
Charles Dickens, Dawid Copperfield
Dickens Ch., „David Copperfield”, Bantam Classics, New York 1981
s: 832
Nie tak wyobrażałam sobie początek mojej przyjaźni z Davidem Copperfieldem. Fatalne wydanie powieści, na które skarżyłam się kilka postów wcześniej, napsuło mi sporo krwi, ale nie zniechęciło bynajmniej do kontynuowania przyjaźni zawartej w tak niefortunnych okolicznościach. Wystarczyło tylko znaleźć odpowiednie (kompletne) wydanie powieści, by szybko przełknąć gorycz poprzedniego rozczarowania.
Charles Dickens daje nam do rąk opowieść, od której nie można się oderwać. Słyszałam, że lekturze tej historii, jak i wielu innych, które wyszły spod pióra Dickensa, sprzyjają raczej zimowe pejzaże, ale dla mnie pogoda za oknem nie miała większego znaczenia. Gdy ktoś, tak jak ja, uwielbia odwiedzać myślami beztroskie czasy dzieciństwa i młodości, da się ponieść tej opowieści o dowolnej porze roku. U mnie szybko przewracane strony naprawdę trzepotały niczym skrzydła…
David Copperfield to chłopiec, który pierwsze lata swojego dzieciństwa spędził w otoczeniu kobiet. To doświadczenie zasiało w nim niezwykłą wrażliwość graniczącą prawie z naiwnością, przez którą niejednokrotnie wpadał potem w poważne tarapaty, ale która również sprawiała, że kobiety otaczały go niemal matczyną czułością. Dzięki tej swojej niezwykłej wrażliwości nawiązywał wiele dziwnych przyjaźni, które pozostawały nie bez wpływu na jego dalsze życie. Nie podejmuję się nawet próby streszczenia perypetii Davida – zajęłoby to zbyt wiele czasu, podobnie jak opisanie każdego z bohaterów, gdyż Dickens ukazuje nam pełny przekrój dziewiętnastowiecznego społeczeństwa angielskiego we wszystkich jego barwach i odcieniach. A David jest tylko jego wiernym kronikarzem. Trudno nawet powiedzieć, że to właśnie on zdobył moją największą sympatię. Wielokrotnie denerwowała mnie jego bezsilność i naiwność, gdy zdarzało mi się zapomnieć, że to przecież tylko dziecko. Wzruszył mnie jednak bardzo, gdy wybrał się na pieszą wędrówkę z Londynu do Dover, by odnaleźć swoją jedyną krewniaczkę,
której nigdy wcześniej nie poznał. I to chyba właśnie daleka ciotka Davida, Betsy Trotwood, rozczuliła mnie najbardziej. Stara panna, pozostająca w dziwnym, nieformalnym związku z panem Dickiem, pozornie sroga, energiczna, odwiecznie wojująca z osłami przechadzającymi się po jej doskonałym trawniku, niezdolna wybaczyć Davidowi (na początku), że nie jest dziewczynką szybko wzbudziła moją sympatię. Zresztą myślę, że z całego tego dobrodziejstwa postaci każdy wybrałby inną - tę jedyną, wyjątkową i ulubioną. David Copperfield to kolejna pozycja, której nie wypada nie znać. Chociaż tak naprawdę, ile jest takich książek, które TRZEBA przed śmiercią przeczytać? Raczej życia nam nie starczy… Jeśli jednak Wasza dłoń prześliźnie się przypadkiem w bibliotece po grzebiecie tej powieści Dickensa, pamiętajcie, że jeśli się skusicie, czeka Was spora dawka niewinnej i beztroskiej przyjemności. Bez drugiego dna.
Moja ocena: 5,5/6
Książka jest w moich planach :-)
OdpowiedzUsuńZgadzam się z myślą wieńczącą Twoje rozważania - tyle jest OBOWIĄZKOWYCH książek, że w tym życiu nie damy rady się z nimi obrobić. Ale wierzę w reinkarnację, więc coś nas pewnie jeszcze czeka :)
OdpowiedzUsuńPoza tym też lubię przenosić się w czasy dzieciństwa. Aura za oknem nie ma nic do rzeczy!
Ach, "David Copperfield" :) Masz rację, nie można się od niego oderwać, nie sposób zapomnieć o tej pięknej opowieści.
OdpowiedzUsuńA co do aury, ja myślę, że obecna jest wprost idealna, by przenieść się do dzieciństwa. Lato zawsze będzie mi się kojarzyć z młodzieńczą beztroską. Aczkolwiek, Dickens może oczarować bez względu na porę. Pozdrawiam :)
Przyznam się że tej książki to jeszcze nie czytałem, ale chyba się skuszę. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńHmmm...Jeszcze tyle książek chciałabym przeczytać.Życie jest za krótkie ...
OdpowiedzUsuńKlaudyno, reinkarnacja to faktycznie pocieszająca opcja dla zatroskanych czytelników... O ile odrodzisz się na przykład pod postacią mola książkowego;))
OdpowiedzUsuńAgatoris, dla mnie jest jednak za gorąco, by robić cokolwiek, poza czytaniem w cieniu kanapy:)
Alexie, na pewno nie pożałujesz!
nikusiasta, ale sporo można w nim upchnąć, bo rozciągliwe jest bardzo.. Nie trać nadziei:)
Pozdrawiam odwiedzających!
Ja też ją kocham... Styl pisarski Dickensa jest do pozazdroszczenia. Przykro, że dzisiaj nikt już tak nie pisze. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa sobie styl Dickensa od dziecka porónywałem do teledysków Enyi - nawet jak pada śnieg, to jest tak przyjemnie cieplutko.
OdpowiedzUsuńBarbaro, dziś pisze się inaczej, wytrwale i w znoju trzeba szukać perełek, ale można takowe odnaleźć... Na szczęście klasyki nikt nam nie odbierze:)
OdpowiedzUsuńOengusie, do głowy by mi nie przyszło, ale w sumie... interesujące porównanie.
Pozdrawiam i dzięki za odwiedzimy!
Inez, może mi się uda w moim życiu upchnąć wszystkie książki, które chciałabym przeczytać...
OdpowiedzUsuńPowodzenia:)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie warto sięgać do takiej literatury. Do klasyki. Ten styl tak różny od dzisiejszego dalej przyciąga wielu czytelników - m.in. mnie :)
OdpowiedzUsuńAdamie, to bardzo dobrze, że sięgasz po klasykę. Ja chyba zawsze będę preferowała i promowała ten własnie rodzaj literatury...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam