondensacja tradycji, folkloru, pijaństwa i złotej zasady „zastaw się, a postaw się”. I to jak Polska długa i szeroka, bo wesele miejskie od wiejskiego różni się prawdopodobnie wyłącznie stopniem natężenia poszczególnych składników. Smarzowski zabiera nas na wieś, gdzie jesteśmy świadkami hucznego weseliska córki lokalnego bogacza, Wojnara (świetny Marian Dziędziel). Od początku do sielskiego obrazka nie pasuje nam kwaśna mina panny młodej i nerwowe uśmiechy jej ojca. Coś nam podpowiada, że nie będzie to romantyczna historia jakich wiele. Nie rozczarowujemy się: młoda jest w ciąży, kroczy do ołtarza pod przymusem, a inicjatorem ślubu jest ojciec, który urządził całą tę mistyfikację, by nie stać się we wsi pośmiewiskiem. Oczywiście wielu osobom musiał dać w łapę, by przedstawienie zaistniało. Niestety kolejka chętnych do uszczknięcia z majątku Wojnara z minuty na minutę się wydłuża. On sam powoli gubi się w swoich intrygach, jedno kłamstwo smaruje następnym, a za zaoszczędzony tysiąc przychodzi mu zapłacić dziesięć kolejnych. W końcu wciąga go bagno konsekwencji, z którego nie ma już wyjścia. A więc upadek totalny na oczach całej wsi. O, ironio...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moglibyśmy powiedzieć, że to mocno przerysowany obrazek polskiego społeczeństwa, które przelewa wódkę hektolitrami, kręci, mataczy, zdradza i sprzedaje się. Ja nawet chciałabym tak myśleć. Albo choćby nie utożsamiać się z tym brudem i zakłamaniem, bo przecież gdzież mi do tych prostaków ze wsi. Ale nie mogę. Podczas filmu zdarzyło mi się nawet kilka razy zaśmiać, bo te obrazki z polskiej wsi naprawdę zakrawają na komedię. Teraz pozostał mi już tylko posmak goryczy i smutna refleksja, że ten taniec chocholi u Wyspiańskiego wcale nie był taki najgorszy. Bo nie niemoc okazuje się naszą najgorszą wadą narodową, ale upodlenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcale nie zgadzam się ze Smarzowskim do ostatniej klatki. Niemożliwe, byśmy byli tacy nieludzcy albo właśnie tak bardzo ludzcy. Zresztą i on daje nam na końcu złudzenie nadziei, którą widzi w ucieczce. Tylko czy możemy uciec od swojej tożsamości? Wciąż czuję się zbrukana, ale niech Smarzowski nigdy nie zdejmuje swoich czarnych okularów. Według mnie to najlepszy polski reżyser. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 6/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/prawda-nie-ma-racji-bytu.html"&gt;Przeczytaj: Smarzowski "Dom zły"&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3546936605189460708?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3546936605189460708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/co-na-to-wyspianski.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3546936605189460708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3546936605189460708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/co-na-to-wyspianski.html' title='A co na to Wyspiański?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-478898039493499200</id><published>2011-11-27T21:54:00.000+01:00</published><updated>2011-11-27T21:54:56.018+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Wyniki. Lepiej późno niż wcale:)</title><content type='html'>Moi Kochani! &lt;br /&gt;Dziękuję za wszystkie komentarze. Czytało mi się je przecudownie, zarówno wszystkie dobre słowa, które rozdmuchały moje ego do gigantycznych rozmiarów, jak i krótkie opowieści o Waszych ukochanych książkach. Mam nadzieję, że wiecie, iż kierowały mną jak zwykle czysto egoistyczne pobudki: po prostu chciałam poznać tytuły cudownych książek, które na zawsze zmieniły Wasze życia. Dziękuję za utwierdzenie mnie w przekonaniu, że moje ukochane książki są również Waszymi (&lt;i&gt;Mistrz i Małgorzata&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Gra w klasy&lt;/i&gt;), za wywołanie uśmiechu na mojej twarzy (&lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/"&gt;Bazyl&lt;/a&gt; i jego książka kucharska:), za poezję (&lt;a href="http://wcieniuskrzydel.blogspot.com/"&gt;Margo&lt;/a&gt;) i za chwilę wzruszenia (&lt;i&gt;Plastusiowy pamiętnik&lt;/i&gt;, który jest również moją pierwszą książką ever!!!). Ale przede wszystkim dziękuję za podzielenie się swoimi literackimi perełkami - tytułami, na które mogłabym nigdy nie trafić, gdyby nie Wy... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście konkurs przewidywał losowanie, bo jako jednoosobowe jury nie potrafiłabym wybrać najciekawszego komentarza. A więc w drodze losowania dokonanego przy pomocy pewnego równania w Excelu książkę wygrywa...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://voxalko.blogspot.com/"&gt;&lt;br /&gt;Alko&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że chciałaś wziąć udział w losowaniu, bo w sumie nie uściśliłam, że trzeba się zdeklarować. No ale zawsze można się zrzec nagrody na rzecz innego uczestnika;) Gdybyś jednak była zainteresowana odbiorem nagrody proszę o kontakt na kraina_chwilowego_zapomnienia@wp.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za udział w konkursie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-478898039493499200?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/478898039493499200/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/wyniki-lepiej-pozno-niz-wcale.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/478898039493499200'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/478898039493499200'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/wyniki-lepiej-pozno-niz-wcale.html' title='Wyniki. Lepiej późno niż wcale:)'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8948484090687786173</id><published>2011-11-24T12:34:00.001+01:00</published><updated>2011-11-24T15:31:48.337+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Dwa latka + KONKURS</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 230px;" src="http://blueshelled.com/wp-content/uploads/2011/03/cookie-monster.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;I kolejny rok wirtualnego istnienia macha mi na pożegnanie swoim najsmutniejszym miesiącem. Czas gna do przodu w zawrotnym tempie i nie mogę opędzić się od smutnej refleksji, że całe życie przecieka mi tak między palcami. Niby jestem już w miejscu, w którym zawsze chciałam być, ale dlaczego czasem tak trudno mi żyć z tym spełnieniem? Może przez obawę, że nic lepszego nie czeka już na mnie za kolejnym zakrętem? Podobno człowiek musi szukać kolejnych wyzwań, by być szczęśliwym. Nauczyliśmy się w to wierzyć. Swoje pasje przeliczamy na pieniądze. Zapominamy, czym jest czysta przyjemność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego tak ważna jest dla mnie Kraina chwilowego zapomnienia. Tu mogę wygadać się bez skrupułów, pożalić, pomądrzyć... i w dodatku ktoś chce mnie słuchać:) Nie muszę się spinać ani stosować do rad i zaleceń, nie gonią mnie żadne terminy. Mam ochotę, to piszę, nie mam - robię coś innego bez wyrzutów sumienia. Jestem panią we własnym królestwie:) Cieszę się również, że przez Krainę wędruje coraz więcej miłośników dobrej literatury, chociaż czasami, muszę przyznać, brakuje mi prawdziwych, głębokich i trudnych rozmów o książkach. Kraina zawsze będzie miejscem, gdzie będę dawała upust swoimi emocjom, gdzie będę dzieliła się swoimi refleksjami na temat literatury i życia, gdzie będę szukała dobrego słowa i pociechy. Blog założyłam z egoizmu i dla czystej przyjemności i póki co nic się nie zmieniło. Mogę Wam obiecać, że zawsze będę pisała o ciekawej literaturze, niekoniecznie najnowszej, ale mającej w sobie to coś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym jakże miłym dniu chciałabym się podzielić radością, która mnie wypełnia po sam czubek głowy, więc zapraszam do małego KONKURSU. Jako nagrodę proponuję książkę, którą na tegoroczne urodziny dostałam w dwóch egzemplarzach od dwóch ważnych osób w moim życiu (swoją drogą, ciekawy zbieg okoliczności). Książki są bez dedykacji, więc nie wiadomo, którą książkę oddaję, a zawartą w nich mądrość chętnie przekażę dalej:) A co to za książka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://empikmedia.pl/c/doppler-b2362846.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;i&gt;Doppler właśnie stracił ojca. Pewnego dnia, jadąc przez las, spada z roweru. Półprzytomny zauważa, że jego myśli przestały krążyć wokół codziennych spraw, a zamiast tego wypełniła go cisza lasu. Upadek wywołuje jednak zupełnie nieoczekiwane skutki. Mimo, że ma żonę i dzieci, przenosi się do lasu, gdzie rozbija namiot. Tak rozpoczyna się jego samotne, surowe życie na łonie natury. Żeby zaspokoić głód zabija klempę, mimowolnie stając się przybranym ojcem osieroconego cielaka. Doppler i Bongo, bo tak nazywa się cielak, stopniowo się zaprzyjaźniają. Bongo, jako juczny łoś, nosi na swoim grzbiecie suszone mięso ze swojej matki, które Doppler wymienia w supermarkecie na odtłuszczone mleko, bez którego nie potrafi żyć.&lt;br /&gt;"Doppler" to szalona, absurdalna i zabawna powieść, nie pozbawiona poważnych podtekstów i krytyki współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego&lt;/i&gt; [Merlin].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie wielu z Was czytało już tę książkę, ale jeśli wciąż jest przed Wami i chcecie ją posiąść, zachęcam do odpowiedzi na "proste" pytanie: &lt;b&gt;jaka jest najważniejsza książka w Waszym życiu i dlaczego&lt;/b&gt;. Wystarczy jedno zdanie, o ile uda Wam się całą istotę zamknąć w kilku słowach. A jeśli książkę już macie, ale mimo wszystko chcecie zastanowić się nad tym pytaniem, zachęcam do zostawienia komentarza. &lt;b&gt;Na odpowiedzi czekam do północy w sobotę, losowanie w niedzielę.&lt;/b&gt; Anonimowych uczestników zabawy proszę o podanie maila.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ZAPRASZAM!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8948484090687786173?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8948484090687786173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/dwa-latka-konkurs.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8948484090687786173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8948484090687786173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/dwa-latka-konkurs.html' title='Dwa latka + KONKURS'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3769882305363331684</id><published>2011-11-17T23:33:00.002+01:00</published><updated>2011-12-01T19:29:08.157+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3 - zwiedziona na manowce'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura hiszpańska'/><title type='text'>Moralność pana Zafona</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.wikr.com.pl/testsklep/zdjecia/295923.gif" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Carlos Ruiz Zafon, Światła września&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zafon C. R., „Światła września”, Muza SA, Warszawa 2011&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum.: Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodan Casas&lt;br /&gt;s: 255&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i się przejadłam. Tupię nóżką i oświadczam, że nie chcę już być karmiona powieściami zastępczymi napisanymi dawno temu i to nie dla mojej grupy wiekowej. Oczekuję pełnowartościowej powieści dla dorosłych bez powielonych i uproszczonych schematów moralnych, nieskomplikowanych emocji i ucieleśnionego zła. Może zaskoczę wszystkich tych, którzy przygodę z Zafonem zaczęli od tej właśnie książki i spodobał im się świat, do którego wkroczyli. Ja przeczytałam wszystkie i na tę się obrażam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem Zafon przedstawia nam losy pewnej wdowy i jej dwójki dzieci, która otrzymuję niezwykłą ofertę pracy w rezydencji ekscentrycznego wynalazcy zabawek. Opuszczają Paryż i osiedlają się w nadmorskiej miejscowości, gdzie przeżyją największy koszmar swojego życia. Autor po raz kolejny ucieka się do sprawdzonych schematów i motywów wykorzystanych wcześniej w &lt;i&gt;Księciu Mgły &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Pałacu Północy&lt;/i&gt;: młodzieńcza, ale dojrzała i gotowa na poświęcenie miłość, widmo przeszłości, konsekwencje wcześniej podjętych decyzji, ucieleśnione zło, które przychodzi po swoją zapłatę. Poza tym pełzające po ścianach cienie, ścigające demony czy ożywione marionetki – to też już wszystko było. Można oczywiście założyć, że powtarzalność pewnych pomysłów to celowy zabieg autora, który swoje trzy powieści dla młodzieży uwił wokół jednego motywu – faustowskiego zaprzedania duszy diabłu, który ostatecznie przychodzi po to, co mu się należy w ramach układu. Zafon próbuje uczyć, że w życiu nie ma nic za darmo i wcześniej czy później przyjdzie nam zapłacić, jeśli wybierzemy łatwiejszą ścieżką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, że książki dla młodzieży nie tylko bawią, ale przemycają – czy też raczej podają na tacy – pewną naukę. Nie tylko zresztą jedną. W powieści znalazłam kilka sloganów typu: &lt;i&gt;szkoda czasu na jakiekolwiek próby zmieniania świata, wystarczy uważać, by świat nie zmienił ciebie&lt;/i&gt; [s.39]. Ja, duża dziewczynka, znudziłam się jednak i czekam na większe wyzwanie, które rozpali moje szare komórki do czerwoności. Tym razem, o dziwo, zgrzytało mi również w tekście i zdarzało mi się potykać o słowa, które rejestrem nie pasowały do reszty. Pozostał niesmak. Ale wciąż wierzę, że Zafon powróci w wielkim stylu. Czekam cierpliwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytaj: &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2009/12/swiat-do-nas-nie-nalezy.html"&gt;"Marina"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/ksiaze-mgy-czyli-traumy-z-klaunem-w-tle.html"&gt;"Książę Mgły"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/tym-razem-kalkuta.html"&gt;"Pałac Północy"&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3769882305363331684?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3769882305363331684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/moralnosc-pana-zafona.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3769882305363331684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3769882305363331684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/moralnosc-pana-zafona.html' title='Moralność pana Zafona'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-9011433820620664770</id><published>2011-11-10T15:07:00.004+01:00</published><updated>2011-11-15T21:05:06.092+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura niemiecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><title type='text'>Tam, gdzie książki zabijają</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/walter_moers/miasto_sniacych_ksiazek/okladka-200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Walter Moers, Miasto Śniących Książek &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Moers W., „Miasto Śniących Książek”, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2006&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Katarzyna Bena&lt;br /&gt;s: 456&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Czytanie jest inteligentną metodą oszczędzenia sobie samodzielnego myślenia.&lt;/i&gt; [s. 268]&lt;/blockquote&gt;Są takie książki, które powstały z myślą o nałogowych czytelnikach. Mamią tym, co książkomaniacy pożądają najbardziej, czyli... książkami. W &lt;i&gt;Mieście Śniących Książek&lt;/i&gt; wręcz nie można się od nich opędzić: atakują z góry, z dołu, próbują ugryźć lub się łaszą, mogą zabić bądź krwawić tuszem drukarskim. Od wyboru do koloru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy młodziutki, zaledwie siedemdziesięcioletni smok Hildegunst Rzeźbiarz Mitów wyrusza na poszukiwanie genialnego autora rękopisu otrzymanego w spadku od wuja, trafia do mekki wszystkich pisarzy i czytelników, Księgogrodu. Tutaj książki się czyta, pisze, zdobywa i sprzedaje. Na każdej ulicy roi się od antykwariatów, które są najbardziej opłacalnym biznesem w mieście (!). Całe życie miasta kręci się wokół literatury, więc książki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, a te najbardziej pożądane są na wagę złota. Jednak tylko z pozoru jest to raj dla wszystkich poetów i moli książkowych. Niestety Księgogrodem rządzą podobne naszym prawa ekonomii, gdzie tylko najpoczytniejsi twórcy mają szansę na godne życie, a zdobycie prawdziwej perełki literatury może kosztować majątek. Poza tym w mieście rządzi zło… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem pełna podziwu dla Moersa, który z takim &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 230px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_2xSncwg7x2k/TSC1o4mPy8I/AAAAAAAAJAs/CRDHeNWsQ8o/s1600/Buchlingowie2.JPG" border="0" alt="" /&gt;rozmachem stworzył świat przepełniony przedziwnymi stworami (smokami, przeraźnicami, pająxxxxami, buchlingami i robakinami) zamieszkującymi Ksiegogród i miejskie katakumby. Gdy Hildegunst zostaje podstępem otruty i zesłany do podziemnego labiryntu, przeżywa tak niesamowite przygody, z których na szczęście zawsze wychodzi cało, że aż włos się jeży na skórze. Na jego drodze stają przeróżne potwory, które próbują go zjeść lub po prostu skrócić jego żywot. Na szczęście w podziemiach spotyka również pozytywne postacie. Mnie najbardziej rozczuliła starożytna cywilizacja buchlingów, jednookich potworków, które książki wykorzystywały w naprawdę przedziwny sposób (nie zdradzę jaki, żeby nie psuć zabawy). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto otruł dzielnego smoka? Czy uda mu się odnaleźć autora rękopisu? Czy zło na dobre wyprowadzi się z Księgogrodu? Jeśli jesteście ciekawi, poszukajcie odpowiedzi sami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno pisze mi się o tej książce. Fantasy to nie jest gatunek, który mnie porywa, a nie mogę tej powieści zaliczyć również do baśni dla dzieci – zbyt wiele w niej przemocy. Księgogród wydał mi się miejscem mało magicznym, bo rządzi w nim pieniądz, jak wszędzie indziej, a Hildegunst bywał czasami naprawdę irytujący. Ale nie mogę się oprzeć ogólnemu urokowi tej książki, skądinąd pięknie wydanej, z mistrzowskimi ilustracjami autora, ociekającej aluzjami literackimi i tak na swój sposób szalonej, że jak zaklęta przewracałam kartkę za kartką. Pozostaje mi zazdrościć autorowi tak rozbuchanej wyobraźni, a tłumaczce niepodważalnego talentu. Chyba pierwszy raz doceniłam całokształt, chociaż szczegóły nie tak bardzo przypadły mi do gustu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec przesłanie, które &lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 155px; height: 220px;" src="http://lh6.ggpht.com/_7mf7aPg_12M/S0ElAwLpN2I/AAAAAAAABZk/HEZ1c_BYKhQ/scan%2024%5B3%5D.jpg" border="0" alt="" /&gt;wyłuskałam dla siebie:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Aby zarobić pieniądze, dużo pieniędzy, nie potrzebujemy wcale wspaniałej, nieskazitelnej literatury. To, czego potrzebujemy to miernota. Tandeta, szmelc, towar masowy. Więcej i coraz więcej. Potrzebujemy coraz grubszych, nic nieprzekazujących książek. Liczy się tylko sprzedany papier. A nie słowa, które się na nim znajdują.&lt;/i&gt; [s.352]&lt;/blockquote&gt;Czyżby w naszym świecie również mieszkało zło? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-9011433820620664770?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/9011433820620664770/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/tam-gdzie-ksiazki-zabijaja.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/9011433820620664770'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/9011433820620664770'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/tam-gdzie-ksiazki-zabijaja.html' title='Tam, gdzie książki zabijają'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2xSncwg7x2k/TSC1o4mPy8I/AAAAAAAAJAs/CRDHeNWsQ8o/s72-c/Buchlingowie2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5754875746343946198</id><published>2011-11-04T09:24:00.000+01:00</published><updated>2011-11-04T09:24:49.470+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Poezja jak telenowela</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 240px; height: 250px;" src="http://www.rembrandtpainting.net/images/saskia_sleeping.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Stara kobieta&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Maria Pawlikowska-Jasnorzewska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zmęczona, ledwie idzie,&lt;br /&gt;na kiju się opiera,&lt;br /&gt;przejechana przez życie&lt;br /&gt;jak przez złego szofera.&lt;br /&gt;Oblicze jej pocięte&lt;br /&gt;jak gdyby ostrym mieczem,&lt;br /&gt;wśród naszych młodych twarzy&lt;br /&gt;zawiewa średniowieczem.&lt;br /&gt;jest złamana, pogięta,&lt;br /&gt;pocięta, poorana,&lt;br /&gt;i tylko jej kobiecość&lt;br /&gt;to zagojona rana.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[rys. Rembrandt, 1655]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poezja jest jak lekarstwo. Leczę się nią, gdy wszystko inne zawodzi. Miło jest poczuć, że inni też cierpią, że są niekochani albo kochają zbyt mocno, że nie wiedzą, w którą pójść stronę, że boją się samotności. To najlepsza terapia, bo łechcząca mój egoizm, a do tego ubrana w piękne słowa. Odrobinę zaróżawia świat, gdy mam na nosie czarne okulary. Podobno na niektórych tak działają telenowele. Z natury jesteśmy gatunkiem ciekawskim, lubimy podglądać, jak inni zmagają się z życiem i wiedzieć, że wcale nie mamy najgorzej. Ja pocieszenia szukam w poezji, a moim Mistrzem jest Pawlikowska-Jasnorzewska. Tomik poezji, który regularnie wertuję, otrzymałam w prezencie trzynaście lat temu! Wtedy czytałam o wielkiej miłości, która wciąż była przede mną, jak cała przyszłość pulsująca niecierpliwym oczekiwaniem. Teraz wertuję końcowe stroniczki i coraz częściej odnajduje tam siebie, chociaż wciąż mam jeszcze odwagę puszczać do siebie oczko, że niby ja nie taka stara. A jednak. Zestarzałam się z Pawlikowską i ze swoim tomikiem… Na szczęście bądź nieszczęście wciąż pozostały mi młode oczekiwania. Moja kobiecość wciąż jątrzy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5754875746343946198?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5754875746343946198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/poezja-jak-telenowela.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5754875746343946198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5754875746343946198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/poezja-jak-telenowela.html' title='Poezja jak telenowela'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5308138112308732368</id><published>2011-10-31T16:35:00.000+01:00</published><updated>2011-10-31T16:35:16.945+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Jak stąd do szaleństwa</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://www.documentingreality.com/forum/attachments/f171/85971d1250543396-angelina-jolie-movie-posters-girl_interrupted.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Przerwana lekcja muzyki&lt;/b&gt;, 1999&lt;br /&gt;(oryg. &lt;i&gt;Girl, Interrupted&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;reż. James Mangold&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio ciągnie mnie do motywu szaleństwa w literaturze i filmie – stanu umysłu i ducha, który prawdopodobnie zawsze pozostanie zagadką. Szaleństwo ma wiele twarzy i my, zdrowi, nigdy nie dotrzemy do jego istoty. Tylko czy ktokolwiek może nazwać się całkowicie wolnym od jego ciężaru? Przecież nawet najmniejsze fobie (a kto ich nie ma?) mogą z czasem urosnąć do rozmiarów niewinnego opętania, a stąd już niedaleko do szaleństwa w najczystszej postaci… Oczywiście nigdy się do tego nie przyznamy, ale tak jak napisałam, szaleństwo niejedno ma imię i nie z każdym jego objawem wędruje się do szpitala psychiatrycznego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu ludzi nie radzi sobie z życiem, z szaleńczo pędzącym światem, z wymaganiami, które narzuca społeczeństwo. Trzeba przywdziać naprawdę twardy pancerz, by przeć do przodu bez choć najmniejszej rysy na psychice. Lata 60. nie był czasem łatwym dla Amerykanów (przemiany polityczne, wojna w Wietnamie, walka z segregacją rasową). Szczególnie kobiety miały trudne zadanie: musiały wpasować się w idealnie zaprojektowane dla nich role żon, matek i gospodyń domowych. Jakiekolwiek odstępstwo od normy było piętnowane i uważane za ekscentryczność. W takim świecie nietrudno o wariatów. Susanna Kaysen (Winona Ryder) zgłasza się szpitala psychiatrycznego po tym, jak próbowała uśmierzyć ból głowy pięćdziesięcioma tabletkami aspiryny popitymi wódką. Nie jest świadoma, że łatwiej się tam zapisać niż wypisać. Przekonana o tymczasowości swoich problemów, początkowo izoluje się od szpitalnego życia. Potem zaprzyjaźnia się z innymi pacjentkami, które wpływają na sposób, w jaki zaczyna postrzegać siebie. Szczególnie Lisa (Angelina Jolie), beznadziejny przypadek socjopatki, pokazuje Susannie tę cienką granicę, która oddziela każdego z nas od szaleństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-KW4NKwcbGRM/TZDqPb4r7kI/AAAAAAAAAUY/IwYWvndYxbk/s1600/girl-interrupted.jpg" alt="" border="0" /&gt;Bodźcem do odszukania tego filmu była rola Angeliny Jolie. Byłam bardzo ciekawa, cóż takiego zagrała, że zasłużyła na Oscara. Trzeba przyznać, że role szaleńców nader często są nominowane i nagradzane. Prosta sprawa: zrób z siebie durnia, a Akademia będzie piszczeć z zachwytu. No cóż, wdzięczna rola i Angelina jej podołała. Zagrała żywiołowo, charyzmatycznie i baaardzo przekonująco, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że szaleństwo to jej druga natura. Na przeciwstawnym biegunie widzimy Winonę – spokojną, opanowaną, ze sporadycznymi napadami szału. Tylko te jej świdrujące, czarne oczka na bladej twarzyczce zdradzają jedynie chwilowo uśpiony obłęd. Trzeba przyznać, że stworzyły niezwykły duet. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film powstał w oparciu o wspomnienia Susanny Kaysen wydane w formie powieści i  podobno nawiązuje do &lt;i&gt;Lotu nad kukułczym gniazdem&lt;/i&gt;. Sami możecie stwierdzić słuszność tej opinii. Mnie już tradycyjnie zainteresował tytuł filmu: skąd taka rozbieżność między oryginałem a tłumaczeniem? Nietrudno było odnaleźć przyczynę – nawiązanie tytułu do obrazu holenderskiego malarza Jana Vermeera (tego od &lt;i&gt;Dziewczyny z perłą&lt;/i&gt;). Stąd konieczność nieadekwatnego tłumaczenia. Angielski tytuł dzieła to &lt;i&gt;Girl Interrupted at her Music&lt;/i&gt;, polski: &lt;i&gt;Przerwana lekcja muzyki&lt;/i&gt;. Oryginalny tytuł filmu niesie jednak ze sobą dwu- a, może nawet wieloznaczność, czego brakuje polskiej wersji. Oprócz odwołania się do dzieła Vermeera nawiązuje również do momentu, w którym znalazła się Susanna. Jej normalne (czyli burzliwe) życie nastolatki zostało przerwane pobytem w szpitalu dla obłąkanych, po którym… wraca do normalnego życia. To jakby jej wakacje od życia. Inną interpretacją, którą&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 200px;" src="http://www.art-reproductions.net/images/Artists/Jan-Vermeer/Girl-Interrupted-at-Her-Music.jpg" alt="" border="0" /&gt; dopuszcza film (nie wiem, jak książka), jest zatrzymanie się Susanny na drodze do stania się Lisą. Początkowo zapatrzona w nią jak w obrazek, później dostrzega, że nieposkromiony temperament i buntowniczość dziewczyny to nic innego jak choroba wynikająca z nieumiejętności przystosowania się. A ona nie chce podążać tą drogą. Odcina się w ostatniej chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film wart obejrzenia chociażby ze względu na dwie wspomniane role kobiece i mały wycinek z życia w latach sześćdziesiątych w Stanach. Może odrobinę przydługi i miejscami nudnawy, ale uświadamia, że wszyscy żyjemy na granicy i stąd do szaleństwa znów nie tak daleko…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5308138112308732368?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5308138112308732368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/10/jak-stad-do-szalenstwa.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5308138112308732368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5308138112308732368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/10/jak-stad-do-szalenstwa.html' title='Jak stąd do szaleństwa'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-KW4NKwcbGRM/TZDqPb4r7kI/AAAAAAAAAUY/IwYWvndYxbk/s72-c/girl-interrupted.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-1992953667384744968</id><published>2011-10-26T17:46:00.002+02:00</published><updated>2012-01-27T20:00:13.276+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura rosyjska'/><title type='text'>Pensjonat Pod Minionym Życiem</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://reeed.ru/lib/books/mashenka/cover.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Vladimir Nabokov, Maszeńka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Набоков В.., „Собрание сочинений в четырех томах: Машенька”, Издательство «Правда», Москва 1990&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 112&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;...надушить письмо то же, что опрыскать духами сапоги для того, чтобы перейти через улицу.* &lt;/i&gt;[s. 69]&lt;/blockquote&gt;Składam oficjalne oświadczenie: cyrylica usypia skuteczniej niż łacina (oczywiście mam na myśli alfabet łaciński). Wielokrotnie zamiast liter zgrabnie układających się w sensowne słowa widziałam obrazki bez znaczenia, które wirowały mi przed opadającymi bezwolnie powiekami. Zbyt często zdarzało się, że musiałam wrócić do początku zdania, strony czy rozdziału. Zmęczenie. Nie sprzyja ambitnej lekturze i chyba wkrótce przerzucę się na kryminały. Na chwilę. &lt;br /&gt;Czy winny jest Nabokov? Może trochę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Maszeńka &lt;/i&gt;(1926 r.) to debiut Sirina i nie ma najmniejszych wątpliwości, że to co najlepsze ma dopiero wyskoczyć spod jego pióra. Widać, że jeszcze nie odnalazł swojego niepowtarzalnego stylu, choć nie sposób nie docenić piękna języka, którym się posługuje. Nie ma tu miejsca na słowa nie na miejscu – wszystkie są niezbędne, by stworzyć zaczarowany i jedyny w swoim rodzaju świat Nabokova. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.nytimes.com/books/99/04/25/specials/nabokov.4.jpg" border="0" alt="" /&gt;Pisarz przedstawia obrazek z życia rosyjskich emigrantów mieszkających w jednym z berlińskich pensjonatów, próbujących odnaleźć się w trudnej rzeczywistości na obczyźnie, z dala od domu, rodziny, ojczyzny. Głównym bohaterem powieści jest Ganin, który wiedzie bezbarwne i bezwartościowe życie, żyjąc z dnia na dzień bez większego przekonania. Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem dowiaduje się, że jego sąsiada ma odwiedzić żona, Maszeńka. Okazuje się, że jest to ta sama dziewczyna (już kobieta), z którą dzielił pierwsze miłosne doświadczenia – jego szczenięca miłość, zapomniana i zatracona gdzieś po drodze. Od tego momentu Ganin zaczyna uciekać w przeszłość, kształtuje swoje pragnienia w oparciu o mgliste wspomnienia, idealizuje uczucie, którego tak naprawdę nie było. Wydaje mu się, że szczęście wróci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i spotkanie z dawną ukochaną nada sens jego życiu… Jak wiemy, wspomnienia bywają trucizną, która skutecznie może zatruć życie. Patrzymy na przeszłość przez pryzmat naszych życiowych doświadczeń i wydaje nam się, że kiedyś wszystko było prostsze i doskonalsze. Łatwo można zaprzepaścić to, co mamy, goniąc za jakąś wyidealizowaną marą z przeszłości. O wiele trudniej otrząsnąć się w odpowiedniej chwili, by zrozumieć, że nie cofniemy zegara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to Nabokov, jakiego lubię. Nikt nie mrugał do mnie okiem, chichocząc: „znowu się nabrałaś”. Brak tu zagadek, gier językowych i sarkazmu. Za to zewsząd wyziera jęcząca nostalgia i tęsknota za tym, co było, a już nie wróci, bolesne uczucie nieodwracalności. Więcej w tym sentymentalizmu niż ironii. Chociaż udało mi się odnaleźć kilka zdań-perełek godnych Mistrza, a jednym z nich jest cytat otwierający mój wpis. I za to między innymi kocham Nabokova, że patrzył na ten sam świat, co inni śmiertelnicy, ale postrzegał go zupełnie inaczej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytaj: &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/teatr-kukieek.html"&gt;"Zaproszenie na egzekucję"&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;___________________________________________________________&lt;br /&gt;*&lt;i&gt;…naperfumować list, to jakby skropić perfumami buty, żeby przejść przez ulicę&lt;/i&gt; [by Inez]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-1992953667384744968?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/1992953667384744968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/10/pensjonat-pod-minionym-zyciem.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1992953667384744968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1992953667384744968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/10/pensjonat-pod-minionym-zyciem.html' title='Pensjonat Pod Minionym Życiem'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7955058580582900915</id><published>2011-09-19T16:50:00.001+02:00</published><updated>2011-10-03T11:02:44.479+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura argentyńska'/><title type='text'>Język piekieł</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.fabryka.pl/uploads/tx_evoproducts/pr/ze/przeklad-99900044452_83-7495-022-6_600.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pablo De Santis, Przekład&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;De Santis, P., „Przekład”, Muza SA, Warszawa 2006&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Tomasz Pindel&lt;br /&gt;s: 149&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Praca tłumacza jest pełna wahania, tak jak i praca pisarza. Pisarz też tłumaczy i wątpi, i szuka dokładnego określenia odpowiadającego myśli; tak jak tłumacz wie, że to jego własny język staje się trudnym do zastosowania językiem obcym. Pisarz tłumaczy sam siebie, jak gdyby był kimś innym, tłumacz pisze za kogoś innego, jak gdyby ten ktoś był nim.&lt;/i&gt; [s. 124]&lt;/blockquote&gt;Wciąż mam przynajmniej jedno marzenie, które czeka na swoją realizację. Jest trochę zapomniane i zakurzone, ale od czasu do czasu mruga do mnie zaczepnie okiem. Czeka na lepszy moment, gdy ktoś wspaniałomyślnie zrzuci na moje barki kilka ton wolnego czasu. I nie trzeba mi przypominać, że urzeczywistnianie marzeń zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Wiem to, ale czasami wolę nie spieszyć się z ich realizacją. Życie nauczyło mnie, że marzenia są o wiele atrakcyjniejsze, gdy spoglądają na nas z wysokiej półki. A gdy się spełniają… przestają być marzeniami. Dlatego zawsze dobrze mieć coś niespełnionego w zanadrzu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A marzy mi się, by zarabiać kiedyś na chleb jako tłumacz literatury pięknej. Nie wyobrażam sobie doskonalszego zespolenia swoich dwóch największych pasji, jakimi są języki obce i literatura. Oczywiście jak w każdym marzeniu moja wizja jest skrajnie wyidealizowana i widzę siebie w zaciszu domowym, z laptopem na kolanach, arcyciekawym rękopisem w dłoni i z gorącym kubkiem kawy na stoliku. Marzenia są po to, by były idealne. Szarobura rzeczywistość nie ma tu wstępu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd ten przydługi wstęp? Akcja  &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://portalivros.files.wordpress.com/2011/04/pablo_de_santis.jpg" border="0" alt="" /&gt;wybranej przeze mnie powieści toczy się na pewnym kongresie tłumaczy i językoznawców w małym argentyńskim miasteczku Puerto Esfinge. Jest to miejsce dość niezwykłe, a jeszcze bardziej niezwykły jest hotel, w którym zostali rozlokowani tłumacze: ogromny, niedokończony, w połowie zamknięty. Również zaproszeni tłumacze specjalizujący się głównie w przekładzie tekstów ezoterycznych, z dziedziny alchemii czy neurologii potęgują atmosferę tajemniczości i dziwności. Kongresy naukowe z reguły przesiąknięte są nudą, ale nie ten. Kongres w Puerto Esfinge przerywa niespodziewana śmierć jednego z jego uczestników, a moneta, którą policja znajduje pod językiem denata, zapowiada ciekawe śledztwo. W dodatku na jednej śmierci się nie kończy. Trop prowadzi donikąd, a jedynym podejrzanym okazuje się… sekretny język Acherontu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że bardzo klimatyczny jest ten, jak głosi notka od wydawnictwa, „thriller erudycyjny”: ponury, chłodny, deszczowy. W dodatku interesujący temat został okraszony enigmatycznym i lapidarnym stylem, który jest tu bardzo na miejscu. W tym wszystkim zabrakło mi jednak dreszczyku emocji. Sprawa rozwiązała się tak szybko, że nawet nie zdążyłam się zastanowić, zawahać... A tak naprawdę, to nawet nie byłam ciekawa, kto jest winny. Nie dałam się wciągnąć. Ale może dla osoby, która godzinami potrafi gadać o języku, ta książka jest po prostu za krótka. Innymi słowy, kończy się zbyt szybko, a tak niewiarygodna teoria, która ma służyć za wyjaśnienie całej zagadki wymaga więcej szczegółów. Zwykle lubię niedopowiedzenia, ale nie tym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A do swojego marzenia może wrócę na... emeryturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7955058580582900915?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7955058580582900915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/09/jezyk-piekie.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7955058580582900915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7955058580582900915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/09/jezyk-piekie.html' title='Język piekieł'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3513004865783102517</id><published>2011-09-10T11:08:00.000+02:00</published><updated>2011-09-10T11:08:16.193+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Historia znaczona krwią</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://merlin.pl/Bestia_Marek-Swierczek,images_product,21,978-83-7515-019-3.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Marek Świerczek, Bestia&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Świerczek M., „Bestia”, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2007&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 318&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno, dawno temu zobaczyłam gdzieś tę mroczną, czerwono-czarną okładkę zdradzającą typ powieści nijak nie odpowiadajmy moim gustom literackim i… zapragnęłam ją przeczytać. Powieści grozy mają to do siebie, że wciągają i rozczarowują zarazem. Przynajmniej mnie. Czytam, by się przestraszyć, a później śmieję się z własnej naiwności. Takie książki rzadko przedstawiają sobą jakąkolwiek wartość literacką, jedyne więc na co liczę, to dobra zabawa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Horror Marka Świerczka jest nietypowy. Akcja książki osadzona jest w 1864 r., w momencie, gdy klęska powstania styczniowego jest już przesądzona. Julian Basowski, Polak w carskiej armii, za zabicie w pojedynku rosyjskiego notabla zostaje wysłany na prowincję Królestwa Polskiego, by rozwiązać zagadkę tajemniczych mordów carskich żołnierzy. Zabójstwa te są niezwykle brutalne, a próby ich wyjaśnienia nie przynoszą pożądanych rezultatów. Wszystko wskazuje na to, że żołnierzy zabija nieludzka istota, jednak chłodna logika Basowskiego nie godzi się na takie wyjaśnienie. Podejrzewa powstańców ukrywających się w lasach, potrzebuje jednak dowodów. Oczywiście nie może liczyć na pomoc mieszkańców wioski, w której stacjonuje wraz z oddziałem rosyjskich żołnierzy. Musi dochodzić prawdy sam wraz z garstką przyjaciół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz historycznego tła na uwagę zasługuje również nietypowy stosunek głównego bohatera do naszego kolejnego nieudanego powstania. Basowski uważał, że takie źle przygotowane, spontaniczne i nieprzemyślane zrywy patriotyczne są grobem dla najwybitniejszych przedstawicieli polskiego społeczeństwa; reszta pozostała przy życiu niestety nie jest w stanie zbudować stabilnego państwa polskiego. Basowski czuł się Polakiem, ale nie miał polskiej, romantycznej duszy. Kierował nim zdrowy rozsądek. Uważał, że z wrogiem najpierw należy nawiązać współpracę, by ostatecznie się &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 170px;" src="http://fc01.deviantart.net/fs14/f/2007/024/4/9/Dark_Forrest_by_SteOS.jpg" border="0" alt="" /&gt; usamodzielnić. Nie zawsze trzeba dobywać szabelki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto zaznaczyć, że Świerczkowi udało się również wykreować całkiem przekonującą atmosferę jak na powieść grozy: zima, trzaskający mróz, mroczny las, wycie wilków, ponure szlacheckie dwory, szalony ksiądz mordujący zające gołymi rękoma… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść nie jest jednak wolna od wad, bo o ile nosi znamiona powieści grozy, o tyle zupełnie nie przekonuje jako powieść historyczna. Najbardziej przeszkadzały mi dialogi, które brzmiały niemal współcześnie. Autor próbował ratować się licznymi wtrętami z języka rosyjskiego, ale to raczej zniechęci wszystkich niewładających tym językiem, zwłaszcza że wszystkie przypisy mieszczą się na końcu książki, a nie na dole strony. Wyobrażam sobie, jak to może utrudnić czytanie. Świerczek próbował także bawić się aluzjami literackimi, nawiązując od czasu do czasu do Żeromskiego. Po co? Nie wiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę polecam jako ciekawostkę. Mało mamy horrorów w języku polskim, a tym bardziej historycznych. W każdym razie powieść czyta się dobrze i jest to idealna lektura, gdy uwagę trzeba dzielić na pół:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3513004865783102517?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3513004865783102517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/09/historia-znaczona-krwia.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3513004865783102517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3513004865783102517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/09/historia-znaczona-krwia.html' title='Historia znaczona krwią'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-445818948516180369</id><published>2011-08-29T20:39:00.000+02:00</published><updated>2011-08-29T20:39:41.419+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Obawiam się...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MqQWKgfcb5A/Th9ZgxkA1dI/AAAAAAAAASY/NPACk_kNoKY/s1600/niemowle-168.gif" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="198" width="198" src="http://1.bp.blogspot.com/-MqQWKgfcb5A/Th9ZgxkA1dI/AAAAAAAAASY/NPACk_kNoKY/s320/niemowle-168.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Obawiam się, że przez jakiś czas będzie mnie tu nieco mniej... &lt;br /&gt;Wrócę, gdy tylko będę w stanie przeczytać choć jedną stronę książki bez zaśnięcia:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzymajcie za mnie kciuki!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-445818948516180369?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/445818948516180369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/obawiam-sie.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/445818948516180369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/445818948516180369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/obawiam-sie.html' title='Obawiam się...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-MqQWKgfcb5A/Th9ZgxkA1dI/AAAAAAAAASY/NPACk_kNoKY/s72-c/niemowle-168.gif' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8515966252830580953</id><published>2011-08-23T10:20:00.003+02:00</published><updated>2011-10-28T12:57:00.434+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='6 – wywraca świat do góry nogami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura chilijska'/><title type='text'>Jak na skrzydłach...</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://empikmedia.pl/c/dom-duchow-bprod3690039.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Isabel Allende, Dom duchów&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Allende I., „Dom duchów”, Muza SA, Warszawa 2010&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski&lt;br /&gt;s: 525&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;…uniosła mnie ta powieść. Gdy już powoli zaczęłam tracić nadzieję, że w tym roku trafię na książkę godną najwyższej półki w moim prywatnym rankingu znakomitości, spotkałam panią Isabel Allende. Cóż. Nie mogła wykreować świata bardziej zaspokajającego moją tęsknotę za dobrą literaturą i za chłodnym wiatrem przewracanych w pędzie kartek. Dała mi wszystko to, czego szukam w literaturze, by upijać się nią do północy, do zaśnięcia, do nieprzytomności: ludzi z krwi i kości, mocne tło, niepokojącą historię, miłość i nienawiść buzujące na każdej stronie, a wszystko to spowite magią słów przysłaniającą cały świat wokół…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Dom duchów &lt;/i&gt;to saga rodzinna opowiadająca o losach dwóch rodów: del Valle i Trueba, które zostały wpisane w burzliwą historię jednego z krajów Ameryki Łacińskiej. Pozostaje nam się jedynie domyślać, że jest to Chile, ojczyzna autorki, chociaż w powieści nazwa kraju nie pada ani razu. Jest to historia tragiczna, naznaczona terrorem i dyktaturą, gdzie krew płynie wartkim strumieniem. Nie mniej burzliwe są losy wspomnianych wyżej rodów uwarunkowanych niejako historią i… astrologią. Chociaż w pierwszej połowie XX w. to mężczyźni dzierżyli w rodzinach i społeczeństwach pełnię władzy, utrzymując dom, angażując się w politykę, testując wszelakie nowinki techniczne, u Allende to tylko władza pozorna. Tak naprawdę to kobiety zostały obdarzone siłą zdolną do przeciwstawienia się ślepej agresji mężczyzn i zachowania rodziny w jedności. Były nieulękłe, stanowcze, dumne. To kobiety stoją na straży domu – nie tego, który jest zamknięty w czterech ścianach, a tego, który jest w ludzkiej duszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Allende jest mocno osadzona&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 230px;" src="http://leonardo.sfasu.edu/paulurena/Isabelallende_files/isabel-allende-032408-080242.jpg" border="0" alt="" /&gt; w tradycji realizmu magicznego. Świat zewnętrzny miesza się tu z przeżyciami duchowymi, wizjami, światem transcendentalnym. Duchy regularnie nawiedzały dom Truebów i nikomu zdawało się to nie przeszkadzać, wręcz stanowiło o pewnej stabilizacji, normalności. Jasnowidzenie jednej z bohaterek nie do końca traktowane było poważnie, przez co kilkakrotnie nie udało się uniknąć tragedii. Cechy szaleństwa u kobiet del Valle nie były jednak przekleństwem, były niemal synonimem normalności wpisanym w historię ich rodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając, nie można się opędzić od emocji. Bohaterowie zachowują się jak na Latynosów przystało: dumnie, impulsywnie, skrajnie. Miłość i nienawiść to dwa uczucia, które egzystują obok siebie i często zlewają się, tworząc truciznę. Najbardziej nieporadni w miłości okazują się mężczyźni, którzy zatracają się w namiętności, ale nie dopuszczają do siebie uczucia. Przebaczenie też nie przychodzi im łatwo. Cierpią z własnej winy. Kobiety również nie są wolne od cierpienia, ale one potrafią odnaleźć w nim siłę i godność, mężczyźni tylko poniżenie. Czasami mam wrażenie, że inne namiętności, o zupełnie innym natężeniu targają ludźmi, w których płynie latynoska krew niż nas, zimnokrwistych Europejczyków…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowieść Allende zatacza koło. Czy można wyciągnąć wnioski z historii rodziny, jej błędów i dramatów, czy każdy musi doświadczyć całego bólu na własnej skórze? Niestety nie lubimy uczyć się na cudzych błędach, lubimy eksperymentować na sobie. I niech tak zostanie. Dla mnie to powieść o kobietach – sile, która napędza świat, a mnie napawa dumą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytajcie bez wahania. Nie sądzę, żeby ktokolwiek się rozczarował. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 6/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8515966252830580953?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8515966252830580953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/jak-na-skrzydach.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8515966252830580953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8515966252830580953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/jak-na-skrzydach.html' title='Jak na skrzydłach...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6087987647519217767</id><published>2011-08-19T11:56:00.000+02:00</published><updated>2011-08-19T11:56:06.435+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2 - czas utracony'/><title type='text'>Bo młodzież musi z czegoś żyć</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2009/08/galerianki-300x442.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Galerianki&lt;/b&gt;, 2009&lt;br /&gt;reż. Katarzyna Rosłaniec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyzwyczaiłam się do pisania o filmach dobrych. Łatwiej jest zwrócić na nie uwagę, obudzić w sobie chęć podzielenia się wrażeniami i przetopić emocje na słowa. A przecież nie tylko takie filmy spotykam na swojej drodze. Mnóstwo jest filmów, które wywołują gorzkie rozczarowanie i niesmak bezpowrotnie straconego czasu. Najczęściej szybko wrzucam je do jednej z szuflad swojej pamięci z naklejką „nie otwierać pod żadnym pozorem” i dalej żyję beztrosko, oddzielając ziarno od plew. Z książkami rzadziej trafiam jak kulą w płot, z filmami bywa różnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa lata temu debiutancki film Katarzyny Rosłaniec pt. &lt;i&gt;Galerianki &lt;/i&gt;przetoczył się przez nasz kraj z wielkim hukiem jako dzieło kontrowersyjne, ważne, obnażające smutną prawdę o zaniku moralności wśród polskiej młodzieży. Źródła upadku doszukiwał się w rodzinnej patologii i ułomności polskiego sytemu nauczania. Próbował nakreślić trudne relacje między nastolatkami, oparte na wzajemnym dowodzeniu swojej wyższości poprzez drogie gadżety, ciuchy i znajomości na mieście. Nie mniej trudne okazały się relacje dziecko-rodzic, gdzie brak autorytetu i wzajemnej chęci poświęcenia sobie czasu doprowadziły do skrajnej degrengolady wśród młodych ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak to się zaczęło. Ala, biedna, zahukana i dobrze ucząca się nastolatka, przejeżdża ze wsi/prowincji do Warszawy. Trafia do ostatniej klasy gimnazjum, gdzie doznaje nie lada upokorzenia w związku z przestarzałym modelem komórki, który przyszło jej odziedziczyć po wujku Mieciu. Postanawia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienić swoje życie i z szaroburej kujonki przepotwarza się w nieletniego wampa, a celem jej życia staje się zdobycie funduszy na wypasioną komórę (bo nikt jej nie chce takowej kupić). Przyłącza się &lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 240px; height: 180px;" src="http://9.s.dziennik.pl/pliki/953000/fr_galerianki_14_hp_245456a_953949.jpg" alt="" border="0" /&gt; więc do liderek klasowego rankingu popularności, które same zaradnie zarabiają na siebie, wiodąc przy tym, przynajmniej w oczach Ali, życie pełne uciech, mężczyzn, używek i drogich zabawek. Później oczywiście okazuje się to, a jakże, wewnętrznym krzykiem rozpaczy i desperacką próbą zwrócenia na siebie uwagi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taaak… Film przewidywalny do bólu, bazujący na sprawdzonych schematach i drażniący stereotypami. Nie wątpię, że są TAKIE dziewczyny i TAKIE problemy, ale ugryźć ten temat i stworzyć o nim film fabularny wcale nie jest łatwo. Temat, który świetnie nadawałby się na reportaż, niekoniecznie sprawdza się w kinie. Nie odnalazłam tu żadnych emocji, które targnęłyby mną boleśnie. Nie czułam współczucia, żalu, obrzydzenia, szoku – najczęściej rozbawienie, gdy głównodowodząca Milena klepała kolejne hasła przewodnie galerianek (&lt;i&gt;przystojny dość był, inteligentny, na tematy różne rozmawialiśmy... nie powiem, że nie... ale co z tego, jak ja do niego żadnego uczucia nie mam... to z nim zrywam, nie? zresztą... miłość w naszych czasach nie istnieje... trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać…&lt;/i&gt;). Nie przekonała mnie również metamorfoza Ali, która na przekór rodzicom i światu – świadomie – wybrała tę gorszą drogę. Mimo wszystko wierzę w instynkt samozachowawczy. Jedynym światełkiem w tunelu chybionej jak dla mnie wizji była mała, acz wielka kreacja Izy Kuny, mamy Ali. Młode, debiutujące aktorki radziły sobie jak mogły, ale moim zdaniem wyszło to średnio, odrobinę komicznie. Ale czy tak miało być?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, film porusza ważny problem, ale jedynie prześlizguje się po jego powierzchni, czym wywołuje rozdrażnienie. Nie zagrał na moich uczuciach, więc skazuję go na zapomnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 2/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6087987647519217767?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6087987647519217767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/bo-modziez-musi-z-czegos-zyc.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6087987647519217767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6087987647519217767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/bo-modziez-musi-z-czegos-zyc.html' title='Bo młodzież musi z czegoś żyć'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-537266401154578385</id><published>2011-08-15T11:51:00.001+02:00</published><updated>2011-08-17T09:34:23.918+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Świat, za którym każdy tęskni</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.readinggroupguides.com/guides/covers/0449911357.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Fannie Flagg, Smażone zielone pomidory&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Flagg F., „Fried Green Tomatoes at the Whistle Stop Cafe”, Random House, New York 2005&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;s: 403&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już dawno nie znalazłam w książce tyle ciepła, które rozlałoby się po mnie ciepłą, słoneczną falą, napełniając ciało od koniuszków palców po sam czubek głowy. A są przecież takie książki, które chce się dotykać, wąchać, gładzić po raz setny po okładce, zastanawiając się jak, nie odrywając się od czytania ani na chwilę, nigdy nie dobrnąć do ostatniej strony. Z namaszczeniem przewracamy kolejne strony, połykamy zdania, nie roniąc ani słowa i malujemy w swoim sercu obrazy, które na zawsze pozostaną z nami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką książką, która wnosi do życia wiele słońca, nie będąc przy tym trywialnym czytadłem wypełnionym po brzegi złotymi myślami, są bez wątpienia &lt;i&gt;Smażone zielone pomidory&lt;/i&gt; Fannie Flag. Jest to książka niezwykle mądra, ale swoje prawdy przemyca dyskretnie, otulając je jedynie niepospolitym humorem i wyrzekając się wszelkiego moralizatorstwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść przenosi nas do Alabamy lat &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-w2N8malE1dQ/ThnR9H2nHWI/AAAAAAAACy4/r5KPA8-PXZY/s640/friedgreenmaters1.jpg" border="0" alt="" /&gt;trzydziestych ubiegłego wieku, gdzie poznajemy mieszkańców małego miasteczka Whistle Stop wraz z ich radościami, smutkami i dramatami. Co przede wszystkim zdumiewa to niezwykła jedność i optymizm mieszkańców, które pozwoliły im wyjść cało z niejednej opresji. A nie były to łatwe czasy: wielki kryzys, wojna, segregacja rasowa, nie brakowało również lokalnych tragedii, a jednak mieszkańcy miasteczka potrafili odnaleźć w sobie siłę, by wspierać się wzajemnie. Jedną z nich była Ninny Threadgoode, której pod koniec życia przyszło się przeprowadzić do domu spokojnej starości. Tam przypadkowo poznaje Evelyn, bywającą z regularnymi wizytami u swojej teściowej. Ninny bez pytania opowiada jej historię swojego życia - barwną, optymistyczną i przepełnioną wiarą w ludzi - o nieistniejącym już świecie. Nie mogła lepiej trafić. Evelyn, która akurat znalazła się w zaułku swojego życia, przytłumiona objawami menopauzy, rozczarowana małżeństwem, zagryzająca swoje rozgoryczenie kolejnymi batonikami, powoli zatracająca się w sztucznie napędzanej przez siebie depresji dała się porwać niezwykłej historii. Zrozumiała, że źródło problemów leży głęboko na dnie jej duszy i tylko od niej zależy czy będzie umiała do niego dotrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka Fannie Flagg to również galeria &lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 190px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RGX2lgFSrdM/Sdvp6LDQuyI/AAAAAAAABhA/a7kCJTxUL04/s400/fried-green-tomatoes.jpg" border="0" alt="" /&gt;smaków. Podczas swoich spotkań Ninny i Evelyn ciągle coś chrupały i podgryzały, a ja jak głupia latałam do kuchni, szukając godnej ich przekąski. Ninny udało się przekonać swoją przyjaciółkę, że to nie jedzenie jest problemem – jest przyjemnością, nagrodą i ucztą dla ducha, a to my robimy z niego wroga. Aż kipi od mnóstwa smaków również w Whistle Stop Cafe, gdzie Idgie, Ruth i Sipsey przyrządzają grzechu warte potrawy, którymi często częstują zupełnie bezinteresownie. Ile to razy miałam ochotę rzucić książkę i upichcić coś na miarę smażonych zielonych pomidorów, ale… wrodzone lenistwo sprawiało, że wybierałam jednak kanapę i literacką ucztę, oblizując się jedynie ze smakiem, gdy wspominano kolejną potrawę. Ale może kiedyś się wezmę, zważywszy że na końcu książki autorka darowuje nam przepisy wszystkich wspomnianych w powieści smakołyków. Mniam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A książka - również mniam. Polecam wszystkim cynikom i tym tylko odrobinę zgorzkniałym i zniesmaczonym życiem, chociaż wiem, jak trudno się do tego przyznać, szczególnie przed samym sobą. Ja po lekturze bardzo zatęskniłam za taką prawdziwą, wielką w swej prostocie, nienadąsaną przyjaźnią, która po prostu jest i nie trzeba jej sklejać na siłę. &lt;br /&gt;Ech, tylko czy w dorosłym życiu to w ogóle możliwe… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-537266401154578385?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/537266401154578385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/swiat-za-ktorym-kazdy-teskni.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/537266401154578385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/537266401154578385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/swiat-za-ktorym-kazdy-teskni.html' title='Świat, za którym każdy tęskni'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-w2N8malE1dQ/ThnR9H2nHWI/AAAAAAAACy4/r5KPA8-PXZY/s72-c/friedgreenmaters1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-1858242777074203451</id><published>2011-08-11T10:59:00.002+02:00</published><updated>2011-10-25T16:49:21.754+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Piękna (i sztuki) nie da się ujarzmić definicją</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 150px;" src="http://merlin.pl/Miedzy-chwila-a-pieknem-O-sztuce-w-rozpedzonym-swiecie_Zygmunt-Bauman,images_product,19,978-83-624-0904-4.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Zygmunt Bauman, Między chwilą a pięknem. O sztuce w rozpędzonym świecie&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Bauman Z., „Między chwilą a pięknem. O sztuce w rozpędzonym świecie”, Officyna Wydawnictwo, Łódź 2010&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;s: 145&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Przetrawienie nowych jakości przeżywanego świata i artykulacja wynoszonych zeń doznań jest chyba głównym zajęciem sztuki wrzuconej w świat, w którego zdolności trwania i dotrwania do momentu skompletowania jego podobizny ufać nie można.&lt;/i&gt; [s. 11] &lt;/blockquote&gt;Sztuki nie da się uwięzić w sztywnych ramach definicji, bo jest nieuchwytna i nie lubi być metkowana. Nie da się jej też zamknąć w czterech ścianach (muzeach, galeriach), bo woli wyjść na ulicę, do ludzi, bo tylko wśród nich ma szansę na niekontrolowaną ekspansję. Czy wolno nam założyć, że sztuka jest wyrazicielem i nośnikiem piękna, czy może jest jej przejawem? Czy piękno może być obiektywne czy jest tylko „w oku obserwatora” (M. Hungerford)? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te i inne pytania podsuwa nam, bo bynajmniej nie próbuje na nie odpowiedzieć, Zygmunt Bauman w swoim zbiorze esejów. Poświęcone są one luźno rozumianej sztuce, jak również jej znanym przedstawicielom: Grzegorzowi Klamanowi, Mirosławowi Bałce, Milanowi Kunderze czy Ryszardowi Kapuścińskiemu. Bauman zastanawia się nad kondycją człowieka i jego miejscu w „rozpędzonym świecie”, spoglądając na niego przez pryzmat sztuki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawie pisze o modzie, &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 210px;" src="http://www.jdc-iccd.org/getfile.aspx?id=737" border="0" alt="" /&gt;czyli sztuce współczesnego świata, ulotnym i niekiedy kontrowersyjnym pięknie, którego główną cechą jest tymczasowość. Śmieje się, że ludzie sami dali się zniewolić i zaprzęgli się do wyścigu, w którym zawsze będą na straconej pozycji. Zawsze z tyłu. Moda jest dziwnym tworem, który z jednej strony sprawia, że ludzie czują się przynależni do określonej grupy społecznej, a z drugiej – zapewnia nas o indywidualizmie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaciekawił mnie również esej o nieznajomych, których miasto nigdy się nie wyzbędzie. Anonimowość jest jedną z zalet miejskiego życia, ale wiąże się również ze strachem przed tym, czego nie znamy. Dlatego ludzie coraz częściej zamykają się w swoich czterech kątach, a domy/mieszkania odgradzają od świata płotem. Osiedla strzeżone, domofon, ochrona – sprawiają, że czujemy się bezpiecznie, ale jednocześnie izolujemy się od ludzi w ogóle. Paradoksalnie, na osiedlu strzeżonym jesteśmy dalej od swoich sąsiadów niż gdziekolwiek indziej:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Zamknięte w murach „społeczności” to zbiorowisko jednoosobowych czy jednorodzinnych kokonów zawieszonych w przestrzennej próżni. &lt;/i&gt;[s. 118]&lt;/blockquote&gt;Tak więc eseje Baumana dotykają różnorodnej tematyki, trudno nawet powiedzieć, że ich wspólnym mianownikiem jest pojęcie sztuki, no chyba że sztuką nazwiemy samo życie. Czasami brakowało mi spójności między poszczególnymi tekstami, dlatego dawkowałam je sobie pojedynczo. Szukałam w nich sensu dla siebie. Dawno nie miałam takiej książki w ręku, bo daleka dziś jestem od eseistyki. Czasami żałuję, bo to prawdziwa kopalnia wiedzy i niewyczerpalne źródło tematów do rozważań. Tylko erudycja autorów niekiedy onieśmiela…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za egzemplarz (wydany niezwykle atrakcyjnie) dziękuję&lt;a href="http://www.wydawnictwo-officyna.pl/"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://dziela.ph-f.org/gfx/logo_officyna.jpg" width="150" height="55" alt="Officyna"/&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-1858242777074203451?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/1858242777074203451/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/piekna-i-sztuki-nie-da-sie-ujarzmic.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1858242777074203451'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1858242777074203451'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/piekna-i-sztuki-nie-da-sie-ujarzmic.html' title='Piękna (i sztuki) nie da się ujarzmić definicją'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2605301622464218518</id><published>2011-08-07T10:59:00.002+02:00</published><updated>2011-08-07T21:00:27.066+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura arabska'/><title type='text'>"Słyszę i jestem posłuszny"</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://antykwariat-internetowy.pl/images/ksiegatysiacaczerwona_d.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Księga tysiąca i jednej nocy. Wybór &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;„Księga tysiąca i jednej nocy. Wybór”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;pod red. Władysława Kubiaka&lt;br /&gt;s: 577&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla dziecka baśnie są drogowskazami życiowymi, dekoderami moralnych postaw oraz bramą do niezwykłego świata, w którym negatywne emocje, smutek, żal, strach nie goszczą długo. Pełnią rolę pocieszyciela i pomagają zrozumieć świat. Dlatego są tak ważnym narzędziem dydaktycznym. Dzieci mogą z nich samodzielnie przefiltrować najważniejsze wartości, które później mają szanse ukształtować ich życie. To wszystko prawda. Ale po co w takim razie wracać do baśni w dorosłym życiu? Przecież dawno zostaliśmy obdarci z tej dziecięcej naiwności, która pozwalała nam widzieć świat w czarno-białych barwach…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla dorosłych baśnie to nie tylko powrót do beztroskich ogrodów dzieciństwa, ale i konfrontacja z ideałami, których dawno się wyrzekliśmy. Dziś nie przypomnimy ich sobie z zawstydzeniem, ale raczej z przymrużeniem oka, bo kto z nas może sobie pozwolić na wcielanie baśniowych ideałów w życie? Niestety włożyliśmy je między bajki. Ale baśnie wciąż odgrywają ważną rolę – są ucieczką od szaroburej codzienności i podróżą w nieznane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie inaczej jest w przypadku &lt;i&gt;Księgi tysiąca i jednej nocy&lt;/i&gt;, o której na pewno każdy słyszał, ale na pewno nie każdy wie, że nie ma ona nic wspólnego z literaturą dziecięcą. Baśnie, które powstały wiele wieków temu, miały zabawiać dworzan, zawierały więc elementy przyjemne dla dorosłych: okrucieństwo i erotykę, co przyznaję, szczerze mnie zaskoczyło. Książka nie nadaje się zatem do czytania dziecku do poduszki – radzę poszukać odpowiednich adaptacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewodni motyw stanowi opowieść  &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://lc-upload-new.s3-external-3.amazonaws.com/books/75000/75511/352x500.jpg" border="0" alt="" /&gt;o królu Szahrijarze, który po nocy poślubnej pozbawiał życia każdą ze swoich żon, w ten sposób  chcąc się ustrzec od ich niewierności. Dopiero Szeherezada przerwała okrucieństwo sułtana, każdej nocy snując nową opowieść, której zakończenie zostawiała na noc następną. Ciekawość Szahrijara ocaliła jej życie. Szeherezada zajmuje sułtana opowieściami przez tysiąc i jedną noc. Wydanie, o którym piszę, zawiera tylko wybrane opowieści (egipskie, irackie, irańskie, perskie), ale stanowią one unikalny obraz wyobrażeń biednych ludzi o życiu wyższych klas społecznych. Roi się tu od dżinów, ifritów, ghul i olbrzymów, przewyższających mocą ludzi, poddanych samemu tylko Allachowi. A on nie pozwala skrzywdzić sprawiedliwych i jemu wiernych, więc dobro zawsze zwycięża zło, jak to w baśniach bywa. Ale niegodziwiec nie ma co liczyć na przebaczenie Allacha. Spotka go zasłużona i okrutna kara. Pozostaje więc słuchać i być posłusznym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaskoczyły mnie kobiety w &lt;i&gt;Księdze tysiąca i jednej nocy&lt;/i&gt;. Nie są to tylko piękne niewolnice i nałożnice. Nie brakuje wśród nich bohaterek przebiegłych, chytrych, mądrych, roztropnych, chciwych i brzydkich. Jednym słowem, ich portrety zostały namalowane przy użyciu pełnej palety barw, chociaż rzadko bywały głównymi bohaterkami opowieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie kilka pikantnych &lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://lc-upload-new.s3-external-3.amazonaws.com/books/75000/75506/155x220.jpg" border="0" alt="" /&gt;cytatów, które pomogą zrozumieć, dlaczego nie należy tych baśni czytać dzieciom. &lt;b&gt;Osoby poniżej 18-ego roku życia proszone są o zaniechanie dalszego czytania!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;…ucałował ją, pochwycił w objęcia i rzucił się na nią jak lew na owcę […] Wsunął swój miecz do jej pochwy, stał się odźwiernym jej wrót i imamem w jej mihrabie, a ona wraz z nim klękała, biła pokłony, podnosiła się i siadała, a modłom tym towarzyszyły ruchy i miłosne westchnienia.&lt;/i&gt; [s. 201]&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;…poiła niedźwiedzia ze złotego kubka tak długo, aż wino ich oszołomiło. Wówczas zdjęła z siebie szaty i położyła się, a niedźwiedź zaś podszedł i legł na niej, a ona dała mu to, co córy człowiecze mają najpiękniejszego. Gdy zaś niedźwiedź skończył, usiadł i odpoczywał, po czym znów podszedł, legł na niej i zażywał z nią rozkoszy. &lt;/i&gt;[s. 218]&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;…A kiedy służebne pokazały Alemu Zajnab w szacie Kamar, wszedł w nią Ali i znalazł ją jako perłę nie przewierconą i jako klacz, której nikt przedtem nie ujeżdżał. Potem połączył się z trzema pozostałymi dziewczętami i stwierdził, że pełne są piękności i wdzięku.&lt;/i&gt; [s. 443]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2605301622464218518?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2605301622464218518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/sysze-i-jestem-posuszny.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2605301622464218518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2605301622464218518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/sysze-i-jestem-posuszny.html' title='&quot;Słyszę i jestem posłuszny&quot;'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2983474286381893748</id><published>2011-08-02T09:21:00.000+02:00</published><updated>2011-08-02T09:21:33.779+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Z niewyspania</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://farm2.static.flickr.com/1069/4723805139_7de854e4d5.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 170px;" src="http://farm2.static.flickr.com/1069/4723805139_7de854e4d5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423199467488569122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Czwarta nad ranem &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wisława Szymborska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Godzina z nocy na dzień.&lt;br /&gt;Godzina z boku na bok.&lt;br /&gt;Godzina dla trzydziestoletnich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzina uprzątnięta pod kogutów pianie.&lt;br /&gt;Godzina, kiedy ziemia zapiera nas.&lt;br /&gt;Godzina, kiedy wieje od wygasłych gwiazd.&lt;br /&gt;Godzina a-czy-po-nas-nic-nie-pozostanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzina pusta.&lt;br /&gt;Głucha, czcza.&lt;br /&gt;Dno wszystkich innych godzin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem.&lt;br /&gt;Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem&lt;br /&gt;- pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta,&lt;br /&gt;o ile mamy dalej żyć.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarta to godzina, która ostatnio otwiera moje oczy. Czasami na chwilę, a czasami, tak jak minionej nocy, na dłużej. To naprawdę niezwykły czas, gdy dom i miasto jeszcze śpi, a senne myśli niestrudzenie kołatają się po głowie. Najbardziej niesamowite jest przekraczanie granicy między dniem i nocą, gdy kontury świata zaczynają się wyostrzać, a pojedyncze, nieśmiałe dźwięki powoli wypełniają świat. Spokój i nadzieja, których nie znajdziemy o żadnej innej porze dnia. Może i jestem jak ta mrówka, bo mi jest dobrze o czwartej nad ranem. Przyjemnie mi myśleć, że zdążę jeszcze przytulić skołataną głowę do poduszki, że jeszcze nie trzeba stawiać czoła prawdziwemu dniu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Wam czasami zdarza się czwarta nad ranem?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2983474286381893748?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2983474286381893748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/z-niewyspania.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2983474286381893748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2983474286381893748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/08/z-niewyspania.html' title='Z niewyspania'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://farm2.static.flickr.com/1069/4723805139_7de854e4d5_t.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3706717614107818421</id><published>2011-07-27T11:25:00.002+02:00</published><updated>2011-10-25T16:47:13.790+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Z pokorą wobec marzeń</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://wydaje.pl/uploads/ebooks/upload/829_05_07_2011_12_10/Wedle-reguy-kreacjib.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://wydaje.pl/uploads/ebooks/upload/829_05_07_2011_12_10/Wedle-reguy-kreacjib.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423199467488569122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Artur Boratczuk, Wedle reguły kreacji&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Boratczuk A., „Wedle reguły kreacji”, E-Book, Chwarszczany 2011&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 158&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zewsząd słyszymy głosy, że najważniejsze w życiu jest dążenie do realizacji marzeń. I nieważne, ile razy przyjdzie nam się potknąć i podnieść z upadku. Liczy się konsekwencja, upór i jasno wytyczony cel. Bo jeśli nawet marzenie pozostanie w odmęcie niespełnienia, u schyłku życia nie będziemy mieli sobie nic do zarzucenia. Próbowaliśmy, ale los chciał inaczej. Życie na szczęście często uczy nas pokory wobec własnych marzeń, przekonuje, że nie jesteśmy pępkami świata (no bo ile pępków może mieć świat?!). My szybko przebieramy nóżkami w wielkim zniecierpliwieniu, a świat każe nam poczekać, wziąć na wstrzymanie. Może to i lepiej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Artura Boratczuka traktuje właśnie o takim niepoprawnym marzycielu, który na przekór wszelkim przeciwnościom stara się urzeczywistniać swoje marzenia, by na koniec dojść do zaskakującej pointy, która dla jednych czytelników okaże się rozczarowaniem, a dla innych wisienką na torcie. &lt;br /&gt;Ale przecież nie od końca zaczyna się ta powieść. Już nietypowe okoliczności przyjścia na świat Stasia zwiastują niezwykłe życie: Fraudencja, niczym baśniowa kraina, jest praktycznie odizolowana od zawieruchy wojny przetaczającej się przez świat; matka uważana we wsi za niespełna rozumu postanawia usunąć ciążę, by ostatecznie umrzeć przy porodzie; ojciec, rosyjski jeniec wojenny, zstępuje ze sceny wydarzeń zanim tak naprawdę zaczynają rozgrywać się na dobre. Stasia przygarnia pod dach jedna z rodzin mieszkających we wsi. Muszę przyznać, że ta na wpół baśniowa, na wpół idylliczna część powieści najbardziej mnie &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://s.lubimyczytac.pl/upload/authors/54363/42457-352x500.jpg" border="0" alt="" /&gt;urzekła, gdy Staś błąka się po polach, buduje swój mały świat w oparciu o legendę o Świętym Graalu i autorytet miejscowego proboszcza, gdy ratuje z opresji czarnego bociana, a potem bezskutecznie uczy go latać, gdy ulega pierwszej erotycznej fascynacji... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staś dorosły opuszcza baśniową Fraudencję, staje się Stanisławem i wkracza do szaroburego miejskiego świata. Wstępuje do wojska, wplątuje się w małżeństwo, którego lepiej byłoby uniknąć, a ostatecznie trafia do więzienia za poglądy polityczne. W tym czasie dojrzewa w nim przełomowa teoria, która miała tłumaczyć mechanizm działania wszechświata. Niestety czasy siermiężnego komunizmu nie sprzyjały rozwojowi kreatywności i nie wspierały młodych talentów. Stanisław zamiast do Polskiej Akademii Nauk trafia do szpitala psychiatrycznego. Wszak nie daleko nowatorskiemu naukowcowi do wariata… Jednak nie tak skończyła się walka Stasia o marzenia. Zakończenie, czyli według mnie wisienkę na torcie, pozostawiam Wam do samodzielnego odkrycia i… zjedzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako wielka miłośniczka niebanalnego, malowniczego i poprawnego języka literackiego gratuluję autorowi wypracowania sobie naprawdę nieskazitelnego stylu. Jego powieść czyta się przyjemnie i bez zgrzytów. I chociaż rozumiem, że e-booki to przyszłość i wcale się od nich nie odżegnuję, zapach papierowych kartek przekonałby mnie do tej powieści jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za możliwość przeczytania dziękuję autorowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę można nabyć &lt;a href="http://wydaje.pl/ebooks/show/288"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3706717614107818421?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3706717614107818421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/z-pokora-wobec-marzen.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3706717614107818421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3706717614107818421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/z-pokora-wobec-marzen.html' title='Z pokorą wobec marzeń'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6062242328557005537</id><published>2011-07-22T14:11:00.001+02:00</published><updated>2011-07-22T14:22:32.987+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>O najsmutniejszym narodzie świata</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://www.naszetargowisko.com/sites/default/files/imagecache/product_full/statysci-b26296801.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Statyści&lt;/b&gt;, 2006&lt;br /&gt;reż. Michał Kwieciński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znacie to uczucie, gdy dopada was nuda, wgapiacie się bez celu w ekran telewizora, przeskakując z jednego kanału na drugi, żeby wreszcie bez przekonania zatrzymać się na jakimś programie lub filmie? Ja w taki właśnie sposób trafiłam na &lt;i&gt;Statystów&lt;/i&gt; Kwiecińskiego. Gdy zobaczyłam Chińczyków biegających po ulicy, pomyślałam, że to kolejny film z niezmordowanym Jackiem Chanem i omal nie zdecydowałam się na pożegnalne pstryknięcie pilotem. Omal. Moje zmęczone jestestwo odmówiło jednak posłuszeństwa i za nic nie chciało ruszyć się z kanapy. I nagle zorientowałam się, że to wcale nie Jackie Chan, a Chińczycy biegają, a jakże, ale po planie polskiego filmu. Zaraz potem okazało się, że biegający Chińczycy to ekipa filmowa, która za scenerię swojego dramatu miłosnego wybrała Polskę i jej mieszkańców. Dlaczego? Bo jesteśmy podobno najsmutniejszym narodem na świecie. I tak już zostałam, a moje oczy otwierały się coraz szerzej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniana ekipa filmowa przyjeżdża do niewielkiego polskiego miasteczka, by nakręcić film. Role pierwszoplanowe są już obsadzone przez chińskich aktorów, pozostaje znaleźć odpowiednio smętne tło w postaci statystów, którzy znakomicie podkreślą tragizm rozgrywających się w filmie wydarzeń. Reżyser organizuje więc casting, co dla mieszkańców miasteczka jest nie lada świętem. I nawet ci, którzy dla zasady podśmiewają się z chińskiej produkcji, po cichu liczą na angaż. Takim oto sposobem statyści zaczynają odgrywać role pierwszoplanowe, a my mamy okazję przypatrzyć się życiu, które wiodą między kolejnymi ujęciami do filmu. Jest więc tłumaczka chińskiego (Kinga Preis) wiodąca pozornie szczęśliwe życie z mężem i synem, dopóki nie przypomina sobie o niej dawny ukochany (Bartosz Opania), który porzucił ją w stanie błogosławionym. Jest zmanierowana księgowa (Anna Romantowska) żyjąca wspomnieniem zmarłego męża i syna, który „robi” karierę w wielkim świecie i przypomina sobie o matce tylko wtedy, gdy potrzebuje pieniędzy. Jest sklepikarka (Małgorzta Buczkowska), która nie może uwolnić się spod wpływu nadopiekuńczej siostry, bo ciągle dręczy ją przeświadczenie, że winna jest jej dozgonną wdzięczność. I jest jeszcze fotograf (Krzysztof Kiersznowski), który stara się walczyć z fotografią cyfrową i…&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 180px;" src="http://valkiria.net/uploads/pic/film/o_statysci_04.jpg" alt="" border="0" /&gt; samotnością. Wszyscy oni spotykają się na planie chińskiego filmu, by dodać koloru swoim szaroburym życiom. Okazuje się, że razem już nie tworzą najsmutniejszego narodu świata, czym do szału doprowadzają reżysera filmu. Odnajdują siebie i sens. Zaczynają rozumieć, że mogą jeszcze wyjść z zaułka, w którym się wszyscy znaleźli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno powiedzieć, co stanowi o dziwnym uroku tego filmu. Możliwe, że zestawienie dwóch kompletnie różnych kultur: energetyczni, choleryczni Chińczycy kontra flegmatyczni, uczuciowi Polacy, chińskie kino kontra polska rzeczywistość. Poza tym mamy tu do czynienia z naprawdę dobrym aktorstwem – bez popisów i wygłupów, które nikogo już nie bawią. No może niechlubnym wyjątkiem jest Bartosz Opania, który zagrał zupełnie bez przekonania i pomysłu. Niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli macie ochotę na bezstresowy i lekki wieczór, polecam ten film na kolację. Nie szukajcie w nim jednak głębokiego przesłania, bo możecie się rozczarować, ale krótka refleksja na pewno spadnie na Wasze czoła. I zaśmiejecie się też nie raz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;(ale tym razem to bardziej „miłe zaskoczenie” niż „niedosyt”)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6062242328557005537?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6062242328557005537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/o-najsmutniejszym-narodzie-swiata.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6062242328557005537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6062242328557005537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/o-najsmutniejszym-narodzie-swiata.html' title='O najsmutniejszym narodzie świata'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7220432979448209737</id><published>2011-07-21T11:37:00.001+02:00</published><updated>2011-08-01T11:58:58.085+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Isn't she lovely?</title><content type='html'>Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że ktoś uważa mój blog za uroczy...&lt;br /&gt;Niezwykle ważne jest dla mnie, że moje słowa nie giną w próżni, tylko osadzają się na Waszych czytelniczych duszach. A nominacje są dla mnie równie wartościowe jak sama nagroda:) Dziękuję więc &lt;a href="http://krainaczytania.blox.pl/html"&gt;Agnieszce&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://miastomgly.blogspot.com/"&gt;tristezrze&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://mojaksiazkolandia.blogspot.com/"&gt;Magdzie&lt;/a&gt; za&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NvuWiaIN1AI/Tic-7JfCznI/AAAAAAAAAK8/zXBn-lmEGo4/s1600/One_Lovely_Award.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="198" width="198" src="http://3.bp.blogspot.com/-vBgbP1AEg2Q/Ti_OdWjpy1I/AAAAAAAACvk/mDxYAherWGI/s200/One_Lovely_Blog_Award_wyroznienie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czuję się zaszczycona i wniebowzięta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie tajemnice, które chciałabym zdradzić, pewnie już przemyciłam ukradkiem w swoich postach lub komentarzach. A jeśli ktoś nie zauważył: na zabój kocham się w swoim mężu i literaturze rosyjskiej, szanuję głównie klasyków, ale powoli uczę się również literatury współczesnej, pracuję dla siebie, robię to, co lubię i na czym znam się najlepiej, ale bezskutecznie próbuję wyzbyć się męczącego perfekcjonizmu, uwielbiam warszawską Pragę (tę czeską zresztą też), marzy mi się tłumaczenie literatury pięknej, a teraz zajmuję się głównie... czekaniem:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybaczcie, że nie nominuję. Wszystkie blogi, które mam w zakładkach i które regularnie odwiedzam uważam za urocze, wspaniałe, cudowne i fantastyczne.&lt;br /&gt;Oby tak dalej a czytelnictwo przetrwa każdą apokalipsę...&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;D Z I Ę K U J Ę!&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7220432979448209737?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7220432979448209737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/isnt-she-lovely.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7220432979448209737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7220432979448209737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/isnt-she-lovely.html' title='Isn&apos;t she lovely?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-vBgbP1AEg2Q/Ti_OdWjpy1I/AAAAAAAACvk/mDxYAherWGI/s72-c/One_Lovely_Blog_Award_wyroznienie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2067867467741074837</id><published>2011-07-13T10:41:00.006+02:00</published><updated>2011-07-21T12:18:17.827+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3 - zwiedziona na manowce'/><title type='text'>Kto mi powie, o czym jest ta książka?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://images.zone-x.ru/107/493234.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://images.zone-x.ru/107/493234.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423199467488569122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wasilij Aksjonow, Moskwa Kwa-Kwa&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/b&gt;Аксенов В., „Москва Ква- Ква”, Эксмо, Москва 2010&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 378&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety nie mam w zwyczaju porzucać raz rozpoczętej książki. Do końca żywię się nadzieją, że jednak odnajdę w niej coś, co wzbogaci moje życie duchowe. Tak jak ludziom, daję książkom drugą szansę, nawet jeśli na początku zawiodły moje zaufanie. Powieści Aksjonowa dałam aż dwie szanse. Dwukrotnie przerywałam lekturę, by odpocząć sobie w innych światach literackich, ale wiernie wracałam do rozpoczętej lektury. Czy warto było? Nie! Ale przynajmniej mogę poszczycić się czystym sumieniem. Coraz częściej dopada mnie jednak przekonanie, że moja honorowa zasada wspomniana w pierwszym zdaniu tego tekstu powoli staje się moim przekleństwem... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już przyznałam się w tytule, nie mam pojęcia, o czym jest ta książka i jaki zamysł przyświecał autorowi, gdy ślęczał nad tą historią zakotwiczoną w Moskwie lat 50-ych minionego wieku. Bohaterem powieści jest jeden z siedmiu słynnych wieżowców (zwanych „siedmioma siostrami” Stalina), który zamieszkuje moskiewska elita. Tak oto poznajemy rodzinę Nowotkannych, którzy przysłużyli się Związkowi Radzieckiemu i jego socjalistycznym ideom, a tym samym zaskarbili sobie wdzięczność towarzysza Stalina: tatuś to naukowiec pracujący nad bombą atomową, mamusia to piękna aktywistka licznych organizacji socjalistycznych, która w czasie wojny ośmieliła się uwieść i porwać samego Hitlera (!), a córunia – to pożądana przez wielu napaleńców „tęczowa dziewica” początkowo planująca w hołdzie Stalinowi zachować swoje dziewictwo do końca życia… aż do momentu, w którym przygarnia sobie dwóch narzeczonych naraz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zgadniecie, kto budzi najwięcej&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 160px;" src="http://photowall.ru/preview/12/img348.jpg" border="0" alt="" /&gt;  sympatii w powieści... Nie kto inny jak sam towarzysz Stalin (!) – żyjący w ciągłym strachu przed jugosłowiańskim marszałkiem Tito, który rzekomo lada dzień ma przypuścić szturm na Kreml. Strach paraliżuje Stalina do tego stopnia, że nie śpi po nocach, tylko nasłuchuje czy wróg z Bałkanów nie czai się gdzieś za rogiem. Noce umila sobie piciem gruzińskiego koniaku i telefonicznymi pogaduchami ze swoim ulubionym poetą-agentem, a przy okazji jednym z narzeczonych „tęczowej dziewicy”. Koncepcja niby śmieszna, jednak nie do końca jestem przekonana do wizji starego, poczciwego wodza, która wydaje mi się jakby nie na miejscu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aksjonow dziarsko prowadzi nas przez Moskwę, gdzie głośno wielbi się Stalina, a po cichu słucha się amerykańskiego jazzu. Wywiad działa prężnie, jest terror i propaganda, są prześladowania i zastraszanie, ale wszystkie ciemne barwy stalinizmu przyćmione zostały groteską i parodią. Jak dla mnie za dużo w tej książce dziwności, która czasami zmuszała mnie do zatrzymania się i zadania sobie pytania: ale o co chodzi? Czytałam, że Aksjonow podąża śladami Bułhakowa z tą różnicą, że zamiast diabła zaprasza do Moskwy marszałka Tito. Uważam to za co najmniej obrazoburcze porównanie (tzn. Aksjonowa do Bułhakowa, nie diabła do Tito).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale może to tylko moja niewystarczająca wiedza literacka uniemożliwiła mi zrozumienie tej książki z jej wszystkimi aluzjami, niuansami i smaczkami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to kto mi powie, o czym jest ta książka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2067867467741074837?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2067867467741074837/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/kto-mi-powie-o-czym-jest-ta-ksiazka.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2067867467741074837'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2067867467741074837'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/kto-mi-powie-o-czym-jest-ta-ksiazka.html' title='Kto mi powie, o czym jest ta książka?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-4336740940902148352</id><published>2011-07-09T10:59:00.003+02:00</published><updated>2011-10-30T23:07:07.884+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura francuska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><title type='text'>Spojrzenie w przeszłość</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.bialykruk.com.pl/sklep/galerie/0/045-czas-przeszly-fran-o_19314.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;François-Marie Banier, Czas przeszły&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Banier F.-M., „Czas przeszły”, Książka i Wiedza, Warszawa 1978&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Danuta Knysz-Rudzka&lt;br /&gt;s: 116&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podejrzewam, że książka ta wzbudziła wiele kontrowersji, gdy pojawiła się w księgarniach ponad czterdzieści lat temu. Historia opisana na tych stu z hakiem stronach do przyjemnych nie należy i do dziś wywołuje niesmak i grymas obrzydzenia na twarzy (przynajmniej mojej). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek powieści kładzie się cieniem tragedii, która zdarzyła się bez naszego udziału. Nie wiemy dokładnie, co się stało, ale nie możemy pozbyć się uczucia, że wkraczamy do domu, w którym miał miejsce dramat. Poznajemy rodzinę, która stara się egzystować „mimo wszystko”, na siłę popychając do przodu każdy dzień, szukając sensu, próbując coś zapomnieć… Kilka stron dalej mamy szansę cofnąć się w czasie i poznać Oliviera, członka rodziny Lasserre, który nie należy już do teraźniejszości. Moje niecierpliwe palce przewracały kolejne kartki w poszukiwaniu odpowiedzi: ale co się stało? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kluczem do zagadki okazuje się siostra Oliviera, Cecylia. Pan i Pani Lasserre należą do elity, ich dzieciom nie brakuje więc niczego, no może poza uwagą rodziców. Dzieci pozostawione same sobie przez lata budują dziwną i niezdrową relację, która zawęża ich świat do niepokojąco małych rozmiarów. Oliwier i Cecylia. Świat tak mały, że aż duszny. Rodzice ślepi na niezdrową, wzajemną fascynację rodzeństwa żyją w przekonaniu, że fantastycznie wywiązują się z rodzicielskich obowiązków, dając nastolatkom pełną swobodę. A tu, hulaj dusza, piekła nie ma. Oliwier i Cecylia zauroczeni sobą do granic szaleństwa, otępiali w pożądaniu, oddają się zakazanej miłości. Przyznam, że nawet moja niewzruszona&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.fmbanier.com/files/pix/banier_camera.jpg" border="0" alt="" /&gt; zwykle brew na chwilę uniosła się ku górze. Skąd wzięło się to chore uwielbienie brata i siostry? Czy tylko rodziców należy obciążyć winą? Cecylia to egocentryczka, bezwzględnie grająca na uczuciach innych, zachłannie wyciągającą rękę po wszystko, na co ma ochotę. Postanawia uwieść brata, nie bacząc na konsekwencje. Zresztą nie widzi w tym nic złego. Żyje w świecie bez kar. Poza tym kocha go, a to usprawiedliwia wszystko. Może była zazdrosna o uczucie, którym Oliwier z wzajemnością obdarzał matkę? Ona nie mogła liczyć na podobne zainteresowanie ze strony ojca. Konsekwencje, niestety, były najgorsze z możliwych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka zdecydowanie z potencjałem. Opis na okładce taki, że aż zadrżałam. Ale nie dostałam tego, na co liczyłam. Przez cały czas miałam wrażenie, że autor sili się na oryginalność i zaciera z zadowolenia ręce, wyobrażając sobie zszokowane oblicza czytelników. Styl autora również nie wzbudził mojej sympatii. Banier dostarcza nam suchą relację wydarzeń i rejestr płaskich uczuć. Zdania są krótkie i proste, a emocje jakby posiekane tasakiem. Nie mogłam złapać rytmu. Nie dałam się przekonać temu ascetyzmowi uczuć. Wydawca porównuje styl autora do Flauberta czy Prousta. Gruba przesada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, ten wówczas „niezwykle utalentowany i dobrze zapowiadający się pisarz młodego pokolenia” ostatecznie zaniechał kariery pisarskiej. Teraz para się fotografią, a fotografuje głównie celebrytów, co przynosi mu całkiem spore dochody. Więc chyba nie ma czego żałować…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-4336740940902148352?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/4336740940902148352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/spojrzenie-w-przeszosc.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4336740940902148352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4336740940902148352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/spojrzenie-w-przeszosc.html' title='Spojrzenie w przeszłość'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8943152211744356819</id><published>2011-07-05T14:38:00.002+02:00</published><updated>2011-07-05T15:32:12.781+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Zanim żar znów spłynie z nieba</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://christiefinn.com/wp-content/uploads/2011/02/ilpleut.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 400px;" src="http://christiefinn.com/wp-content/uploads/2011/02/ilpleut.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5504049640841232930" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Pada deszcz&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Guillaume Apollinaire&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pada deszcz głosów kobiecych jakby umarły one nawet we wspomnieniu &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wy też padacie cudowne spotkania mojego życia o kropeleczki &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chmury stają dęba i rżą niby wszechświat miast dosłyszalnych &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchaj czy pada deszcz gdy żal i wzgarda wypłakują dawną swą muzykę &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchaj jak opadają więzy przytrzymujące cię od góry i dołu &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tłum. Jerzy Lisowski&lt;br /&gt;(z prawej strony oryg. wersja; kliknij)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Guillaume Apollinaire zawsze będzie dla mnie wizualistą. Pamiętam, jak wielkie było moje zaskoczenie wieki temu, gdy po otwarciu tomiku poezji wyskoczył z niego koń, którego kontury tworzyły misternie ułożone słowa. Z kolei na innej stronie spod kapelusza zawadiacko spoglądała na mnie pewna dama, która całym swoim jestestwem stanowiła wiersz. Pierwszy raz zetknęłam się z takim wyrazem artystycznym, który wtedy był dla mnie przejawem niezwykłego talentu poety. Taka forma prezentacji wydawała mi się równoznaczna z elegancją oraz harmonią treści i jej wizualnego przekazu. Wiersz był jednocześnie swoją własną ilustracją!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś mam raczej mieszane uczucia. Czy jeśli w XXI w. poeta pokusiły się o taką wizualizację swojego wiersza, uznalibyśmy jego wysiłki za poetycki kunszt czy raczej kicz? Czemu tak naprawdę służy zilustrowanie treści wiersza? Coraz bardziej skłaniam się ku przekonaniu, że raczej zakłóca komunikat niż go wspiera. Przecież patrząc na oryginalny wiersz &lt;i&gt;Pada deszcz&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Il pleut&lt;/i&gt;), widzę tylko strugi deszczu, a czy tylko deszcz jest ważny wśród tylu innych słów? Nie wspominając już o ciężkiej doli tłumacza, na którym zawsze ktoś będzie wieszał psy za brak podjęcia choćby próby wizualizacji wiersza. Guillaume Apollinaire to jednak już historia literatury i należy pamiętać, że jego poezja torowała drogę surrealizmowi (to on ukuł ten termin!). A jakbyśmy taką poezję przyjęli dziś? Kicz czy przejaw geniuszu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej przykładów "obrazkowej" poezji &lt;a href="http://wordsandeggs.wordpress.com/2008/10/27/apollinaires-calligrammes/"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8943152211744356819?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8943152211744356819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/zanim-zar-znow-spynie-z-nieba.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8943152211744356819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8943152211744356819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/zanim-zar-znow-spynie-z-nieba.html' title='Zanim żar znów spłynie z nieba'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5249451411770467040</id><published>2011-07-01T13:51:00.002+02:00</published><updated>2011-07-28T17:58:21.392+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura meksykańska'/><title type='text'>"Blisko ludzi, ale daleko od nich"</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://3.bp.blogspot.com/--RdI-kXpgms/TgrulMOyrvI/AAAAAAAAAWk/7e8gQxA28dY/s320/dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_sabina-berman-99902030939_978-83-240-1766-9_300.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sabina Berman, Dziewczyna, która pływała z delfinami&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Berman S., „Dziewczyna, która pływała z delfinami”, Wydawnictwo Znak”, Kraków 2011&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Małgorzata Moś&lt;br /&gt;s: 231&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Isabelle w wyniku śmierci swojej siostry przeprowadza się z Kalifornii do Meksyku, by przejąć w spadku rodzinną przetwórnię tuńczyka „Pociecha”. Tam odnajduje bezimienne, na wpół dzikie dziecko, które okazuje się być jej autystyczną siostrzenicą, o której istnieniu nie miała bladego pojęcia. Isabelle nadaje jej imię i przygarnia pod swoje skrzydła. Tak oto zaczyna się przygoda Karen, która odnalazła wolność nie tylko w miłości swojej ciotki, ale również na dnie oceanu… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki mógłby być początek całkiem dobrej recenzji. Niestety, w sieci pojawiło się już tyle tekstów dotyczących tej książki, że u niektórych, domyślam się, alergię może wywoływać już sam widok okładki. I nie mam mowy, by silić się na oryginalność. A szkoda, bo książka zdecydowanie zasługuje na uwagę i nie powinna stać się obiektem czytelniczego ostracyzmu. I chociaż nie jest to książka, która ryje się w pamięci ciężkim przesłaniem, pozwala jednak spojrzeć na własne życie z zupełnie innej perspektywy. Więc dziś zamiast wtórnej recenzji, kilka luźnych i świeżych, mam nadzieję, przemyśleń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W powieści mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, więc otrzymujemy niepowtarzalną okazję spojrzenia na świat oczami autystycznego człowieka. Ile ma to wspólnego z rzeczywistością? Nie mam pojęcia (jak zwykła mawiać Karen). Wrażenie jest jednak dość niezwykłe. Poruszył mnie zwłaszcza ograniczony zakres emocji, który autyk ma do dyspozycji. Odpowiedzią Karen na świat mogła być jedynie obojętność lub agresja. W zanadrzu chowała zaledwie trzy miny, które musiały jej wystarczyć za całą dynamikę twarzy. Potrafiła nawiązać kontakt z ludźmi, jednak do przyjaźni nie była zdolna. Jedynie ciotkę darzyła specjalnym zaufaniem. Gdy ktoś się jej nie spodobał, ignorowała go, przechodząc na funkcję „standby”. Tak jak w tytule: &lt;i&gt;była blisko ludzi, ale daleko od nich&lt;/i&gt; [s.31].&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 210px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_hY5S31qyeTk/TI4lyKSr1sI/AAAAAAAAACo/zgXGf6YMLTo/s320/Sabina+Berman+1.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Do ciekawszych momentów książki należy również polemika Karen z bodajże najsłynniejszym cytatem z Kartezjusza: &lt;i&gt;Myślę, więc jestem&lt;/i&gt;. Karen twierdzi, że właśnie taki tok myślenia sprawił, że ludzie poczuli się nadrzędni wobec innych istnień na ziemi. To myślenie ma ludzi wyróżniać i dawać im prawo do zabijania. Według Karen człowiek najpierw jest, a dopiero potem myśli. A myślenie nie jest potrzebne do odbierania rzeczywistości; może wręcz przeszkadzać:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Żeby być szczęśliwym, wystarczy postrzegać zmysłami i bez Kartezjusza. Zmysłami i bez słów. Wystarczy całym ciałem przebywać w rzeczywistości. &lt;br /&gt;A żeby być jeszcze szczęśliwszym, trzeba otworzyć się na rzeczywistość, jak gdyby była ona tym, co człowiek myśli. &lt;/i&gt;[s.102]&lt;/blockquote&gt;Trudno się z tym nie zgodzić. Wychodzi na to, że nie tylko &lt;i&gt;słowa wszystko szmacą&lt;/i&gt; (za Bernhardem), ale również myślenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec kilka słów o wydaniu: jak może już wiecie, oryginalny tytuł jest nieco inny (hiszpańskiego nie znam, ale w zbliżonej wersji amerykańskiej jest to &lt;i&gt;The Woman Who Dived into the Heart of the World&lt;/i&gt;). Zresztą Karen sugeruje podobny tytuł dla swojej książki &lt;i&gt;Ja zanurzona w centrum świata&lt;/i&gt;. Więc po co delfiny? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna sprawa to wysyłanie jednej książki do dwudziestu (oby) blogowych recenzentów. Czy tylko mi się wydaje czy to raczej zniechęca wszystkich pozostałych do kupna tej książki? Wiem, jakimi prawami rządzi się marketing, ale zawsze będę buntowała się w obliczu zasady „ilość ponad jakość”. Liczą się linki, liczba kliknięć i pozytywnych opinii… Ale o ile przyjemniej byłoby, gdyby wydawnictwa wysyłały książki do kilku swoich ulubionych „recenzentów” (tak, wiem, niektóre tak robią), choćby nawet miało mnie nie być w tym zacnym gronie… Snobizm, snobizm i jeszcze raz snobizm przeze mnie przemawia:) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niepostrzeżenie zachmurzyło się nad moim blogiem. A szkoda, bo książka naprawdę jest godna uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu&lt;a href="http://www.znak.com.pl/"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="https://lh5.googleusercontent.com/-w5FeCegzYos/TYI64jkgETI/AAAAAAAAAaQ/knXp08K-arY/Wydawnictwo-znak+logo.jpg" width="150" height="55" alt="Znak"/&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5249451411770467040?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5249451411770467040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/blisko-ludzi-ale-daleko-od-nich.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5249451411770467040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5249451411770467040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/07/blisko-ludzi-ale-daleko-od-nich.html' title='&quot;Blisko ludzi, ale daleko od nich&quot;'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/--RdI-kXpgms/TgrulMOyrvI/AAAAAAAAAWk/7e8gQxA28dY/s72-c/dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_sabina-berman-99902030939_978-83-240-1766-9_300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7369694530186109353</id><published>2011-06-27T13:53:00.001+02:00</published><updated>2011-06-28T13:24:46.458+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Piękno vs. brzydota</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lZX1vnn5Ge4/TP9DLdvdq5I/AAAAAAAACvs/e1X_wlPI4LM/s1600/Black+Swan+Poster.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czarny łabędź&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;(oryg. &lt;i&gt;Black Swan&lt;/i&gt;), 2010&lt;br /&gt;reż. Darren Aronofsky&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zgubne jest dążenie do perfekcji wie każdy, kto potknął się kiedykolwiek o czubek własnego nosa. Niestety perfekcja, choć nieosiągalna, wciąż mami nas obietnicą wyjątkowości i spełnienia. Łudzimy się, że gdy TAM dotrzemy, osiągniemy w końcu spokój ducha. Nic bardziej mylnego. Droga do doskonałości to droga w jedną stronę, na końcu której czeka szaleństwo, w najlepszym wypadku rozczarowanie. Ambicja zabija przyjemność tworzenia, odbiera radość osiągania. Dążenie do perfekcji sprawia, że skupiamy się wyłącznie na sobie, zamykamy się w ciasnym „ja”, nie mamy punktu odniesienia. Dusimy się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do takiego właśnie dusznego środowiska nowojorskiego baletu wciąga nas Aronofsky, gdzie jak na dłoni widać, jak daleko mogą być od siebie członkowie jednego zespołu. Każdy jest tam dla siebie, każdy kreuje swoją drogę do perfekcji. Im ktoś jest lepszy, tym większą wzbudza zawiść. Duszno tam i nieprzyjemnie… Częścią tego zespołu jest Nina Sayers (Natalie Portman), samotna, zamknięta w sobie, niedorozwinięta emocjonalnie, a do tego destrukcyjnie ambitna tancerka, pozostająca pod silnym wpływem swojej matki. Nie bez znaczenia jest fakt, że matka Niny również była baleriną, która teraz swoje niespełnione ambicje próbuje zrealizować kosztem córki. Klasyczny przypadek. Film rozpoczyna się dla nas w dość dramatycznym momencie, tuż przed ogłoszeniem obsady do &lt;i&gt;Jeziora łabędziego&lt;/i&gt; w nowatorskiej interpretacji, gdzie jedna tancerka ma się wcielić w rolę tej dobrej i tej złej siostry. Myślę, że nie zdradzę wielkiej tajemnicy, gdy powiem, że casting wygrywa Nina. Czy sprosta zadaniu? To już pozostawiam do odkrycia.&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 260px; height: 180px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lZX1vnn5Ge4/TPYrX4YPYVI/AAAAAAAACuU/a_GarFGY0B0/s1600/Black+Swan+6.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Co wyróżnia ten film od miliona innych dramatów psychologicznych? SZCZEGÓŁY. Jeśli ktoś zna inne dzieła Aronofsky’ego, wie, o czym mówię. Reżyser takich filmów jak &lt;i&gt;Requiem dla snu&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Źródło&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Zapaśnik &lt;/i&gt;tworzy współczesne moralitety, ale nie przynudza, dopuszcza możliwość swobodnej interpretacji, pozwala wybrać coś dla siebie. Nie wiem czy ktoś z Was widział &lt;i&gt;Zapaśnika&lt;/i&gt;, który mnie dosłownie powalił... Miałam wrażenie, że &lt;i&gt;Czarny łabędź&lt;/i&gt; to jakby inne rozwinięcie tej samej historii przy użyciu innych słów, innych barw, innej stylistyki… A jednak idea dążenia do bycia kimś, kim być nie możemy, przyświeca obu filmom. I to pragnienie odkrycia lepszego „ja”, które nie pozwala na poznanie prawdziwego „ja”. Czy Nina może ujawnić swoje prawdziwe emocje na scenie skoro w realnym życiu ich nigdy nie doznała? Czy może być prawdziwa na scenie, jeśli tak naprawdę nie zna innego życia poza sceną? Zachęcam do poszukania odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na duże brawa zasługują Natalie Portman (aż miałam gęsią skórkę) i oczywiście Vincent Cassel, ale to chyba nie jest zaskoczeniem. To tyle z luźnych przemyśleń. Jeśli balet kojarzy się Wam wyłącznie z lekkością i wysublimowanym pięknem, obejrzyjcie ten film koniecznie. Gwarantuję, że posypią się pióra. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7369694530186109353?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7369694530186109353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/piekno-vs-brzydota.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7369694530186109353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7369694530186109353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/piekno-vs-brzydota.html' title='Piękno vs. brzydota'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lZX1vnn5Ge4/TP9DLdvdq5I/AAAAAAAACvs/e1X_wlPI4LM/s72-c/Black+Swan+Poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2991337216362136262</id><published>2011-06-19T10:35:00.002+02:00</published><updated>2011-08-22T19:18:17.904+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Prowincjo spokojna, prowincjo wesoła</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://merlin.pl/Detektyw-i-panny_Magdalena-Lewanska,images_big,19,978-83-62247-08-0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Magdalena Lewańska, Detektyw i panny&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Lewańska M., „Detektyw i panny”, Wydawnictwo JanKa, Pruszków  2011&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;s: 270&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie samą ambitną lekturą żyje czytelnik. Czasami warto sięgnąć po książkę, która pozwoli nam się odprężyć, zrelaksować i zapomnieć o nużącej codzienności. Dobrze by było, gdyby przy okazji nie było to tylko bezwartościowe czytadło, które nie wniesie do naszego życia nic poza niestrawnością. Niełatwo o taką książkę, dlatego powieść Magdaleny Lewańskiej polecam z czystym sumieniem jako całkiem przyjemny krok w bok na drodze w poszukiwaniu książki doskonałej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Detektyw i panny&lt;/i&gt; to kryminał, a właściwie pastisz kryminału. I chociaż nie jestem wybitnym znawcą tego gatunku literackiego, trudno nie zauważyć, że autorka traktuje swoich bohaterów i nawiedzające ich zbrodnie raczej z przymrużeniem oka. Uczuciem, które towarzyszy czytelnikowi w czasie lektury nie jest strach, ale raczej szczere rozbawienie. Dyskretny humor nie pozbawia nas jednak przyjemności podążania śladami mordercy i rozwikłania zagadki na własną rękę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść składa się z dwóch opowiadań, &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 180px;" src="http://www.jankawydawnictwo.pl/ph/lewanska.jpg" border="0" alt="" /&gt; które łączy małe miasteczko w Niemczech i postać komisarza Dirka Tielke „zesłanego” na prowincję w celu objęcia pieczy nad tamtejszym posterunkiem policji. Wychowany na detektywistycznym serialu o poruczniku Colombo Tielke marzy po cichu o wielkiej sprawie, której rozwiązanie wyniesie go na wyżyny sławy. Niestety… małe miasteczko i jego praworządni mieszkańcy srodze go rozczarują. Komisarz Tielke nie ma okazji, żeby wykazać się swoim detektywistycznym drygiem. Do czasu. Jednak gdy w końcu na horyzoncie pojawia się nadzieja na zbrodnię, Tielke gubi dowody, podąża niewłaściwym tropem, nie potrafi powiązać faktów. W rozwiązaniu sprawy pomagają mu miejscowe kobiety otaczające przystojnego kawalera ciasnym wianuszkiem. Przezabawny jest ten nasz detektyw: nieporadny, kochliwy, chętnie zdradzający szczegóły śledztwa wszystkim dookoła. A do tego boi się myszy. Mieszkańcy miasteczka otaczają go rozczulającą troską: pomagają w dochodzeniu, podsuwają hipotezy, kibicują romansowi z piękną Alke. Naprawdę, trudno traktować go poważnie... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokusiłabym się o stwierdzenie, że nie zbrodnia jest osią tej powieści. Jest nią małe miasteczko i jego barwni mieszkańcy, którzy wiodą swoje życie po cichu, w idealnej symbiozie, za regularnie falującą firanką. Zbrodnia wydaje się być tylko urozmaiceniem monotonii ich życia. Nawet szaleniec umieszczający organy swoich ofiar w lodówce nie jest w stanie godnie przerazić…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc jeśli lubicie niestraszne kryminały okraszone sporą dawką humoru, &lt;i&gt;Detektyw i panny &lt;/i&gt;przysporzą Wam dużo frajdy. To w miarę przyjemna rozrywka, która nie pozostawia niesmaku, jak również żadnej głębszej refleksji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu&lt;a href="http://www.jankawydawnictwo.pl/index.html"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://independent.pl/upload/0001/7189/logo.jpg?1286279271" width="55" height="55" alt="JanKa"/&gt;&lt;/a&gt; i wortalowi literackiemu&lt;a href="http://www.granice.pl/"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://ksiegarnia.granice.pl/stuff/logo/small/granice.gif" width="150" height="55" alt="Granice.pl"/&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2991337216362136262?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2991337216362136262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/prowincjo-spokojna-prowincjo-wesoa.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2991337216362136262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2991337216362136262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/prowincjo-spokojna-prowincjo-wesoa.html' title='Prowincjo spokojna, prowincjo wesoła'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2116337460102242466</id><published>2011-06-15T08:27:00.006+02:00</published><updated>2011-10-26T18:13:33.780+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura austriacka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><title type='text'>Studium obłędu</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://merlin.pl/Kalkwerk_Thomas-Bernhard,images_big,13,978-83-62409-02-0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Thomas Bernhard, Kalkwerk&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Bernhard T., „Kalkwerk”, Officyna Wydawnictwo, Łódź 2010&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Ernest Dyczek, Marek Feliks Nowak&lt;br /&gt;s: 238&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Słowa stworzono po to, aby poniżyć myślenie […], słowa są po to, by skasować myślenie […] W każdym przypadku słowa wszystko szmacą &lt;/i&gt;[s. 119]  &lt;/blockquote&gt;Jeszcze zanim zaczęłam czytać na dobre, ogarnął mnie strach. Czy to aby na pewno książka dla mnie? Przeraziła mnie niewinnie dołączona do książki zakładka, na której czerniły się złowieszcze słowa: …&lt;i&gt;u Lannera mówi się, że Konrad uśmiercił swoją żonę dwoma strzałami, u Stieglera jednym jedynym strzałem u Gmachla trzema, a u Laski, że wieloma strzałami. Jasne, że do tej pory poza biegłymi sądowymi, jak można przypuszczać, nikt nie wie, iloma strzałami zabił Konrad swoją żonę…&lt;/i&gt; Nie byłam pewna czy mam ochotę przedzierać się przez szczegóły zbrodni dokonanej przez obłąkanego mężczyznę na swojej kalekiej żonie. Zbrodnia to jednak TYLKO początek i koniec powieści; przyczyna i skutek. Nie mamy do czynienia z kryminałem; od początku wiadomo, kto zabił i nawet, jeśli przez chwilę zdaje nam się, że ostatecznie poznamy motywy zbrodni, w miarę czytania pozbawiamy się złudzeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowy Kalkwerk to ponura posiadłość, do której wprowadzają się Konrad, aspirujący naukowiec i jego przykuta do wózka inwalidzkiego żona. W Kalkwerk Konrad szuka ciszy, spokoju i izolacji od świata zewnętrznego, by w pełni oddać się tworzeniu dzieła swojego życia – naukowego studium &lt;i&gt;O słuchu&lt;/i&gt;. Do jego spisania przygotowywał się od niemal dwudziestu lat i dopiero Kalkwerk miało stać się jego ostoją spokoju godną spisania wiekopomnego dzieła. Niestety Konrad przeliczył się. Z zażenowaniem obserwujemy jego bezowocne próby, eksperymenty prowadzone na żonie, które spokojnie moglibyśmy nazwać nękaniem i jesteśmy świadkami narodzin szaleństwa. Konrad nie ma szansy na spisanie swojego studium, gdyż paradoksalnie myśl o tym opętała go tego stopnia, że zablokowała w nim możność dokonania czegokolwiek. Wypełniła go szczelnie, pozwalając jedynie na&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.kulturalna.warszawa.pl/pi/16931_394134bc0.jpg" border="0" alt="" /&gt; wykonywanie machinalnych czynności, pozbawiając tym samym ducha kreatywności. Wciąż dręczyła go jedynie pusta, biała kartka. Muszę przyznać, że nieobce jest mi to uczucie, gdy doskonale wiem, co chcę napisać, ale blokuje mnie niemożność przelania właściwych słów na papier. A gdy już się pojawią, często mam wrażenie, że to właśnie &lt;i&gt;słowa wszystko szmacą&lt;/i&gt;… Na szczęście moje skromne aspiracje nijak się mają do tych, które zawładnęły bohaterem Bernharda, ale i tak prześladuje mnie myśl, że od szaleństwa często dzieli nas tylko jeden, mały krok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zapomnijmy, że Bernhard to również język: prosty, męczący, miejscami kaleki, z licznymi powtórzeniami, sam w sobie zdolny do doprowadzenia czytelnika do obłędu. Ale ja się w nim odnalazłam. Dla mnie był doskonałym dopełnieniem fabuły, harmonią w szaleństwie. Zdradzał człowieka zagubionego, obłąkanego, winnego. Nie pozwalał na choćby cień współczucia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka choć trudna i wymagająca totalnego skupienia, jest warta uwagi. Polecam wszystkim, którzy szukają w literaturze eksperymentów. Nie zawiodą się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kalkwerk&lt;/i&gt; na deski teatru brawurowo przeniósł Krystian Lupa. Fragment do obejrzenia &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=bqHxs_LJQgo"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu&lt;a href="http://www.wydawnictwo-officyna.pl/"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://dziela.ph-f.org/gfx/logo_officyna.jpg" width="150" height="55" alt="Officyna"/&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2116337460102242466?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2116337460102242466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/studium-obedu.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2116337460102242466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2116337460102242466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/studium-obedu.html' title='Studium obłędu'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7200308881160374093</id><published>2011-06-11T07:32:00.005+02:00</published><updated>2011-08-18T19:06:02.296+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>O miłości niebanalnie</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://empikmedia.pl/c/historia-milosci-bprod34050015.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Nicole Krauss, Historia miłości &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Krauss N., „Historia miłości”, Świat Książki, Warszawa 2009&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Katarzyna Malita&lt;br /&gt;s: 320&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość to niebezpieczny temat. Już tyle na jej temat powiedziano, napisano i przeczytano, że trudno nie otrzeć się o banał. I o ile lubię historie miłosne trącące myszką, które wyzierają na nas nieśmiało z zakurzonych półek, o tyle zwykle unikam współczesnych romansideł. Po prostu wątpię, że można jeszcze powiedzieć coś odkrywczego w temacie miłości, co by nie było nazbyt wulgarne lub mdłe. A jednak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Nicole Krauss sprawiła, że moje oczy i uszy otworzyły się szeroko. Okazało się, że o miłości można mówić niebanalnie, bez zbędnej egzaltacji, jednocześnie ożywiając stado mrówek biegających po kręgosłupie w górę i w dół. Autorka daje nam do zrozumienia, że miłość to niekoniecznie nagroda dla wytrwałych, którą zdobywa się po pokonaniu licznych przeszkód. Każda miłość jest inna i każda inaczej smakuje. Jedna bywa szczęściem, inna chorobą. Nie każdą potrafimy zdiagnozować.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Historia miłości&lt;/i&gt; ma kilku bohaterów, ale najważniejszym z nich jest książka, która nosi tytuł… &lt;i&gt;Historia miłości&lt;/i&gt; i choć znana tylko wąskiemu gronu czytelników, ma moc zmieniania życia. Jej autorem jest Leo Gursky, Żyd pochodzenia polskiego, którego wojna rozdzieliła z ukochaną kobietą, zanim zdążyli tak naprawdę nacieszyć się sobą, poznać bliżej, może otrząsnąć… Ich miłość zastygła na etapie idealizmu. Ona wyjechała do Stanów, on jeszcze przez pewien czas ukrywał się w Polsce. To na jej cześć napisał książkę, w której uwiecznił jej imię. Odtąd każda kobieta nosiła imię Alma. Leo myślał, że książka zaginęła, ona jednak spokojnie wędrowała przez świat, zmieniając życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W &lt;i&gt;Historii miłości&lt;/i&gt; przysłuchujemy się&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 150px;" src="http://www.ronslate.com/files/rs4/KraiussWtDress.jpg" border="0" alt="" /&gt;  trzem różnym opowieściom, które przenikają się wzajemnie. Wydaje nam się, że układamy jeszcze raz w całość puzzle, które ktoś niechcący potracił nogą. W pewnym momencie przychodzi nam się zastanowić, kto jest autorem, a kto bohaterem; która opowieść jest nadrzędna względem drugiej. Ale tak naprawdę nie ma to najmniejszego znaczenia. Ważne są emocje, które jedna po drugiej nawlekamy na nitkę. I ich odcienie. Inna jest miłość osiemdziesięciolatka do idealizowanej przez lata kobiety, inna miłość ojca do syna, inna miłość nastolatków, którzy dopiero uczą się swojego smaku. Inna jest miłość do przyjaciela, którego tak naprawdę nie ma. Przeraża również samotność, którą Krauss maluje w swojej powieści nad wyraz naturalistycznie. Nie chcemy widzieć takiej samotności, brzydzi nas, odstręcza, wywołuje grymas na twarzy. Jest przeciwieństwem miłości i synonimem starości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że są jeszcze współczesne książki, które mogą poruszyć mnie do żywego, bo powoli zaczęłam tracić nadzieję. &lt;i&gt;Historia miłości&lt;/i&gt; zaskakuje, zmusza do myślenia i eksperymentowania. A czasami bawi, gdy nie powinna:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Nauczył się żyć z prawdą. Nie zaakceptować ją, ale z nią żyć. To tak, jakby żyć ze słoniem. Jego pokój był malutki i co rano musiał przeciskać się obok prawdy, by dojść do łazienki. Żeby wyjąć z komody bieliznę, musiał wczołgiwać się pod prawdę, modląc się, by właśnie w tej chwili nie postanowiła usiąść mu na twarzy. Nocą, kiedy zamykał oczy, czuł, że czai się nad nim.&lt;/i&gt; [s. 206; fragment, gdy jeden z bohaterów dowiaduje się, że jego rodzina została wymordowana przez hitlerowców].&lt;/blockquote&gt;Jako że książka była prezentem (bardzo udanym): dziękuję N.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7200308881160374093?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7200308881160374093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/o-miosci-niebanalnie.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7200308881160374093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7200308881160374093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/o-miosci-niebanalnie.html' title='O miłości niebanalnie'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2512376338501193757</id><published>2011-06-07T08:40:00.000+02:00</published><updated>2011-06-07T08:40:37.939+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Kto chce iść na koncert ROXETTE?</title><content type='html'>Tym razem trochę prywaty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z przyczyn nie do końca ode mnie zależnych nie mogę wybrać się na koncert, na który bilety zakupiłam ponad pół roku temu:( więc chętnie odsprzedam 2 bilety fanom bądź wszystkim innym spragnionym sentymentalnej podróży w przeszłość...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://userserve-ak.last.fm/serve/_/4958101/Roxette+3a7f1ab0f0bb2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 220px;" src="http://userserve-ak.last.fm/serve/_/4958101/Roxette+3a7f1ab0f0bb2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458545615061189714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Koncert odbędzie się &lt;b&gt;19 czerwca&lt;/b&gt; na warszawskim Torwarze, miejsca jak najbardziej siedzące. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chętnych zapraszam na stronę &lt;a href="http://allegro.pl/roxette-19-czerwca-warszawa-i1652954238.html"&gt;aukcji&lt;/a&gt; biletów, a na wszelkie dodatkowe pytania czekam pod adresem: kraina_chwilowego_zapomnienia@wp.pl&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;ZAPRASZAM!&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2512376338501193757?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2512376338501193757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/kto-chce-isc-na-koncert-roxette.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2512376338501193757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2512376338501193757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/kto-chce-isc-na-koncert-roxette.html' title='Kto chce iść na koncert ROXETTE?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-444437612597658455</id><published>2011-06-03T12:57:00.001+02:00</published><updated>2011-06-05T12:55:08.134+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><title type='text'>O chłopcu, który czaruje swoją opowieścią</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://i.biblio.com/o/894/211/9780553211894.RH.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Charles Dickens, Dawid Copperfield&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Dickens Ch., „David Copperfield”, Bantam Classics, New York 1981&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 832&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tak wyobrażałam sobie początek mojej przyjaźni z Davidem Copperfieldem. Fatalne wydanie powieści, na które skarżyłam się kilka postów wcześniej, napsuło mi sporo krwi, ale nie zniechęciło bynajmniej do kontynuowania przyjaźni zawartej w tak niefortunnych okolicznościach. Wystarczyło tylko znaleźć odpowiednie (kompletne) wydanie powieści, by szybko przełknąć gorycz poprzedniego rozczarowania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles Dickens daje nam do rąk opowieść, od której nie można się oderwać. Słyszałam, że lekturze tej historii, jak i wielu innych, które wyszły spod pióra Dickensa, sprzyjają raczej zimowe pejzaże, ale dla mnie pogoda za oknem nie miała większego znaczenia. Gdy ktoś, tak jak ja, uwielbia odwiedzać myślami beztroskie czasy dzieciństwa i młodości, da się ponieść tej opowieści o dowolnej porze roku. U mnie szybko przewracane strony naprawdę trzepotały niczym skrzydła…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;David Copperfield to chłopiec, który pierwsze lata swojego dzieciństwa spędził w otoczeniu kobiet. To doświadczenie zasiało w nim niezwykłą wrażliwość graniczącą prawie z naiwnością, przez którą niejednokrotnie wpadał potem w poważne tarapaty, ale która również sprawiała, że kobiety otaczały go niemal matczyną czułością. Dzięki tej swojej niezwykłej wrażliwości nawiązywał wiele dziwnych przyjaźni, które pozostawały nie bez wpływu na jego dalsze życie. Nie podejmuję się nawet próby streszczenia perypetii Davida – zajęłoby to zbyt wiele czasu, podobnie jak opisanie każdego z bohaterów, gdyż Dickens ukazuje nam pełny przekrój dziewiętnastowiecznego społeczeństwa angielskiego we wszystkich jego barwach i odcieniach. A David jest tylko jego wiernym kronikarzem. Trudno nawet powiedzieć, że to właśnie on zdobył moją największą sympatię. Wielokrotnie denerwowała mnie jego bezsilność i naiwność, gdy zdarzało mi się zapomnieć, że to przecież tylko dziecko. Wzruszył mnie jednak bardzo, gdy wybrał się na pieszą wędrówkę z Londynu do Dover, by odnaleźć swoją jedyną krewniaczkę, &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 230px;" src="http://images.movieplayer.it/2009/07/29/un-immagine-promozionale-in-bianco-e-nero-del-film-david-copperfield-con-daniel-radcliffe-e-bob-hoskins-125703.jpg" border="0" alt="" /&gt;której nigdy wcześniej nie poznał. I to chyba właśnie daleka ciotka Davida, Betsy Trotwood, rozczuliła mnie najbardziej. Stara panna, pozostająca w dziwnym, nieformalnym związku z panem Dickiem, pozornie sroga, energiczna, odwiecznie wojująca z osłami przechadzającymi się po jej doskonałym trawniku, niezdolna wybaczyć Davidowi (na początku), że nie jest dziewczynką szybko wzbudziła moją sympatię. Zresztą myślę, że z całego tego dobrodziejstwa postaci każdy wybrałby inną - tę jedyną, wyjątkową i ulubioną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;David Copperfield &lt;/i&gt;to kolejna pozycja, której nie wypada nie znać. Chociaż tak naprawdę, ile jest takich książek, które TRZEBA przed śmiercią przeczytać? Raczej życia nam nie starczy… Jeśli jednak Wasza dłoń prześliźnie się przypadkiem w bibliotece po grzebiecie tej powieści Dickensa, pamiętajcie, że jeśli się skusicie, czeka Was spora dawka niewinnej i beztroskiej przyjemności. Bez drugiego dna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-444437612597658455?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/444437612597658455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/o-chopcu-ktory-czaruje-swoja-opowiescia.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/444437612597658455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/444437612597658455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/06/o-chopcu-ktory-czaruje-swoja-opowiescia.html' title='O chłopcu, który czaruje swoją opowieścią'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2314212201315523157</id><published>2011-05-30T11:26:00.001+02:00</published><updated>2011-05-30T18:13:07.936+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Szkoła udawania</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://i43.tower.com/images/mm107729840/age-innocence-edith-wharton-hardcover-cover-art.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Edith Wharton, Wiek niewinności&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Wharton E., „The Age of Innocence”, Everyman’s Library, London 1993&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 308&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie lubię, gdy zdarzy mi się obejrzeć ekranizację powieści, jeszcze zanim zdążę zgłębić sam pierwowzór. Wyjątkiem jest, gdy oba te doznania rozdziela przepaść czasu i film rysuje się w mojej pamięci jedynie jako wyblakłe wspomnienie. Wówczas może być to skuteczna zachęta do ożywienia wspomnień z przeszłości. W innym wypadku książka nie dostarcza mi tylu uciech, ilu powinna. Znam fabułę, pamiętam intrygi, zakończenie nie wbija mnie w fotel, a wszyscy bohaterowie mają twarze hollywoodzkich aktorów. Moja wyobraźnia leniuchuje. Tak było tym razem. Dodatkowo za niezbyt udane uważam przedsłowie do książki, które obok interesujących faktów z życia Edith Wharton zawiera niestety również wszystkie szczegóły fabuły, o których udało mi się zapomnieć od czasu obejrzenia filmu. Na szczęście wartość &lt;i&gt;Wieku niewinności &lt;/i&gt;nie koncentruje się wyłącznie wokół fabuły…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Edith Wharton przenosi nas do Nowego Jorku lat siedemdziesiątych XIX w., kiedy to przyszła metropolia dopiero raczkuje na arenie kulturowej świata. Niedoścignionym wzorcem wciąż jawi się Stary Kontynent, z którego Amerykanie czerpią inspiracje, zachowując przy tym swój konserwatyzm, a pod jego przykrywką pielęgnują hipokryzję. W tym "raczkowaniu" możemy doszukiwać się również wyjaśnienia ironicznego tytułu powieści. Jak powiedział jeden z amerykańskich krytyków, to opowieść „o świecie, który jeszcze nie wie, na ile nowoczesny chce być"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Edith Wharton jako mieszkanka Nowego Jorku i bywalczyni salonów znała ówczesne realia i zwyczaje elit. Bogactwo szczegółów, którego nie poskąpiła przy opisywaniu Nowego Jorku i jego salonów jest niepodważalną zaletą powieści. W filmie jest to tylko tło wydarzeń, tu możemy stworzyć wyobraźnią własną scenografię, a fabułę zepchnąć na bok. Wharton drobiazgowo opisuje nam wielkie i codzienne wydarzenia, jak wyjście do opery, pierwszy w sezonie bal, ślub czy sportowe zajęcia na świeżym powietrzu… oraz sieć konwenansów, w którą łatwo wpaść beztroskiemu ignorantowi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takim ignorantem, &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 230px;" src="http://www.gonemovies.com/www/raketnet/drama/age3_sm.jpg" border="0" alt="" /&gt;przynajmniej do czasu, okazała się Ellen Oleńska, która większość swojego dorosłego życia spędziła w Europie. Tam wyszła za mąż za polskiego hrabiego, z którym niestety nie zaznała małżeńskiej sielanki. Uciekła od niego i licząc na wsparcie swojej rodziny z Ameryki, postanowiła się z nim rozwieść. Niestety nie otrzymała wsparcia, na które liczyła, gdyż rozwód był wówczas uważany za największy skandal, jaki może dotknąć rodzinę. Bardziej stosownym było ciche i pokorne cierpienie u boku męża niż wolność uzyskana kosztem zszarganej reputacji całej rodziny, tylko po to, jak sądzono, by rzucić się w ramiona drugiego mężczyzny. Bo jaki miałby być inny sens rozwodu? Hrabina Oleńska popełniała zresztą jedno &lt;i&gt;faux pas&lt;/i&gt; za drugim, ubierając się niestosownie do okazji, nie przestrzegając zasad etykiety, przyjmując gości o niewłaściwych porach. Była najbarwniejszą postacią z całej mdłej nowojorskiej elity, nie do końca uwięzioną w klatce konwenansów i kibicowałabym jej bardzo, gdybym nie znała wcześniej końca jej historii…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała powieść to historia niespełnionej miłości – miłości niemożliwej ze względu na ograniczenia, jakie ludzie sami sobie narzucili. Koniec książki zwiastuje już nadejście nowej epoki, gdzie pochodzenie z odpowiedniej rodziny przestało mieć większe znaczenie. Podstarzałym, niespełnionym kochankom pozostało tylko żałować, że nie urodzili się kilkadziesiąt lat później. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starałam się być na tyle enigmatyczna, by nie zdradzać zbyt wielu szczegółów fabuły, a jednak zachęcić do sięgnięcia po ten tytuł. Zawsze będę powtarzała, że warto budować swoją wrażliwość literacką w oparciu nie tylko o współczesne twory, ale również sięgając głębiej w przeszłość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2314212201315523157?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2314212201315523157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/szkoa-udawania.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2314212201315523157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2314212201315523157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/szkoa-udawania.html' title='Szkoła udawania'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-1887759174290141970</id><published>2011-05-26T07:53:00.000+02:00</published><updated>2011-05-26T07:53:43.044+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Mamom... By nigdy nie było za późno</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 250px;" src="http://brulionbeel.blox.pl/resource/baby_arms1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Matka&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Zbigniew Herbert&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Upadł jej z kolan kłębek włóczki. Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na oślep. Trzymała początek życia. Owijała na palec serdeczny jak pierścionek, chciała uchronić. Toczył się po ostrych pochyłościach, czasem piął się pod górę. Przychodził splątany i milczał. Nigdy już nie powróci na słodki tron jej kolan. &lt;br /&gt;Wyciągnięte ręce świecą w ciemności jak stare miasto&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś bez zbędnego komentarza. Słowa Herberta są same w sobie doskonałością, choć złowieszczo smutne. Trudno o piękniejszą metaforę życia i miłości matczynej. Chcę już wiedzieć, jak to jest i trochę przeraża mnie ogrom uczuć, który tylko czeka, by rozlać się gorącą lawą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uściski dla wszystkich dzielnych i niedoskonałych mam:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-1887759174290141970?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/1887759174290141970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/mamom-by-nigdy-nie-byo-za-pozno.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1887759174290141970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1887759174290141970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/mamom-by-nigdy-nie-byo-za-pozno.html' title='Mamom... By nigdy nie było za późno'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-719393462413976834</id><published>2011-05-22T21:56:00.002+02:00</published><updated>2011-05-23T08:52:41.033+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Trzepot skrzydeł</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://1.fwcdn.pl/po/22/42/122242/7181585.3.jpg?l=1198762268000" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Motyl i skafander &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;(oryg. &lt;i&gt;Le Scaphandre et le papillon&lt;/i&gt;), 2007&lt;br /&gt;reż. Julian Schnabel&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śpieszę podzielić się wrażeniami z filmu, który właśnie skończyłam oglądać, póki emocje jeszcze nie ostygły. Siedzę w swoim mieszkaniu, upajam się słodkim zapachem konwalii i cieszę subtelnym chłodem, który przyniósł wyczekiwany wieczór. Jest cicho i spokojnie. Myślę o nieodległej przyszłości, która obiecująco mruga do mnie okiem. Wierzę jej i jestem spokojna. Doceniam jednak chwilę, w której właśnie się znajduję. Tak na wszelki wypadek. Bo jak to naprawdę jest z tym życiem? Dlaczego czasami płata nam figle, które wcale nas nie śmieszą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Motyl i skafander &lt;/i&gt;to biograficzna historia redaktora naczelnego francuskiego „Elle”, Jean-Dominique'a Bauby’ego (zagrał go Mathieu Amalric), który na własnej skórze przekonał się, czym jest słynna ironia losu. Energiczny, pełen życia, odnoszący sukcesy zawodowe, ojciec trojki dzieci, zakochany z wzajemnością… To charakterystyka człowieka, któremu powiodło się w życiu, ale również takiego, który przeżywa życie zbyt szybko i intensywnie, w pośpiechu i bez głębszej refleksji. Gdy przychodzi cios (Bauby doznaje udaru), jest za późno, by zmienić i naprawić cokolwiek. Całkowicie sparaliżowany, uwięziony w swoim bezwładnym ciele, spogląda na świat na nowo. Jedynymi sprawnymi organami są mózg i jedno oko. Mózg pozwala mu na swobodne wędrówki po bezkresnych połaciach wspomnień i wyobraźni, oko umożliwia kontakt ze światem rzeczywistym. Na początku może odpowiadać tylko „tak” pojedynczym mrugnięciem i „nie” mrugnięciem dwukrotnym. &lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 235px; height: 160px;" src="http://gfx1.fdb.pl/22572.jpg" alt="" border="0" /&gt;Potem pielęgniarka opracowuje dla niego sposób porozumiewania się przy pomocy specjalnego alfabetu, w którym Bauby wskazuje mrugnięciem na pożądane litery. W ten sposób tworzy wyrazy, zdania, myśli… i książkę. Dyktuje asystentce historię swojego życia, wspominając dzieciństwo, ojca, pracę, małżeństwo i tragiczny moment, który na zawsze zmienił jego życie. Przypomina sobie, że życie ostrzegło go przynajmniej dwukrotnie, by zwolnił tempo i zastanowił się nad tym, jak żyje: za pierwszym razem, gdy na prośbę innego pasażera zrezygnował ze swojego miejsca w samolocie, który następnie został porwany przez terrorystów, a potem, gdy będąc w Lourdes (miejscu kultu maryjnego) i widząc tam pełne nadziei osoby na wózkach inwalidzkich, zastanawiał się, co by to było, gdyby dla hecy zdrowi pielgrzymi po wypiciu świętej wody zmienili się w paralityków… W tej oto ironii zawarł swoją przyszłość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film jest niezwykły, inspirujący&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 160px;" src="http://static.guim.co.uk/sys-images/Film/Pix/pictures/2008/05/29/butterfly460.jpg" alt="" border="0" /&gt; i trudno nazwać go przygnębiającym. Bauby odnajduje w sobie tyle siły, by nawiązać kontakt ze światem, że może wywołać tylko podziw, chociaż od współczucia również nie sposób się opędzić. Gdy widzimy jak „trzepocze” powieką historię swojego życia, w której nie brak ironii, cynizmu i humoru nie mamy wątpliwości, że w tym niesprawnym ciele jest człowiek, który chciałby żyć, kochać i czuć, ale męczy go to kalekie istnienie. Muszę przyznać, że dawno nie oglądałam filmu, który tak bardzo zmęczyłby mnie fizycznie. Widz niemal na równi z bohaterem przeżywa jego gehennę: mruga razem z nim, z wysiłkiem próbuje nadążyć za uciekającymi twarzami i postaciami, stara się wyłapać odpowiednią literę alfabetu. Ta jedność przeżyć to zasługa zdjęć Janusza Kamińskiego, który przez sporą część filmu przedstawia świat okiem sparaliżowanego. Gdy ujrzałam napisy końcowe, byłam szczerze zmęczona, ale i porażona siłą i ironią życia. Wącham więc teraz konwalie i słucham ciszy wieczoru… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-719393462413976834?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/719393462413976834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/trzepot-skrzyde.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/719393462413976834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/719393462413976834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/trzepot-skrzyde.html' title='Trzepot skrzydeł'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2947908521578349279</id><published>2011-05-18T10:00:00.005+02:00</published><updated>2011-08-10T13:54:43.871+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Książka godna spalenia na stosie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://aros.pl/okladka/145/dawid-copperfield.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 100px; height: 150px;" src="http://aros.pl/okladka/145/dawid-copperfield.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458545615061189714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I bynajmniej nie mam nic do zarzucenia szacownemu panu Dickensowi. Chodzi o wydanie jego powieści, które nieopatrznie przygarnęłam do swojej kolekcji. Zaznaczam, że byłam całkowicie nieświadoma zawartości, bo książkę skrzętnie oklejono folią. Po rozwinięciu folii w domu od razu podejrzanym wydało mi się, że nigdzie nie widnieje nazwisko tłumacza, który dopuścił się przekładu powieści, ale przymknęłam na to oko. Później już było tylko gorzej. Książka nie przeszła ŻADNEJ korekty! Roi się w niej od błędów wszelkiej maści: począwszy od interpunkcyjnych, a skończywszy na grubych ortografach. Jakby tego było mało, imiona i nazwiska w niektórych miejscach są niewybaczalnie poprzekręcane. Ale jestem dzielna, nawet po tym spostrzeżeniu się nie poddałam i czytałam dalej. Pomyślałam, że w moim wieku jestem już odporna na złą ortografię, chociaż serce pękało mi z bólu. Niestety, największy cios czekał mnie na samym końcu... Książka kończy się na czterdziestym rozdziale. Niby ładnie, pięknie, rozdział czterdziesty wydaje się solidnym rozdziałem, na którym można zakończyć powieść. Sęk jednak w tym, że oryginał posiada bodajże 64 rozdziały!!! Załamałam się totalnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ku przestrodze: piękne wydanie nieznanego bliżej wydawnictwa (&lt;b&gt;Wyd. "KWE" Sp. z o.o.&lt;/b&gt;) zakupione za 13,50 zł w jednym z hipermarketów... Nigdy więcej.&lt;br /&gt;Wówczas zakupiłam trzy książki tego wydawnictwa: &lt;i&gt;Martin Eden &lt;/i&gt;zdał test na piątkę, choć również nie doszukałam się nazwiska tłumacza (czy oni biorą te tłumaczenia z Internetu?) Przede mną jeszcze Stendhal - aż boję się otworzyć.&lt;br /&gt;Ale jest to dowód na to, że naprawdę&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;KSIĄŻKI NIE NALEŻY OCENIAĆ PO OKŁADCE.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Copperfielda jednak nie porzucam, muszę tylko zaopatrzyć się w porządne wydanie (tym razem prawdopodobnie w oryginale), żeby spokojnie dowieść jego przygody do końca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2947908521578349279?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2947908521578349279/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/ksiazka-godna-spalenia-na-stosie.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2947908521578349279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2947908521578349279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/ksiazka-godna-spalenia-na-stosie.html' title='Książka godna spalenia na stosie'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7269577009135185062</id><published>2011-05-16T11:50:00.001+02:00</published><updated>2011-05-17T09:12:40.205+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Przejażdżka życia</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://img.listal.com/image/594870/600full-thelma-and-louise-poster.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Thelma i Louise &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;(oryg. &lt;i&gt;Thelma &amp; Louise&lt;/i&gt;), 1991&lt;br /&gt;reż. Ridley Scott&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewiele jest pewnie osób, które jeszcze nie widziało tego filmu lub przynajmniej o nim nie słyszało. Ja wracam do niego co jakiś czas dla czystej przyjemności. Trudno ten film nazwać wybitnym dziełem kinematografii, ale spokojnie możemy zaliczyć go do kina kultowego, co jest znacznie mniej zobowiązujące. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film opowiada historię dwóch trzydziestokilkuletnich przyjaciółek, którym w życiu nie do końca się powiodło. Thelma (Geena Davis) usidliła się w małżeństwie z nieokrzesanym i pozbawionym szacunku dla żony nieudacznikiem, Louise (Susan Sarandon) skończyła jako kelnerka w niezobowiązującym związku z mężczyzną, który nie potrafi jasno określić swoich uczuć. W pewnym momencie obie stwierdzają, że znalazły się w martwym punkcie i postanawiają zrobić sobie wakacje od tego przygnębiającego życia. Pod pozorem wyjazdu na ryby, nie mówiąc nic nikomu, wsiadają do samochodu, by rozpocząć przygodę swojego życia. Podczas podróży zatrzymują się w przydrożnym barze, gdzie Thelma upija się i flirtuje z nieznajomym. Przygoda nie kończy się dobrze: rozochocony mężczyzna próbuje zgwałcić Thelmę na parkingu. Na pomoc przychodzi jej Louise, która zabija napastnika. Dla mnie dość istotne jest, że zabójstwo nie do końca uzasadnione było obroną konieczną. Mężczyzna pozwolił Thelmie odejść, jednak na koniec ubliżył obu kobietom. Louise pociągnęła za spust, chociaż nie musiała. Później dowiadujemy się, że jest to poniekąd związane z jej traumatycznym przeżyciem z przeszłości. W tym miejscu rozpoczyna się ucieczka wyjętych spod prawa pań i pościg FBI.&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 230px; height: 180px;" src="http://permanentobscurity.com/images/thelmalouise.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Trudno zaliczyć ten film do klasycznego kina drogi. Przede wszystkim oszałamiające role kobiece sprawiają, że film wymyka się próbom klasyfikacji. Thelma, rozczulająca na początku swoją naiwnością i uległością wobec męża, ostatecznie okazuje się liderką, która nie cofnie się przed niczym. Wydaje się, że dopiero teraz złapała wiatr w żagle i poczuła, że żyje pełnią życia – wolna, niezależna i wyjęta spod prawa. Louise, która pierwotnie wydaje się grać pierwsze skrzypce, wycofuje się. I chociaż to ona podejmuje decyzję o ucieczce, nie jest w stanie unieść ciężaru tej decyzji. Okazuje się tą słabszą kobietką targaną wewnętrznymi rozterkami i nękaną przez widma przeszłości. To Thelma podaje jej rękę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film, chociaż jest dramatem, nosi w sobie znamiona komedii, co znakomicie go równoważy. Nie sposób mu również odmówić doskonałej obsady. Obok nominowanych do Oskara Davis i Sarandon na uwagę zasługują również aktorzy grający rolę partnerów życiowych naszych bohaterek, Christopher McDonald i Michael Madsen, jak również wcielający się w jedyny pozytywny męski charakter filmu, detektywa FBI, Harvey Keitel. Nie sposób również nie wspomnieć Brada Pitta w roli, która otworzyła mu wrota do fabryki snów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciekawostek dodam, że &lt;i&gt;Thelma &amp; Louise &lt;/i&gt;ośmieliły Tori Amos do napisania piosenki &lt;i&gt;Me and a Gun&lt;/i&gt;, która jest rejestrem bolesnych przeżyć piosenkarki związanych z gwałtem. Dopiero po seansie zdecydowała się podzielić tym ze światem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc jeśli ktoś ma ochotę wziąć udział w tej szalonej ucieczce do wolności, szczerze zachęcam. Mimo wszystko nie zapominałabym jednak, co jest dobre, a co złe. A łatwo stracić pamięć, oglądając ten film, gwarantuję…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7269577009135185062?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7269577009135185062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/przejazdzka-zycia.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7269577009135185062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7269577009135185062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/przejazdzka-zycia.html' title='Przejażdżka życia'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2149555600229923529</id><published>2011-05-10T09:05:00.002+02:00</published><updated>2011-12-01T19:40:14.164+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura hiszpańska'/><title type='text'>Tym razem Kalkuta</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://empikmedia.pl/c/palac-polnocy-bprod60365476.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Carlos Ruiz Zafón, Pałac Północy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zafon C.R., „Pałac Północy”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2011&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodán Casas&lt;br /&gt;s: 287&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś będzie wyjątkowo krótko. Jeśli ktoś chciałby się jednak przekonać, jak pieję z zachwytu do Zafona, odsyłam do wcześniejszych recenzji jego powieści. Nie chcę się powtarzać, bo choć i Zafonowi miejscami brakuje oryginalności, mi może nie udać się utrzymanie napięcia na wystarczająco wysokim poziomie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem przenosimy się na początek XX w. do Kalkuty i poznajemy losy grupy przyjaciół, wychowanków sierocińca, którym u progu dorosłości przychodzi zmierzyć się ze złem w najczystszej postaci. Nieświadomym sprawcą całego zamieszania jest Ben, który, niczym kulę u nogi, ciągnie za sobą swoją przeszłość wraz z jej konsekwencjami. W krótkim czasie przyjdzie mu poznać smutną historię swojej rodziny, jak i dowiedzieć się o ciążącej nad nim klątwie. Oczywiście Ben nie zamierza chować głowy w piasek i na szczęście ma za sobą murem stojących niezawodnych przyjaciół. Wspólnymi siłami postanawiają przeciwstawić się fatum. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak wtórnie i banalnie nie brzmiałaby ta historia, nie potrafię się jej oprzeć. Po raz kolejny dałam się porwać Zafonowi. Dlaczego? Bo w jego powieściach pobrzmiewa starodawna melodia, unosi się nad nimi wspomnienie dawnych czasów, drzemie niepokój… Gdy czytam jego książki (zwłaszcza serię dla młodzieży) mam wypieki na twarzy podobne do tych, które w zamierzchłych czasach towarzyszyły mi przy rozszyfrowywaniu kolejnych zagadek z Panem Samochodzikiem:) Jest tu tajemnica. Jest pośpiech. Zwykle czytam książki, które się przeżuwa i długo smakuje. Zafona zjada się jednym kłapnięciem szczęki. I to też lubię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytaj: &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2009/12/swiat-do-nas-nie-nalezy.html"&gt;"Marina"&lt;/a&gt;,&lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/ksiaze-mgy-czyli-traumy-z-klaunem-w-tle.html"&gt; "Książę Mgły"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/moralnosc-pana-zafona.html"&gt;"Światła września"&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2149555600229923529?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2149555600229923529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/tym-razem-kalkuta.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2149555600229923529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2149555600229923529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/tym-razem-kalkuta.html' title='Tym razem Kalkuta'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8188196734483839557</id><published>2011-05-06T08:29:00.001+02:00</published><updated>2012-01-27T19:56:09.670+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura rosyjska'/><title type='text'>Nie wstydźmy się być idiotami</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.ruslania.com/pictures/big/9785699374786.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Fiodor Dostojewski, Idiota&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Достоевский Ф.М.., „Идиот”, Эксмо, Москва 2006&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 636&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy wstydzę się, że nie dałam Dostojewskiemu najwyższej noty? Odrobinę. A czy jestem dumna, że dotarłam szczęśliwie do ostatniej strony? Bardzo. Bo Dostojewski, choć wielkim pisarzem niewątpliwie był, do łatwych w odbiorze nigdy nie należał. Otuchy dodało mi przejrzenie kilku komentarzy na Biblionetce; okazało się, że co drugi zagorzały czytelnik poległ na początku lub najdalej w połowie lektury. Nie zwykłam upajać się cudzą porażką, ale mając na uwadze, że dopiero moje drugie podejście do &lt;i&gt;Idioty &lt;/i&gt;zakończyło się sukcesem, duma zaprawiona poczuciem wyjątkowości zakiełkowała we mnie niczym wiosenna rzeżucha... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idiota Dostojewskiego to człowiek nieprzystosowany do życia, nieznający cynizmu i hipokryzji, nieumiejący intrygować i flirtować; bezpośredni, szczery i prostolinijny. Jednym słowem: dziwak. Takim człowiekiem był właśnie książę Lew Nikołajewicz Myszkin (skojarzenie lwa z myszą, myślę, że nieprzypadkowe), który praktycznie całą swoją młodość spędził w Szwajcarii, próbując odbudować wątłe zdrowie. Poznajemy go w momencie, gdy wraca do Rosji, bez imponującego wykształcenia i grosza przy duszy, a więc z nikłymi szansami na zaistnienie w towarzystwie. Jego celem jest znalezienie jedynej, dalekiej krewnej, generałowej Jepanczyn. Ta znajomość pociąga za sobą kolejne zdarzenia, w których książę Myszkin gra pierwsze skrzypce. Wokół naszego księcia zaczynają tłoczyć się ludzie próbujący za wszelką cenę utaplać go w błocie, w którym sami siedzą po uszy. Starania nasilają się w chwili, gdy Myszkin niespodziewanie odziedzicza spory spadek. Dopiero wtedy wokół księcia robi się naprawdę tłoczno, a każdy tylko patrzy, jakby tu uszczknąć coś dla siebie. Przy tym wszyscy „dobrzy przyjaciele” traktują księcia jak chorego na umyśle, sugerując ciągle, że za granicą bezskutecznie leczył swoją&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 230px;" src="http://www.saratov-kultura.ru/Photo/Dostoeski_02.jpg" border="0" alt="" /&gt; głupotę, a nie epilepsję, czemu on sam nie raczył nawet zaprzeczyć. Rosyjskie społeczeństwo wydaje się być do cna przesiąknięte chciwością i hipokryzją. Pieniądze to bardzo ważny symbol w powieści – są jak siła napędowa zdarzeń, zawsze ostatecznie prowadzą do upokorzenia lub nieszczęścia. A książę Myszkin jest jak światło, do którego lgną wszystkie kreatury. Przez znawców literatury porównywany jest do Chrystusa, przez jedną z bohaterek powieści – do Don Kichota. Myślę, że jedno nie wklucza drugiego: Syn Boży mógł mieć wiele wspólnego z „błędnym rycerzem”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście niemożliwe jest streszczenie dzieła Dostojewskiego w kilku akapitach. Zbyt wiele problemów, zbyt wiele postaci pojawia się na kartach powieści. Istny miszmasz charakterów, który przygniata niekiedy swoją szczegółowością. Ale taki już jest ten nasz mistrz rosyjskiej klasyki.... Powieść Dostojewskiego jak zwykle nie jest wolna od jego filozofii życiowej. Najciekawsze fragmenty dotyczą poglądów pisarza (wypowiedzianych ustami Myszkina) na temat kary śmierci, którą uznał za stokroć gorszą od samego morderstwa, jak również kościoła rzymskokatolickiego, mającego być kontynuacją cesarstwa zachodniorzymskiego, kolebką ateizmu i innych chorób toczących ziemię. Polakom tradycyjnie również się oberwało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością nie będzie to moja ulubiona powieść Dostojewskiego, chociaż niemal z każdego wersu wyziera geniusz pisarza. Są inne, które ugodziły mnie w serce znacznie głębiej. A może jeszcze do niej nie dorosłam. Sprawdzę za kilka lat. Z góry przepraszam, że w ogóle oceniam tak wielkie dzieło, ale robię to tylko i wyłącznie na swój własny użytek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytaj: &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2009/12/sprawy-damsko-meskie.html"&gt;"Białe noce", "Łagodna"&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8188196734483839557?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8188196734483839557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/nie-wstydzmy-sie-byc-idiotami.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8188196734483839557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8188196734483839557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/nie-wstydzmy-sie-byc-idiotami.html' title='Nie wstydźmy się być idiotami'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-310913720548808798</id><published>2011-04-29T09:30:00.002+02:00</published><updated>2012-01-24T19:50:18.170+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Abstynencja po rosyjsku</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.biblion.ru/i/i/066/668628.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;b&gt;***&lt;br /&gt;Анна Ахматова&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Я с тобой не стану пить вино,&lt;br /&gt;Оттого, что ты мальчишка озорной.&lt;br /&gt;Знаю я - у вас заведено&lt;br /&gt;С кем попало целоваться под луной.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;А у нас - тишь да гладь,&lt;br /&gt;Божья благодать.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;А у нас - светлых глаз&lt;br /&gt;Нет приказу подымать.&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;1913&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;***&lt;br /&gt;Anna Achmatowa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Ja nie będę z tobą piła wina,&lt;br /&gt;Boś ty chłopak swawolny i zły.&lt;br /&gt;Wiem ja, że dla ciebie nie nowina&lt;br /&gt;Pod księżycem się całować z byle kim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U nas zaś zawsze czas&lt;br /&gt;Pełen bożych łask.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każda z nas rozkaz ma - &lt;br /&gt;Skrywać jasnych oczu blask.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tłum. Wanda Grodzieńska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowując skrupulatnie swoje książki do&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 170px; height: 190px;" src="http://www.stihi-rus.ru/1/Gorenko.jpg" border="0" alt="" /&gt; przeniesienia z podłogi na godniejsze miejsce, natknęłam się na zapomniany zbiór poezji, który kilka lat temu przywiozłam z Moskwy z zamiarem uliryczniania się. Plany spaliły na panewce, a zbiór spoczął w mojej prywatnej krainie zapomnienia. Teraz wydaje mi się, że dzięki takim chwilowym amnezjom mamy później sporo radochy przy odkrywaniu zaginionych perełek. &lt;i&gt;Szarooki król&lt;/i&gt; Anny Achmatowej sprawił, że dałam na chwilę ponieść się pięknu w najczystszej postaci, którego można doświadczyć jedynie obcując z poezją klasyczną. U Achmatowej nie znajdziemy symboli i zawiłych metafor. Przekaz jest jasny i klarowny, pozostają jedynie doznania estetyczne. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że Achmatowa jest dla mnie drugą Pawlikowską-Jasnorzewską; rosyjskiej poetce czasami jakby nie starcza sił na dynamiczną pointę, którą tak ubóstwiam o naszej rodzimej poetki. Czytając Achmatową, ma się jednak nieodparte wrażenie, że słucha się muzyki. Ale to również zasługa śpiewności języka rosyjskiego, bo choć na przykład tłumaczenie Wandy Grodzieńskiej jest bardzo dobre, to tylko skromna namiastka oryginału. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc do wszystkich, którzy znają ten piękny słowiański język: &lt;i&gt;наслаждайтесь&lt;/i&gt;! :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-310913720548808798?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/310913720548808798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/abstynencja-po-rosyjsku.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/310913720548808798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/310913720548808798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/abstynencja-po-rosyjsku.html' title='Abstynencja po rosyjsku'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3376915131567633771</id><published>2011-04-25T12:19:00.005+02:00</published><updated>2011-08-19T12:08:23.684+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2 - czas utracony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Może gdybym była kilkanaście lat młodsza...</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://merlin.pl/Z-ciemnoscia-jej-do-twarzy_Kelly-Keaton,images_product,15,978-83-240-1533-7.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kelly Keaton, Z ciemnością jej do twarzy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Keaton K., „Z ciemnością jej do twarzy”, Znak Emotikon, Kraków 2011&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Anna Gralak&lt;br /&gt;s: 259&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo Znak postanowiło zaryzykować i przesłać mi książkę, której temat całkowicie wykracza poza widnokrąg moich zainteresowań. Nigdy nie miałam do czynienia z literaturą „wampirzą”, a fascynacja zjawiskami paranormalnymi jest mi również obca. Nie przeczę, że lubię czasem wrócić do beztroskich ogrodów młodości i zapomnieć się wśród książek, które nie do końca są przyzwoite w moim wieku, ale moje wspomnienia zakotwiczone są raczej wśród baśni, bajek i powieści o młodych detektywach czy poszukiwaczach przygód. A jaki świat przywitał mnie w powieść Kelly Keaton? Zupełnie mi nieznany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wylądowałam gdzieś w przyszłości, w Stanach Zjednoczonych, niedaleko Nowego Orleanu, który nie jest już tym miejscem, które znamy z powieści, filmów czy piosenek. Miasto po serii apokaliptycznych huraganów stało się miejscem niebezpiecznym i skreślonym z listy miast amerykańskich. Teraz nazywa się Nowy 2 i znajduje się we władaniu tajemniczej grupy Novem. Miasto pełne jest odmieńców różnej maści: wampirów, wiedźminów, czarownic i hybryd. Dołącza do nich Ari – piękna dziewczyna o niepokojącym spojrzeniu i dziwnych włosach. Próbuje ona rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci swojej matki i odnaleźć ojca. Trafia do Nowego 2 i z pomocą nowo poznanych przyjaciół odkrywa źródło swojej odmienności. Okazuje się, że historia jej rodziny sięga… starożytnej Grecji. Ostatecznie przychodzi jej się zmierzyć z przeszłością.&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://girlsinthestacks.com/wp-content/uploads/2011/02/darkness-becomes-her-by-kelly-keaton-299x450.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Wiele mogłabym wybaczyć tej książce, ale na dwie rzeczy oczu przymknąć nie mogę. Po pierwsze, powierzchowne sportretowanie bohaterów nie pozwoliło mi polubić ani znienawidzić żadnego z nich. Moja obojętność względem bohaterów padła cieniem z kolei na całą powieść. Może jedynie mała Violet zbliżyła się do mojego wymagającego serca czytelnika, ale to wciąż za mało. Kelly Keaton wprowadziła do powieści tyle niesamowitych, obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami postaci, że zapomniała ubrać je w cechy osobowe. Najwięcej miejsca w powieści poświęciła oczywiście Ari, głównej bohaterce, ale według mnie przyodziała ją jedynie w wyświechtany kostium młodocianej buntowniczki, która ma problemy z wyrażaniem swoich uczuć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi grzech popełniony przez pisarkę to język powieści: nasączony żargonem i sporadycznymi wulgaryzmami. Nie przekonuje mnie fakt, że tak mówi dzisiejsza młodzież. Po książki sięgamy nie po to (chyba), żeby „słuchać” języka ulicy, od którego i tak więdną nam uszy na co dzień, ale po to, żeby doświadczać pewnych wrażeń artystycznych. Przynajmniej ja w literaturze zawsze będę szukała piękna i doznań estetycznych. I między innymi z powodu notorycznego przeklinania pod nosem – nie zawsze adekwatnego do sytuacji – nie polubiłam Ari. A w przypadku narracji pierwszoosobowej potrafi to być uciążliwe. &lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 190px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-h5B8HJCD12w/TWPU9K0e_6I/AAAAAAAABYk/1XKSULDf9z4/s320/Kelly%2BKeaton.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie martwcie się, są i zalety. Do nich zdecydowanie mogę zaliczyć sposób, w jaki został przedstawiony dawny Nowy Orlean. Wędrowanie po zrujnowanym mieście, które mimo wszystko próbuje podnieść się na nogi, sprawiło mi największą frajdę: mroczne, tajemnicze, oderwane od świata ludzi i przyjazne tylko swoim niezwykłym mieszkańcom. Spodobało mi się również nawiązanie do tradycji voodoo, które mogłoby stać się głównym wątkiem książki, jednak odniosłam wrażenie, że autorka chciała zbyt wiele srok chwycić za ogon, w rezultacie nie miała czasu na rozwinięcia żadnego wątku. Ale wszystko jeszcze przed nią, ma sporo czasu na doskonalenie swojego warsztatu literackiego (zajrzyjcie &lt;a href="http://kellykeaton.net/about/"&gt;tu&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka na pewno znajdzie wielu amatorów. Już samo przejrzenie blogów amerykańskich przekonało mnie, że powieść cieszy się sporym uznaniem wśród pasjonatów. Na moje niestety nie może liczyć. To nie moja bajka. &lt;br /&gt;Mimo wszystko dziękuję Wydawnictwu&lt;blockquote&gt;&lt;a href="http://www.znak.com.pl/"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://www.znak.com.pl/files/events/znak_emotikon.jpg" width="90" height="20" border="0" alt="Znak" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;za przesłanie mi darmowego egzemplarza. Dodam tylko, że książka została mi niemal wyrwana z rąk przez znajomą, więc zapewniam, że jest oczekiwana z niecierpliwością przez prawdziwych miłośników fantastyki, do których ja nie należę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, premiera 5 maja.&lt;br /&gt;Zainteresowanych książką zapraszam również &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Kraina-chwilowego-zapomnienia/136389079766413#!/pages/Z-ciemno%C5%9Bci%C4%85-nam-do-twarzy/179931602054097"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 2/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3376915131567633771?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3376915131567633771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/moze-gdybym-bya-kilkanascie-lat-modsza.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3376915131567633771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3376915131567633771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/moze-gdybym-bya-kilkanascie-lat-modsza.html' title='Może gdybym była kilkanaście lat młodsza...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-h5B8HJCD12w/TWPU9K0e_6I/AAAAAAAABYk/1XKSULDf9z4/s72-c/Kelly%2BKeaton.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5012887140116541877</id><published>2011-04-19T23:28:00.002+02:00</published><updated>2011-04-21T07:42:33.788+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Fizyka poszukiwania?</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://www.moviesummary.net/wp-content/uploads/2010/08/eat_pray_love_poster.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jedz, módl się, kochaj&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;(oryg. &lt;i&gt;Eat Pray Love&lt;/i&gt;), 2010&lt;br /&gt;reż. Ryan Murphy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skorzystałam dziś z chwili wolnego czasu i urządziłam sobie filmowe popołudnie. Wybrałam film, który raczej nie nadaje się na oglądanie z mężem – wątpliwości egzystencjalne i szukanie dziury w całym to zdecydowanie domena kobiet. Stwierdzam to z pełną odpowiedzialnością jako dumna przedstawicielka płci piękniejszej i silniejszej. I chociaż sama etap poszukiwań mam za (lub przed) sobą i akurat pielęgnuję radosny stan spełnienia, podczas oglądania tego filmu swoją empatię starałam się zaostrzyć niczym ołówek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterką filmu jest Liz Gilbert (Julia Roberts) – kobieta, która w wieku lat trzydziestu kilku stwierdza, że jest nieszczęśliwa i nie wie, dokąd zmierza jej życie. Postanawia rzucić wszystko, poczynając od męża i odnaleźć coś gdzieś. Tak naprawdę sama nie wie: CO, ale na szczęście wie: GDZIE. Inspiracją do powstania filmu była książka pod tym samym tytułem, która podobno stała się przewodnikiem duchowym dla milionów kobiet na całym świecie. Mogę to zrozumieć: idea sama w sobie jest bardzo piękna, ale film już niestety bardzo nieprzekonujący. Liz nie polubiłam od początku: gdy zostawia męża, nie próbując nawet walczyć o swój długoletni związek i wskakuje – terapeutycznie – do łóżka innego mężczyzny. To zmęczona życiem i znudzona mężem egocentryczka, a nie wolna, zdeterminowana i pewna siebie kobieta, jaką chciałabym zobaczyć. Nie widzę w niej pasji ani zaraźliwej chęci do życia, lecz wyłącznie zagubienie i nieumiejętność odpowiedzi na podstawowe pytanie: o co mi właściwie chodzi? Filmowa Liz nie wzbudza sympatii, jedynie rozdrażnienie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 220px; height: 160px;" src="http://travelista.com/wp-content/uploads/2010/08/eat-pray-love-locations5.jpg" alt="" border="0" /&gt;Muszę jednak przyznać, że film zachwyca wizualnie i muzycznie. Jej podróż do Włoch, Indii i na Bali to prawdziwa gratka dla zmysłów. Mogłam sama patrzeć i doznawać, smakować i wąchać, ale to wszystko nie w skórze Liz, ale obok, zupełnie niezależnie. Nie chciałam być nią, bo momentami wydawała mi się ślepa i niewrażliwa. Gdy jadła, wydawało mi się, że mogłabym bardziej docenić smak, gdy się modliła, byłam pewna, że oddałabym się modlitwie pełniej, a gdy kochała, to już zupełnie bez przekonania. Zawsze uważałam Julię Roberts za dobrą aktorkę, ale w tej roli się nie sprawdziła. A może to sama bohaterka była mało realna… Ja w nią nie uwierzyłam. Nie uwierzyłam też, że odpowiedzi na pytania, które dojrzewają w nas w pewnym wieku trzeba koniecznie szukać na końcu świata. Czasem wystarczy podróż w głąb siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie film oceniłam jako całkiem znośny, gdyż spędziłam całkiem znośne popołudnie. Zatęskniłam za ciepłem Italii i za ludźmi, którzy kochają życie zupełnie bezinteresownie. No i zapachniało mi bazylią…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5012887140116541877?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5012887140116541877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/fizyka-poszukiwania.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5012887140116541877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5012887140116541877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/fizyka-poszukiwania.html' title='Fizyka poszukiwania?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7731275412215472491</id><published>2011-04-11T14:03:00.000+02:00</published><updated>2011-04-11T14:03:09.432+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><title type='text'>Sekrety rodzinne</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.muzaklub.com/galerie/m/muzyka-fal-sara-macdonal_771.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sara MacDonald, Muzyka fal&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;MacDonald S., „Muzyka fal”, Muza SA, Warszawa 2005&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Maria Olejniczak-Skarsgard&lt;br /&gt;s: 493&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy przez całe życie szukamy odpowiedzi na pytanie: kim jesteśmy? Chcemy znać swoje miejsce na ziemi i wśród ludzi; czujemy się bezpiecznie, gdy znamy swoją przeszłość, która uwarunkowała nasze obecne JA. Nasze życie ma wówczas sens.&lt;br /&gt;Ale co w sytuacji, gdy całe nasze przekonanie i pewność nagle pada jak domek z kart? Gdy okazuje się, że nasze życie zostało zbudowane na zupełnie innych fundamentach niż dotąd zakładaliśmy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Muzyka fal&lt;/i&gt; to opowieść o rodzinie zmagającej się z widmem przeszłości. Marthę, seniorkę rodu, nawiedzają koszmary przeplatane zanikami pamięci, które wywołuje rozwijająca się w niej choroba Alzheimera. Jak się okazuje, Martha MA o czym zapomnieć. W czasie wojny jako polska Żydówka najpierw dostała się do warszawskiego getta, a potem do Oświęcimia. Dzięki miłości męża, Freda, który zabrał ją po wojnie do Anglii udało jej się poniekąd wrócić do normalnego życia. Osiedlili się w Kornwalii, zbudowali piękny dom z ogrodem w pobliżu morza, którego szum skutecznie koił ból, wychowali dzieci. Wiodą życie z dala od zgiełku świata i obcych ludzi. Niestety przeszłości nie tak łatwo zatrzasnąć drzwi przed nosem. Co gorsza, zatajona przeszłość Marthy pozostaje nie bez wpływu na życie innych członków rodziny, szczególnie jej córki Anny.&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 170px;" src="http://witchabroad.blox.pl/resource/tin1.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Sary MacDonald, mimo wyzierającego z niej widma wojny, jest ciepła i przepełniona miłością. Można niemal poczuć na swojej twarzy powiew ciepłego kornwalijskiego powietrza. Najbardziej urzekła mnie postać samej Marthy, która mimo gehenny w młodości i choroby na starość, zachowała w sobie urzekającą zdolność do miłości i cieszenia się każdym dniem. Również jej córka intryguje - Anna to prawniczka, której nużący perfekcjonizm objawia się w każdym najmniejszym nawet geście. Anna czuje, że żadna jej cząstka nie pasuje do cichej, ciepłej rodziny, która uwiła sobie gniazdko na wybrzeżu Kornwalii. Nie wie tylko dlaczego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest też córka Anny, Lucy, dopiero wkraczająca na drogę wiodącą ku dorosłości, zakochana w Tristanie, który zostaje wysłany na wojnę do Kosowa. Myślę, że obraz współczesnej wojny pojawia się w powieści nieprzypadkowo. To tak jakby historia zatoczyła koło. Potępiliśmy antysemityzm w czasie II wojny światowej, ale nienawiść etniczna odrodziła się na nowo i, obawiam się, będzie się wciąż odradzać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka porusza poważne problemy, jednak sielskość opowieści łagodzi nieco ich odbiór. Jedynym minusem była dla mnie minimalna sztampowość przedstawionych postaci, jakby trochę za szybko nakreślonych i dość prosty, niemal reporterski język. Nie ujmuje to jednak zbytnio wartości książki, a może być również uznane za zaletę. Naprawdę polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. To jedna z tych perełek wyłowionych za 9,90zł na wyprzedaży - i to w dodatku przez moją teściową:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7731275412215472491?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7731275412215472491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/sekrety-rodzinne.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7731275412215472491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7731275412215472491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/sekrety-rodzinne.html' title='Sekrety rodzinne'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-872068464892899627</id><published>2011-04-03T16:44:00.005+02:00</published><updated>2011-12-01T19:30:51.086+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Prawda nie ma racji bytu</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_TLYCdoBUalI/SwhSp9f_yII/AAAAAAAAF6E/g5vCXw1odTU/s1600/Dom+zly+0.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dom zły&lt;/b&gt;, 2009&lt;br /&gt;reż. Wojciech Smarzowski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie &lt;i&gt;Dom zły&lt;/i&gt; nie jest najlepszym wyborem na tak piękne, niedzielne popołudnie, jakim mamy okazję dziś się cieszyć, ale film jest niewątpliwie wart zobaczenia. Zdążyłam obejrzeć go już dwukrotnie w dość krótkim odstępie czasu i nie mogę odpędzić od siebie mrocznego wrażenia, które po sobie pozostawił. Mam zatem nadzieję, że po puszczeniu swoich trosk i obaw w świat, moja dusza stanie się przynajmniej o parę gramów lżejsza... Poza tym, będąc nieznacznie uprzedzona do kina polskiego zaczęłam żywić obawy, że omijają mnie całkiem dobre filmy. &lt;i&gt;Dom zły&lt;/i&gt; spokojnie mogę zaliczyć do tych udanych, choć ponurych, doświadczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja filmu rozgrywa się dwubiegunowo w latach 80-ych ubiegłego wieku. Między dwoma głównymi wydarzeniami jest kilka lat różnicy. Najpierw zostało popełnione przestępstwo, później milicja prowadzi dochodzenie w tej sprawie. Osią spajającą oba wydarzenia jest postać Edwarda Środonia (Arkadiusz Jakubik), która idealnie zdaje się pasować do ponurych, obskurnych i bardzo nieprzyjaznych lat osiemdziesiątych. Środoń udaje się w małą podróż, by objąć posadę zootechnika w jednej z pegeerowskich wsi. Okoliczności zmuszają go do przenocowania w gospodarstwie na odludziu. Początkowa nieufność gospodarzy przeradza się stopniowo w tradycyjną polską gościnność, gdzie wódka leje się wartkim strumieniem, uściskom i tańcom nie ma końca, aż nareszcie rozpoczyna się snucie wspólnych planów biznesowych. Dochodzi do tragedii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 160px;" src="http://niezlekino.pl/images/2009/11/dom-z%C5%82y3.jpg" alt="" border="0" /&gt;Drugi wątek to śledztwo prokuratury i milicji w sprawie tamtych wydarzeń sprzed kilku lat. Jesteśmy świadkami wizji lokalnej, podczas której prawda jest najmniej pożądana. Mroźna zima, wódka, przebłyski przeszłości i odkrywanie kolejnych, zatrważających faktów. Okazuje się, że nie ma na tym świecie sprawiedliwych, a jedyny, który ośmielił się dociekać prawdy, nie wychodzi na tym najlepiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film jest przerażający, ale pewnie też odrobinę przerysowany. Trudno mi ocenić realizm lat osiemdziesiątych, który narzuca nam ten film, jako że na te czasy przypadło moje dzieciństwo, a to zwykle bywa bardziej lub mniej różowe. Zdumiała mnie jednak świetna gra aktorska i cała historia, która do końca trzymała mnie w napięciu, by ostatecznie zagrzmieć nade mną przestrogą: zło czai się w każdym z nas i tylko od nas zależy czy potrafimy je zdławić w zarodku. Na szczęście w filmie nie brak również pozytywnego akcentu, którym jest zwieńczenie filmu: wydarzenie, które sugeruje, że mimo mroku, nadzieja zawsze przetrwa. A jeśli przetrwa nadzieja, my razem z nią.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/12/co-na-to-wyspianski.html"&gt;Przeczytaj: Smarzowski "Wesele"&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-872068464892899627?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/872068464892899627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/prawda-nie-ma-racji-bytu.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/872068464892899627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/872068464892899627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/04/prawda-nie-ma-racji-bytu.html' title='Prawda nie ma racji bytu'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_TLYCdoBUalI/SwhSp9f_yII/AAAAAAAAF6E/g5vCXw1odTU/s72-c/Dom+zly+0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-9147074675289692726</id><published>2011-03-02T12:57:00.001+01:00</published><updated>2011-10-26T18:32:39.591+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Horyzontalna zaduma</title><content type='html'>&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 300px;" src="http://urodaizdrowie.pl/wp-content/uploads/2011/02/czyta1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Leżenia&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Miron Białoszewski&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;1 &lt;br /&gt;naprzeciw nocnych szpar &lt;br /&gt;ciemno-ja &lt;br /&gt;mieszkanio-ja &lt;br /&gt;leżenio-ja &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 &lt;br /&gt;leżenie &lt;br /&gt;w wydłużanie się &lt;br /&gt;bez jednej poprzeczki złości która skraca &lt;br /&gt;idzie się tylko na długość idzie się idzie &lt;br /&gt;puszcza się w dobrze sobie bycie &lt;br /&gt;nie kończy się &lt;br /&gt;3 &lt;br /&gt;kiedy leżę nie nadaję się do wstania &lt;br /&gt;leżenie zapuszcza korzenie &lt;br /&gt;nie wierzę w poruszanie się &lt;br /&gt;zawsze do wyrwania zielony &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4 &lt;br /&gt;takie leżenie-myślenie jak ja lubię &lt;br /&gt;to jest niedobre z natury &lt;br /&gt;bo niech ja w naturze &lt;br /&gt;tak sobie leżę-myślę &lt;br /&gt;to zaraz napadnie mnie coś i zje &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5 &lt;br /&gt;leżąc w łóżku chcę być dobrym &lt;br /&gt;przez sen rośnie dużo dobroci &lt;br /&gt;leżenie dobroć wygrzewa &lt;br /&gt;ale wstanie ją zawiewa&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 260px;" src="http://www.mojogrod.pl/foto-3-2007/krokusy2-duzy.jpg" alt="" border="0" /&gt;Ostatnio było mnie więcej w poziomie niż w pionie, stąd moja horyzontalna refleksja lirycznie wsparta przez Białoszewskiego. Czy uważacie, że nicnierobienie jest równie ważne w życiu jak burzenie kolejnych przeszkód na drodze do naszej idylli? Powiem Wam w sekrecie, że odkąd zwolniłam tempo, o wiele więcej rzeczy udaje mi się doprowadzić do końca i to bez zszarganych nerwów. Leżąc pod puchatym kocykiem z rzewnością wspominam czasy, gdy zrywałam się skoro świt i wracałam do domu niemal ostatnim tramwajem. Chociaż może było to niezbędne do tego, bym dziś mogła leżeć pod kocykiem, kiedy tylko mam na to ochotę. Nie wiem. Wydawało mi się, że jestem stworzona do życia na wysokich obrotach, a tu proszę… Niemniej jestem również stworzona do leniuchowania, przeciągania się wdzięcznie na poduszce i do niespodziewanego zasypiania z nosem w książce. Chociaż może niedźwiedź niedługo opuści swoje legowisko, w końcu wiosna już nam puka do okna!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Białoszewskiego zawsze uwielbiałam ze względu na łatwość, z jaką tworzył nowe słowa i wyrażenia i jak barwnie malował atmosferę wiersza przy ich pomocy. Słowa potrafią opowiedzieć wszystko. Zawsze będzie mnie to zadziwiać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-9147074675289692726?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/9147074675289692726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/03/horyzontalna-zaduma.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/9147074675289692726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/9147074675289692726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/03/horyzontalna-zaduma.html' title='Horyzontalna zaduma'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5652181264677637054</id><published>2011-02-23T13:16:00.002+01:00</published><updated>2011-02-23T19:41:17.930+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='6 – wywraca świat do góry nogami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>W rytmie bluesa</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://images.mylot.com/userImages/images/postphotos/1422326.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kolor purpury &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;(oryg. &lt;i&gt;The Color Purple&lt;/i&gt;), 1985&lt;br /&gt;reż. Steven Spielberg&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio zdarzyło mi się płakać i śmiać na filmie niemal równocześnie. Pomyślałam więc, że warto podzielić się swoimi wrażeniami. Pewnie oglądam niewłaściwe filmy, ale nieczęsto zdarza mi się, by w jednej chwili nawiedziły mnie tak skrajne emocje. Film jest niemal tak stary jak ja:), więc trochę się dziwię, że nasze ścieżki dotąd się nie zbiegły, ale może dobre kino powinno pozostać niszowe, by wciąż przypominać kolejnym pokoleniom o tym, co jest naprawdę dobre. A może to tylko ja go nie widziałam… No cóż, w każdym razie nadrobiłam zaległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film opowiada historię Celii, którą poznajemy w wieku kilkunastu lat – w monecie, gdy jest po raz drugi w ciąży ze swoimi ojcem. Dzieci zostają jej siłą odebrane, a ona sama oddana „na własność” wdowcowi Albertowi (Danny Glover). Albert upatrzył sobie wcześniej ładniejszą i młodszą siostrę Celii, Nettie, ale niestety wyrodny ojciec również ją sobie upatrzył. Tak więc Albert odjeżdża z Celią, a Nettie zostaje na łasce ojca. Niedługo. Wkrótce ucieka i za zgodą Alberta wprowadza się do siostry. Dla Celli są to najpiękniejsze chwile życia, które pozwalają jej zapomnieć o maltretowaniu, szydzeniu i niewolniczej służbie „swojemu panu”. Sielanka szybko się kończy. Gdy Nettie nie chce oddać się Albertowi, zostaje wyrzucona z domu, a siostry rozdzielone… może na zawsze. Lata mijają, w rolę Celii wciela się teraz niesamowita Whoopi Goldberg. Obserwujemy jej niewolnicze życie u boku męża-potwora i widzimy jej drogę do samoświadomości. Niemały wpływ na to mają kobiety, które spotyka na swojej drodze: Sophia (mistrzowsko zagraną przez Oprah Winfrey),odważna, pyskata i nie &lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 260px; height: 180px;" src="http://thebestpictureproject.files.wordpress.com/2010/10/colorpurple2.jpg" alt="" border="0" /&gt;  pozostająca dłużna mężowi oraz Shug Avery (Margaret Avery), piosenkarka, kochanka Alberta i wkrótce jedyna powierniczka Celii. Chyba najbardziej wzruszającym dla mnie momentem było, kiedy Shug zaśpiewała piosenkę specjalnie napisaną dla Celii. Ach, ten blues… Chwyta za serce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy Celie znalazła w sobie siłę, by uciec od całego zła, które spotkało ją w życiu? Czy na początku XX w. możliwe było uwolnienie się spod władzy mężczyzn? Czy siostrom udało się spotkać? Znajdźcie sobie odpowiedzi sami, jeśli uda Wam się trafić na ten film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie jedynym zaskoczeniem było umiejscowienie akcji na południu Stanów, które do niedawna chełpiło się niewolnictwem. W filmie Spielberga Afroamerykanie posiadają własne gospodarstwa i paradują w eleganckich strojach. Po ubóstwie nie ma śladu, a rolę niewolników względem swoich panów-mężów przejęły kobiety. Czy naprawdę tak to wyglądało? Może ktoś wie, jak to przedstawiła Alice Walker, czyli autorka powieści, która jest pierwowzorem filmu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 260px; height: 180px;" src="http://thebestpictureproject.files.wordpress.com/2010/10/colorpurple1.jpg" alt="" border="0" /&gt;No i tytuł. Nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła, że polskie tłumaczenie może wydawać się odrobinę kontrowersyjne, zważywszy że fiolet jest ważnym elementem filmu. W języku polskim „purpura” kojarzy się głównie z czerwienią i takie też było moje pierwsze skojarzenie. Jednak po bardziej dogłębnych studiach nad „purpurą” okazało się, że jej zakres obejmuje barwy od intensywnej czerwieni do głębokiego fioletu. Wiedzieliście?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 6/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5652181264677637054?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5652181264677637054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/02/w-rytmie-bluesa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5652181264677637054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5652181264677637054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/02/w-rytmie-bluesa.html' title='W rytmie bluesa'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7021646389723674238</id><published>2011-02-18T09:42:00.003+01:00</published><updated>2011-02-18T18:49:24.432+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura włoska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><title type='text'>Gdy miłość to za mało</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://empikmedia.pl/c/jedwab-b314133.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Alessandro Baricco, Jedwab&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Baricco A., „Jedwab”,Czytelnik, Warszawa 2009&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;tłum. Halina Kralowa&lt;br /&gt;s: 106&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Kiedy nie potrafisz czegoś wyrazić jednym słowem, posługujesz się całą historią.&lt;/i&gt; [A. Baricco]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jedwab&lt;/i&gt; to powieść na jeden wieczór. Zanim zdążysz się nią otulić, przewracasz ostatnią kartkę. Zwykle drażnią mnie krótkie formy literackie, gdyż pozostawiają nieznośne uczucie rozczarowania i burczący niedosyt. Potrzebuję przynajmniej kilkuset stron, by książka mogła zagnieździć się w moim małym świecie na dobre. Nie tym razem. &lt;i&gt;Jedwab&lt;/i&gt; syci swoją treścią i formą, a jedyne, co pozostawia, to cichy, pulsujący niepokój. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alessandro Baricco opowiada nam historię handlarza jedwabnikami, Harvé Jancoura, wiodącego dość spokojne, dostatnie życie, któremu rytm nadają regularne wyprawy po jajeczka jedwabników. Jego wierną Penelopą jest Hélène, która czeka na niego ze swoją miłością. Sielanka kończy się, gdy w Europie i północnej Afryce zaraza niszczy całe hodowle jedwabników. Po nowe jajeczka trzeba wyruszyć na koniec świata, którym z wielu powodów okazuje się Japonia. To piękny kraj, niezwykły i tajemniczy, ale przede wszystkim inny…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.artstore.pl/wp-content/gfx/japonia.jpg" border="0" alt="" /&gt;Zbyt krótka to historia, by nie zdradzić zbyt wielu szczegółów. Nie potrafię do końca nazwać uczuć, których ślad pozostawiła we mnie. Z całą pewnością zagnieździł się we mnie ledwie dyszący niepokój, że czasem miłość to za mało, chociaż zdaje się być wszystkim. Zaufanie, wiara i pewność mogą okazać się niczym w obliczu potęgi zauroczenia. Bezsilność jest jednym z najbardziej destrukcyjnych uczuć, więc jak z nią żyć? Tyle pytań, które pozostają bez odpowiedzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku obawiałam się, że &lt;i&gt;Jedwab&lt;/i&gt; to opowieść na kształt &lt;i&gt;Alchemika &lt;/i&gt;Coelho, którego nie znoszę. Na szczęście mój sceptycyzm nie znalazł potwierdzenia. Baricco posługuje się językiem obrazowym i kunsztownym, nie robi z książki podręcznego zbioru złotych myśli i chwała mu za to. Książka żyje swoim rytmem, który wyznaczają kolejne podróże Harvé i niczym jedwabiem otula nas niezwykłą atmosferą dalekiej Japonii. To nie opowiesć. To niemal muzyka... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam każdemu, kto w literaturze szuka ludzi, uczuć i pytań bez odpowiedzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7021646389723674238?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7021646389723674238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/02/gdy-miosc-to-za-mao.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7021646389723674238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7021646389723674238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/02/gdy-miosc-to-za-mao.html' title='Gdy miłość to za mało'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2985512819223567891</id><published>2011-02-14T11:00:00.003+01:00</published><updated>2011-02-14T17:14:01.368+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Stęskniona za wiosną i dzieciństwem</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.antykwariat-mit.pl/userdata/gfx/1c620900e04505a163bec5f2f78c5e1b.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Zbigniew Batko, Z powrotem, czyli fatalne skutki niewłaściwych lektur&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Batko Z., „Z powrotem”, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1993&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 192&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy Wy też z zapartym tchem wyczekujecie już wiosny? Uwielbiam ten moment, kiedy rano słońce przedziera się przez szczelnie zasłonięte rolety i przypomina, że lada chwila, za parę tygodni, a może dni, świat otrząśnie się z resztek śniegu, zapomni o mrozie i zazieleni się od stóp do głów. Ach, czekam na tę chwilę, niecierpliwie przebierając nóżkami! Póki co, zazieleniłam się blogiem. Oby tylko nie było tak jak u Batki, gdzie po wiośnie przyszła zima… Nie zniosłabym teraz na przykład kolejnej jesieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie: jak to jest u Batki? Ano tak, że zapominamy, czym jest logiczne myślenie i zdrowy rozsądek. Jeśli już nam się przez chwilę wydaje, że nadążamy za szaloną kreatywnością pisarza, on rzuca nam pod nogi tak zwariowany pomysł, że pozostaje nam tylko uśmiechnąć się i przyznać wyższość mistrza. Dlatego ta lektura jest tak ważna dla wszystkich dorosłych czytelników, czyli byłych dzieci – otwiera nasz umysł, pobudza wyobraźnię i sprawia, że horyzont znika nam z oczu na długo. To świetne remedium dla każdego cynika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 160px;" src="http://www.book.hipopotamstudio.pl/wp-content/gallery/books/tam_srodek1.jpg" border="0" alt="" /&gt;Opowieść nie jest bynajmniej błaha. Jej głównym bohaterem jest Królik, który wędruje po świecie w poszukiwaniu utraconej (czy raczej zapomnianej) tożsamości. Na swojej drodze spotyka strachliwego Konia, który posiadł umiejętność dostosowywania barwy swej sierści do otoczenia niczym kameleon. Następnie dołącza do nich bardzo ambitny Pingwin, Kukółka (to nie jest błąd ortograficzny!), która zgodziła się zamieszkać w wymarzonym zegarze z kukułką Królika i krasnoludek Kowalski, który obrał sobie ucho Królika za swoje lokum. Nie chcę za dużo zdradzać, by nie psuć nikomu przyjemności z odkrywania nieznanych dotąd połaci swojej wyobraźni, chciałabym jednak dodać, że książka przepełniona jest niezwykłym humorem pisarza i niesamowitymi (nagrodzonymi zresztą) ilustracjami Stasysa Eidrigeviciusa. Poniżej kilka perełek: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 160px;" src="http://www.book.hipopotamstudio.pl/wp-content/gallery/books/tam_srodek2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;i&gt;Obudziło go głośne burczenie. Zapalił światło i obszedł wszystkie kąty, ale nie mógł ustalić jego źródła. Otworzył okno – burczenie z przerwami rozlegało się nadal, zamknął – to samo. Wreszcie stwierdził, że burczy mu w brzuchu.&lt;/i&gt; [s.21]&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Koń apetycznie obgryzał paznokcie; był to jego pierwszy posiłek tego dnia.&lt;/i&gt; [s. 35]&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Po chwili obaj wycinali wielkie tafle zlodowaciałego śniegu. Wypełniwszy nimi przestrzeń miedzy bałwanami, zbudowali w ciągu kwadransa wspaniała igloo […] Był to prawdziwy triumf końskiej myśli technicznej.&lt;/i&gt; [s.95] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Byłem zupełnie rozkojarzony: tkwiąc godzinami na brzegu łóżka w jednym bucie zastanawiałem się, czy założyłem go, żeby wstać, czy zdjąłem drugi, żeby się położyć.&lt;/i&gt; [s.169]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2985512819223567891?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2985512819223567891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/02/steskniona-za-wiosna-i-dziecinstwem.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2985512819223567891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2985512819223567891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/02/steskniona-za-wiosna-i-dziecinstwem.html' title='Stęskniona za wiosną i dzieciństwem'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8114957336705757973</id><published>2010-12-31T11:27:00.001+01:00</published><updated>2010-12-31T14:53:53.104+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Trzy po trzy...</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 230px;" src="http://sadgora.info/images/stories/alko/shampanskoe.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Ostatniego dnia roku postanowiłam ostatni raz obejrzeć się za siebie i ostatkiem sił wybrać trzy książki, które były dla mnie największym odkryciem minionego roku. Nie są to książki pachnące nowością, o które musiałam stoczyć bój w księgarni z innymi molami książkowymi. Ba! Jedna z nich od kilku lat kurzyła się godnie na mojej półce! &lt;br /&gt;Wszystkie jednak były wybrane rezolutnie, nieprzypadkowo, chociaż bez głębszej świadomości wpływu, jaki mogą wywrzeć na moje spojrzenie na literaturę i na życie. Brzmi odrobinę dramatycznie, ale cóż... dramatyczna to chwila...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam też nadzieję, że zachęceni sięgnięcie kiedyś po te książki, bo (przynajmniej dwie pierwsze) nie biją raczej rekordów popularności na blogach czytelniczych. Warto to zmienić. A więc:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/anty-biblia.html"&gt;Ayn Rand - "Atlas zbuntowany"&lt;/a&gt; - za wywrotową filozofię, którą od razu chce się wcielić w życie, za ogromną miłość do życia, za świetnie nakreślone portrety literackie, za tajemnicę, za to, że nie chce się dotrzeć do ostatniej strony (nigdy)...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/o-wolnosci-sow-kilka.html"&gt;Ludmiła Ulicka - "Przypadek doktora Kukockiego"&lt;/a&gt; - za zaskoczenie, za dyskretny humor, za ważne pytania bez odpowiedzi, za wartość człowieka wzniesioną na piedestały, za portrety kobiet, za Rosję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/01/naprawde-sie-zapomniaam.html"&gt;Charlotte Bronte - "Dziwne losy Jane Eyre"&lt;/a&gt; - za XIX wiek, za nietuzinkową miłość, za niedoskonałą Jane, za posępnego Rochestera, za trudne wybory, za magiczny świat słów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To z całą pewnością książki, które są trochę zapomniane albo niedocenione. &lt;br /&gt;Może zadrży Wam ręka następnym razem, gdy będziecie w księgarni i sięgniecie po którąś z nich? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;blockquote&gt;Przy okazji chciałabym życzyć wszystkim molom książkowym szampańskiej zabawy dziś wieczorem (choćby nad książką:) i mnóstwa interesujących, przezabawnych, cudownych i wciągających książek w Nowym Roku 2011.&lt;br /&gt;Inez&lt;/blockquote&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8114957336705757973?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8114957336705757973/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/trzy-po-trzy.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8114957336705757973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8114957336705757973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/trzy-po-trzy.html' title='Trzy po trzy...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-341426807630573529</id><published>2010-12-29T13:45:00.000+01:00</published><updated>2010-12-29T13:45:05.683+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><title type='text'>Małe nie zawsze jest piękne</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://empikmedia.pl/c/karzel-mendla-b2820550.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Simon Mawer, Karzeł Mendla&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mawer S., „Karzeł Mendla”, Świat Książki, Warszawa 2007&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Bohdan Maliborski&lt;br /&gt;s: 318&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Macie czasami wrażenie, że trzymacie w ręku bardzo dobrą książkę, a jednak struny waszej duszy trwają w bezruchu? Czujecie niepewność, lekkie podszczypywanie wstydu, zażenowanie… Ja czuję się tak czasami, ale szybko tłumaczę sobie, że książka najwidoczniej nie trafiła na podatny grunt. Przecież nie każdą dobrą książkę trzeba czytać z wypiekami na twarzy. Dobra książka może znaleźć innego pasjonata.  Dobra nie znaczy dla każdego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Karzeł Mendla&lt;/i&gt; to historia, która biegnie dwoma ścieżkami. Podążając pierwszą z nich, poznajemy Benedicta Lamberta, naukowca, który ma nieco powyżej 120cm wzrostu. Swoje życie podporządkował dwóm pragnieniom: odkryciu genu odpowiedzialnego za achondroplazję (czyli za bycie karłem) oraz miłości - w każdym jej odcieniu. Wybierając drugą ścieżkę, poznajemy dalekiego przodka Benedicta, Gregora Mendla, którego uważa się za prekursora genetyki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 210px;" src="http://www.italianinsider.it/wp-content/uploads/2010/06/mawer.jpg" border="0" alt="" /&gt;Historia Benedicta nie należy do szczęśliwych. Był inny, miał powykrzywiane ciało i mopsią twarz, wszyscy patrzyli na niego z obrzydzeniem bądź politowaniem, nazywali mutantem lub dzielnym człowiekiem. Benedict szczelnie otoczony murem cynizmu nauczył się z tym żyć. Chociaż był karłem, stał się wielki w świecie nauki. Ukojenia szukał w ramionach (choć raczej należy powiedzieć: w udach) Jean, normalnej kobiety, która tak naprawdę też padła ofiarą zawirowań genetycznych: jej źrenice miały różny kolor. Benedict był normalnym mężczyzną uwięzionym w ciele karła, miał takie same potrzeby, troski i pragnienia. Dlaczego wszyscy traktowali go jak pół-człowieka niezdolnego do odczuwania bólu? Dlaczego Jean była normalna, chociaż patrzyła na świat różnokolorowymi oczami? Niestety granice normalności ustanawiają ludzie, którzy nader troskliwie dbają o czystość swojej rasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mawerowi udało się zasiać we mnie niepokój. Gdy sobie pomyślę, że tylko jeden malutki, maciupki gen może sprawić, że zamiast pięknego dziecka na świat przychodzi… no kto? Właśnie. Mutant? Czy mamy prawo tak nazywać drugiego człowieka? Czy takie dziecko nie zasługuje na miłość? Ale czy możemy ochronić je przed nienawiścią reszty świata? Czy sami tak naprawdę W ŚRODKU jesteśmy szczęśliwi? Ośnieżyłam się pytaniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mądra to książka i ważna, ale chyba nie dla mnie. Za dużo tu genetyki i cynizmu, za dużo czarnych myśli. A może po prostu nie powinnam była po nią sięgać w okresie choinkowo-gwiazdkowym. Ale polecam. Myślę, że warto ją znać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/02/autostrada-donikad.html"&gt;Podobny temat&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka była prezentem. Dziękuję N.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-341426807630573529?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/341426807630573529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/mae-nie-zawsze-jest-piekne.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/341426807630573529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/341426807630573529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/mae-nie-zawsze-jest-piekne.html' title='Małe nie zawsze jest piękne'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3180527877654129136</id><published>2010-12-20T11:09:00.001+01:00</published><updated>2010-12-20T11:57:59.957+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Dlaczego nie znalazłam w sobie współczucia?</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.jodipicoult.com/covers-uk/Nineteen_Minutes.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jodi Picoult, Dziewiętnaście minut&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Picoult J., „Nineteen Minutes”, Hodder, London 2008&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 579&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jodi Picoult to amerykańska pisarka, która jakiś czas temu stała się niebywale sławna. Postanowiłam sprawdzić, na czym polega jej fenomen i czy przekonam się do niej równie szybko jak miliony innych czytelników. Jej sława na szczęście zdążyła już trochę spowszednieć, mogłam więc na jej powieść spojrzeć z bezpiecznego dystansu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowe &lt;i&gt;Dziewiętnaście minut&lt;/i&gt; to czas, który wystarczył sfrustrowanemu siedemnastolatkowi na przeprowadzenie krwawej zemsty na swoich rówieśnikach. Tyle minut zajmuje zazwyczaj skoszenie trawnika, pofarbowanie włosów czy obejrzenie serialu (bez reklam). Peterowi Houghtonowi tyle czasu wystarczyło na przeprowadzenie masakry w swoim liceum. Nie bójcie się, nie zdradziłam wcale zakończenia powieści; taki jest jej początek! Powieść kończy się procesem, ale to również nie jest najważniejsza informacja. Najistotniejsze jest to, co zawiera się pomiędzy początkiem i zakończeniem, czyli próba znalezienia odpowiedzi na jedno, pulsujące boleśnie pytanie: DLACZEGO? Co doprowadziło chłopca do takiej ostateczności? Dlaczego w amerykańskich szkołach coraz częściej zdarzają się takie dramaty? Kogo należy obarczyć winą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Picoult bawi się czasem, cofa się, wtrąca do powieści retrospekcje. Dzięki temu akcja zwalnia, a my mamy chwilę na zastanowienie się: kto jest winny i gdzie znajduje się źródło tej destrukcyjnej agresji? Przekonujemy się, że Peter już swojego pierwszego dnia w przedszkolu został upokorzony i wyśmiany, a później było już tylko gorzej. Nie miał przyjaciół, był ofiarą i chętnie przystał na taką rolę. Właśnie dlatego nie znalazłam dla niego współczucia. Osoby, które przez tyle lat godzą się na poniżenie i nie wykonują najmniejszego gestu, by się temu przeciwstawić, nie zasługują na litość. Są niebezpieczne. To tykające bomby zegarowe, które wcześniej czy później zniszczą wszystko dookoła. Łącznie z sobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 230px;" src="http://www.smh.com.au/ffximage/2008/03/28/JP_080328013848202_wideweb__300x375.jpg" border="0" alt="" /&gt;Osobą, która wzbudziła największe moje współczucie była Josie, przyjaciółka Petera z lat szczenięcych, która wyparła się go przy pierwszej lepszej okazji. Wmieszała się poza tym w toksyczny związek z chłopakiem, który pozbawiał jej osobowości i resztek wolnej woli. Chciała być popularna, czyli znajdować się w kręgu osób skupionych wyłącznie na sobie i silnych na tyle, by przekonać wszystkich o swojej nadrzędności. Z ulgą schowała się w ich cieniu. Na własne życzenie zrzekła się indywidualności. Przyznam szczerze, że temat „popularności w szkole” jest mi zupełnie obcy. Może dziesięć lat temu szkoły wyglądały inaczej, może nie zwracałam na to uwagi. Jedno wiem: poczucie wyjątkowości zawsze było dla mnie ważniejsze niż przynależność do grupy. Może jednak po prostu nigdy nie byłam NAPRAWDĘ samotna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl Picoult mnie nie zachwycił. Książkę czyta się niezwykle szybko, momentami nie mogłam się od niej oderwać, ale bardziej przypomina mi ona czytadło niż pełnowartościową powieść. Przeczytałam i pomyślałam: s&lt;i&gt;traszne, ale z takim przechlapanym dzieciństwem nie można było się spodziewać niczego innego&lt;/i&gt;. Nie poczułam żadnego współczucia dla ofiar masakry, dla Petera, dla rodziców… I to nie dlatego, że jestem upośledzona emocjonalne. Picoult stworzyła szablonowe, papierowe postacie, które nie potrafiły zagrać na moich uczuciach. Może jestem wyjątkiem, nie wiem. Jednak w najbliższym czasie nie zamierzam sięgać po jej kolejną powieść. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3180527877654129136?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3180527877654129136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/dlaczego-nie-znalazam-w-sobie.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3180527877654129136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3180527877654129136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/dlaczego-nie-znalazam-w-sobie.html' title='Dlaczego nie znalazłam w sobie współczucia?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7781272032724323240</id><published>2010-12-16T07:54:00.002+01:00</published><updated>2011-02-17T16:35:21.059+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Przedwigilijnie</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 230px;" src="http://obrag.org/wp-content/uploads/2010/10/bukowski2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;24 grudnia 1978&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Charles Bukowski&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;sączę w kuchni&lt;br /&gt;to piwo&lt;br /&gt;słuchając&lt;br /&gt;klasycznej stacji&lt;br /&gt;radiowej&lt;br /&gt;i myślę o&lt;br /&gt;goleniu&lt;br /&gt;i czyszczeniu paznokci.&lt;br /&gt;nadają muzykę&lt;br /&gt;świąteczną.&lt;br /&gt;wolę słuchać muzyki&lt;br /&gt;bożonarodzeniowej w lipcu&lt;br /&gt;kiedy jakaś kobieta&lt;br /&gt;grozi mi&lt;br /&gt;śmiercią.&lt;br /&gt;wtedy jest mi&lt;br /&gt;potrzebna -&lt;br /&gt;wtedy naprawdę&lt;br /&gt;potrzebuję&lt;br /&gt;binga crosby’ego i&lt;br /&gt;elfów i&lt;br /&gt;rączych&lt;br /&gt;reniferów.&lt;br /&gt;tymczasem siedzę tu&lt;br /&gt;o właściwej porze&lt;br /&gt;i słucham tych&lt;br /&gt;ckliwych kawałków -&lt;br /&gt;takie to cukierkowe -&lt;br /&gt;wolałbym zagrać w&lt;br /&gt;ping-ponga ze&lt;br /&gt;zmartwychwstałym&lt;br /&gt;duchem hitlera.&lt;br /&gt;wesołe samochody niedzielnych&lt;br /&gt;pijaków najeżdżają na siebie&lt;br /&gt;za oknem karetki śpiewają&lt;br /&gt;sobie piosenki.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tłum. Andrzej Szuba&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże Narodzenie to piękny czas. Ludzie spotykają się przy świątecznie udekorowanych stołach – odświętnie ubrani, pachnący, życzliwi. Wypełnia ich potrzeba czynienia dobra i bycia z kimś – blisko, czule, na zawsze. Kiedyś na Święta czekałam niecierpliwie, z rozmarzeniem na skroniach. Sklejałam papierowe łańcuchy, robiłam prezenty z pudełek od zapałek, siedziałam godzinami pod choinką i podziwiałam swój wielki nos w bombce. Do dziś noszę w sobie wspomnienie wigilijnego poranka, gdy na dworze było jeszcze ciemno, na podłodze leżał odświętny chodnik (pamiętacie jeszcze to słowo?), a mama krzątała się w kuchni. Czułam się taka bezpieczna i szczęśliwa, chociaż wtedy nie potrafiłam jeszcze nazwać tych uczuć. Nastrój,&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 260px; height: 180px;" src="http://www.nowydwormazowiecki.zhp.pl/wp-content/uploads/2010/12/wigilia.jpg" border="0" alt="" /&gt;    którego nie można porównać z żadnym innym. I co z tego, że prezenty przynosiły zwykle głęboko ukrywany smak rozczarowania, co z tego, że mój starszy brat nie chciał się bawić samochodem skleconym z pudełek od zapałek. Chwila, choć krótka, była magiczna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukam tej magii dziś i coraz łatwiej się poddaję. Święta Bożego Narodzenia to coraz częściej po prostu czas wolny od pracy. Ludzie mają dość przedzierania się przez zaspy śnieżne, przemarzniętych autobusów i spóźnionych pociągów. Chcą sobie pojeść, posiedzieć przed telewizorem i mieć wszystko w d… Wmawia się nam, że to jest idealny czas na zakupy, ogłupia się ciągle tymi samymi piosenkami, każe wysyłać kartki z życzeniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tylko dlaczego sama tak bardzo to lubię? Naprawdę nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co roku wydaje mi się tylko, że Święta przychodzą szybciej. I są takie same, jednakowe. Mam nadzieję, że te za rok będą zupełne inne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiersz Bukowskiego jest o innej Wigilii. Pozostawiam go bezinterpretacyjnie, do wchłonięcia takim, jaki jest.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7781272032724323240?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7781272032724323240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/przedwigilijnie.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7781272032724323240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7781272032724323240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/przedwigilijnie.html' title='Przedwigilijnie'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8682275264034708227</id><published>2010-12-12T10:10:00.003+01:00</published><updated>2010-12-14T22:45:28.835+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Rzeczywistość  w odcieniu sepii</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 270px;" src="http://www.cheaperdvd.net/wp-content/uploads/2010/05/6300268535.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;W zwierciadle złotego oka &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;(&lt;i&gt;oryg. Reflections in a Golden Eye&lt;/i&gt;), 1967&lt;br /&gt;reż. John Huston&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to dobrze czasem zagubić się w czasie i zawisnąć w próżni nicnierobienia. Można wtedy przeskakiwać bezmyślnie z kanału na kanał, rozgrzać do czerwoności guzik pilota, zupełnie przypadkiem natrafić na całkiem interesujący film i ocalić go od zapomnienia. Stare kino kojarzy mi się z niedzielami – spokojnymi, leniwymi i otulającymi beztroską. Około południa udawało mi się zazwyczaj uruchomić mój wehikuł czasu ze szklanym ekranem i poznać się bliżej to z Audrey Hepburn, to z Fredem Astairem, to znów z Elizabeth Taylor. Kino sprzed wielu lat pozwalało mi odpocząć od zgiełku współczesności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film, który obejrzałam niedawno, nie pozwolił mi się jednak oderwać od trosk dzisiejszego świata. Co więcej, przypomniał mi, jak trudno zaznać szczęścia dłużej niż na parę ulotnych chwil. Często zadowalamy się jedynie substytutem szczęścia, zamykając się w klatce własnej niepewności i zwątpienia. Dopiero, gdy na horyzoncie pojawia się pokusa innego życia, stajemy przed wyborem: zaryzykować to „szczęście”, które mamy czy pozostać bezpiecznym w swojej ciasnej skorupce. Nigdy nie chciałabym stanąć przed takim wyborem i obym nie musiała. Tylko czy możemy być pewni, że żyjemy naprawdę? Może gdzieś tam jest inaczej, lepiej, może moglibyśmy być kimś innym, kochać bardziej, mocniej. Może…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 240px; height: 150px;" src="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:P5rq66nzVyIqoM:http://ia.media-imdb.com/images/M/MV5BMTAwMDIwODg1NDNeQTJeQWpwZ15BbWU2MDY4ODE1Ng@@._V1._SX450_SY311_.jpg&amp;t=1" alt="" border="0" /&gt;Lata sześćdziesiąte minionego wieku to czas komedii, musicali i westernów. Film Johna Hustona wyróżnia się na ich tle. Budzi niepokój. Porusza sprawy, na które społeczeństwo amerykańskie w tamtych czasach nie było gotowe. Akcja filmu toczy się w miasteczku wojskowym, w którym mieszkają major Pendelton (Marlon Brado) i jego żona Leonora (Liz Taylor). Na pierwszy rzut oka widać, że różni ich wszystko. Pendelton to człowiek zimny, sztywny, pozbawiony uczuć, jego żona z kolei to emanująca erotyzmem, dynamiczna i niepoprawna trzpiotka. Jako że mąż nią gardzi (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=h6Y9Z_iaxXY"&gt;niesamowita scena&lt;/a&gt;), wulkan jej namiętności wybucha gdzie indziej – w gąszczu leśnych jeżyn z zaprzyjaźnionym pułkownikiem. Zaskoczyło mnie, że wcale nie wszystko okazało się białe i czarne. Pendelton nie był zimnym draniem. Po prostu to NIE żona doprowadzała go do wrzenia. Pendelton żył właśnie w tej swojej skorupie, o której pisałam wyżej. Nie wiedział, że może być inaczej, dopóki nie spotkał na swojej drodze szeregowego Williamsa. Czy wtedy zrozumiał, że może być inaczej? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Straszny to film, w którym ludzie niszczą się nawzajem. &lt;br /&gt;Strasznie żyć obok siebie, nienawidząc się tak bardzo. Strasznie dać się uśpić nieszczęściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 250px; height: 150px;" src="http://img.listal.com/image/1198513/500full.jpg" alt="" border="0" /&gt;Film jest naprawdę niezwykły, szczególnie jeśli pozwolimy sobie na chwilę refleksji. Brando uważałam zazwyczaj za sztywniaka, którego rolę są raczej łatwo przewidywalne. Ta rola udowadnia jego talent. Chociaż mało mówi, gra całym sobą: sceny, gdy podziwia siebie w lustrze, gdy kremuje twarz, gdy płacze w lesie, gdy wodzi wzrokiem za nagim mężczyzną… W filmie odnajdziemy też sporo symboli, które można doprawić swoimi znaczeniami lub wspomóc się Freudem: Leonora dosiadająca białego ogiera ze szpicrutą w ręku, nagi mężczyzna jeżdżący na koniu, cyklopie oko pawia z obrazu, burza, odcień sepii. Poza tym, finałowa scena jest jak grom z jasnego nieba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodam tylko, że tuż po filmie moje odczucia nie były tak klarowne. Recenzja musiała we mmnie dojrzeć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś oglądał?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8682275264034708227?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8682275264034708227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/rzeczywistosc-w-odcieniu-sepii.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8682275264034708227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8682275264034708227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/rzeczywistosc-w-odcieniu-sepii.html' title='Rzeczywistość  w odcieniu sepii'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2431783361367388447</id><published>2010-12-08T08:38:00.006+01:00</published><updated>2010-12-11T22:15:12.317+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3 - zwiedziona na manowce'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>"American dream" w wersji dla ubogich (duchem)</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kcBK0a9mJ4g/SKk82Tj22aI/AAAAAAAADxU/4Sjxfa-5i6E/s320/fitzgerald_wielki_gatsby.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Francis Scott Fitzgerald, Wielki Gatsby&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Fitzgerald S.F., „Wielki Gatsby”, Książka i Wiedza, Warszawa 1985&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz&lt;br /&gt;s: 238&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowy Jay Gatsby to dorobkiewicz, który całe swoje życie podporządkował jednemu pragnieniu – zdobyciu kobiety o jakże słodkim imieniu, Daisy. Sukces miały mu zagwarantować pieniądze zdobyte niekoniecznie ciężką pracą. Gdy Gatsby wzniósł się już na pożądane przez siebie wyżyny społeczne, ukochana znalazła się niemal w zasięgu ręki. Należało ją tylko zwabić w swoje sidła i ziścić od lat pielęgnowane marzenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiele wspólnego ma marzenie ze złudzeniem? F. Scott Fitzgerald udowadnia nam, że sporo. Marzenia posiadają swoją wartość tylko wtedy, gdy są poza naszym zasięgiem. Autor nie jest również zbytnio odkrywczy w kwestii pieniędzy, które okazują się siłą potężną i zgubną. Możemy mu jednak wybaczyć ten brak oryginalności, pamiętając, że powieść powstała w 1925 r. Możliwe, że Amerykanie dopiero uczyli się rozpoznawać diabła, chociaż, obserwując dzisiejszą rzeczywistość, nie do końca jestem o tym przekonana. F. Scott Fitzgerald serwuje nam całą garść stereotypowych zachowań i sprawdzonych chwytów literackich: bohater romantyczny, nieszczęśliwa miłość, destrukcyjna siła pieniądza, zdrada, przyjaźń. A wszystko to okraszone jest stylem wątpliwej urody: słowa nabrzmiałe patosem, postacie ledwie zarysowane… Tak bardzo lubię starannie skrojonych literacko bohaterów, że wszyscy pozostali – z lichymi portretami psychologicznymi – nie mają szans na wzbudzenie we mnie sympatii. Tak więc Jay Gatsby okazał się dla mnie zupełnie przezroczysty. Mimo usilnych starań nie poczułam jego bólu. Bez wahania wybieram &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/01/o-ciasnocie-umysu-i-ustach-splamionych.html"&gt;Martina Edena&lt;/a&gt;, który, podobnie jak Gatsby, próbował „dorosnąć do pięt” pustej lalce nie zasługującej nawet na połowę względów, którymi została obdarzona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 230px;" src="http://www.filmreference.com/images/sjff_03_img1074.jpg" border="0" alt="" /&gt;Ale nie zamierzam tylko narzekać. Zdecydowaną zaletą książki jest atmosfera lat 20-tych minionego wieku, którą otuliłam się jak kocem podczas dwóch mroźnych wieczorów: Stany Zjednoczone, przedmieścia Nowego Jorku, ekskluzywne samochody, ogromne rezydencje, przyjęcia do rana, alkohol lejący się strumieniami mimo prohibicji, jazz i rozluźnienie obyczajów. Tak… Zawibrował jazz w moich uszach i spłynął na mnie skwar upalnego lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Intrygujący jest również tytuł: &lt;i&gt;WIELKI Gatsby&lt;/i&gt;. Okazuje się, że cała „wielkość” Gatsby’ego runęła jak zamek z piasku w jednej chwili. To ironia losu i przestroga zarazem: musimy uważać, na czym budujemy swoją wielkość, by na koniec nie wyjść tylko na &lt;i&gt;biednego sukinsyna&lt;/i&gt; [s.230]. Mimo milionów na koncie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba na tyle. Nie dałam się przekonać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2431783361367388447?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2431783361367388447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/american-dream-w-wersji-dla-ubogich.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2431783361367388447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2431783361367388447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/american-dream-w-wersji-dla-ubogich.html' title='&quot;American dream&quot; w wersji dla ubogich (duchem)'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kcBK0a9mJ4g/SKk82Tj22aI/AAAAAAAADxU/4Sjxfa-5i6E/s72-c/fitzgerald_wielki_gatsby.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-332809518337182913</id><published>2010-12-04T00:23:00.002+01:00</published><updated>2011-04-20T11:33:12.346+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='6 – wywraca świat do góry nogami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura rosyjska'/><title type='text'>O wolności słów kilka</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://fictionbook.ru/static/bookimages/01/73/48/01734855.bin.dir/01734855.cover.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ludmiła Ulicka, Przypadek doktora Kukockiego&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Улицкая Л., „Казус Кукоцкого”, Эксмо, Москва 2005&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 462&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Но разве не здесь пролегает существенная граница между человеком и животным, возможность и право выхода за пределы биологического закона - производить потомство не по воле природных ритмов, а по своему собственному желанию? Не здесь ли реализуется человеческий выбор, право на свободу, в конце концов?&lt;/i&gt; [с.170]*&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Wolność ma różne oblicza. Dla jednych jest najważniejszym atrybutem człowieczeństwa, dla innych – wyłącznie wyświechtanym słowem. Nurzając się w wolności na co dzień, nie zastanawiamy się, jak bardzo odczulibyśmy jej brak. Odpowiedź na pytanie: „czy w dzisiejszym świecie tak naprawdę jesteśmy wolni?” zostawiam każdemu do indywidualnego rozważenia. Czy mamy wybór? Czy jutro, jeśli tylko zechcemy, możemy być zupełnie innymi ludźmi? Czy W OGÓLE istnieje wolność nieograniczona żadną barykadą zakazów? Ulicka zmusiła mnie do zastanowienia się nad tymi kwestiami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł Aleksiejewicz Kukocki, ginekolog-położnik, jest wielkim obrońcą prawa kobiet do aborcji. W czasie, w którym osadzona jest powieść (lata 50- i 60-te XX w.), aborcja była surowo zakazana. Państwo nie mogło zgodzić się na nieopatrzne zabijanie przyszłych radzieckich żołnierzy, na których barkach miała spocząć przyszłość kraju. Zakaz ten oczywiście nie mógł powstrzymać niechcianych ciąż i aborcji dokonywanych w podziemiu i w nieludzkich warunkach. Opis praktyk aborcyjnych jest zatrważający (np. wciskanie do szyjki macicy cebuli, która poprzez swój rozrost zabijała płód). Rezultatem nielegalnych aborcji często była śmierć kobiet, ale one najwidoczniej przedstawiały mniejszą wartość dla Związku Radzieckiego. Powieść Ulickiej daleka jest jednak od pochwały aborcji. Pisarka nie ujawnia swojego stanowiska. Nie daje odpowiedzi, ale wskazuje na wątpliwy moralnie problem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 230px;" src="http://www.benzion.ru/picture/ulitskaya.jpg" border="0" alt="" /&gt;Jej powieść to również niezwykle wciągająca saga rodzinna. Rodzina Kukockiego nie jest jednak zwykłą rodziną. Niemal żadnego z jej członków nie łączą więzy krwi, ale okazuje się, że to wcale nie one są gwarancją miłości i bliskości. Głową rodziny i jedynym męskim pierwiastkiem jest Paweł Aleksiejewicz, który ożenił się z jedną ze swoich pacjentek, Heleną. Kukocki w ostatniej chwili wyrwał ją śmierci, jednak nie obyło się bez ofiary – Helena oddała śmierci jeden z najważniejszych kobiecych organów, macicę. Bezwarunkowa miłość męża skutecznie wypełniała tę lukę w jej ciele aż do momentu, kiedy podczas kłótni wykrzyczał jej, że nie ma prawa nazywać siebie prawdziwą kobietą, bo jej „kobiecość” została na stole operacyjnym. To był koniec sielanki. Małżonkowie zaczęli oddalać się od siebie – nie tylko przeprowadzili się do osobnych pokoi, ale każde z nich do swojego świata: Helena do świata swoich urojeń, Kukocki –  w odurzenie alkoholowe. Po latach, gdy już dawno przebaczyli, nie potrafili sobie o tym powiedzieć. Było ZA późno. Przerażające, jak łatwo dwoje kochających się ludzi może zniweczyć swoje życie i wybrać czekanie w pustce zamiast wyciągnąć rękę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejną ważną kobietą w życiu Kukockiego była Tania, córka Heleny z poprzedniego małżeństwa. Gdy pojawiła się w życiu słynnego ginekologa, miała zaledwie dwa lata, więc więź, która narodziła się między nimi, była silna i naturalna. Tania była zdolnym i ambitnym dzieckiem i Kukocki pokładał w niej ogromne nadzieje – liczył, że pójdzie w jego ślady. I nieomal tak się stało. Zaważył jeden dzień, kiedy to w laboratorium, gdzie prowadzono badania na płodach, Tania stanęła twarzą w twarz z problemem życia i śmierci. Przeraziła się swoją obojętnością. Nie wahając się ani chwili, rzuciła studia, pracę i rodzinę. Upadła na dno życia, bo chciała znaleźć prawdę. Życie okazało się dla niej najwyższą wartością, ale ona doprawiła je swoją przewrotną moralnością. Moim zdaniem, Tania to jedna z ciekawszych postaci powieści, a jej historia należy do najtragiczniejszych. Od samego początku czułam, że jej życie to powolne spadanie... Ale ona odnalazła swoją wolność, żyła pełnią i do ostatniej chwili była szczęśliwa, więc może ona nie uznałaby tego za upadek… Dochodzę do wniosku, że NASZA wolność uszczęśliwia tylko nas, ale krzywdzi wszystkich pozostałych…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 215px;" src="http://img.ipvod.ru/ipvodimages/350x450/3160.jpg" border="0" alt="" /&gt;W rodzinnym domu Kukockich mieszkały jeszcze: Toma – adoptowana dziewczynka, rówieśniczka Tani, cicha, przekonana, że złapała pana Boga za nogi, niezwykle konsekwentna w swoich dążeniach, utożsamiająca wolność ze swoją pasją (uprawa roślin doniczkowych) i Wasilisa – pomoc domowa, prosta kobiecina, która swoją mądrość życiową czerpała z głębokiej wiary w Boga, uważała, że wszystko, co dzieje się w życiu, jest wolą Bożą, nieprzejednana w swoim sprzeciwie wobec aborcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta dziwna rodzina próbuje egzystować na jednej płaszczyźnie. Niestety jesteśmy cichymi obserwatorami jej powolnej korozji. Brak zrozumienia, który wypływa z różnych interpretacji wolności, jest jednym z powodów jej rozpadu. Kolejną z przyczyn jest samotność, która tak często i niespodziewanie zalęga się wśród bliskich sobie ludzi. Jak często przychodzi nam żałować, że nie zdążyliśmy kogoś zapewnić o swojej miłości? Śmierć jest bezlitosna, ale to również kolejny nieodłączny atrybut ludzkiej egzystencji. Kukocki uratował od śmierci wiele kobiet, nie mógł pomóc tylko tym najważniejszym…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo, dużo więcej odkrywa przed nami Ludmiła Ulicka, tchu mi jednak nie starcza, by podzielić się tym wszystkim. Dla mnie jest to powieść o wolności, życiu i śmierci świetnie osadzona w realiach epoki. Jesteśmy świadkami m.in. śmierci Stalina – najpierw nierzetelnych i zafałszowanych informacji udzielnych przez prasę, później pogrzebu wodza. Wszystko to okraszone jest dyskretnym humorem, trafnymi obserwacjami i przede wszystkim niebanalnym stylem. Ulicka nie moralizuje, daje nam wolność – opinii, odczuć i indywidualnej oceny bohaterów. Powieść oczywiście polecam całym swoim jestestwem. Ostrzegam jednak, że w pewnym sensie jest to typowa powieść rosyjska tzn. ciężka, miejscami przytłaczająca, a po przeczytaniu nawisająca nad biednym czytelnikiem jak gradowa chmura. I chociaż zabrzmiało to może niepochlebnie, ja sama nie mogłam się od niej oderwać. Ciągle o niej myślę. To nieunikniony skutek uboczny dobrej lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. W 2001 r. Ludmiła Ulicka za powieść &lt;i&gt;Przypadek doktora Kukockiego&lt;/i&gt; otrzymała nagrodę Bookera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 6/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;____________________________________________________________&lt;br /&gt;* &lt;i&gt;Bo czyż nie tu przebiega najważniejsza granica między człowiekiem i zwierzęciem – możliwość i prawo wykroczenia poza prawa biologii i wydawanie na świat potomstwa nie zgodnie z rytmem narzuconym przez naturę, ale z własnej woli? Czyż nie w tym przejawia się możliwość wyboru człowieka i jego prawo do wolności?&lt;/i&gt; [by Inez]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-332809518337182913?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/332809518337182913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/o-wolnosci-sow-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/332809518337182913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/332809518337182913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/12/o-wolnosci-sow-kilka.html' title='O wolności słów kilka'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-4169520267521796165</id><published>2010-11-30T14:05:00.003+01:00</published><updated>2010-12-02T00:29:01.889+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Pełnokrwisty humor ze szczyptą moralizatorstwa</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 270px;" src="http://www.moviegoods.com/Assets/product_images/1020/189660.1020.A.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wywiad z wampirem &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;(oryg. &lt;i&gt;Interview with the Vampire: The Vampire Chronicles&lt;/i&gt;), 1994&lt;br /&gt;reż. Neil Jordan&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisałam kiedyś, że nie jestem wielką fanką wampirów. Drażni mnie ich zmanierowanie i raczej nadąsany styl bycia. Wolę rubaszne wilkołaki, które nie przebierają w środkach, by dobrać się do swojej ofiary. Teraz wiem, że wszystkiemu winna jest Pani Meyer i jej rozreklamowana ponad miarę saga, a dokładniej mówiąc bladolicy Edward o twarzy Roberta Pattisona rozsiewający wszem i wobec swe wampirze uroki. Blee…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapomniałam jednak, że kiedyś wampiry były zupełnie inne. I nie chodzi mi wcale o to, że miały twarz Brada Pitta czy Toma Cruise'a, ale o to, że miały coś do powiedzenia. Film, o którym piszę, a który większość z Was pewnie już widziała, powstał w oparciu o scenariusz Anny Rice. Przyznaję się, że powieści nie czytałam, bo horrory w wersji książkowej póki co są przeszkodą nie do przebrnięcia dla mojej strachliwej wyobraźni. Za to film widziałam już kilka razy i za każdym razem świetnie się na nim bawię. Tym razem ujrzałam go w zupełnie innym świetle…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 190px;" src="http://www.moviegoods.com//Assets/product_images/1020/273691.1020.A.jpg" alt="" border="0" /&gt;Osią filmu jest historia wampira o ludzkiej duszy, Louisa (Pitt), który nie potrafi pogodzić się z tym, kim się stał. Z powodu dręczącego go nieustannie poczucia winy, odmawia zabijania ludzi, żywiąc się głównie krwią zwierząt. Wampirem, któremu „zawdzięcza” swoje nowe jestestwo jest Lestat (Cruise) – bezwzględny, gwałtowny i… obdarzony uroczym poczuciem humoru wampir. W porównaniu z nim, Louis, ze swoim wewnętrznym rozdarciem, jest niemal przezroczysty. Fabuła filmu jest dość uboga, a jeśli ktoś liczy na pełnokrwisty horror, może się srodze rozczarować. Krew przelewa się obficie, ale jako że każda kropla jest na wagę złota, mało jej na ekranie. Za to nie brakuje humoru. Zwróciliście uwagę na kąśliwe uwagi Lestata pod adresem Louisa? Od razu stał mi się bliższy. Zawsze uważałam, że złośliwy humor i celne riposty to cecha ludzi (wampirów?) inteligentnych...  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykła zażyłość między dwojgiem mężczyzn jest kolejnym ciekawym aspektem tego filmu. Wampir nie szuka bliskości wampira-kobiety (o ludzkiej kobiecie nie wspomnę, Pani Meyer…); szuka męskiego towarzystwa na długie lata wieczności. Ich potrzeba bycia razem elektryzuje, niemal widać unoszące się w powietrzu feromony (gdyby wampiry je wydzielały), zarówno w przypadku Louisa i Lestata, jak i Louisa i Armanda (Banderas).  Wampiry nie bratały się z ludźmi. Ich światy były wyraźnie oddzielone. Ludzie stanowili wyłącznie pokarm. Wampiry decydowały, których skazać na śmierć, a którym podarować wieczność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 190px;" src="http://www.elec-intro.com/EX/05-13-14/Interview_With_The_Vampire-BIG.jpg" alt="" border="0" /&gt;Doborową obsadę filmu uświetniła również młodziutka Kirsten Dunst, która zagrała wampirzycę nade wszystko pragnącą dorosnąć. Jej pragnienia dojrzałej kobiety zostały zamknięte w ciele dziecka. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że zagrała tu rolę swojego życia (jak na razie). Aktorka kojarzy mi się generalnie z mdłymi, jednakowymi kreacjami. Rola, którą zagrała w &lt;i&gt;Wywiadzie z wampirem &lt;/i&gt;mogłaby spokojnie przerosnąć jej dziecięce umiejętności, ale stało się inaczej. Dunst przerosła rolę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórcy filmu spróbowali również zmierzyć się z pytaniem czy wieczne życie naprawdę jest tym, czego powinniśmy pragnąć. W filmie jawi się jako przekleństwo. I chociaż na początku może wydawać się wielkim darem, ostatecznie ciąży. Okazuje się, że nie wszystkie wampiry potrafią sobie poradzić z wiecznością. Nawet wampir musi dostosować się do zmieniających się czasów. Jeśli tego nie zrobi, grozi mu szaleństwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie film to perełka kina rozrywkowego: świetne kostiumy, zdjęcia i klimatyczna muzyka, do tego doborowa gra aktorska, humor i kilka kwestii do przemyśleń. Mogę tylko podziękować Annie Rice za stworzenie takich wampirów - myślących wampirów. Obok &lt;i&gt;Drakuli &lt;/i&gt;Coppoli to mój ulubiony pseudohorror. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A końcowa scena z Lestatem mknącym cabrioletem po Golden Gate i piosenką &lt;i&gt;Sympathy for the Devil&lt;/i&gt; w tle – to już mistrzostwo świata:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-4169520267521796165?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/4169520267521796165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/penokrwisty-humor-z-domieszka.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4169520267521796165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4169520267521796165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/penokrwisty-humor-z-domieszka.html' title='Pełnokrwisty humor ze szczyptą moralizatorstwa'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-437910524277444106</id><published>2010-11-28T14:55:00.000+01:00</published><updated>2010-11-28T14:55:30.934+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>And the winner is...</title><content type='html'>Miło mi poinformować, że znana jest już osoba, do której powędruje książka &lt;i&gt;Wysadzić Rosję&lt;/i&gt; Litwinienki. Ale zanim...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałam podziękować za wszystkie przemiłe i osobiste komentarze pod postem rocznicowym. Cudownie wiedzieć, że tak wielu różnych i wyjątkowych ludzi znajduje to COŚ w mojej pisaninie:) Będę dalej starała się dobierać lektury (i słowa) w taki sposb, by zasłużyć na pochwały w przyszłym roku:))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musicie mi wybaczyć brak dokumentacji zdjęciowej, ale chyba tak czy owak takie losowanie opiera się na zaufaniu. Gwarantuję, że wszystko zostało przeprowadzone jak należy - po prostu nie chciało mi się pstrykać fotek:) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A najwięcej szczęścia miała &lt;a href="http://slowoczytane.blogspot.com/"&gt;Skarletka&lt;/a&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gratuluję i proszę o kontakt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do zobaczenia przy następnej notce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-437910524277444106?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/437910524277444106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/and-winner-is.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/437910524277444106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/437910524277444106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/and-winner-is.html' title='And the winner is...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6207536302614496479</id><published>2010-11-24T11:30:00.007+01:00</published><updated>2010-11-27T14:21:40.363+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Stuknął roczek! + KONKURS</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 250px;" src="http://www.1partysuppliesandfavors.com/store/i/is.aspx?path=/images/products/30231.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Nim się obejrzałam, postarzałam się o rok... Na szczęście nie sama, ale razem z moim blogiem:) Równo rok temu zaczęłam swoją przygodę w blogosferze. Nie chcę wytykać palcem, ale niektórzy wróżyli mi, że mój zapał początkującego nie przetrwa zimy. Przyznaję, miałam kilka chwil zwątpienia i zniechęcenia, ale (ha!) jestem i mam się dobrze. Co więcej, ktoś mnie czyta i odnajduje w tym przyjemność, więc czego chcieć więcej? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blog stał się dla mnie swoistym pamiętnikiem; stanowi rejestr nie tylko przeczytanych książek czy obejrzanych filmów, ale przede wszystkim EMOCJI, które towarzyszyły mi w danym czasie. Prawdopodobnie nigdy nie będę pisała suchych i rzeczowych recenzji, bo nie taki był mój zamiar. Wolę pokazywać SIEBIE na tle danego utworu niż być obiektywna. Piszę z czysto egoistycznych pobudek i tego zamierzam się trzymać. Mam w każdym razie nadzieję, że nie zdarzyło mi się przynudzać:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodatkowym promyczkiem na moim pochmurnym dziś niebie jest fakt, że dzięki blogowi odrodziłam swoją miłość do poezji. Nie będę kłamać, że jest ona dla mnie jak woda, bez której nie umiem żyć... Nie. Dla mnie jest jak niespodziewana kolacja przy świecach, chwilę po tym jak skończę myć naczynia. Jest świętem, zaskoczeniem, intymnością. Nie rozumiem jej, ale czuję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to się rozmarzyłam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z okazji pierwszych urodzin bloga chciałabym zaprosić wszystkich do małego KONKURSU. Niedawno udało mi się coś wygrać w jednym z blogowych konkursów, więc chciałabym się zrewanżować. Do wygrania jest:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 270px;" src="http://merlin.pl/Wysadzic-Rosje-Kulisy-intryg-FSB_Aleksander-Litwinienko-Jurij-Felsztinski,images_big,15,978-83-7510-072-3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;i&gt;Książka, za którą podąża śmierć. Najgłośniejszy mord polityczny ostatnich lat. Aleksander Litwinienko i Jurij Felsztinski oskarżają rosyjskie służby specjalne o zorganizowanie zamachów na budynki mieszkalne w 1999 r. i obciążenie odpowiedzialnością za nie czeczeńskich bojowników. Poznajemy przerażający opis Rosji we władaniu służb specjalnych: zabójstwa niewygodnych świadków, pseudonimy i nazwiska morderców, łapówki. Czy Aleksander Litwinienko, zamordowany w Londynie przez otrucie radioaktywnym polonem 210, zginął z powodu tej książki? Czy zastępca mera St. Petersburga, Anna Politkowska, dyrektor telewizji publicznej, czterej deputowani do Dumy zostali zamordowani w związku z zakazaną w Rosji książką?&lt;/i&gt; [Empik]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest z mojego księgozbioru. Jeśli ktoś lubi takie historie, zapraszam do umieszczania komentarza pod postem. Miło mi będzie również przeczytać, za co (jeśli) lubicie mój blog. &lt;br /&gt;A co? Chętnie poprawię sobie humor w taki ponury dzień:)&lt;br /&gt;Na zainteresowanych czekam do północy w sobotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Anonimowych uczestników konkursu (jako że są anonimowi) proszę o zostawienie adresu email.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;***&lt;/blockquote&gt;DZIĘKUJĘ za przemiłe komentarze - rozpędziły wszystkie chmury na moim listopadowym niebie:) Teraz wiem, że nie piszę tylko dla siebie. &lt;br /&gt;A to odpowiedzialność...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6207536302614496479?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6207536302614496479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/stukna-roczek-konkurs.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6207536302614496479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6207536302614496479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/stukna-roczek-konkurs.html' title='Stuknął roczek! + KONKURS'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6036190866995343603</id><published>2010-11-20T01:04:00.003+01:00</published><updated>2011-12-01T19:38:20.583+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura hiszpańska'/><title type='text'>"Książę Mgły", czyli traumy z klaunem w tle ciąg dalszy</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://merlin.pl/Ksiaze-Mgly_Carlos-Ruiz-Zafon,images_big,1,978-83-7495-837-0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Carlos Ruiz Zafon, Książę Mgły&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zafon, C.R., „Książę Mgły”, Muza, Warszawa 2010&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodan Casas&lt;br /&gt;s: 198&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;***&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;I like to believe that storytelling transcends age limitations*&lt;/i&gt; [C.R.Zafon]&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;***&lt;/blockquote&gt;Przyznaję się od razu, że moja miłość do Zafona jest miłością ślepą i bezkrytyczną, graniczącą niemal z obłędem. Całą resztę kocham miłością raczej dojrzałą i zdroworozsądkową. Przyjemność czytania dawkuję sobie świadomie, z kubkiem kawy w dłoni, gdy żaden stos papierów nie zerka na mnie złośliwym okiem, czasem w autobusie, by zapomnieć o ponurej masie człowieczeństwa napierającej na mnie zewsząd. Ale nie zarywam nocy, nie zaniedbuję rodziny i nie wydaję ostatniego grosza na książki... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakże inaczej rzecz się ma z rzeczonym panem Zafonem… W dniu premiery, będąc wciąż nieświadoma, że pierwsze jaskółki pojawiły się w księgarniach już dawno temu, jak burza przetoczyłam się przez kilka księgarń w poszukiwaniu zielonej okładki. I co? I nic! Musiałam obejść się smakiem, bo kompletnie nie miałam ochoty na wycieczkę do centrum w godzinach szczytu. Przy okazji odkryłam również, że Zafon wcale nie jest taki popularny, jak by się mogło wydawać. W jednej z pomniejszych księgarni w odpowiedzi na moje nie najmądrzejsze może pytanie: „Czy jest nowy Zafon?” usłyszałam; „Kto?”, „Zafon, taki pisarz.”, „A nie, to nie ma”. Tak więc niech Zafon nie myśli, że ma ugruntowaną pozycję w naszym zacnym kraju… Bo nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 170px;" src="http://www.zocalopublicsquare.org/thepublicsquare/wp-content/uploads/2010/05/mist.jpg" border="0" alt="" /&gt;Książkę zdobyłam dwa dni później. I co? Było warto. Może i jestem zaślepiona, ale z całą pewnością Zafon ma niebywałą zdolność czarowania swoich czytelników słowem. I chociaż to jego pierwsza książka w dorobku, w dodatku skierowana do młodego czytelnika, zdradza już jego talent do kreowania niezwykłej atmosfery świata, którego nie chce się opuszczać. Zresztą, kto powiedział, że młody czytelnik musi być mniej wymagający? O ile dobrze pamiętam, już w wieku –nastu lat starannie dobierałam lektury, nie zadawalając się byle czym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W najnowszej (na polskim rynku) powieści Zafona poznajemy rodzinę Carverów, którzy osiedlają się w małym nadmorskim miasteczku, by tu spokojnie przeczekać zawieruchę wojny. Dom, który miał stać się ich azylem, okazał się dźwigać tragiczną historię poprzednich mieszkańców. Mały chłopiec, ukochany syn pierwszych właścicieli domu, utonął w morzu. Wspomnienie tragedii jest jednak jedynie preludium do koszmaru, który czeka nowych mieszkańców. Najpierw w domu pojawia się dziwny kot zwiastujący czyhające za rogiem zło. Później Max, syn Carverów, odnajduje na tyłach domu ogród z tajemniczymi posągami, które wyglądają jak uwięziona w kamieniu trupa cyrkowa. Centralne miejsce wśród cyrkowców zajmuje – któż by inny? – klaun o szyderczym uśmiechu. Cały ogród tonie we mgle… To dopiero początek tajemnic. Max poznaje Rolanda, którego dziadek przez wiele lat był latarnikiem w miasteczku. To właśnie on opowie im przerażającą opowieść o Kainie, Księciu Mgły, który czyha na ludzkie słabości, by dzięki nim zapewnić sobie długowieczność. Czasami zdaje nam się, że gdy ziści się któreś z naszych marzeń, osiągniemy pełnię szczęścia. Nic bardziej mylnego. Lista życzeń nigdy się nie kończy, a my na zawsze pozostaniemy nienasyceni.Warto pamiętać, że we wszechświecie od &lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 140px;" src="http://g-ecx.images-amazon.com/images/G/01/littlEMS/Carlos_Ruiz_Zafon._V212526289_.jpg" border="0" alt="" /&gt;wieków panuje równowaga. Tak  więc nasze szczęście musi być zrównoważone czyimś nieszczęściem. Kain dba o tę równowagę – za spełnienia życzenia domaga się czegoś w zamian i skutecznie egzekwuje złożoną wcześniej obietnicę. Dopiero Max z Rolandem stają mu na drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma sensu zastanawianie się czy &lt;i&gt;Książę Mgły&lt;/i&gt; jest równie dobrą powieścią jak &lt;i&gt;Cień wiatru&lt;/i&gt;. I czy w ogóle jest dobrą powieścią. Miłośnicy Zafona na pewno odnajdą to, za co kochają pisarza. Styl może nie jest tak kwiecisty, a historia wydaje się zbyt uproszczona i za krótka, ale ja nie zawiodłam się ani trochę. No może na początku zaskoczyło mnie te sto parę kartek, bo bałam się, że „połknę" książkę jeszcze w księgarni, ale nic to… Chciałabym, żeby moje dzieci w przyszłości czytały TAKIE książki obok Niziurskiego, Nienackiego czy Musierowicz. Książka zdecydowanie pobudza wyobraźnię. Czekam na więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż może nie powinnam zarażać kolejnych pokoleń moją klaunofobią… hmm… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytaj: &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2009/12/swiat-do-nas-nie-nalezy.html"&gt;"Marina"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/05/tym-razem-kalkuta.html"&gt;"Pałac Północy"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/11/moralnosc-pana-zafona.html"&gt;"Światła września"&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;_______________________________________________________&lt;br /&gt;* &lt;i&gt;Lubię myśleć, że opowieści nie ogranicza wiek jej czytelników.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;[by Inez]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6036190866995343603?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6036190866995343603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/ksiaze-mgy-czyli-traumy-z-klaunem-w-tle.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6036190866995343603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6036190866995343603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/ksiaze-mgy-czyli-traumy-z-klaunem-w-tle.html' title='&quot;Książę Mgły&quot;, czyli traumy z klaunem w tle ciąg dalszy'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-777057137990144512</id><published>2010-11-16T11:41:00.004+01:00</published><updated>2011-10-26T18:44:11.857+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Moskwo, jaka jesteś...</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 270px;" src="http://1.fwcdn.pl/po/38/28/603828/7343786.3.jpg?l=1289705520000" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Moskwo, kocham Cię&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;(oryg. &lt;i&gt;Москва, я люблю тебя!&lt;/i&gt;), 2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;reż. Iwan Ochłobystin, Gieorgij Natanson, Oleg Fomin, Wiera Storożewa, Rustam Ibragimbiekow, Iraklij Kwirikadze, Jekatierina Kalinina, Siergiej Bodrow, Dmitrij Troickij, Olga Stołpowskaja, Aleksandr Kasatkin, Jekatierina Dwigubskaja, Artiom Michałkow, Andriej Razienkow, Wasilij Cziginskij, Georgij Paradżanow, Ałła Surikowa, Jegor Konczałowskij&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę pisała, że nie mogło mnie zabraknąć na festiwalu filmów rosyjskich „Sputnik nad Warszawą", bo szczerze mówiąc, ledwo się na niego załapałam. Jak na złość, zawsze spiętrzą się jakieś sprawy nie cierpiące zwłoki i spotkania, których nie można przełożyć. Ale udało się - ostatniego dnia festiwalu i prawie na ostatni seans w Pałacu Kultury i Nauki, w którym mieści się kino. Festiwal gościł jeszcze w dwóch innych kinach warszawskich, ale szczerze mówiąc Pałac – dar od naszych radzieckich przyjaciół – wydawał się jedynym słusznym miejscem, by celebrować to święto kina rosyjskiego. Nie wiem czy wiecie, ale w Moskwie znajduje się kilka pierwowzorów naszego, chcąc nie chcąc, symbolu Warszawy, zwanych „siedmioma siostrami” Stalina. Na jedną z nich, Uniwersytet Moskiewski, miałam okazję się wdrapać, by choć raz spojrzeć na Moskwę z góry. Szczyt PKiN ciągle jeszcze przede mną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 190px;" src="http://spletnik.ru/img/2010/08/evgenia/20100804-moscva-3.jpg" alt="" border="0" /&gt;Film &lt;i&gt;Moskwo, kocham Cię&lt;/i&gt; to zbiór 18 krótkich filmików stworzonych przez 18 rosyjskich reżyserów, których zadaniem było streszczenie swojej miłości do stolicy w pięciu minutach. Jako że nie przepadam za krótkimi formami literackimi, sceptycznie odniosłam się również do tego pomysłu. Ale zwabiła mnie Moskwa i cicha tęsknota za jej wyjątkowością. Niestety okazało się, że Moskwy-miasta jest w filmie jak na lekarstwo. Komuś, kto choć trochę zna stolicę Rosji, uda się mimo wszystko nanizać na sznurek ze wspomnieniami kilka klejnocików: pomnik Żukowa przed wejściem na Plac Czerwony, kolejka do mauzoleum Lenina, GUM, „siedem sióstr” górujących nad miastem… Jednak wątpię, żeby ktoś po tym filmie zakochał się w Moskwie. Zdecydowanie jej za mało. I niby wiem, że miasto to ludzie w nim żyjący, ale ich umiejscowienie w konkretnej przestrzeni było zbyt pobieżne, niewyczuwalne i równie dobrze można by było ich umieścić na którejś z odległych planet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie wszystkie filmy były dobre. Nie jestem też pewna czy były ułożone we właściwej kolejności, ale wachlarz emocji, który im towarzyszył, był nader rozłożysty. Można się było pośmiać, popłakać, a czasem… pozastanawiać, o co chodzi. Reakcje trzeba było dostrajać co pięć minut, bo tyle trwała każda etiuda. Dla mnie zdecydowanym numerem jeden okazał się film „Skrzypek” Wiery Storożewej – niemal bez słów, mocno i dobitnie, aż wryło mnie w fotel. Poza tym uwagę przykuł również film „Job” (tak, to z ang.) Artioma Michałkowa, syna TEGO Michałkowa; oklaski należą mu się za świetną, niespodziewaną pointę (cała sala ryknęła śmiechem). Reszta obrazów rozmywa się i tylko niektóre momenty pulsują żywiej w pamięci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 190px;" src="http://pix.timeout.ru/219106.jpeg" alt="" border="0" /&gt;Mimo wszystko oceniam film wysoko, chociaż na rosyjskich portalach recenzenci nie pozostawiają na nim suchej nitki. Dla mnie liczył się klimat: mój ukochany język, którym mogłam cieszyć uszy, mój ukochany mąż, któremu mogłam pokazywać: tu byłam, tu się wspięłam, a tu się zgubiłam i nawet ludzie obok, od których promieniowała bezkrytyczna miłość do tej całej rosyjskości. Już dawno nie widziałam tak po brzegi wypełnionej sali kinowej! Ludzie siedzieli na schodach. Coś niesamowitego! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwiastun filmu (po rosyjsku) możecie obejrzeć &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=uvZvzyAWqWI"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili namysłu stwierdzam, że i tak nic nie przebije &lt;i&gt;Moskwa nie wierzy łzom&lt;/i&gt;… Jeśli nie widzieliście, polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-777057137990144512?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/777057137990144512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/moskwo-jaka-jestes.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/777057137990144512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/777057137990144512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/moskwo-jaka-jestes.html' title='Moskwo, jaka jesteś...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3931581214042884555</id><published>2010-11-12T11:47:00.002+01:00</published><updated>2010-11-16T00:17:25.191+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Preria czy łąka?</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 230px;" src="http://mysticmedusa.com/wp-content/uploads/2010/10/emily_dickinson.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;To make a prairie&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Emily Dickinson&lt;br /&gt;(1830-1886&lt;/b&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;To make a prairie it takes a clover and one bee,&lt;br /&gt;One clover, and a bee.&lt;br /&gt;And revery.&lt;br /&gt;The revery alone will do,&lt;br /&gt;If bees are few.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;By stworzyć prerię&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;By stworzyć prerię, starczy jeden zgoła&lt;br /&gt;Kwiat koniczyny,&lt;br /&gt;Marzenie&lt;br /&gt;I pszczoła.&lt;br /&gt;Jeśli pszczół nie ma ani na lekarstwo,&lt;br /&gt;Same rojenia wystarczą&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;  (tłum. Stanisław Barańczak)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;By zrobić łąkę&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;By zrobić łąkę, starczy koniczyna&lt;br /&gt;I jedna pszczoła -&lt;br /&gt;Koniczyna i pszczoła.&lt;br /&gt;I marzenie, co je przywoła.&lt;br /&gt;Wystarczy byś marzenie snuł,&lt;br /&gt;Jeśli jest mało pszczół.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;(tłum. Artur Międzyrzecki)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Emily Dickinson przypomniałam sobie zupełnie przypadkiem, zaglądając na bloga &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2010/11/good-morning-midnight-jean-rhys.html"&gt;Anny&lt;/a&gt;. Poezja Dickinson nierozerwalnie związana jest z moimi młodzieńczymi marzeniami i ambicjami oraz upartym samodokształcaniem. Między innymi na jej wierszach uczyłam się języka angielskiego, co nie było zadaniem łatwym, ale zawsze przyjemnym i ostatecznie satysfakcjonującym. Obok Dickinson wsparciem dydaktycznym służyły mi również piosenki U2, telewizja BBC oraz proza sióstr Brontë i Brama Stokera, więc jeszcze zanim poszłam na studia, naukę pobierałam od najlepszych:) Z rzewnością wspominam czasy, kiedy ślęczałam nad tekstami, skrupulatnie wypisując słowo po słowie, sprawdzając ich znaczenie, kontekst, a później radośnie odkrywając je w kolejnym tekście. Swoimi ambicjami i maniakalnym niemal uporem jak czołg taranowałam wyrastające na mojej drodze przeszkody…&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 170px;" src="http://tiee.ecoed.net/vol/v5/practice/dalgleish/img/konza1-prairie-1600x1200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Wiersz, który wybrałam, należy do tych ulubionych. Choć krótki i pozornie banalny, sięga przesłaniem znacznie głębiej. Dzięki niemu odkryłam, że marzenia mają moc sprawczą i że to przede wszystkim ja jestem kreatorem mojego świata! Tyle mi to kiedyś dało siły i odwagi… Później co prawda musiałam nauczyć się również pokory, ale… to było później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś zwróciłam jednak uwagę na coś innego: na dwa tłumaczenia wiersza Emily Dickinson. Międzyrzecki „udomowił” prerię i zamienił ją na łąkę, co oczywiście nie ma większego znaczenia dla przesłania wiersza, ale jak dla mnie, boleśnie zmniejsza rangę marzenia, które nagle staje się bardziej pospolite. Chyba zresztą nie jestem zwolenniczką TAKIEGO dostosowywania poezji do czytelnika. Egzotyzacja czy udomowienie może być dobre w przypadku prozy, ale nigdy poezji. Wiersz w tłumaczeniu Barańczaka jest melodyjny i zabawny, bliższy przez to oryginałowi. Mnie jednak Barańczak zdecydowanie kupił „rojeniami”, którymi rozbzyczała mi się nagle cała preria. Pozostaje jednak pytanie: czy tłumacz poezji może zastosować grę słowną tam, gdzie jej nie ma w oryginale?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co wybieracie: prerię czy łąkę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3931581214042884555?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3931581214042884555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/preria-czy-aka.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3931581214042884555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3931581214042884555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/preria-czy-aka.html' title='Preria czy łąka?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8892870685275066736</id><published>2010-11-08T11:08:00.004+01:00</published><updated>2011-02-17T17:05:11.485+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Pociąg relacji Słupsk-Warszawa</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://fantastyka.wm.pl/wp-content/uploads/2010/08/okl-Archipelag-Khuruna.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jewgienij T. Olejniczak, Archipelag Khuruna&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Olejniczak, J.T., „Archipelag Khuruna”, Fabryka Słów, Lublin 2010&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;s: 355&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Faktycznie, jedyny ruch, jaki mógł zrobić Emanuel, aby uniknąć rychłego mata, to było uderzenie kolanem w stolik i strącenie figur z szachownicy.&lt;/i&gt; [s. 134]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio miałam wątpliwą przyjemność podróżowania przez pół Polski pociągiem. Nie wiem czy wiecie, ale obecnie nasza kolej intensywnie się remontuje, przez co przemierzenie 500km zajmuje ponad 9 godzin (!). Sami rozumiecie, że nie było innego wyjścia, jak znaleźć sobie jakąś lekką i przyjemną lekturę na czas podróży. I muszę przyznać, że &lt;i&gt;Archipelag Khuruna &lt;/i&gt;fantastycznie wywiązał się z zadania. Dałam pochłonąć się całkowicie i z wypiekami na twarzy przewracałam kolejne kartki, żeby sprawdzić, jakiż to finał będzie miała ta historia. Już nawet współpasażerowie zaczęli na mnie zerkać z niepokojem… Przyznam się szczerze, że z fantastyką nie jestem za pan brat, ale za to zawsze chętnie badam obce mi jeszcze zakamarki literatury. Książkę wygrałam na blogu u &lt;a href="http://ksiazkowo.wordpress.com/"&gt;Agnieszki&lt;/a&gt;. Myślę, że takie konkursy to doskonała okazja, żeby sięgnąć po książkę, którą w innej sytuacji może byśmy się nigdy nie zainteresowali. Dzięki temu możemy się przekonać, że są jeszcze inne światy, które warto odwiedzić. Agnieszko, bardzo Ci dziękuję za tę możliwość, jak również za piękną macedońską zakładkę:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Olejniczka zabiera nas do XIX-wiecznego Krakowa. Tam poznajemy emerytowanego policjanta Emanuela Henzelmanna, który wciąż niestrudzenie bawi się w detektywa. Pewnego dnia w jego ręce wpada tajemnicza fotografia, na której w tłumie ludzi na jednej z krakowskich ulic dostrzega człekokształtnego stwora. Fotograf utrzymuje, że jest to skaza na zdjęciu, ale stary komisarz nie daje wywieść się w pole. Podejrzewa, że Kraków zamieszkują dziwne stwory, które postanowiły zawładnąć rasą ludzką. Zaczyna śledztwo. &lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 160px;" src="http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ldZBf7LZ1eKykM:http://www.fothost.pl/out.php/i136805_ko.mariac.iw.wojc..jpg&amp;t=1" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że dałam się wciągnąć w tę nieprawdopodobną historię, bo powieść napisana jest językiem prostym i dość obrazowym, czyta się ją dobrze, szczególnie w przedziale pociągu. Interesuje mnie również zagadnienie istnienia światów równoległych, więc byłam ciekawa, jak autor zmierzy się z tym tematem. I byłoby całkiem dobrze, gdyby nie to, że mało, mało, mało… W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że autor uciął historię, jakby po prostu stwierdził, że 350 stron to w sam raz na powieść i nie ma co dalej marnować pomysłów. Poczułam się zawiedziona, bo chciałam wiedzieć więcej, chciałam w swojej wyobraźni odtworzyć cały archipelag Khuruna, a starczyło mi sił i możliwości jedynie na stworzenie niewyraźnego zarysu tego świata. Obcych istot nawet nie musiałam sobie wyobrażać, bo ich przedstawiciel złym okiem łypie na nas z okładki. co uważam za cios poniżej pasa. Zawsze myślałam, że literatura fantastyczna służy do tego, by stymulować wyobraźnię, a nie ją hamować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna sprawa to atmosfera XIX-wiecznego Krakowa, której… nie ma. Dobrze że autor czasami wspomniał o Modrzejewskiej i że w całą aferę wplątał Habsburgów, bo w ogóle bym zapomniała, że rzecz dzieje się w XIX w. No ale nie każdy może być Zafonem… ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się jednak bardzo, że trafiłam na tę książkę, bo nagle naszła mnie chęć przeczytania jakiegoś dobrego kryminału. Tajemnice, podejrzenia, zbieranie dowodów, niespodziewany morderca… Może zajrzę do Agathy Christie, a może mi coś polecicie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8892870685275066736?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8892870685275066736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/pociag-relacji-supsk-warszawa.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8892870685275066736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8892870685275066736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/pociag-relacji-supsk-warszawa.html' title='Pociąg relacji Słupsk-Warszawa'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-1826996357414059169</id><published>2010-11-04T12:59:00.002+01:00</published><updated>2011-02-17T17:06:56.296+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Łapy precz od wspomnień!</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://simania.co.il/bookimages/covers71/710294.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Louisa May Alcott, Małe kobietki&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Alcott, L.M., „Little Women”, Penguin Classics, London 1989&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;s: 504&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sięgnęłam po &lt;i&gt;Małe kobietki&lt;/i&gt; Louisy May Alcott z nadzieją, że odkrywam właśnie amerykański ekwiwalent powieści sióstr Bronte. Dawno, dawno temu oglądałam ekranizację tejże powieści. Film zapamiętałam jako ciepłą, pełną miłości opowieść o życiu czterech sióstr i ich niesfornego przyjaciela Lauriego. Film był pięknym wspomnieniem z czasów, kiedy byłam podlotkiem podekscytowanym mgliście zarysowaną przyszłością i… tam powinien był pozostać. Ostatnio jednak nabrałam okropnego zwyczaju odświeżania swoich wspomnień z dzieciństwa i jak na razie nie wychodzi mi to na dobre. Szybsze bicie serca, chwilowe rozczulenie, niewyraźne pojękiwanie tęsknoty i… rozczarowanie. Postanowiłam więc tymczasowo zaniechać nostalgicznych podróży do czasów, które minęły bezpowrotnie. Najpiękniejsze są wspomnienia, ot co! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Louisy May Alcott zabiera nas do świata, którego już nie ma, a coraz częściej myślę, że takiego świata w ogóle nigdy nie było. Świat sióstr March to świat idealny, mimo biedy, chorób i śmierci. W tym świecie człowiek jest idealny, a przez to taaaki nudny… Każda z sióstr March to obraz wszelkich cnót, a jeśli nawet jakaś rysa skazi ten obraz, to tylko na chwilę, gdyż życiową misją wszystkich dziewczynek jest samodoskonalenie. Najstarsza z dziewczynek, Meg, jest piękna, pracowita, romantyczna; Beth – cicha, nieśmiała, rodzinna, Amy – jak mała iskierka, trochę za bardzo skupiona na sobie, co „na szczęście” udaje się jej skutecznie zwalczyć i Jo – najbarwniejsza z sióstr, chłopczyca, bezkompromisowa, szczera do bólu, aspirująca pisarka. Tak naprawdę tylko dzięki Jo udało mi się&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 200px;" src="http://www.goodhousekeeping.com/cm/goodhousekeeping/images/Little-Women-fb.jpg" border="0" alt="" /&gt; przebrnąć przez powieść do końca. Czytałam gdzieś, że Alcott maluje ludzkie charaktery barwnie i niezwykle przekonująco, ale jako miłośniczka literatury skupionej wokół ludzkiej psychiki zdecydowanie muszę przyznać, że wybieram malarza-Dostojewskiego. Moim zdaniem, portrety namalowane pędzlem Alcott są płaskie, nierealne, a przez to nudne. Powiew XIX w. również nie jest obezwładniający, chociaż emocje związane z pierwszym balem, pikniki, echo wojny domowej, z której powrócił ojciec dziewczynek, podróż Amy po Europie z bogatą ciotką niewątpliwie dodają całej opowieści uroku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym jeszcze na chwilę wrócić do osoby Jo, która wzbudziła największą moją sympatię. Pojawiają się przypuszczenia, że Alcott wzorowała tę postać na sobie ze względu na aspiracje literackie Jo, ale również ze względu na jej wyraźną niechęć do zamążpójścia. Sama Alcott w jednym z wywiadów powiedziała:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;I am more than half-persuaded that I am a man's soul, put by some freak of nature into a woman's body ... because I have fallen in love in my life with so many pretty girls and never once the least bit with any man.*&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Dzięki takim stwierdzeniom zaczęto podejrzewać Louisę May Alcott o skłonności homoseksualne, jak również o to, że takimi skłonnościami obdarzyła jedną z bohaterek swojej powieści. Uważam to za nonsens, bo sam fakt wchodzenia na drzewo czy odrzucenie ręki mężczyzny, którego się nie kocha nie świadczy chyba o homoseksualizmie! &lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://www.monkeysaidbear.com/wp-content/uploads/2009/12/Louisa-May-Alcott.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Mam jeszcze dowód na to, że niektóre zachowania zawsze pozostaną uniwersalne:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;When women are the advisers, the lords of creation don’t take the advice till they have persuaded themselves that it is just what they intended to do; then they act upon it, and, if it succeeds, they give the weaker vessel half the credit of it; if it fails, they generously give her the whole.&lt;/i&gt; [s. 420]**&lt;/blockquote&gt;Ile w tym uszczypliwości, humoru i zmysłu obserwacji… Niektóre prawdy życiowe nigdy się nie starzeją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko cieszę się, że lektura &lt;i&gt;Małych kobietek&lt;/i&gt; już za mną i mogę zabrać się za literaturę bardziej odpowiednią dla mojego wieku. Nie wiem na jak długo, bo wkrótce Boże Narodzenie, śnieg za oknem i spotkania z rodziną, czyli czas, który sprzyja refleksjom i powrotom do przeszłości. Ale póki co, trzymam się z dala wspomnień!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;____________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*) &lt;i&gt;Jestem więcej niż przekonana, że jestem duszą mężczyzny, którą jakiś szaleniec umieścił w ciele kobiety… ponieważ w swoim życiu zakochałam się w tylu ślicznych dziewczętach i nigdy przenigdy w żadnym mężczyźnie.&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;[by Inez]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;**) &lt;i&gt;Kiedy doradcą jest kobieta, pan i władca nigdy nie przyjmie rady, dopóki nie przekona sam siebie, że i tak zamierzał postąpić w ten właśnie sposób; następnie postępuje zgodnie z radą i jeśli rada była dobra, przypisuje słabej płci połowę zasługi, a jeśli rada była zła, wspaniałomyślnie obarcza ją całą winą.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;[by Inez]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-1826996357414059169?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/1826996357414059169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/apy-precz-od-wspomnien.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1826996357414059169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1826996357414059169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/11/apy-precz-od-wspomnien.html' title='Łapy precz od wspomnień!'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8556433290657433095</id><published>2010-10-21T19:06:00.010+02:00</published><updated>2011-05-30T17:04:07.520+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>"Mądrość jest apetyczna"</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://cokupic.pl/i/c_big187386.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Olga Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tokarczuk, O., „Dom dzienny, dom nocny”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;s: 390&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jaka to rozkosz, jaka słodycz życia - siedzieć w chłodnym domu, pić herbatę, pogryzać ciasto i czytać. Przeżuwać długie zdania, smakować ich sens, odkrywać nagle w mgnieniu sens głębszy, zdumiewąc się nim i pozwalać sobie zastygać z oczami wklejonymi w prostokąt szyby. Herbata stygnie w delikatnej filiżance; nad jej powierzchnią unosi się koronkowy dymek, który znika w powietrzu, zostawiając ledwie uchwytny zapach. Sznureczki liter na białej stronie książki dają schronienie oczom, rozumowi, całemu człowiekowi. Świat jest przez to odkryty i bezpieczny. Okruszki ciasta wysypują się na serwetę, zęby dzwonią leciutko o porcelanę. W ustach zbiera się ślina, bo mądrość jest apetyczna jak drożdżowe ciasto, ożywiająca jak herbata.&lt;/span&gt; [s.244]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że swój romans ze współczesną literaturą polską rozpoczęłam od Olgi Tokarczuk. Dotychczas wrażeń i głębszych doznań literackich szukałam raczej poza obrzeżami naszego małego podwórka literackiego. Nie wynikało to z żadnych krzywdzących uprzedzeń czy bolesnych doświadczeń z dzieciństwa; moja przebiegła ręka po prostu zbyt często nie sięgała za grzbiety polskich książek. Szukałam wrażeń wszędzie, tylko nie na swoim podwórku. Wolałam obco brzmiące imiona, nazwy od swojskiej topografii i nazewnictwa. Chyba w ogóle nie znoszę słowa „swojski”. Może dlatego…&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 170px;" src="http://www.image.wici.info/lokale/antykwariat_metzger.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Zupełny przypadek sprawił, że natrafiłam na Tokarczuk. Miewam takie dni w swoim życiu, gdy uciekam od świata, od ludzi i od telefonów komórkowych. Uciekam do księgarni. Chodzę między półkami, podczytuję, zaciągam się farbą drukarską, szukam odpowiedzi. Zawsze wtedy wybiera mnie jakaś książka. Książka, która wyjaśnia życie i sprawia, że inne rzeczy przestają się liczyć. Czytam, a olśnienia spływają na mnie jedno po drugim. Taka książka jest wyjątkowa tylko w danej czasoprzestrzeni; możliwe, że w innym momencie okazałaby się jedynie zwykłą książką lub pospolitym czytadłem. Tak było z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Domem dziennym, domem nocnym&lt;/span&gt;. W powieści odnalazłam dziesiątki cytatów, którymi mogłabym oflagować poszczególne momenty swojego życia. Tokarczuk pokazuje życie, wyświetla pojedyncze obrazy, ale nic nie wyjaśnia. Sami musimy pokusić się o interpretację, co wcale nie jest łatwe. Na szczęście wyznaję tezę, że każdy czytelnik powinien interpretować literaturę wedle własnego upodobania i adaptować ją dla własnych potrzeb. Tak też bezwstydnie robię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tokarczuk pisze o domu – w znaczeniu dosłownym i metafizycznym. Dom to miejsce i my sami, nasze myśli i nasze sny, nasze jestestwo i nasz byt. Kreujemy siebie w wybranym miejscu i chcemy czuć się w nim bezpiecznie. Jak wielu ludzi na świecie dąży do takie stanu? Dlaczego tak niewielu się to udaje? Bo nie chcemy rozumieć. Gdy inwestujemy w drogie parkiety i meble, a zapominamy, że to w NAS jest dom, nic się nie uda. Najpierw musimy zaprowadzić porządek na swoim wewnętrznym strychu, żeby naprawdę poczuć się bezpiecznie.&lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 190px;" src="http://i.iplsc.com/-/0000P314G9Y3IC5R-C303.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk snuje jedną opowieść za drugą. Opowieści są powiązane miejscem, ale nie czasem. Czyta się je jakby od niechcenia, a potem jak grom z jasnego nieba spada zrozumienie. Mnie najbardziej poruszyła jedna z końcowych opowieści o Nim i o Niej, parze młodych ludzi, którzy próbowali ułożyć sobie życie w powojennej Polsce. Byli piękni, młodzi, mieli pieniądze, dom i siebie. Żyli sobą i dla siebie. Egoistycznie. Niczego nie chcieli zmieniać, bo było im dobrze. Nie chcieli się dzielić swoim życiem z nikim. Nawet z dzieckiem, które dopełniłoby ich miłość.  Nad wszystkim mieli kontrolę, ale…&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zawiązki dzieci powstawały w nich i tak […] Co miesiąc rodziły się w jej jajnikach, niepełne, połowiczne istoty; i w jego podbrzuszu produkowały się miliony istnień. I czasem zdarzało się, że te zawiązki łączyły się w jej macicy, ale ona nie chciała ich nosić ani karmić, ani pielęgnować, więc tajemniczo obumierały i zmywały je wodospady krwi. A ona święcie wierzyła, że świat jest poddany jej woli, że gdy się czegoś chce, to to się stanie, a gdy się zechce - to to będzie.&lt;/span&gt; [s. 334]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;W tym cytacie ujawnia się cała niezwykła siła i moc języka Tokarczuk. Za każdym razem, gdy go czytam, zimny dreszcz przebiega mi po plecach i czuję się jak małe dziecko, które zwędziło jabłko z ogrodu sąsiada. I nie jest to związane z moim światopoglądem. Dotyka to jednak mojego ledwie dyszącego, głęboko zagrzebanego poczucia winy, o którego istnienie nawet się nie podejrzewałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dom dzienny, dom nocny&lt;/span&gt; pełna jest takich perełek. Czyta się ją chciwie i szuka się w niej siebie. Nie da się jej opowiedzieć w kilku słowach, więc jak zwykle skupiłam się na tym, co dla mnie najważniejsze: zagnieżdżeniu jej w moim prywatnym mikrokosmosie oraz języku (!) Jestem zaczarowana. Do dziś nie mogę otrząsnąć się z letargu, w który wprawiła mnie jej proza. Tokarczuk czaruje słowami, a zarazem jest tak daleka od banału. Łączy nietypowe wyrazy, a nam wydaje się, że były one od dawna  sobie przypisane. To naprawdę czary. Dzięki Tokarczuk miałam ochotę nie tylko czytać, ale i pisać! Niestety kolizja z rzeczywistością okazała się zbyt bolesna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cudownie wiedzieć, że mamy takich pisarzy w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że milion rzeczy przeoczyłam i pogubiłam po drodze, ale jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jeszcze komuś Marta kojarzy się z Emerenc z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zamkniętych drzwi&lt;/span&gt; Magdy Szabo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8556433290657433095?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8556433290657433095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/10/madrosc-jest-apetyczna.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8556433290657433095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8556433290657433095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/10/madrosc-jest-apetyczna.html' title='&quot;Mądrość jest apetyczna&quot;'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-1258231277372363698</id><published>2010-10-08T09:10:00.012+02:00</published><updated>2010-12-02T00:17:33.865+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Spójrz Pradze prosto w oczy</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 270px;" src="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:FgWbydjEMCxkJM:http://i40.tinypic.com/30vyv41.jpg&amp;t=1" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rezerwat&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, 2007&lt;br /&gt;reż. Łukasz Palkowski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkam na warszawskiej Pradze praktycznie od początku mojego romansu ze stolicą, czyli jakieś dziewięć lat. Na początku było to życie w komunie studenckiej (akademik), później pomieszkiwanie chyłkiem u koleżanki (na nierównych prawach), następnie przez kilka lat wynajmowanie „swoich” czterech ścian, które zaowocowało silnym pragnieniem posiadania własnego miejsca na ziemi (na Pradze). Nie dało się go uciszyć, więc nie pozostawało nic innego jak zgromadzić wszystkie siły i środki i poszukać takiego miejsca. I tak już od roku moszczę swoje gniazdko. W poszukiwaniu mieszkania tylko raz przekroczyłam Wisłę, ale szybko wróciłam na jej prawy brzeg… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praga zastąpiła mi dom. Gdy kilka lat temu przyjechałam do Warszawy jako studentka pierwszego roku, byłam, delikatnie mówiąc, oszołomiona. Nie potrafiłam dostosować się do szaleńczego tempa miasta. Biegłam co sił, ale mimo wszystko ciągle pozostawałam w tyle. A Warszawa nie jest przyjazna przyjezdnym. Wiedzą o tym wszyscy, jednak bezustannie ciągną do niej korowody. Tylko Praga była spokojniejsza, wolniejsza, przyjaźniejsza. Chociaż nie było tu wielkomiejskich kin, pubów, restauracji, a miasto wypuszczało w te rejony tylko stare, zdewastowane tramwaje i autobusy, można było się tu poczuć bardziej swojsko. Dzisiejsza Praga jest już inna. Powstało kino, odnowili Teatr Powszechny i odrestaurowali wiele kamienic, do dzielnicy ściąga coraz więcej artystów i młodych ludzi, którzy szukają tu trochę tańszego życia. Coraz więcej się dzieje. Praga staje się piękna, inna, ale w odróżnieniu od lewobrzeżnej Warszawy ma duszę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film Palkowskiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rezerwat&lt;/span&gt; próbuje podać nam tę duszę na tacy. Nie mogło się udać. Nie zapominajmy, że na obraz Pragi w dużej mierze składają się ludzie, którzy mieszkają tu nie od kilku lat, jak ja, ale od narodzin. Oglądamy więc Pragę oczami „przyjezdnego” (z centrum stolicy) fotografa, Marcina, który zmuszony jest zamieszkać chyba w najbardziej obskurnej kamienicy na &lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 280px;" src="http://www.polskiekrajobrazy.pl/images/stories/big/21098Brzeska.jpg" alt="" border="0" /&gt;całej Pradze. Próbuje odnaleźć się w nowych realiach. Jak można się domyślić, nie jest łatwo: sąsiad recydywista, awantury podwórkowe, dokuczający dzieciak z sąsiedniej kamienicy, pijaczki pod domem, dresiarze czający się w ciemnościach. Przepraszam, ale mi to wygląda na zwyczajne przeniesienie stereotypów na ekran. Zero wysiłku. Jeszcze dziś na słowa: mieszkam na Pradze, słyszę w odpowiedzi: nie boisz się?! Ludzie, czego? Nocą równie niebezpiecznie jest w innych dzielnicach, a najbardziej to chyba w centrum. A takie filmy to jak nawóz dla uprzedzeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na uznanie zdecydowanie zasługuje Sonia Bohosiewicz w roli Hanki, sąsiadki głównego bohatera. Zagrała dynamicznie, rozczulająco i przekonująco. Praska fryzjerka, blondyna, z marnie doczepianymi blond kosmykami, która próbuje wyrwać się swojemu chłopakowi-kryminaliście. Udaje jej się to dopiero po spontanicznej sesji zdjęciowej, podczas której niespodziewanie ujawnia się jej wewnętrzne piękno. Smutne piękno. Dzięki temu Hanka odnajduje szacunek do samej siebie wraz z zagubionym poczuciem wartości i przepędza chłopaka na cztery wiatry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie miałam zamiaru pisać o tym filmie. Lubię pisać o rzeczach dobrych, takich, które zostawiają ślad na mojej duszy. Ten film mnie trochę zniesmaczył, trochę rozśmieszył. Miał dowieść, że prości ludzie są lepsi od cwaniaków. Wiemy to od dawna, problem w tym, że niektórzy ludzie to cwaniaki, lubią innych cwaniaków i wcale nie zamierzają tego zmieniać. Na całą opowieść spojrzą z przymrużeniem oka, a na mieszkańców Pragi jak na zwierzęta w zoo czy na Indian w rezerwacie. Tak, tytuł zdecydowanie dobry. Ale film, który miał obalić stereotypy, moim zdaniem, jeszcze bardziej wzmocnił ich korzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale co ja mogę wiedzieć, mieszkam tu od niedawna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-1258231277372363698?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/1258231277372363698/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/10/spojrz-pradze-prosto-w-oczy.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1258231277372363698'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1258231277372363698'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/10/spojrz-pradze-prosto-w-oczy.html' title='Spójrz Pradze prosto w oczy'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-1140351887405922319</id><published>2010-10-04T16:15:00.006+02:00</published><updated>2010-10-04T16:29:51.889+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>Wiedziałam!</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;[...] zrozumiał, że to, co go boli, nie pochodzi z zewnątrz, ale z wewnątrz i nie ma związku z pijanym ojcem czy piersią matki. Boli samo z siebie z tej samej przyczyny, dla której rano wschodzi słońce, a nocą gwiazdy. Boli.&lt;/span&gt;*&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli odnajduje swoje miejsce w spokoju. Niedługo będzie mnie znacznie więcej. Na razie szukam wytłumaczenia. Chociaż może zupełnie niepotrzebnie! &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Małe kobietki &lt;/span&gt;Alcott są w tym momencie nie do przełknięcia. Tokarczuk zawładnęła mną całkowicie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_______________________________________________&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;*Tokarczuk, O., "Dom dzienny, dom nocny", Wyd. Literackie 2010 [s.22]&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-1140351887405922319?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/1140351887405922319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/10/wiedziaam.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1140351887405922319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/1140351887405922319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/10/wiedziaam.html' title='Wiedziałam!'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7021751351776935422</id><published>2010-09-22T11:21:00.009+02:00</published><updated>2010-10-23T20:37:29.036+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Tylko wyjrzę...</title><content type='html'>&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 280px;" src="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:F6ZW3op-1L8euM:http://krzeszowiceone.pl/files/okno.jpg&amp;t=1" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nigdy nie otwierać okna&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Rafał Wojaczek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pamiętaj &lt;br /&gt;nigdy &lt;br /&gt;nie otwieraj okna&lt;br /&gt;w czterech ścianach&lt;br /&gt;wiatr nie wieje&lt;br /&gt;dbaj o głowę &lt;br /&gt;i o różę&lt;br /&gt;i zaczerpuj wciąż na nowo&lt;br /&gt;wprost ze źródła mieszczańskiego&lt;br /&gt;nie myśl o tym&lt;br /&gt;że ci się odnawia stygmat&lt;br /&gt;ty…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pisz listów do siebie&lt;br /&gt;kto to widział&lt;br /&gt;pisać listy do zmarłych&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy przeznaczenie naprawdę istnieje? Ja wciąż szukam swojego miejsca na ziemi. Gdy wydaje mi się, że już przybiłam do brzegu, znienacka dopada mnie sztorm. Szukam, błądzę, nigdzie nie mogę zagrzać dłużej miejsca. Chciałabym robić milion rzeczy na raz, być w tysiącach miejsc albo nie robić nic: zatkać uszy, zamknąć oczy i udawać, że nikogo nie ma w domu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba boję się wyzwań i wolę święty spokój. Wolę nie otwierać okna niż się przeziębić. Gdy miałam sześć lat ojciec nauczył grać mnie w szachy. Grałam dobrze, więc jeździłam na zawody. Niestety każda przegrana partia była dla mnie ogromnym dramatem i kończyła się wybuchem płaczu. Karierę skończyłam w wieku lat jedenastu, bo rodzice bali się skutków, jakie może to wywrzeć na moim zdrowiu i późniejszym życiu. Nie wiedzieli, że nieumiejętność godnego znoszenia porażek spokojnie przetrwa    &lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 280px; height: 190px;" src="http://th.interia.pl/30,bab58a1e73389202/szachy.jpg" alt="" border="0" /&gt;okres szczenięctwa. Nie, nie… nie wybucham już publicznie płaczem, ale każda osobista klęska sprawia, że moje poczucie własnej wartości ląduje z hukiem na podłogę, a najmniejsze nawet wyzwanie wydaje się obdarte z sensu. Kto powiedział, że porażki motywują?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że jestem dzieckiem, które tupie nóżką, gdy czegoś nie może dostać, ale jako że ostatnio grzebię we wspomnieniach, dopadła mnie i taka myśl. Najgorsze jest to, że przestałam wierzyć w swoje przeznaczenie (czyt. obraną drogę). Jeszcze wczoraj wydawało mi się, że już wiem, którą ścieżką iść, a dzisiaj zastanawiam się czy inna droga nie byłaby lepsza. Brak mi spokoju i pewności.&lt;br /&gt;Czy to chwilowe, czy to skutki jesiennej depresji, czy po prostu czas na zmiany?&lt;br /&gt;Paradoksalnie tylko zmiana jest stała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może lepiej nie otwierać okna. &lt;br /&gt;Czy można tylko przez nie wyjrzeć?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7021751351776935422?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7021751351776935422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/09/tylko-wyjrze.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7021751351776935422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7021751351776935422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/09/tylko-wyjrze.html' title='Tylko wyjrzę...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-4857158251349864203</id><published>2010-09-15T12:09:00.012+02:00</published><updated>2010-11-02T23:28:27.762+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>To już wolałam koszmar z dzieciństwa</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 270px;" src="http://www.mannythemovieguy.com/images/it_new_movie_stephen_king_novel.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;(oryg. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;It&lt;/span&gt;), 1990&lt;br /&gt;reż. Tommy Lee Wallace&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę zapewne oryginalna, jeśli napiszę, że z tym filmem wiąże się moja trauma z dzieciństwa. Nie znoszę klaunów. Nie śmieszą mnie i wydaje mi się, że pod maską białego pudru skrywają wyuzdane okrucieństwo. Do dziś nie rozumiem, jak rodzice mogą zabierać dzieci do cyrku lub organizować dla nich przyjęcia urodzinowe z klaunem w roli głównej. Chociaż może powinnam poszukać w sobie zrozumienia; wszak nie wszyscy rodzice widzieli film &lt;span style="font-style:italic;"&gt;To&lt;/span&gt; powstały w oparciu o powieść Kinga. Ja widziałam. Miałam wówczas z osiem lat. Mama, chociaż nie pozwalała mi czytać &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bravo&lt;/span&gt; (to była kolejna trauma…), nie miała nic przeciwko horrorom. Nie oceniam tu bynajmniej negatywnie jej metod wychowawczych, bo wyrosłam w końcu na wspaniałego człowieka;), ale! Rodzice, naprawdę uważajcie na to, co oglądają wasze dzieci. Powiem wam szczerze, że niektóre sceny filmu regularnie były i są przywoływane przez moją pamięć. Są świetne, przerażające i można by było je spokojnie zaliczyć dla klasyki horroru. Co gorsza, nigdy nie dane mi było obejrzeć filmu do końca, bo zniecierpliwiona długim seansem mama pogoniła mnie spać (film jest naprawdę długi, jeśli się nie mylę, był przerobiony na miniserial). Niestety dla mnie horror się nie skończył i przerażający klaun pozostał w mojej pamięci ciągle żywy i nieunicestwiony. Aż do wczoraj. Po dwudziestu latach postanowiłam stawić czoła koszmarowi z dzieciństwa. Trochę teraz żałuję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki jest też główny motyw filmu: przeciwstawić się strachowi, rozpoznać i pokonać swoje lęki. Jak możemy się domyślać, King nie daje nam łatwych rozwiązań. Nie chodzi o to, by zabić i obedrzeć ze skóry – w tej lub odwrotnej kolejności. King zawsze zagląda głębiej, dociera do naszych wstydliwych lęków. Wyciąga je na światło dzienne i każe im się przyjrzeć z każdej strony.&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 270px;" src="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:IqOTGoQKQEp0-M:http://img511.imageshack.us/img511/4432/itgj3.jpg&amp;t=1" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;A oto fabuła w wielkim skrócie: w pewnym amerykańskim miasteczku zaczynają ginąć dzieci. Policja bezskutecznie poszukuje przyczyny lub sprawcy. W tym samym czasie grupa dziesięciolatków jest straszona przez pewnego demonicznego klauna, który dokładnie wie, czego dzieci boją się najbardziej i potrafi to skrzętnie wykorzystać. Dzieci na początku nie są pewne czy klaun ukazuje im się naprawdę, czy to tylko wyobraźnia płata im koszmarne figle. Gdy udaje im się ustalić, że widzą tę samą postać, postanawiają jej się przeciwstawić. Zabijają TO. Niestety po trzydziestu latach oprawca dzieci powraca. Dorośli już pogromcy złego również decydują się na powrót do rodzinnego miasteczka, by stawić mu czoła jeszcze raz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia banalna. Aktorstwo i wykonanie filmu też nie najlepsze. Zakończenie rozczarowujące (jednak mama wiedziała, co robi). Dla mnie najważniejsze jest wspomnienie i siła oddziaływania. Klaun reprezentuje wszystko to, czego baliśmy się, gdy byliśmy dziećmi. Uosabia całe zło, które czyha na dzieci w ich pozornie prostym życiu. Dzieci boją się nie tylko wilków i złych klaunów. Dzieci boją się często swoich rodziców wyładowujących na nich swoją złość, rówieśników szydzących z nich przed całą klasą, braku miłości i akceptacji, że nie wspomnę już o przemocy fizycznej… Ból zadany duszy bywa równie zły jak ten zadany ciału. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc klaun przeszedł do sfery symbolu. Teraz został mi już tylko strach zupełnie rzeczywisty, realny, namacalny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa jestem waszych wspomnień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://inez-oblivion.blogspot.com/2010/09/id-rather-choose-childhood-nightmare.html"&gt;English version&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-4857158251349864203?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/4857158251349864203/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/09/wolaam-koszmar-z-dziecinstwa.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4857158251349864203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4857158251349864203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/09/wolaam-koszmar-z-dziecinstwa.html' title='To już wolałam koszmar z dzieciństwa'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-4543717243372876933</id><published>2010-09-02T08:37:00.002+02:00</published><updated>2010-09-02T09:03:13.326+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Bałkańska historia miłosna</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 270px;" src="http://merlin.pl/Zycie-jest-cudem-edycja-dwuplytowa_Emir-Kusturica,images_big,1,5908312738749.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Życie jest cudem &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(oryg. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Život je čudo&lt;/span&gt;), 2004&lt;br /&gt;reż. Emir Kusturica&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam filmy Kusturicy. Budzą one drzemiące we mnie poczucie szczęścia i spełnienia. I chociaż często traktują o rzeczach niebłahych i smutnych, po jego filmach mam ochotę mówić wszystkim, jak bardzo ich kocham i jak piękne jest życie na tym naszym łez padole. Zaczynam wierzyć, że tylko miłość i radość życia ma jakiekolwiek znaczenie, a tragedie i dramaty to nieodłączne atrybuty ludzkiej egzystencji, które po prostu trzeba przetrwać z uśmiechem na ustach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W filmie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Życie jest cudem&lt;/span&gt; rzeczywistość zlewa się z groteską. Poznajemy w nim inżyniera Lukę, który pracuje w górach nad projektem życia – budową połączenia kolejowego między Serbią a małym górskim miasteczkiem. Towarzyszą mu żona Jadranka i syn Milos. Cała rodzina wiedzie życie raczej beztroskie ubarwiane jedynie sporadycznymi napadami szału żony Luki, niespełnionej śpiewaczki operowej. Sielankę burzy wybuch wojny domowej w Bośni. Tak naprawdę w filmie nie widzimy zbyt wielu obrazków z wojny, słyszymy jedynie jej dalekie odgłosy. Wojna jednak znajduje sposób, by wedrzeć się do rodziny ambitnego inżyniera: Milos zostaje powołany do wojska, a Jadranka ucieka z węgierskim muzykiem. Tak więc Luka ma swoją prywatną wojnę. Jego syn wkrótce zostaje wzięty do niewoli, a do domu Luki trafia piękna muzułmanka, Sabaha, która ma być wymieniona na Milosa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w tym momencie Luka odnajduje sens życia. Zakochuje się w pięknej dziewczynie miłością zakazaną – ale nie od razu – powoli, nieśpiesznie, nieświadomie. Tam, daleko, wojna zbiera swoje żniwo, a oni odgrodzeni od świata czterema drewnianymi ścianami górskiego domku, rozkoszują się sobą. Gdy przychodzi świadomość, miłość wybucha całą gamą kolorów, pęka jak dojrzały i nabrzmiały sokiem owoc i żadna wojna hulająca na świecie nie może jej zagrozić. Piękna to miłość i szalona. Niezapomniana jest scena, gdy kochankowie w miłosnym uniesieniu wypadają, turlając się, z domu na ganek, z ganku na schody, a potem dalej po zboczu, na którym stoi domek… Kusturica &lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 190px;" src="http://www.cineville.sk/img/gallery/192-531.jpg" alt="" border="0" /&gt;ubarwia wszystko niezwykłą muzyką Bregovica i komizmem, które sprawiają, że nie pamiętamy o tragedii rozgrywającej się tuż obok. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Życie jest cudem&lt;/span&gt; to komedia, która traktuje o bardzo poważnych rzeczach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W filmie ważną rolę zagrały zwierzęta, które stanowią nieodłączne, choć nie zawsze pożądane towarzystwo człowieka. A więc są niedźwiedzie, które zabijają mieszkańca wioski, jest kot i pies, które śpią z Luką i Sabahą w jednym łóżku, jest koń, który wprasza się do domu i gra w szachy i nareszcie jest nieszczęśliwie zakochana oślica, która chce rzucić się pod pociąg. Naprawdę dobrane towarzystwo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idealny film na jesienną depresję. Polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-4543717243372876933?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/4543717243372876933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/09/bakanska-historia-miosna.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4543717243372876933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4543717243372876933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/09/bakanska-historia-miosna.html' title='Bałkańska historia miłosna'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6848080052558834941</id><published>2010-08-29T11:41:00.005+02:00</published><updated>2011-04-20T11:36:38.337+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura francuska'/><title type='text'>Szkoła jest fajna!</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 200px;" src="http://www.poczytaj.pl/okl/159000/159007.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jean-Jacques Sempe, Rene Gościnny, Mikołajek&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sempe J-J., Gościnny R., „Mikołajek”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1996&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;tłum. Tola Markuszewicz i Elżbieta Staniszkis&lt;br /&gt;s: 166&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy od czasu do czasu powinien poszukać w sobie dziecka. To nie wstyd, to terapia. W świecie, w którym nikt nie ma dla nas litości, w którym rozpychamy się na wszystkie strony łokciami, dobrze jest sobie od czasu do czasu przypomnieć, że nie tak trudno odnaleźć zdeptaną gdzieś po drodze radość życia. Już dawno nie śmiałam się tak nad książką, jak podczas czytania &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mikołajka&lt;/span&gt;. I już dawno tak bardzo nie odwlekałam końca książki... &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mikołajka&lt;/span&gt; dostałam od męża, który niemal z przerażeniem w oczach (i w uszach) usłyszał jakiś czas temu, że w dzieciństwie nie dane mi było zapoznać się z małym chłopczykiem z Francji o wdzięcznym imieniu Nicolau. Ożogowska, Nienacki, Niziurski owszem, ale o duecie Sempe i Gościnny nie słyszałam. W końcu każdy się czegoś wstydzi. Przyszło mi więc po latach nadrabiać braki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mikołajek&lt;/span&gt; to kilkanaście krótkich opowiadanek z życia szkolnego i poszkolnego małego chłopca i jego łobuzerskich kolegów, którzy ciągle się biją (tak radzą sobie z konfliktami), by na końcu stwierdzić, że zabawa była fajna. Zakończenie każdego opowiadania to zaskakujące i prześmieszne podsumowanie relacji panujących między ludźmi i to niekoniecznie - tymi najmniejszymi. Zabrzmiało poważnie, bo książka, choć napisana dla dzieci, może okazać się cenną lekcją wychowania również dla starszego pokolenia. Dzięki niej możemy zdać sobie sprawę, jak śmieszni potrafimy czasem być – my, dorośli – ci, którzy powinniśmy świecić przykładem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużą zaletą książki jest jej język. Prosty, zabawny, niezwykle obrazowy. Urzekło mnie, gdy Mikołajek w każdym opowiadaniu przedstawiał swoich kolegów od nowa, tak jakbyśmy zapomnieli kto jest kto: to jest Gotfryd; Gotfryd ma strasznie bogatego tatę, który mu kupuje masę zabawek; to jest Ananiasz; Ananiasz nosi okulary i nie można go bić; a to jest Alcest; Alcest jest bardzo gruby i ciągle je itd. I ciągle powtarzany przymiotnik „fajny”, który, nie da się ukryć, jest nadużywany przez dzieci. Takie zabiegi w innych przypadkach uznałabym raczej za mankament, tutaj miałam wrażenie, że traktują mnie jak dziecko. A o dziwo, w tym jednym, jedynym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadzało! W &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mikołajku&lt;/span&gt; nie ma jednak jałowego moralizatorstwa i chwała mu za to.&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 190px;" src="http://niezlekino.pl/images/2009/12/miko%C5%82ajek.JPG" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;Warto również zauważyć znakomite rysunki autorstwa Rene Sempe, które są świetnym dopełnieniem książki. Na zachętę kilka cytatów:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;[...] Alcest trzepnął go toporem w czapkę i powiedział, że go bierze do niewoli, a Rufus się obraził, bo gwizdek wpadł mu w trawę; ja płakałem i mówiłem Euzebiuszowi, że jestem u siebie i że już go nigdy nie zaproszę. Wszyscy krzyczeli, bardzo było fajnie i pysznieśmy się bawili [...]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...] Nie lubię dziewczyn. Są głupie, umieją się bawić tylko lalkami i w sklep i ciągle beczą. Oczywiście, ja też czasem płaczę, ale jak jest jakaś poważna przyczyna, jak wtedy, kiedy wazon z salonu się stłukł i tata mnie skrzyczał, a ja tego nie zrobiłem umyślnie, a poza tym ten wazon był bardzo brzydki, i ja wiem, że tata nie lubi, jak się bawię piłką w domu, ale wtedy akurat padał deszcz [...] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...] Nie byłem zupełnie pewny, czy to jest dobry pomysł, palenie cygara, a poza tym miałem wrażenie, że to nie podobałoby się mamie i tacie, ale Alcest zapytał mnie, czy mama i tata zabronili mi palić. Zastanowiłem się, no i musiałem przyznać, że tata i mama zabronili mi tylko rysować na ścianach mojego pokoju, mówić przy stole, kiedy są goście, a mnie nikt o nic nie pyta, nalewać wodę do wanny, żeby puszczać w niej okręty, jeść ciastka przed obiadem, trzaskać drzwiami, dłubać w nosie, mówić brzydkie słowa, ale palić cygara – nie, tego tata i mama nigdy mi nie zabraniali [...]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziecięcy słowotok i dziecięca logika… To tylko przedsmak. Jeśli ktoś ma ochotę zapomnieć się na chwilę i odpłynąć w kierunku beztroski, polecam. Ja na pewno będę tam zaglądać częściej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6848080052558834941?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6848080052558834941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/szkoa-jest-fajna.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6848080052558834941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6848080052558834941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/szkoa-jest-fajna.html' title='Szkoła jest fajna!'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-3147420749769496183</id><published>2010-08-25T09:52:00.004+02:00</published><updated>2012-01-27T19:59:21.153+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><title type='text'>Teatr kukiełek</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://www.azbooka.ru/content/data/catalog/images/p_281_10986_b.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Vladimir Nabokov, Zaproszenie na egzekucję&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Набоков, В., „Избранные произведения: Приглашение на казнь”, Эксмо, Москва 2002&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;s: 156&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nabokov nie jest łatwym pisarzem. Niby wszyscy wiedzą, że wypada wiedzieć, co napisał, ale najczęściej zaczyna i kończy się na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lolicie&lt;/span&gt;. Dlaczego kończy się? Bo spotyka nas wielki zawód. Spodziewaliśmy się sprośnego pamiętnika podstarzałego zboczeńca, a natrafiliśmy na… No właśnie. Nie wiadomo na co. Książek Nabokova nie czyta się lekko. Lekkie wydają się one tylko tym, którzy nie lubią czytać między wierszami, a czytają dla samego „zaliczania” książek. Nabokova się nie zalicza, Nabokova się wchłania. Każda jego powieść to spacer krętą ścieżką. To błądzenie po omacku po grząskim terenie. To uczenie się języka i znaczenia słów od nowa. To zabawa w kotka i myszkę. To nieposkromiona radość z odkrywania nowych lądów. To narkotyk. Nabokov to narkotyk. Jeśli raz zanurzysz się w jego morzu słów, już nigdy nie będziesz chciał wrócić na powierzchnię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczynając którąkolwiek z powieści Nabokova, musimy sobie zdawać sprawę, że pisarz od początku do końca prowadzimy z nami grę. Jesteśmy czynnymi i niezbędnymi uczestnikami powieści. Od razu powinniśmy spodziewać się pułapki. Taką też szykuje dla nas autor w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zaproszeniu na egzekucję&lt;/span&gt;. W pierwszym zdaniu dowiadujemy się, że główny bohater, Cyncynat C., został skazany na śmierć, a wyrok został mu odczytany szeptem. Zaraz, coś tu jest nie tak! Dlaczego szeptem? Później dowiadujemy się, że Cyncynat C. został skazany za „nieprzenikalność” i „nieprzezroczystość”. Możemy oczywiście doszukiwać się tu drugiego dna – potępienie indywidualności w &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 260px;" src="http://streszczenia.pl/img/authors/263809685.jpg" border="0" alt="" /&gt;totalitarnym świecie itp. , ale… nie to jest moim zdaniem w powieści najciekawsze. Najciekawsza jest forma, bo Nabokov, nie zapominajmy, to mistrz formy. Całą historię otula mgła absurdu, a po piętach depcze nam cały czas parodia. Rzeczywistość zlewa się z marą senną i ustalenie, w którym świecie się znajdujemy, rzeczywistym czy ułudnym, zajmuje chwilę. Skazaniec spokojnie wychodzi poza swoją celę: na korytarz, na zewnątrz twierdzy – nie jesteśmy pewni czy te wędrówki zachodzą fizycznie czy tylko w umyśle więźnia. Odwiedzają go również ludzie, cała rodzina, przychodzą i wychodzą, wszędzie panuje rozgardiasz, ciągle zmienia się sceneria. Okazuje się, że Cyncynat C. jest jedynym osadzonym w twierdzy i wszyscy próbują umilić mu czas pobytu, za co oczekują wdzięczności. Wszystko jest tak absurdalne i tak odległe od nastroju oczekiwania na egzekucję, że jedyne, co przychodzi mi na myśl, to spektakl. Marny spektakl. Jakbym widziała sztukę, w której jeden, jedyny aktor nie zna swojej roli i psuje całe przedstawienie. To tłumaczyłoby szybkie zmiany scenerii i „kukiełkowatych” aktorów, którzy klepali swoje wyuczone ze scenariusza role. Zakończenie utworu również wydaje się przy takiej interpretacji bardziej zrozumiałe. Nabokov bez pytania zabrał nas do teatru. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zaproszenie na egzekucję &lt;/span&gt;to sztuka oglądana zza kulis.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę nie ma możliwości, żeby streścić jakikolwiek utwór Nabokova w kilkudziesięciu linijkach. Nierealne jest też znalezienie jednej właściwej interpretacji. Każdy ma szansę odkryć ten niezwykły świat na swoją rękę, do czego naprawdę zachęcam. Gwarantuję, że Nabokov diametralnie zmieni Wasze spojrzenie na literaturę i będziecie do niego ciągle wracać. Istota leży w zrozumieniu, że nie ma jednej prawdy. Czytałam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lolitę&lt;/span&gt; cztery razy: po angielsku, po rosyjsku i w dwóch różnych tłumaczeniach po polsku. Wierzcie mi, to jedna z najpiękniejszych książek na ziemi. I mówię tu nie tyle o treści, co o formie. Jeśli kochacie siłę słowa, pokochacie Nabokova. &lt;br /&gt;Naprawdę mogłabym tak godzinami… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szóstka” czeka na kolejny raz. Mam wrażenie, że tym razem przeoczyłam zbyt wiele…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytaj: &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2011/10/pensjonat-pod-minionym-zyciem.html"&gt;"Maszeńka"&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-3147420749769496183?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/3147420749769496183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/teatr-kukieek.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3147420749769496183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/3147420749769496183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/teatr-kukieek.html' title='Teatr kukiełek'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2104610882918219730</id><published>2010-08-21T10:15:00.006+02:00</published><updated>2011-10-26T17:57:25.488+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>I had a dream...</title><content type='html'>&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 190px; height: 270px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_USC-UWiw_Bk/TE3PndvCdlI/AAAAAAAAFVA/ntyCSN6Vg6c/s1600/Inception-movie-poster-2-411x600.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Incepcja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(oryg. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Inception&lt;/span&gt;), 2010&lt;br /&gt;reż. Christopher Nolan&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapomniałam już, jak to jest chodzić do kina, więc korzystając z jakże miłej okazji urodzin (nie powiem czyich i których), postanowiłam z ukochanym nadrobić filmowe zaległości. Mnożące się na blogach pozytywne recenzje nowego filmu Christophera Nolana nie pozostawiły nam większego wyboru – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Incepcja&lt;/span&gt; była niemal podświadomą decyzją. Poza tym Christopher Nolan, który ulepił dłońmi swojej wyobraźni mojego ukochanego Jokera, zobowiązuje samą swoją obecnością. Po prostu musiałam. Z góry uprzedzam: mój sprawiedliwy osąd filmu może być nieznacznie zamglony wpływem, jaki wywarła na mnie uroczystość chwili...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy pierwszy raz usłyszałam o tym filmie, od razu nasunęło mi się pytanie: co to jest „incepcja”? Może ktoś o szerszych horyzontach niż moje powie mi czy przed pojawieniem się filmu Nolana na polskich ekranach istniało w naszym pięknym słowiańskim języku słowo „incepcja”?  Może w słowniku lekarzy czy psychologów… Jeśli ktoś wcześniej słyszał to tajemnicze słowo, niech mnie oświeci, w jakich kontekstach należy je stosować (poza kontekstem filmowym). Jestem bardzo ciekawa, a czuję się przy tym taaaka malutka.&lt;br /&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 280px; height: 190px;" src="http://uploads.neatorama.com/wp-content/uploads/2009/12/Nolan.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Ale przejdźmy do meritum. Film wdziera się swoją fabułą w przyszłość, kiedy to możliwym staje się kontrolowanie snów i to nie tylko własnych, ale, co ciekawsze, również cudzych. Poznajemy grupę młodych ludzi, którzy „włamują się” do snów zawodowo i w dodatku… nie do końca legalnie. Przy założeniu, że sny są zwierciadłem pragnień i studnią naszych najintymniejszych sekretów, można tę umiejętność wykorzystywać do naprawdę bardzo niecnych celów. Don Cobb (w tej roli niezmordowany Leo) jest już recydywistą w tej branży, poszukiwanym, co gorsza, przez międzynarodową policję. Niespodziewanie pojawiła się szansa na wyczyszczenie akt, trzeba jeszcze tylko zrobić ten ostatni „skok”… Skąd my to znamy? Skokiem w tym wypadku jest tytułowa „incepcja”, czyli zaszczepienie pewnej idei, a nie jej kradzież. Oczywiście jest to wyczyn, którego nikt rzekomo dotychczas nie dokonał. Nasz Leo, nie wahając się ani chwili, podejmuje się wyzwania, gdyż stawką jest spotkanie z jego dawno niewidzianymi dziećmi. Film dzieje się na pograniczu jawy i snu. Wielokrotnie można stracić pewność, co tak naprawdę jest rzeczywistością, a co tylko marą senną. Przyznam się wam szczerze, że sama kilka razy się pogubiłam. Nie od razu też zrozumiałam kwestię działania windy bez siły przyciągania, ale od czego ma się męża-inżyniera? Jednak wszystkie niedostatki swojego zazwyczaj sprawnie działającego umysłu tłumaczę sobie późną godziną seansu... No bo co innego mogę obarczyć winą? Zakończenie filmu pozwala odrobinę podyskutować, powymądrzać się i mieć podzielone opinie.&lt;br /&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 180px; height: 220px;" src="http://graphics8.nytimes.com/images/2007/09/12/style/tmagazine/16joseph-450.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Cała obsada filmu to kopalnia diamentów i wcale nie DiCaprio błyszczał wśród nich najbardziej. Świetne role Josepha Gordona-Levitta (pamiętacie go z filmów dla dzieci?) i Toma Hardy’ego – ze szczyptą komizmu, czyli tak jak lubię najbardziej. Kreacja Leo bardzo podobna do tej z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shutter Island&lt;/span&gt;. Zagrał dobrze (do tego już zdążył przyzwyczaić), ale nic nadzwyczajnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i muzyka! To kolejny bohater filmu. Gwałtowna, przejmująca, celująca dźwiękami jak z łuku – prosto w serce! Film warty obejrzenia przed wszystkim w kinie: i to nie tylko ze względu na efekty, ale głównie ze względu na muzykę autorstwa Hansa Zimmera. Ach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2104610882918219730?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2104610882918219730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/i-had-dream.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2104610882918219730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2104610882918219730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/i-had-dream.html' title='I had a dream...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_USC-UWiw_Bk/TE3PndvCdlI/AAAAAAAAFVA/ntyCSN6Vg6c/s72-c/Inception-movie-poster-2-411x600.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-4722046047903746270</id><published>2010-08-17T06:50:00.011+02:00</published><updated>2011-05-05T21:51:48.268+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Modlitwa mieszczucha</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 270px;" src="http://tapety.joe.pl/tapeta/zrobione-przez-czlowieka/budynki/stara-kamienica.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Modlitwa za rzeczy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tadeusz Gajcy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Uspokój serca zegarów,&lt;br /&gt;zmęczone są -&lt;br /&gt;żarówkom przygaś powieki, za długo patrzą na nas,&lt;br /&gt;tramwajom pozwól odpocząć,&lt;br /&gt;niechaj nie drepcą wciąż&lt;br /&gt;i domom zabroń się wspinać&lt;br /&gt;w miastach obłych jak w dzbanach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdyszanym kołom pociągów&lt;br /&gt;kwietny spoczynek nakaż,&lt;br /&gt;płuca motorów napełnij ciszą wonną od gwiazd,&lt;br /&gt;trupim wydechem spalin&lt;br /&gt;niech się więcej nie żali&lt;br /&gt;kominów wysoki pochód w nieodgadniony czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzętom naszym milczącym głos zamarły wyzwól,&lt;br /&gt;piórom ześlij wytchnienie, papier zostaw bez liter,&lt;br /&gt;niech przemówią znad półek książki kurzem przybite,&lt;br /&gt;krajobrazy więzione na płótnach&lt;br /&gt;niech zejdą w pokoje nasze -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za wszystkie rzeczy smutne,&lt;br /&gt;za wszystkie serca maszyn&lt;br /&gt;prosimy Cię, Panie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To modlitwa, którą mogłabym szeptać codziennie, spiesząc o poranku do pracy. Gdy tak cały świat pędzi do przodu, nie zaznając wytchnienia. Gdy rozgrzani do czerwoności kierowcy napuszczają na siebie wrzeszczące klaksony. Gdy zmęczeni od rana pasażerowie miejskich autobusów piętnują się wzajemnie łokciami. Gdy ospali robotnicy na drodze okradają nas z cennych minut i tłumionych przekleństw. Mam wrażenie, że cały świat już jest zmęczony: upałem, kurzem, zapachem potu, nagłą ulewą i zdradziecką burzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 260px; height: 200px;" src="http://onephoto.net/files/photos/588052.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;W takich momentach, gdy mam dość, myślę o ciszy. Ciszy, która spowija mnie od stóp do głów, wlewa się przez uszy i dziurki od nosa, by wypełnić mnie szczelnie. Ciszy pozwalającej słyszeć równomierne uderzenia serca, które w takiej wszechogarniającej ciszy przypominają stukot kół pociągu. Gdy myślę o ciszy, widzę zieloną łąkę upstrzoną błękitem chabrów i czerwienią maków. I słońce delikatnie przymykające moje zmęczone powieki. A ja leżę sobie tak niewinnie pośród tych szumiących traw i kwiatów, muskana przez spokój, zapomniana przez świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, proszę Cię, Panie! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na jedną chwilkę. Wyłącz wszystkie zegary, daj mi łąkę. I zapomnienie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-4722046047903746270?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/4722046047903746270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/modlitwa-mieszczucha.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4722046047903746270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4722046047903746270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/modlitwa-mieszczucha.html' title='Modlitwa mieszczucha'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-547902677165678436</id><published>2010-08-13T06:42:00.013+02:00</published><updated>2010-08-14T23:28:56.142+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura węgierska'/><title type='text'>Buciory należy zostawiać przed drzwiami czyjegoś życia</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SRszpcSyepI/AAAAAAAAAHE/J00EXnhtW2g/s320/440562920.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Magda Szabó, Zamknięte drzwi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Szabó, M., „Zamknięte drzwi”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;tłum. Krystyna Pisarska&lt;br /&gt;s: 237&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio coraz częściej zaglądam do antykwariatów. Co prawda czasu starcza mi zwykle tylko na te internetowe, ale wśród wirtualnych półek również można poczuć oddech starych i zapomnianych opowieści. To nie kłóci się także z moją silną potrzebą „posiadania książek na zawsze”. Nieważne, że używana; ważne, że moja. Po &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zamknięte drzwi &lt;/span&gt;Magdy Szabó sięgnęłam zachęcona czytanymi tu i ówdzie pozytywnymi recenzjami, które nieświadomie wyryły się w mojej świadomości, gdyż, przyznaję się bez bicia, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej węgierskiej pisarce. Teraz wiem na pewno, że warto przyjrzeć się jej twórczości bliżej. Powieść co prawda nie zwaliła mnie z nóg (tak jak np. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Atlas zbuntowany&lt;/span&gt;), ale bez wątpienia sprawiła, że zatrzymałam się na chwilę. A to i tak dużo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wraz z otwarciem książki, chcąc nie chcąc, stajemy się świadkami wyznania winy. Zarówno pierwszoosobowa narracja, jak i wiele zbieżnych szczegółów biograficznych sprawia, że mamy nieodparte wrażenie, że to sama autorka książki jest równocześnie narratorką, chociaż to tylko skojarzenia. Książkę czyta się więc jak intymne i wstydliwe wyznanie osoby, która nie potrafi sobie poradzić z wyniszczającym poczuciem winy. Powieść zaczyna się niemal jak u Hitchcocka – od śmierci. Narratorka najpierw przyznaje się do winy, dopiero później przedstawia szczegóły zbrodni. Oszukałby się jednak okrutnie ten, kto pomyślałby, że to powieść kryminalna. Nic podobnego. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zamknięte drzwi&lt;/span&gt; to powieść psychologiczna, która ukazuje nam niezwykłą przyjaźń dwóch zupełnie różnych kobiet wzajemnie niszczących siebie i swoje światy. I to nie z zawiści, ale z miłości. &lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 170px; height: 250px;" src="http://www.fridaycircle.com/wp-content/uploads/2008/10/szabomagda1.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Jak można zabić z miłości? Przez niezrozumienie drugiej osoby, przez nieuszanowanie jej tajemnic, przez chęć posiadania jej na wyłączność. Magda Szabó udowadnia nam, że nie ma nic prostszego niż zamknąć się przed drugą osobą i odgrodzić się od jej problemów w momencie, w którym potrzebuje nas najbardziej. Wystarczy najprostsza wymówka. Wystarczy znaleźć sobie inny priorytet, przymknąć oczy i łudzić się, że nasza zła decyzja nie zaważy na niczym. Więc dlaczego w takich chwilach czujemy dławiące poczucie winy? Skąd wiemy, że przyjdzie nam za to zapłacić? Czynimy zło z premedytacją i oszukujemy samych siebie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo ciekawie Magda Szabó podchodzi do kwestii wiary. Okazuje się, że wykształcona i obyta w świecie „pani pisarka” biega co niedzielę do kościoła i przestrzega postu w Wielki Piątek, chociaż na co dzień żyje niezupełnie zgodnie z boskimi przykazaniami. Z kolei prosta i niewykształcona (bo nie głupia) Emerenc do kościoła nie chodzi, bo uważa to za przywilej ludzi posiadających zbyt wiele wolnego czasu. Za to każdym swoim uczynkiem udowadnia, że można być dobrym człowiekiem, nie będąc w bliskiej komitywie z księdzem proboszczem. Zaskakujące, że do takich wniosków dochodzi właśnie ona, a nie filozofująca pisarka. Przeciwstawia się tezie, której kościół trzyma się tak kurczowo w obawie o swoje istnienie: nie można praktykować wiary samemu, dla siebie i w zaciszu własnego domu. Trzeba to robić w kościele. No cóż… Zdania są podzielone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę gorąco polecam wszystkim tym, którzy, tak jak ja, lubią wścibiać nos w zakamarki ludzkiej duszy. Zobaczcie, jak łatwo, stać się częścią tej siły, która zawsze dobra pragnąc, wiecznie czyni zło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-547902677165678436?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/547902677165678436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/buciory-nalezy-zostawiac-przed-drzwiami.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/547902677165678436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/547902677165678436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/buciory-nalezy-zostawiac-przed-drzwiami.html' title='Buciory należy zostawiać przed drzwiami czyjegoś życia'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SRszpcSyepI/AAAAAAAAAHE/J00EXnhtW2g/s72-c/440562920.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-4302670473825427272</id><published>2010-08-09T12:39:00.015+02:00</published><updated>2010-08-14T23:29:26.059+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='6 – wywraca świat do góry nogami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Anty-biblia?</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 230px;" src="http://gatsbysmonologue.files.wordpress.com/2009/05/atlas-shrugged1.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ayn Rand, Atlas zbuntowany&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rand, A., „Atlas Shrugged”, Dutton, New York 2005&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;s: 1168&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak streścić tę książkę? Nie wiem. Po zakończonej lekturze próbowałam sobie jeszcze raz wszystko przemyśleć, poukładać i skupić się na kilku najważniejszych zagadnieniach. Niestety nie potrafię tego zrobić, bo wszystko wydaje mi się równie ważne. &lt;br /&gt;Zaskoczyła mnie ta książka. Nie spodziewałam się, że jeszcze spotkam w swoim życiu książkę, która będzie tak dobrze napisana i wywrze na mnie tak ogromne wrażenie (teraz przeraża mnie trochę mój brak wiary). A jednak spotkałam taką książkę, tylko że teraz nawet nie wiem od czego zacząć swoje pochwalne peany...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Atlas zbuntowany&lt;/span&gt; to przede wszystkim książka, która przekonuje. Nie pamiętam już czy wierzyłam wcześniej w te wszystkie przesłania i założenia, które Ayn Rand prezentuje nam bez ogródek. Chyba nie… Teraz wydają mi się one tak bardzo naturalne i swoiste dla ludzkiej natury, że naprawdę nie chce mi się wierzyć, że mogłam myśleć inaczej. Siła perswazyjna tej książki jest ogromna i, wysoki sądzie, naprawdę nie pamiętam, co było przedtem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Atlas zbuntowany&lt;/span&gt; to książka o ludziach. I o jednym człowieku. O człowieku, który postanowił zatrzymać motor świata i dopiął swego. Gdyby wcześniej ktoś streścił mi książkę w ten sposób, przed moimi oczami stanęłaby jakaś baśniowa lub mityczna wizja, zważywszy na metaforyczny tytuł powieści. A wyobraźcie sobie, że motor świata naprawdę istnieje i naprawdę można go zatrzymać. Można też zacząć świat od początku. Nie wszyscy mogą tego dokonać; ten przywilej zarezerwowany jest dla ludzi, którzy kochają życie tak bardzo, że gotowi są za nie umrzeć. Kochają życie i… siebie. Są dumni, nieugięci, zaradni, pewni siebie i niezależni. Gardzą ludźmi zależnymi i charytatywnością. Ich motto życiowe głosi, by nigdy nie żyć na koszt innych, ale też nie pozwolić, by ktoś inny żył na ich koszt. I nie chodzi tu wcale o  to, by dążyć  po trupach do celu. Można żyć &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/TGJP_JR1QiI/AAAAAAAAAEg/djqg8aylbZ0/s1600/atlas.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/TGJP_JR1QiI/AAAAAAAAAEg/djqg8aylbZ0/s320/atlas.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5504049640841232930" /&gt;&lt;/a&gt;  według własnych zasad i po prostu nie dać się oskubać. I tacy ludzie zbawią świat. W pewnym momencie pomyślałam, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Atlas zbuntowany&lt;/span&gt; to taka anty-biblia i dokładne odwrócenie teorii „kochaj bliźniego jak siebie samego”. Tak naprawdę pisarka zapoznaje nas w książce ze swoją filozofią (obiektywizmem), która zakłada, że jednostka powinna dbać tylko o swój interes, by przetrwać – i nie ma w tym nic złego, bo niby dlaczego potrzeba przetrwania miałaby być zła? Tylko w ten sposób przetrwa świat. Ayn Rand wierzyła w kult pieniądza zanim stał się złem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;The man who damns money has obtained it dishonorably; the man who respects it has earned it&lt;/span&gt;. [s. 412]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zamierzam nikogo do niczego przekonywać, ale książkę nie tyle warto, co trzeba przeczytać. Mi lektura zajęła sporo czasu, bo nie jest to czytadło, które połyka się w zawrotnym tempie, a potem jedyne, co pozostaje, to niedosyt lub niestrawność. Jest to książka, która zmienia spojrzenie na świat, nawet jeśli ktoś się nie zgadza z jej przesłankami. Chociaż z tą najważniejszą nie sposób się nie zgodzić: ŻYCIE jako najwyższa i niepodważalna wartość. Bo to książka o miłości do życia. I ta miłość naprawdę zaraża. Poniżej jeden z moich ulubionych cytatów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;To love a woman for her virtues is meaningless. She's earned it, it's a payment, not a gift. But to love her for her vices is a real gift, unearned and undeserved.&lt;/span&gt; [s. 305]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;___________________________________________________&lt;br /&gt;Moje i tylko moje tłumaczenie cytatów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Człowiek, który potępia pieniądze, zdobył je niehonorowo. Człowiek, który szanuje pieniądze, zarobił je.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2)&lt;span style="font-style:italic;"&gt; Kochanie kobiety za jej cnoty nie jest niczym wielkim. Zapracowała na to. To zapłata, a nie dar. Dopiero kochanie kobiety za jej wady jest prawdziwym darem, na który nie zapracowała, ani na który nie zasłużyła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 6/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-4302670473825427272?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/4302670473825427272/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/anty-biblia.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4302670473825427272'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/4302670473825427272'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/anty-biblia.html' title='Anty-biblia?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/TGJP_JR1QiI/AAAAAAAAAEg/djqg8aylbZ0/s72-c/atlas.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-5129937490201753607</id><published>2010-08-04T15:12:00.005+02:00</published><updated>2010-08-14T23:30:03.465+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Aż wyć się chce...</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 270px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zqoGQPM7Fuk/Swoth6V_vLI/AAAAAAAAAQU/Zf_VExSoNuA/s1600/wolf-nicholson.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wilk &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(oryg. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wolf&lt;/span&gt;), 1994&lt;br /&gt;reż. Mike Nichols&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię się czasami bać. Ale tylko na niby i na chwilę, gdy mam pewność, że strzeże mnie granica szklanego ekranu. Nie przepadam za współczesnymi horrorami, gdzie epatuje się okrucieństwem i przez większą część filmu zmusza się widza do oglądania rozcinania, wbijania, nakłuwania czy wydłubywania. Co mi po filmie, jeśli siedzę wbita w fotel i pozwalam sobie jedynie na sporadyczne wyglądanie spomiędzy palców? Dlatego lubię sięgać po klasykę, czasem z ciekawości, a czasem dla samych nazwisk, bo obecność Jacka Nicholsona i Michele Pfeiffer to już prawie obietnica dobrej zabawy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film rozpoczyna się obiecująco. Noc. Zima. Las. Will Randal (Nicholson) jedzie samochodem, kiedy niespodziewanie przed jego maskę wyskakuje wilk. Potrącone zwierzę nie daje znaków życia, jednak gdy Randal próbuje je ściągnąć z drogi, zostaje ugryziony w rękę. No i się zaczyna... Randal staje się wilkiem. Niestety nie za szybko. Akcja rozwija się dość powoli jak na horror, ale jeśli ktoś nie jest zbytnio złakniony krwi, może zaobserwować inne ciekawe aspekty filmu. Fizycznej przemianie w wilka towarzyszy ujawnianie się wilczej duszy. Randal na co dzień pracuje w renomowanym wydawnictwie, gdzie tylko najsilniejsi i najbezwzględniejsi odnoszą sukcesy. Trzeba być przysłowiowym wilkiem, jeśli nie chce się być zepchniętym na margines. Randal wcześniej nie radził sobie zbyt dobrze w tym bezwzględnym świecie, dopiero bliskie spotkanie z wilkiem wyzwoliło w nim dzikie instynkty. Co ważne, pozbył się skrupułów tylko wobec tych, którzy zasługiwali na karę. Nie krzywdził kobiety, którą kochał (Pfeiffer). Można więc powiedzieć, że to horror z morałem. Poza tym dowiadujemy się również, że zmiana człowieka w wilka to wielki dar. Randal ostatecznie decyduje się go przyjąć.&lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 250px;" src="http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSi_y8ft4-JNLoM-PoXPsOoVLblD211BItgwe0_ZjLnKgpmp6g&amp;t=1&amp;usg=__Ef2XZW9lFJwa8x1zc2tKUOkT0o8=" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Wielką zaletą filmu są oczywiście aktorzy. Bez nich ten film nie wzbudziłby prawdopodobnie większego zainteresowania. Nicholson tak naprawdę wymagał tylko minimalnej charakteryzacji, a widząc jego gesty i spojrzenia, zaczynamy wierzyć, że jego wilcza natura to nie tylko gra aktorska. Efekty specjalne nie są mocną stroną tego filmu, ale mroczna atmosfera nadrabia braki. W filmie nie brak również elementów komediowych. Niezapomniany jest moment, gdy „wilczy” już Randal znaczy w męskiej toalecie swój teren…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film polecam jako ciekawostkę dla koneserów kina grozy. Tematów do przemyśleń wiele w nim nie ma, ale ostatecznie można dojść do wniosku, że nie trzeba być ugryzionym przez wilka, żeby być wilkiem drugiemu człowiekowi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niech się schowają wszystkie wampiry! Ja tam wolę wilkołaki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-5129937490201753607?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/5129937490201753607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/az-wyc-sie-chce.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5129937490201753607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/5129937490201753607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/08/az-wyc-sie-chce.html' title='Aż wyć się chce...'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zqoGQPM7Fuk/Swoth6V_vLI/AAAAAAAAAQU/Zf_VExSoNuA/s72-c/wolf-nicholson.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2490631914352265712</id><published>2010-07-28T09:03:00.010+02:00</published><updated>2010-07-28T09:27:46.179+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Słowa jak tygrysy</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 270px;" src="http://www.robiwan.net/haska/images/img1.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;*** (oswajanie słów) &lt;br /&gt;Halina Poświatowska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oswajanie słów&lt;br /&gt;jest trudniejsze &lt;br /&gt;niż oswajanie tygrysów&lt;br /&gt;one własną zwinnością zdumione&lt;br /&gt;przeciągają wśród traw&lt;br /&gt;wpełzają kocio na drzewa&lt;br /&gt;poruszają wargami&lt;br /&gt;z bliska&lt;br /&gt;zapach mięsa i pierza&lt;br /&gt;ostry zapach krwi&lt;br /&gt;trzeba pokochać je wszystkie&lt;br /&gt;aby popis &lt;br /&gt;wypadł pomyślnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;*** (pokazują  mi słowa)&lt;br /&gt;Halina Poświatowska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;pokazują mi słowa&lt;br /&gt;mówią&lt;br /&gt;zapach róży można odnaleźć w słowie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a ja znajduję papier papier i papier&lt;br /&gt;ani zapachu&lt;br /&gt;ani koloru&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i wiem&lt;br /&gt;że snop iskier&lt;br /&gt;gdy robotnicy spawają szyny tramwajowe&lt;br /&gt;a my stoimy kołem&lt;br /&gt;dwóch chłopców dziesięcioletnich i ja&lt;br /&gt;snop iskier&lt;br /&gt;znaczy o wiele bardziej światło&lt;br /&gt;niż słowo światło&lt;br /&gt;i gdy mój znajomy sparaliżowany w fotelu na kółkach&lt;br /&gt;odgryza kawałek chleba który mu podaję&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to przechylenie jego głowy&lt;br /&gt;ruch szczęk&lt;br /&gt;ma w sobie więcej życia&lt;br /&gt;niż słowo życie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 270px;" src="http://www.fi.edu/learn/brain/images/renew/Tiger-roaring_s.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;Pisałam już, że nawiedziła mnie ostatnio wielka tęsknota za słowami. To pragnienie odzywa się regularnie i przejawia się zazwyczaj w silnej potrzebie obcowania z literaturą. Wybieram wówczas książki, które są piękne nie tyle treścią, co formą, chociaż na szczęście często udaje mi się odnaleźć równowagę doznań estetycznych i intelektualnych. Chłonę i produkuję. I zastanawiam się, jak to możliwe, że słowa mogą układać się w tak unikalne obrazy… Mogę o jednym słowie gadać godzinami, roztrząsać jego etymologię lub doszukiwać się ukrytych znaczeń. Potrafię zachwycić się nietypowym połączeniem słów w taki sposób, że z moich ust wydobywa się nieświadomy okrzyk. Jeden rozdział swojej pracy magisterskiej poświęciłam na objaśnienie znaczenia emocjonalnego tak niepozornych części mowy, jakimi są wykrzykniki i partykuły (na podstawie jednej z powieści Nabokova). Musicie zrozumieć, ludzie cierpią na różne zboczenia i skrzywienia… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiersze Haliny Poświatowskiej spadły na mnie jak dwa gromy z jasnego nieba. Czy tylko poeci zdają sobie sprawę, jak ciężko „nabyć” &lt;span style="font-style:italic;"&gt;język giętki, który powie wszystko, co pomyśli głowa&lt;/span&gt;? To głównie poeci toczą odwieczne bitwy ze słowami. Poetką nie jestem, ale znam tę bezsilność, gdy myśli nie pozwalają się zamknąć w słowach. Bezpłodność. Jałowość. Niemoc. Czasami żałuję, że nie jestem poetką. Gdybym była, pewnie czułabym się lepsza, bardziej twórcza. Bywałam tylko tłumaczem. I czułam się odtwórcza. I nie potrafiłam trzymać słów na wystarczająco krótkiej smyczy…&lt;br /&gt;Jak zrobić, by słowa pachniały?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oregano, jaśmin, las po deszczu, wykrochmalona pościel…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak zrobić, by słowa dźwięczały?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;zgrzyt, trzask, tętent, gruchot…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak jednocześnie być muzykiem, malarzem, kucharzem i rzeźbiarzem?&lt;br /&gt;Jak być w życiu poetą?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2490631914352265712?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2490631914352265712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/sowa-jak-tygrysy.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2490631914352265712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2490631914352265712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/sowa-jak-tygrysy.html' title='Słowa jak tygrysy'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7260951299503157739</id><published>2010-07-24T12:31:00.012+02:00</published><updated>2010-11-03T17:58:45.181+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3.5 - gdy nie ma nic innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Jeden z grzechów głównych</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 270px;" src="http://threebooksandamovie.files.wordpress.com/2007/11/supersizeme.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Super Size Me &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(oryg. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Super Size Me&lt;/span&gt;), 2004&lt;br /&gt;reż. Morgan Spurlock&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś o filmie, który może i nie jest wybitnym dziełem kinematografii światowej ani też jego twórca nie wspiął się na wyżyny sztuki dziennikarskiej, ale na pewno warto poświęcić mu chwilę uwagi. Film ten przyniósł do domu mój mąż, dla którego słowo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fast food&lt;/span&gt; było dotąd synonimem tzw. „nieba w gębie”. Nie żeby chciał umniejszyć w ten sposób moim umiejętnościom kulinarnym, które też może nie sięgnęły jeszcze wyżyn, ale po prostu nie zawsze potrafił odmówić uśmiechającemu się do niego serowo cheeseburgerowi… Postanowiliśmy więc obejrzeć film, który raz na zawsze miał mu obrzydzić to śmieciowe jedzenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Morgan Spurlock to scenarzysta, reżyser i główny bohater w jednej osobie. Pewnego pięknego dnia postanawia na samym sobie przeprowadzić eksperyment, który ma zdemaskować oddziaływanie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fast foodów &lt;/span&gt;na organizm człowieka. Przez 30 dni żywi się tylko i wyłącznie w najpopularniejszej sieci restauracji serwujących jedzenie tego typu. Zaznaczmy, że jest człowiekiem końskiego zdrowia (przynajmniej przed przejściem na nową dietę), a swój eksperyment przeprowadza pod czujnym okiem sztabu lekarzy. Następnie robi to, co zapewne większość nastolatków uznałoby za prawdziwy kulinarny raj – dzień w dzień, przez 30 dni, pakuje w siebie hamburgery, nuggetsy, frytki i colę. Urozmaiceniem diety są sałatki z tłustymi dressingami. Je tylko to, co można kupić w McDonald’s.&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 200px;" src="http://www.nottingham.ac.uk/business/ICCSR//assets/Super%20Size%20Me.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpływ, jaki taka dieta wywarła na organizm ludzki, był do przewidzenia. Spurlock przez miesiąc przytył 8 kg, a swoją wątrobę doprowadził do ruiny. Lekarze nie spodziewali się tak dramatycznych wyników. W pewnym momencie domagali się nawet przerwania eksperymentu w obawie o życie swojego pacjenta. Ale tak jak napisałam, to było do przewidzenia. Nie to mnie jednak zszokowało najbardziej. Zszokowała mnie brudna polityka korporacyjne, która na ludzkiej zachłanności i obżarstwie jak zwykle postanowiła zbudować kopalnie złota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto zaznaczyć, że powstanie filmu było zainspirowane autentyczną historią dwóch nastolatek, które ośmieliły się wytoczyć McDonald’s proces, obwiniając firmę o swoją zagrażającą życiu otyłość. Sprawy nie wygrały, bo adwokaci nie potrafili dowieść, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fast foody&lt;/span&gt; były bezpośrednio odpowiedzialne za ich chorobę. Spurlock postanowił wziąć sprawę w swoje ręce, chociaż moim zdaniem, w jego dochodzeniu prawdy zabrakło obiektywizmu, a jego brak nie pozwala doświadczenia traktować serio. Jednak świadomość, jak wielką władzę dzierżą w dłoni producenci &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fast foodów&lt;/span&gt;, przeraziła mnie nie na żarty. Cały świat żywi się tym marnym jedzeniem i nie ma prawa, które&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 270px;" src="http://www.rockpoolpublishing.com.au/showimage.php?width=200&amp;height=308&amp;file=catalog/images/6855_Cover_Single_Lo.jpg" border="0" alt="" /&gt; zabraniałoby rozprzestrzeniania się tej plagi. Przecież ludzie mają wolną wolę. Nie muszą jeść tego, co im szkodzi. Tak samo jak nie muszą palić papierosów czy pić alkoholu. Ale wciąż jest zbyt mało akcji przeciwko spożywaniu śmieciowego jedzenia. Co gorsza, staje się ono coraz bardziej popularne. Sam McDonald’s na promocję wydaje rocznie 1,4 mld dolarów, a producenci zdrowej żywności ŁĄCZNIE – 2 mln dolarów! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy szkoły wpadły na pomysł, żeby usunąć ze swoich stołówek szkodliwe jedzenie, producenci &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fast foodów &lt;/span&gt;oburzyli się i zatrudnili sztab dietetyków, który zgodnym chórem orzekł, że frytki, hamburgery itp. nie są wcale takie niezdrowe – wystarczy nie jeść ich częściej niż co dwa dni. A przecież nie wolno młodym Amerykanom ograniczać wolności wyboru! &lt;br /&gt;Dlaczego McDonald’s organizuje przyjęcia urodzinowe dla najmłodszych? Dlaczego buduje place zabaw koło swoich restauracji? Dlaczego przygotowuje zestawy dla dzieci z miniaturkami bohaterów ich ulubionych kreskówek? Wabi klienta od najmłodszych lat. Podobno małe dziecko nie pamięta marki firmy, ale gdy dorośnie, zacznie ją łączyć z dobrymi wspomnieniami z dzieciństwa (urodziny, mama i tata, koledzy, radość) i wybierze nieświadomie (?) właśnie tę markę. To jakiś obłęd! Ja mówię stop tej kontroli nad naszą pozornie wolną wolą. Mój mąż też. Mam nadzieję…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam film każdemu, kto sięga po &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fast foody &lt;/span&gt;czasami, często, za często…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 3,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7260951299503157739?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7260951299503157739/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/jeden-z-grzechow-gownych.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7260951299503157739'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7260951299503157739'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/jeden-z-grzechow-gownych.html' title='Jeden z grzechów głównych'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6477835696852772118</id><published>2010-07-20T08:17:00.013+02:00</published><updated>2010-08-14T23:31:29.263+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4 - może dla kogoś innego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><title type='text'>Zacznijmy od końca</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 270px;" src="http://znam.to/userfiles/R/019/R019-25813ac.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mitch Albom, Pięć osób, które spotykamy w niebie &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Albom, M., „Pięć osób, które spotykamy w niebie”, Świat Książki, Warszawa 2008&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;tłum. Joanna Puchalska&lt;br /&gt;s: 200&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie życie, które zaczyna się od śmierci. Jeśli tylko wierzymy, że po śmierci jest COŚ, cokolwiek: miejsce, stan, fragment czasu lub świadomości. W każdym razie skłaniamy się ku przekonaniu, że śmierć to dopiero początek. Wówczas wszystko się wyjaśnia. Dowiadujemy się, jaki był cel naszego istnienia, dlaczego byliśmy tymi, którymi przyszło nam być, dlaczego robiliśmy to, co stało się naszym udziałem. Przekonujemy się, że naszym życiem NIE rządzi przypadek. Wszystko we wszechświecie ma swój cel i każdy nasz najmniejszy ruch wywołuje szereg kolejnych reakcji. Wszechświat to ogromny mechanizm, a my jesteśmy, chcąc nie chcąc, jego trybikami. Ta teoria nie wszystkim się spodoba: funkcjonowanie jako część mechanizmu wyklucza istnienie wolnej woli, niezależności, samoświadomości, możliwości wyboru. Ale pomyślmy tylko: z drugiej strony oznacza to również, że wszyscy jesteśmy jednakowo ważni, wręcz niezbędni w planie wszechświata! Nasza obecność (choćby chwilowa) nie jest bez znaczenia, a to dobra informacja dla wszystkich pesymistów pogrążonych w przekonaniu, że nikt nawet nie zauważy, gdy ich zabraknie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie łudźmy się, świat się nie zatrzyma po naszej śmierci. Na to nie liczmy. W końcu jesteśmy tylko małym trybikami. Coś zachrzęści, zazgrzyta, ale mechanizm nie przerwie swojego znoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ŚWIAT SIĘ NIE ZATRZYMA, ALE SIĘ ZMIENI!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy udało mi się cały mój optymizm związany z tą myślą zmaterializować w słowa, ale mnie ta myśl naprawdę dodała otuchy. Jesteśmy ważni nie tylko w skali swojego prywatnego mikrokosmosu, ale również w skali największej z możliwych. Jeśli słyszeliście o &lt;span style="font-style:italic;"&gt;efekcie motyla&lt;/span&gt;, wiecie, o czym mówię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może i nie jest to bardzo odkrywcza myśl, ale ja do tej pory należałam raczej do tych ludzi, którzy najspokojniej w świecie wierzyli, że to przypadek w dużej mierze kieruje naszym życiem. Po lekturze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pięciu osób, które spotykamy w niebie&lt;/span&gt; swoje przekonanie o przypadku zaczęłam ponownie rozbierać na czynniki pierwsze. O czym jest książka – zdradza jej tytuł. Nie jest to żadna metafora. Głównego bohatera, Eddiego, spotykamy w ostatniej godzinie jego życia. Później jesteśmy świadkami jego śmierci i towarzyszymy mu w wędrówce po niebie. Eddie spotyka tam pięć osób, które dają mu (powiedziałbym „życiowe”, ale Eddie przecież nie żyje) lekcje. Książka najpierw przywołała mi na myśl &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Małego Księcia&lt;/span&gt;, potem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Boską komedię&lt;/span&gt;. I było pięknie. Potem nawiedziło mnie mgliste wspomnienie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Alchemika&lt;/span&gt;. I to już zasiało we mnie ziarnko irytacji. Nie lubię alegorii. Nie lubię, gdy ktoś mnie uczy rzeczy oczywistych. Nie lubię, gdy książka stara się być jedną wielką kolekcją złotych myśli. Mimo wszystko jest coś w tej książce, co każe mi myśleć: zobacz, świat jest piękny, ludzie są dobrzy, a nawet gdy zło wyszczerzy swoje zębiska, nie przejmuj się. To ma sens, to zapewnia równowagę. Ktoś ginie, żeby żyć mógł ktoś inny. Jak dla mnie, książka oferuje zbyt płaskie emocje, zbyt prosty język. Prostota bywa zaletą, ale nie wtedy, gdy ociera się o banał. Nie lubię, gdy wszystko podaje mi się na tacy. Lubię poszukać, pobłądzić, pomędrkować, pogubić się w domysłach…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko książka zmusiła mnie do refleksji nad rolą (nie)przypadku w moim życiu. A to już coś, zważywszy jak trudno zmusić mnie do czegokolwiek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jako że książka była prezentem: dziękuję N.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6477835696852772118?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6477835696852772118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/zacznijmy-od-konca.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6477835696852772118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6477835696852772118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/zacznijmy-od-konca.html' title='Zacznijmy od końca'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7070020959920499816</id><published>2010-07-16T09:15:00.014+02:00</published><updated>2010-08-14T23:31:57.907+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 - mocne przeżycie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><title type='text'>Wszystkie baśnie umarły</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 270px;" src="http://www.wbp.opole.pl/blog/obrazki/dom.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Majgull Axelsson, Dom Augusty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Axelsson, M., „Dom Augusty”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;tłum. Katarzyna Tubylewicz&lt;br /&gt;s: 447&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam. I to wcale nie tak, że mój świat zatrzymał się 10 kwietnia… O nie… Tyle od tego czasu się wydarzyło, że aż wydaje mi się to trochę nierealne: spontaniczna erupcja wulkanu, nieczuła na modlitwy powódź, obojętny na ludzkie łzy wybór przywódcy stada, a teraz – piekło lejące się na nas prosto z nieba. Natura postawiła na paradoks i ekstremum. Nie ma już półśrodków, nie ma delikatnej perswazji. Jeśli teraz się nie opamiętamy, dostaniemy za swoje… Czasami budzi mnie rano taka myśl, ale zaraz potem biegnę szybko zaparzyć kawę i opłukać resztki senności ze swojego ciała. Normalność. Nic gorszego nie może się przecież wydarzyć. Tyle zdarzyło się ostatnio – w skali świata. Również w skali mojego mikroświata. Moja przestrzeń zmieniła swój kształt. I nagle… poczułam ogromną tęsknotę za słowami i samo mówienie przestało mi wystarczać. A więc: oto jestem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dom Augusty&lt;/span&gt; to książka o tęsknocie. Gdyby ją wycisnąć jak gąbkę, zostałaby pulsująca tęsknota, której nie można ukoić. Nic więcej. Gdy przedzierałam się przez kolejne strony powieści, przy okazji trącałam delikatnie wszystkie swoje tęsknoty drzemiące gdzieś głęboko na dnie mojej świadomości. One są, tylko nie chcę o nich pamiętać, bo jestem przecież szczęśliwa. Tęsknota to jak podła zdrada naszego szczęścia. Nie chcemy głośno tęsknić, żeby naszego szczęścia szlag nie trafił. Ale to prawda, że każdy za czymś tęskni – za czymś, co stracił na zawsze albo za czymś, czego nigdy mieć nie będzie. Jesteśmy przewrotni i zawsze nam mało. Zajrzałam w głąb siebie i zobaczyłam tęsknotę za tym, by być lepszą – dla świata, dla niego, dla siebie. Jest tam od zawsze – zwykle siedzi cicho i tylko czasem wyje do księżyca. Nigdy jej nie przegonię… Znalazłam też zaspaną tęsknotę za słowami. Obudziłam ją bezczelnie i stąd również moje przebudzenie. O innych tęsknotach nie wypada mi pisać, są zbyt intymne. Czy każdy chowa swoje tęsknoty przed światem?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt; Dom Augusty&lt;/span&gt; to powieść o kobietach z jednego rodu, ale z różnych pokoleń. Ich tułaczka po świecie w poszukiwaniu szczęścia rozpoczęła się od Augusty pod koniec XIX wieku. Świat się zmienia, ale one nieustannie nie mogą uciszyć swojej tęsknoty za szczęściem. Błądzą, potykają się, wstają na chwilę tylko po to, by zaraz potem upaść na zawsze. Chociaż starają się być niezależne i samodzielne, &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 160px;" src="http://www.fokus.se/t/i/440/2009/10/lun-majgull-axelsson.jpg" border="0" alt="" /&gt;paradoksalnie zabija je ich uzależnienie od mężczyzn. To mężczyźni zatruwają je, niszczą i ciągną ku dołowi. A one lgną do nich jak ćmy do światła. Tęsknią. To również książka o wszechobecnej samotności, nienawiści i obojętności w relacjach rodzic-dziecko. Przez chwilę przeraziła mnie świadomość, jak wielką władzę nad kształtowaniem charakteru dziecka ma rodzic. Jaki wpływ na dziecko może mieć nasz pozornie nieistotny gest, mina czy słowo… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nie tylko fabuła pochłonęła mnie bez reszty. Słowa układające się w wyraziste i bolesne obrazy otuliły mnie jak mgła i sprawiły, że, mimo żaru lejącego się z nieba, poczułam na ciele dreszcz zimnej Szwecji i lodowatej tęsknoty. Powieść Axelsson orzeźwiła mnie skuteczniej niż szklanka napoju miętowego z limonką. Wieje od niej chłodem. Zmusza nas do chwilowego smutku, łez (?), zatrzymania się w biegu. Miałam ochotę krzyknąć (do każdej bohaterki z osobna): Dziewczyno, otrząśnij się! Jakby to była najprostsza rzecz na świecie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smutek odszedł w niepamięć, potrzeba uświadamiania też. Książka naznaczyła mnie jednak piętnem tęsknoty za czymś, czego nazwać nie potrafię. A z nią przypłynęła tęsknota za słowami. Oto jestem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Moja ocena: 5/6&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7070020959920499816?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/7070020959920499816/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/wszystkie-basnie-umary.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7070020959920499816'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/7070020959920499816'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/07/wszystkie-basnie-umary.html' title='Wszystkie baśnie umarły'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-2506173542310213687</id><published>2010-04-10T18:20:00.004+02:00</published><updated>2010-04-10T19:00:29.181+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Inne'/><title type='text'>***</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/S8CmUPf9BFI/AAAAAAAAAEY/qI52wIpYQIU/s1600/dj_tulips_small.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 249px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/S8CmUPf9BFI/AAAAAAAAAEY/qI52wIpYQIU/s320/dj_tulips_small.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458545615061189714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żadne słowa nie wyrażą mojego bólu... Żadne.&lt;br /&gt;I złości.&lt;br /&gt;I bezsilności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-2506173542310213687?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/2506173542310213687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/04/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2506173542310213687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/2506173542310213687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/04/blog-post.html' title='***'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/S8CmUPf9BFI/AAAAAAAAAEY/qI52wIpYQIU/s72-c/dj_tulips_small.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8384732484963481532</id><published>2010-04-07T15:10:00.012+02:00</published><updated>2010-12-02T00:20:30.941+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5.5 - krok do uwielbienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Kto nie ma czasem ochoty chwycić za kij bejsbolowy?</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 270px;" src="http://www.busybeeblogger.com/wp-content/uploads/falling-down-michael-douglas.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Upadek &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(oryg. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Falling Down&lt;/span&gt;), 1993&lt;br /&gt;reż. Joel Schumacher&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy bym się nie spodziewała, że w Święta uda mi się obejrzeć taki film – i to na TVP1. Moje zdziwienie zostało dodatkowo doprawione szczyptą wstydu, gdy sobie uświadomiłam, że nigdy o tym filmie nie słyszałam. Zaczynam skłaniać się ku stwierdzeniu, że przypadek naprawdę kieruje naszym życiem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film Schumachera w dobitnej i odrobinę przerysowanej formie pokazuje, do czego może doprowadzić nas życie we współczesnym, „cywilizowanym” świecie. Ze strachem myślę, że film powstał siedemnaście lat temu i, jak wiadomo, „nasza współczesność” znajduje się w o wiele bardziej zaawansowanym stadium. Główny bohater, pan Foster (Michael Douglas) zostaje zwolniony z pracy. Możliwe, że to właśnie zdarzenie odbezpieczyło tykającą od dawna bombę. A możliwe, że był to zwykły uliczny korek spowodowany kolejnymi bezsensownymi robotami drogowymi. Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że D-Fens (taki napis widnieje na tablicy rejestracyjnej jego samochodu i tak nazywa go policja) wychodzi z samochodu, porzuca go na środku zakorkowanej ulicy i rozpoczyna swój marsz na urodziny córeczki. Wydaje nam się, że wszystko byłoby dobrze, gdyby nikt nie stawał mu na drodze. Niestety. Najpierw pojawia się koreański sklepikarz, który posługuje się łamaną angielszczyzną i narzuca na swoje towary zbyt wysoką marżę, później przyczepiają się meksykańscy pseudogangsterzy, którzy chcą okraść naszego antybohatera i jeszcze wielu innych niemiłych ludzi, którzy nie dają panu Fosterowi w spokoju iść dalej. &lt;br /&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 170px;" src="http://media.jinni.com/movie/falling-down/falling-down-1.jpeg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Ja go rozumiem. Codziennie denerwuje mnie wiele rzeczy: zdzierstwo w sklepach, wysokie podatki, spóźnione pociągi i marna obsługa. A do tego jeszcze ludzie, którzy czasami bez powodu są niemili. Sto razy ustąpisz miejsca w autobusie starszej pani, ale za sto pierwszym razem i tak usłyszysz, że jesteś chamem, bo emerytka stoi, a ty siedzisz. Chociaż NAPRAWDĘ jej nie widziałeś. Ale kogo to obchodzi? Ja go rozumiem… D-Fens idzie przez miasto i „zaprowadza porządek”. Broń zdobywa po drodze – przypadkiem i bez problemu. Dziecko uczy go, jak posługiwać się bazooką. Nauczyło się tego w telewizji. Wiele scen z tego filmu śmieszy, chociaż tak naprawdę powinniśmy gorzko zapłakać nad losem człowieka. &lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 150px;" src="http://www.starpulse.com/news/media/fallingdown2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;Warta uwagi jest jeszcze jedna rzecz: Foster to antybohater, ale jest to również człowiek, który nie godzi się na zastaną rzeczywistość, buntuje się przeciw złemu systemowi, niesprawiedliwości i bezsensowi. Na koniec sam jest zdziwiony: „To JA jestem ten zły?” Po drugiej stronie stoi detektyw Prendergast (Robert Duvall) – bohater, tzn. ten dobry – człowiek, który pogodził się z losem, chciał poświęcić się dla żony. Dostosował się. Jednak w ostatniej chwili zmienił podejście do życia. Czyżby postawa D-Fensa dała mu do myślenia? Czy zobaczył siebie za klika lat? Może spostrzegł, jak kruchy jest lód, po którym stąpa… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z lepszych ról Douglasa. Sporo wieloznaczności i kwestii do rozważenia. Niezła muzyka i zdjęcia Polaka: Andrzeja Bartkowiaka. Naprawdę polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 5,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8384732484963481532?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8384732484963481532/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/04/kto-nie-ma-czasem-ochoty-chwycic-za-kij.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8384732484963481532'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8384732484963481532'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/04/kto-nie-ma-czasem-ochoty-chwycic-za-kij.html' title='Kto nie ma czasem ochoty chwycić za kij bejsbolowy?'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-8385974621292732777</id><published>2010-03-29T17:00:00.003+02:00</published><updated>2010-03-29T17:13:23.911+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Z nadzieją jej do twarzy</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 170px;" src="http://www.fotoplatforma.pl/foto_galeria/2695__DSCN6194.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;***(Wiosna przyszła)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Andrzej Poniedzielski&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wiosna przyszła z tą swoją zielenią&lt;br /&gt;blade toto, niemrawe, brudzi&lt;br /&gt;zanim jakie kwiatki wystrzelą&lt;br /&gt;to nastęka się, namarudzi...&lt;br /&gt;No i co, że ptacy wrócili?&lt;br /&gt;No i co,  że fruwają w parkach?&lt;br /&gt;- tyle że w jakich drzewach czy hebziach&lt;br /&gt;z przeproszeniem złożą swe jajka&lt;br /&gt;Te zającki, królicki, kacuski&lt;br /&gt;wszędzie - w lasach, po łąkach, po domach&lt;br /&gt;Mam się cieszyć, że "budzi się życie"&lt;br /&gt;- mam się cieszyć, że budzi się komar?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszła wiosna z tą swoją nadzieją&lt;br /&gt;blade toto, niemrawo się dłubie&lt;br /&gt;Pytam - czemu NA SZCZĘŚCIE?&lt;br /&gt;Pytam - czemu NAJBARDZIEJ?&lt;br /&gt;Pytam - ...czemu ja tak to lubię?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic dodać, nic ująć. &lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy w ogóle powinnam strzępić język nad wierszem Poniedzielskiego, biorąc pod uwagę, że pewnie każdy czuje go tak samo. Zmęczenie przydługą zimą dopadło wszystkich, a niecierpliwość sięgnęła zenitu. Czasami myślę, że to bardzo niesprawiedliwe, że przyszło mi żyć w kraju, w którym zima trwa pół roku, a pozostałe pory roku muszą gnać na złamanie karku, żeby tylko zdążyć… przed zimą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale co tam! Kiedy w końcu przychodzi, nic nie jest ważne, nic nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi, nic nie cieszy bardziej niż nieśmiałe pączki oblepiające gałęzie, niż kolorowe krokusy, które wystrzeliły z ziemi zupełnie znienacka.&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 190px;" src="http://www.foto.pwsk.pl/fotki/albums/20080417_Kwiaty/krokusy.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;I ludzie, którzy są dla siebie tacy mili. Milsi niż zazwyczaj. Nawet w Warszawie:) Każdy w pośpiechu wystawia się na pierwsze promienie słoneczne, jakby miało ich zabraknąć. Ale słońca i tak starczy dla wszystkich. I wiosenny wiatr, który rozwiewa włosy i muska policzki, a nie sprawia, że chowamy się głębiej w kaptur kurtki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiosna to maruda. Nigdy się nie spieszy. Drażni się z nami i podbija swoją wartość. Przecież i tak wszyscy powitają ją z otwartymi ramionami. Czy jest ktoś to wiosny nie znosi? Zimę można lubić bądź nie. Ale wiosnę? Kto się jej oprze? &lt;br /&gt;Poza słońcem, ciepłem i zielenią przynosi miliony postanowień zmian na lepsze: będę uprawiać sport, będę zdrowiej się odżywiać, nauczę się jeszcze jednego języka obcego, będę częściej mówić: kocham…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, ta wiosna!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-8385974621292732777?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/8385974621292732777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/03/z-nadzieja-jej-do-twarzy.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8385974621292732777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/8385974621292732777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/03/z-nadzieja-jej-do-twarzy.html' title='Z nadzieją jej do twarzy'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-6345105933187475357</id><published>2010-03-15T14:54:00.010+01:00</published><updated>2011-05-06T09:28:56.710+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4.5 - pozostał niedosyt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Królicza noga!</title><content type='html'>&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 270px;" src="http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcR8ASWnzuLqCN2iK8H_TV00S-BYVNduA-FPH4D5UqghX_hMyxC1&amp;t=1" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Alicja w Krainie Czarów&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;(oryg. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Alice in Wonderland&lt;/span&gt;), 2010&lt;br /&gt;reż. Tim Burton&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powzięłam kolejny krok, by pobudzić swoją zmrożoną ostatnio i skutą lodem wyobraźnię. Przymierzam się powoli do wiosennych porządków nie tylko w domu, ale również w swojej głowie. Nie wyobrażałam sobie lepszej ku temu sposobności niż film Tima Burtona. Zazwyczaj zetknięcie z twórczością tego szalonego (w znaczeniu jak najbardziej pozytywnym) reżysera jest jak karnawał w Rio dla moich zmysłów. Nie inaczej było tym razem. Promyk nadziei na wiosnę w sercu nieśmiało przejrzał się w soplu mojej świadomości. Ale za mało tego słońca, za mało …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabułę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Alicji&lt;/span&gt;, mniej lub więcej, każdy zna. Historia dziewczynki z niezwykłą wyobraźnią, która musi uratować piękny, zaczarowany świat, w którym raz można być wielkim, raz malutkim, a zwierzęta mówią ludzkim głosem znana jest każdemu dziecku, a przynajmniej była za moich czasów (Jak to brzmi! Chyba już zgred ze mnie...). Tym światem rządzi okrutna Czerwona Królowa, która bez wahania ścina &lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 270px;" src="http://images2.fanpop.com/images/photos/6700000/Officially-Released-Image-of-Helena-as-The-Red-Queen-in-Tim-Burton-s-Alice-In-Wonderland-helena-bonham-carter-6794446-490-725.jpg" border="0" alt="" /&gt;głowy swoich poddanych, bo wierzy, że strachem, a nie miłością skuteczniej zmusi swoich podwładnych do posłuszeństwa. Muszę przyznać, że postać złej królowej paradoksalnie wzbudziła we mnie najwięcej ciepłych uczuć. Uwielbiam demoniczną Helenę Bonham Carter, podobnie chyba zresztą jak Tim Burton. Jej duet z Johnnym Deppem urzekł mnie już w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sweeneym Toddzie: Demonicznym golibrodzie z Fleet Street&lt;/span&gt;. To był film! Niestety muszę przyznać, że urzekł mnie znacznie bardziej niż &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Alicja w Krainie Czarów&lt;/span&gt;… Mroczny klimat, ironia, przesłanie i muzyka, która pulsowała mi w głowie jeszcze długo po seansie. Może i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Alicja&lt;/span&gt; jest skierowana do młodszych widzów (chociaż tym najmłodszym to bym raczej odradzała), ale Burton sam sobie ustawił poprzeczkę wysoko… Teraz za każdym razem wymagam od niego prawdziwej uczty filmowej, a nie przekąski rozbudzającej tylko apetyt na więcej.&lt;br /&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 200px;" src="http://latimesblogs.latimes.com/photos/uncategorized/2008/10/15/johnny_depp_and_tim_burton_kevork_d.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;O Johnnym Deppie (Szalonym Kapeluszniku) również nie wypada nie wspomnieć. Jak zwykle znakomity. Zastanawiam się czasem, jak to możliwe, że wcielił się w swoim życiu w tak wiele różnych ról i nigdy nie zawiódł oczekiwań. Przynajmniej moich. Może dlatego, że robi to dla siebie czy dla swoich dzieci, jak sam przyznał, a nie dla nagród i wyróżnień. Swoją drogą, to trochę przygnębiające, że akurat TEN aktor nigdy Oscara nie otrzymał. Ale Akademia już dawno zeszła na psy… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie film polecam, ale w moim przypadków raczej obyło się bez większych achów i ochów. Szybko dałam się wciągnąć do króliczej nory, całkowicie zauroczył mnie Marcowy Zając i rozśmieszyli Dyludyludi i Dyludyludam. Ale czuję niedosyt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam tylko nadzieję, że to nie moja wyobraźnia szwankuje…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: 4,5/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-6345105933187475357?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/feeds/6345105933187475357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/03/krolicza-noga.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6345105933187475357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6794941926782159143/posts/default/6345105933187475357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/2010/03/krolicza-noga.html' title='Królicza noga!'/><author><name>Inez</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05009667713686913776</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_1uIz0XeUp-M/Swvd2UeiZII/AAAAAAAAAAo/dKBFTd5Itjg/S220/reader.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6794941926782159143.post-7516840255065625278</id><published>2010-03-12T23:27:00.003+01:00</published><updated>2010-08-28T18:18:47.506+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>Świat rzeczy małych</title><content type='html'>&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 200px;" src="http://photo.bikestats.eu/p30752/darmowy_katalog_zdjec_rowerowych.jpg" border="0" alt="" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Idź dalej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Adam Asnyk&lt;br /&gt;(1838-1897)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wzywałem ciemności: niech wstanie!&lt;br /&gt;I niech mnie pogrąży w noc ciemną -&lt;br /&gt;Wzywałem milczące otchłanie,&lt;br /&gt;By łona zawarły nade mną. -&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Wzywałem strasznego anioła:&lt;br /&gt;Niech ślad mój zagładzi na ziemi,&lt;br /&gt;Niech wszystkie dnie moje odwoła,&lt;br /&gt;Niepamięć rozpostrze nad niemi!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Lecz próżno wzywałem litości,&lt;br /&gt;Jak inni przede mną wzywali...&lt;br /&gt;Głos tylko mnie doszedł z ciemności,&lt;br /&gt;Co wołał: "Idź dalej, idź dalej!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1871]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie lubię rymowanych wierszy. Są dla mnie takie puste, bez wyrazu, skoncentrowane jedynie wokół tego… by się rymować. Rytm z kolei gubi sens: tam – tam, tam – tam. Jak stukot kół pociągu. Nie słyszę własnych myśli, tylko rytm: tam – tam, tam – tam. Zawsze gnębi mnie nieodparte wrażenie, że poeta nie mógł przecież skoncentrować się jednocześnie na rymowaniu i przekazaniu głębszych treści. Nie wiem, dlaczego nigdy nie potrafiłam docenić tej podwójnej wartości wiersza – struktura i treść jako nierozerwalna całość… To niemożliwe. Natchniony poeta nie może myśleć o rymach! &lt;br /&gt;Ale to tylko moja prywatna i niepoprawna teoria.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten wiersz z miejsca złapał mnie za gardło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Asnyka trafiłam  &lt;img style="float:right; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 240px;" src="http://www.bielbit.com.pl/~asnyktp/asnyklic/userfiles/Image/asnyk_obraz.gif" border="0" alt="" /&gt; przypadkiem, w chwili wyjącego zwątpienia. Potraktowałam go jako mentora, a jego wiersz jako latarnię na morzu szaroburej rzeczywistości. Czasami myślę, że to aż śmieszne, że taki amator poezji, jakim jestem, zawsze trafia na odpowiedni wiersz w odpowiedniej chwili. Człowiek nie powinien się użalać nad sobą, ale skoro dzięki temu ma mu ulżyć… Czemu nie? Ile razy rzucałam w pustkę to wyświechtane pytanie: czemu ja? czemu znowu ja? A moje pytanie zawsze pozostaje bez odpowiedzi. Nikt nie ma odwagi, a tym bardziej litości, żeby dodać mi otuchy. Bo codziennie miliony innych maluczkich, podobnych mnie, narzeka na okrutny los, na niesprawiedliwy podział ról, na wiatr w oczy i inne przeszkody walające się na drodze do szczęścia. Puchną uszy od narzekań. Ale na szczęście ja już powoli dorastam. Powoli rozumiem i przestaję się skarżyć. Dostrzegam te małe rzeczy, które kształtują mój mały świat. I idę dalej, idę dalej…&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Tak na marginesie: jak łatwo odkryć znienawidzonego poetę z liceum na nowo…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6794941926782159143-7516840255065625278?l=krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com' alt='' 
